Dzisiaj jest 23 lis 2017, 22:39

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 11 gru 2008, 14:07 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 gru 2006, 9:45
Posty: 460
Lokalizacja: Żoliborz
W okresie ferii (1-8 II) chciałbym się wybrać w Tatry na kurs turystyki wysokogórskiej. Może ktoś ma ochotę wybrać się ze mną?. Gdyby się uzbierało kilka osób, to można by się było dogadać z instruktorem i zrobiłby kurs taniej i specjalnie pod nas. Cena "katalogowa" za 3 dni tarzania się w śniegu to 600 zł - zdzierstwo. Myślę, że uda się wynegocjować kurs tańszy i dłuższy: 4-5 dni.

Sam kurs to nie jakiś wielki alpinizm - bardziej chodzi w nim o obycie się ze sprzętem (raki, czekany, uprzęże) i oswojenie się z Tatrami zimowymi. Sporo osób w Trampie już uczestniczyło w czymś takim, więc przy okazji wigilii klubowej może podzielą się z resztą swoimi doświadczeniami.

Mamy w klubie sporo sprzętu, który rzadko używamy. Po odbyciu kursu można by zacząć serię wypadów treningowych w Tatry - coby sprzęt nie rdzewiał w szafie, a my żebyśmy nie pozapominali umiejętności wyniesionych z kursu.

Wpisujcie się w tym wątku, jeśli jesteście zainteresowani. Zapraszam!


Program zimowego kursu turystyki wysokogórskiej
5-8 II 2009
instruktor: Wiesław Madejczyk

Teoria:
1. Sprzęt i wyposażenie turysty zimowego: demonstracja i zapoznanie z działaniem wybranych elementów sprzętu do wspinaczki letniej i zimowej oraz innych elementów wyposażenia; zakres zastosowań, wady i zalety poszczególnych elementów.
2. Specyfika turystyki zimowej - uzmysłowienie odrębności i trudności działania w górach lodowcowych oraz w zimie.
3. Niebezpieczeństwa gór z naciskiem na występujące zimą; zachowanie się w sytuacjach awaryjnych związanych z załamaniem pogody. Niebezpieczeństwa zimowe i gór lodowcowych tylko w zakresie podstawowym.
4. Podstawy nawigacji: korzystanie z mapy, przymiaru poziomicowego, klinometru, kompasu, wysokościomierza, planowanie trasy wycieczki.
5. Lawiny - przyczyny, mechanizm, profilaktyka.
6. Taktyka wyboru trasy.
7. Biwakowanie w zimie.

Zajęcia praktyczne:
1. Węzły i podawanie liny: podstawowe węzły wykorzystywane we wspinaniu, wiązanie się liną do uprzęży i bezpośrednio, podawanie i wybieranie liny.
2. Poruszanie się w rakach (różne sposoby), asekuracja przy pomocy czekana (budowa różnych typów prostych stanowisk w śniegu)
3. Asekuracja poprzez ciało, różne sposoby asekuracji.
4. Użycie elementów asekuracyjnych: haki, śruby lodowe, igły do traw, pętle.
5. Ćwiczenia nawigacyjne: wyznaczenie trasy i jej przejście z użyciem mapy, kompasu i altimetru.
6. Ćwiczenia lawinowe: wykonywanie przekrojów pokrywy śnieżnej i prób lawinowych, poszukiwanie ofiary za pomocą detektorów i sond lawinowych.
7. Budowa jamy śnieżnej.
8. Asekuracja na lodowcu (podstawy, symulacja w terenie śnieżnym, nauka wychodzenia ze szczelin lodowcowych).
9. Asekuracja na grani. Techniki poruszania się w różny terenie.
10. Wyjście treningowe w góry (jeśli warunki pozwolą).

Ilość miejsc: 6
cena:
6 osób 450zł/os.
5 osób 500zł/os.
4 osoby 550zł/os.

Po Nowym Roku trzeba wpłacić zaliczkę po 150zł/os. Zainteresowanym podam na privie dane do przelewu.


Ostatnio zmieniony 16 sty 2009, 1:04 przez lorenco, łącznie zmieniany 5 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 0:17 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
Moje subiektywne zdanie jest takie, że taki kurs nie jest wart żadnych pieniędzy. To jest zabawa, która słono kosztuje. Ani razu od kursu nie skorzystałem z umiejętności tam nabytych. Do zapoznania się ze sprzętem fajniejszy jest myślę kurs skałkowy, bo to jest w 99% ten sam sprzęt(w skałkach nie używa się śrub lodowych ;) ), a i po kursie skałkowym łatwiej samemu ćwiczyć. Z Tatrami jest taki problem, że żeby po nich łoić zimą z wszystkimi tymi śrubami i innymi pierdołami trzeba mieć jaja... Jeden fałszywy krok i spuszczasz sobie tony śniegu na łeb. A chodzenie w rakach można ćwiczyć za darmo na Babiej albo w Bieszczadach ;) My na przykład nauczyliśmy się chodzić związanymi liną w boju- na Piku, bo kurs nie przewidywał takiego ćwiczenia...

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 0:41 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 lis 2006, 20:25
Posty: 382
Lokalizacja: Gród Gryfa
To akurat lepiej sie nie chwal, ze tam dopiero zaczynaliscie nauke chodzenia zwiazanym.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 1:42 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2006, 22:46
Posty: 279
Lokalizacja: z jaczej skóry
Dziaso ma troche racji w tym co pisze - istnieja lepsze sposoby wydania pieniedzy niz kurs turystki zimowej. Ja za 8 dni zaplacilem jakies 1200pln. I zgadza sie, ze wiekszosci rzeczy omawianych na kursie nigdy sie nie nauczylem, ale mimo wszystko ciesze sie, ze w nim uczestniczylem.
Przede wszystkim wiedza o zagrozeniu lawinowym. Oczywiscie ryzyko zjechania z lawina podczas jednorazowego wypadu jest niewielkie, jednakze jak sie je czesto powtarza to brak wiedzy na ten temat moze byc niebezpieczny. I jak zauwazylem podczas naszych letnich wakacji z Emilka bylismy zdecydowanie bardziej wrazliwi na tym punkcie od reszty ekipy.
Jesli chodzi o chodzenie w rakach czy uzywanie czekana, to taki kurs rzeczywiscie duzo nie daje - lepiej samemu pojechac i poprobowac, moze podrze sie jedna czy dwie pary spodni, no ale coz... taka cena wiedzy.
Chodzenie z lina - ja na swoim kursie wchodzilem na Swinice i niewatpliwie cos to dalo, ale to tez mozna samemu pocwiczyc. Ale tak na prawde dopiero jak ktos sie wywali mozna spsrawdzic czy wie co sie robi, a takiej sytuacji na kursie nie mialem.
Przechodzenie przez szczeliny. Moim zdaniem najwazniejsza, po rozpoznawaniu zagrozenia lawinowego czec kursu. U mnie bylo to dosc slabe. Cwiczylismy jakies wyciaganie sie na linie, ale bylo tam rzeba zrobic tyle wezelkow, ze od samego poczatku nie wiedzialem o co chodzi....
No i to tyle, a wiec jak macie nadmiar kasy, to warto. W przeciwnym wypadku mozecie troche bez zadnego instruktarzu sprobowac podzialac.
Ale najwazniejsze przy podejmowaniu decyzji o wyjezdzie na kurs. Nigdy, przenigdy z Markiem Pokrzanem z PZA. Takiego palanta i rownie tragocznego instruktora (mimo jego calkiem sporej wiedzy) jak zyje, nie widzialem.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 1:51 
Offline
mała złota

Rejestracja: 08 lis 2006, 20:06
Posty: 210
Lokalizacja: Otwock
Ja też za młodych lat (hehe) uczestniczyłem w takim kursie i ZDECYDOWANIE polecam. Ważny jest jednak wybór (lub trafienie) dobrego instruktora.

Wiadomo - można sporo chodzić po Tatrach czy nawet Alpach bez takiego przeszkolenia i mieć farta. Ja np. nie spotkałem się jeszcze z koniecznością korzystania ze śrub lodowych - ale grzyba śnieżnego robiłem już do zjazdu. Nie sądze, żeby takie rzeczy ktoś pokazywał na kursie skałkowym...

Mój kurs też nie przewidywał ćwiczenia z chodzenia z liną, bo tego akurat faktycznie można się nauczyć w boju - wystarczy tylko zrobić rundkę po wyjściu ze schronu/namiotu na śnieg, a w razie potrzeby się cofnąć. Na kursie powinny być przećwiczone techniki ratownictwa w terenie lodowcowym, bo tego w boju i eksperymentalnie lepiej chyba się nie uczyć... Generalnie moje zdanie jest takie, że wszystko jest fajnie jak jest fajnie - natomiast kurs ma dać ci ZAPAS umiejętności, który przyda się np. jak pogubisz droge na lodowcu we mgle.

Masa ludzi chodzi po Tatrach zimą bez odpowiednich umiejętności, o czym nawet kiedyś wspominałem na forum. W Alpach też spotykałem ludzi, którzy pojechali tam na przypał. Myśle, że właśnie stąd wynikają generalnie znane złe opinie o polskich turystach wśród lokalnych służb ratunkowych.
Mi sporo dawały do myślenia śmiertelne wypadki, które zdarzyły się już na dwóch drogach niedługo po tym, jak wchodziłem nimi na Blanca...

Ostania uwaga - wg mnie warto wymóc na instruktorze rozszerzenie oficjalnego programu kursu o praktyczne szkolenie lawinowe. To, że w polskich Tatrach wiecej ludzi wymachuje GPS-ami niż wie co to detektor lawinowy, to nie jest rzecz, którą możemy się chwalić...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 16:39 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 lip 2008, 8:42
Posty: 122
Lokalizacja: a teraz Grodzisk Maz. :)
Ja jestem po kursie skałkowym i taternickim letnim (prawie).
Dla tych, którzy uważają, że wystarczy obycie z uprzężą i liną z kursu skałkowego powiem, że bez odpowiedniej wiedzy w zakresie zakładania asekuracji, zwłaszcza w warunkach zimowych, takie obycie jest na plaster.
Nawet na kursie taternickim nie ma mowy o używaniu sprzętu zimowego.

Pozostawiam każdemu wybór, czy inwestować w kurs, czy wybierać się na wyjazdy z ludźmi doświadczonymi w tym względzie - jak kto woli i może.
Wydaje mi się tylko, że po prostu trzeba jakoś się przygotować do uprawiania zimowej turystyki, żeby nie była ona śmiertelnie niebazpieczna (mówię tu zarówno o czekanie i rakach - to podstawa turystyki górskiej zimą, ale i o dodatkowych metodach asekuracji - dziaby, śruby, igły, szable śnieżne).

Oczywiście trzeba opanowania wiedzy i umiejętności w praktyce i tu właśnie kładłabym największy nacisk.
Przemku, ja się rozejrzę wśród moich znajomych instruktorów, czy ktoś nie robi kursu zimowego. Warto byłoby jeśli już jechać, pojechać z kimś kogo się zna i jest pewnym.
pzdr


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 16:53 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
moje zdanie jest podobne do zdania Dziasa...
według mnie za formę w jakiej są organizowane te kursy nie warto wydawać takiej kupy kasy
chodzić w rakach można nauczyć się samemu (wystarczy trochę poczytać i poćwiczyć niekoniecznie w tatrach)
o używaniu czekana turystycznego też można poczytać i samemu potrenować
ogólnie to nie jest tak, że od razu na takim kursie będziecie jak na filmach wchodzić w rakach i czekanach na pionowe skały lodowe...
ja pamiętam dobrze jedno stwierdzenie naszego instruktora (który swoją drogą był bardzo porządny), iż "jak widzicie lód to...spier***my"
chodzenie po lodzie to zupełnie inna bajka ;)
budowanie grzybów ze śniegu w celu asekuracji można ćwiczyć na bardziej stromych stokach niekoniecznie w tartach

cały kurs dobrze podsumowuje tekst głównego organizatora naszego kursu (nie nasz instruktor)
"kurs ma was nauczyć jak wejść na Blanka..."

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 18:59 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
Śpiewan pisze:
I jak zauwazylem podczas naszych letnich wakacji z Emilka bylismy zdecydowanie bardziej wrazliwi na tym punkcie od reszty ekipy.


hehe... jesli ten kurs wyrabia taka "wrazliwosc" jak u Spiewana to chyba faktycznie lepiej sobie odpuscic :P


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2008, 19:04 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
a właśnie...przypomniało mi się
w tym roku została zakupiona do klubu książka "Góry, Wolność i Przygoda" w której jest duuużo przydatnych w tej kwestii informacji

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 0:21 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 wrz 2006, 23:56
Posty: 173
Lokalizacja: Lublin
Szczerze, to troche zaskoczylo mnie podejscie Dziasa i Wilka, i Spiewana po czesci tez. Bylismy na kursie razem (z Wilusiem i Dziasem), ale jakos nie uwazam, ze bylo to wyrzucenie pieniedzy w bloto. Owszem, bylo troche negatywnych emocji tuz po kursie, ale czego sie spodziewac, skoro pojechalismy tam jako grupa napalonych na zimowe gory w trudnych warunkach, a dostalismy chlodne ostrzezenie, ze gory zima sa po prostu niebezpieczne i najlepiej w to sie nie pchac?
Mysle, ze bardzo madrze postawil sprawe Piotek - kurs jest po to, aby dac Ci duzo wiecej umiejetnosci, ktorych normalnie nie potrzebujesz, ale ktore moga uratowac Ci zdrowie albo i zycie, kiedy tylko schrzani sie pogoda, na przyklad. A to, ze praktyka jest najwazniejsza to oczywista sprawa. Kurs trwa kilka dni i ciezko w te kilka dni nauczyc sie wszystkiego, nie mowiac juz o uczeniu sie wszystkiego na blache. Mysle, ze wielka rola takiej zimowki jest tez zasygnalizowanie wielu niebezpieczenstw.

SzataN pisze:
Moje subiektywne zdanie jest takie, że taki kurs nie jest wart żadnych pieniędzy. Ani razu od kursu nie skorzystałem z umiejętności tam nabytych.

A gdybys schrzanil sie do szczeliny na Pikusiu i musialbys albo hamowac czekanem, albo wyjsc z tej szczeliny sam, to juz bys skorzystal z umiejetnosci nabytych na kursie, co?

Śpiewan pisze:
...niewatpliwie cos to dalo, ale to tez mozna samemu pocwiczyc. Ale tak na prawde dopiero jak ktos sie wywali mozna spsrawdzic czy wie co sie robi, a takiej sytuacji na kursie nie mialem.

No to ja nie rozumiem. My cwiczylismy hamowanie czekanem na bezpiecznych stokach albo wyciaganie ze szczeliny w takim kotle kolo Murowanca. Chyba nie oczekujesz, ze na kursie, w swoistego rodzaju warunkach laboratoryjnych, ktos NAPRAWDE potknie sie i spadnie z jakiejs powaznej grani ryzykujac zycie, zeby NAPRAWDE pocwiczyc hamowanie?

wilk pisze:
chodzić w rakach można nauczyć się samemu (wystarczy trochę poczytać i poćwiczyć niekoniecznie w tatrach)
o używaniu czekana turystycznego też można poczytać i samemu potrenować
budowanie grzybów ze śniegu w celu asekuracji można ćwiczyć na bardziej stromych stokach niekoniecznie w tartach

cały kurs dobrze podsumowuje tekst głównego organizatora naszego kursu (nie nasz instruktor)
"kurs ma was nauczyć jak wejść na Blanka..."

Ja osobiscie nie odwazylabym sie isc w trudnych warunkach z kims, kto swoja wiedze o chociazby asekuracji posiadl dzieki lekturze i samodzielnej praktyce nawet w Tatrach. Co innego, jesli masz doswiadczonych kumpli, z ktorymi mozesz pojechac w gory zima. Jesli takich nie masz - jak dla mnie oko instruktora, nawet przez te kilka dni, jest istotne.

A propos "podsumowania" kursu przez naszego instruktora, to powiedz szczerze, Wilek, czy uwazasz, ze wejscie na Blanca technicznie jest istotnie mniej wymagajace niz wejscie na Pik Lenina (przypomne, ze w drodze na szczyt i z powrotem niektorzy z nas ani razu nie odpieli czekana od plecaka)?

Btw. Wilek, a pamietasz, dzieki komu dowiedziales sie w ogole o istnieniu ksiazki "Gory - wolnosc..." i kto Ci ja goraco polecil jako rzetelny podrecznik?

Podsumowujac, trzymam kciuki za udany kurs, Lorenco i mam nadzieje, ze pojezdzimy sobie w zimowe gory razem. ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 0:39 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 gru 2006, 9:45
Posty: 460
Lokalizacja: Żoliborz
Dzięki Marto za słowa poparcia. Nawiązując do kilku postów z tego wątku:

Ceny kursu to zdzierstwo i nie musicie mnie o tym przekonywać. Będę kombinował, aby na kursie było jak najwięcej przydatnych rzeczy za jak najmniejsze pieniądze. Dlatego mam dwie prośby:

1 Osoby, które znają rzetelnych instruktorów, z którymi można się ugadać na tańszy kurs, niech mi przesyłają do nich namiary na priva

2 Osoby, które byłyby ewentualnie zainteresowane udziałem w kursie, niech się ujawnią w tym wątku (jeśli znam orientacyjną liczbę uczestników, to mogę zaczynać jakiekolwiek negocjacje cenowe).

Niech Was nie zrazi "marudzenie" Wilka czy Dziasa :) To, że kursy są za drogie, nie oznacza, że są bez sensu. Po prostu trzeba popracować nad ceną :) Podobnie nie chce mi się wierzyć, że wszyscy instruktorzy to cwaniaczki, którym zależy tylko na wyciągnięciu kasy od kursantów. Na pewno jak poszukamy, to znajdziemy sensownego szkoleniowca. A kurs zrobić warto. Dużo chodzimy w zimie po górach - być może umiejętności wyniesione z porządnego kursu uratują kiedyś komuś życie. Poza tym, w kwestii raków i czekanów, mamy w Klubie kilku genialnych samouków:-), ja niestety do nich się nie zaliczam...

_________________
www.chcechodzic.pl/kasia/#/pomoc


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 0:46 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
Marta pisze:

SzataN pisze:
Moje subiektywne zdanie jest takie, że taki kurs nie jest wart żadnych pieniędzy. Ani razu od kursu nie skorzystałem z umiejętności tam nabytych.

A gdybys schrzanil sie do szczeliny na Pikusiu i musialbys albo hamowac czekanem, albo wyjsc z tej szczeliny sam, to juz bys skorzystal z umiejetnosci nabytych na kursie, co?



Droga Marto nie zapalałbym się tak, gdyż jak pamiętamy Tobie najmniej kurs się podobał pod względem programu. Widać czas leczy rany :P Mnie na przykład dziwi, że polecasz Przemkowi wydanie paru stów na nauczenie się trzech węzełków... W moim poście skupiłem się na krytyce, a zapomniałem zaproponować rozwiązania. Tak jak już zostało w tym wątku napisane uważam, że najlepiej jest takie rzeczy potrenować ze znajomymi. Młodsze trampy mają to szczęście, że kilka osób wcześniej zapaliło się do napier... w lodzie w pionowej ścianie i wydało te parę stów i teraz mogą podzielić się doświadczeniem. I jeszcze jedno w kwestii technik asekuracyjnych: uważam, że spokojnie można z rysunków nauczyć się wychodzenia ze szczeliny i wyciągania nieprzytomnego ze szczeliny. Z tego co pamiętam to u nas na kursie nikt nie załapał tego, jak wyciągaliśmy "nieprzytomnego" Wilusia, a niektórzy mieli poważne problemy ze zrobieniem gardy. BTW. zrobiłabyś gardę dzisiaj, dwa lata po kursie i kilka miesięcy po zdobyciu siedmiotysięcznika?? Nie wspominając już o technice na jaką zdecydowaliśmy się idąc na Pikusia, czyli jak ktoś wpadnie to hamujemy, a potem ciągniemy rękoma za linę i jakoś to będzie :P Zgadzam się, że wiedza jest podstawą i jest niezbędna, ale lepiej kilka razy przećwiczyć to ze znajomymi niż wydawać kasę na kurs.

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 0:53 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
Marta pisze:
wilk pisze:
chodzić w rakach można nauczyć się samemu (wystarczy trochę poczytać i poćwiczyć niekoniecznie w tatrach)
o używaniu czekana turystycznego też można poczytać i samemu potrenować
budowanie grzybów ze śniegu w celu asekuracji można ćwiczyć na bardziej stromych stokach niekoniecznie w tartach

cały kurs dobrze podsumowuje tekst głównego organizatora naszego kursu (nie nasz instruktor)
"kurs ma was nauczyć jak wejść na Blanka..."

Ja osobiscie nie odwazylabym sie isc w trudnych warunkach z kims, kto swoja wiedze o chociazby asekuracji posiadl dzieki lekturze i samodzielnej praktyce nawet w Tatrach. Co innego, jesli masz doswiadczonych kumpli, z ktorymi mozesz pojechac w gory zima. Jesli takich nie masz - jak dla mnie oko instruktora, nawet przez te kilka dni, jest istotne.


specjalnie nie napisałem nic (albo prawie nic) o asekuracji :P
bo zgodzę się, że te kilka technik co nam pokazał przydaje się w określonych sytuacjach...ale nie było ich wiele
Marta pisze:
A propos "podsumowania" kursu przez naszego instruktora, to powiedz szczerze, Wilek, czy uwazasz, ze wejscie na Blanca technicznie jest istotnie mniej wymagajace niz wejscie na Pik Lenina (przypomne, ze w drodze na szczyt i z powrotem niektorzy z nas ani razu nie odpieli czekana od plecaka)?


nie wiem bo nie wchodziłem na Blanka ;)
bardziej miałem w zamyśle to, iż to stwierdzenie strasznie spłyca moim zdaniem sprawę i idee kursu bo moja myśl po tym jak to usłyszałem była taka, iż to tak jakby Ci babka na matmie powiedziała, iż uczysz się tylko po to by zdać egzamin...

Marta pisze:
Btw. Wilek, a pamietasz, dzieki komu dowiedziales sie w ogole o istnieniu ksiazki "Gory - wolnosc..." i kto Ci ja goraco polecil jako rzetelny podrecznik?


wiem, pamiętam...ja naszego instruktora darzę dużym szacunkiem :)

ja na koniec dodam, iż pomysł by się dogadać z instruktorem samemu apropo ceny i tego co ma być na kursie wydaje mi się niezłym rozwiązaniem...myślę, że naszego instruktora mogę polecić (ktoś od nas z grupy ma chyba do niego kontakt)

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Ostatnio zmieniony 13 gru 2008, 0:56 przez wilk, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 0:54 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
lorenco pisze:
Dzięki Marto za słowa poparcia.


Niech Was nie zrazi "marudzenie" Wilka czy Dziasa :)


Przemku, odnoszę wrażenie, że już zdecydowałeś się wydać kaskę. No jak chcesz wydać to wydasz i będziesz miał czyste sumienie jadąc zimą w Tatry... Tylko po co w takim razie chcesz, żeby ktoś dzielił się z Tobą doświadczeniami ;)

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 gru 2008, 2:14 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:40
Posty: 1162
Lokalizacja: Ursynów ponownie
Mój punkt widzenia jest taki jak Marty. Jadąc tam byłem kompletnym żółtodziobem i pojęcia o górach zimą nie miałem i czegoś na pewno się nauczyłem. 600 PLN za 3 dni to dużo, pamiętam, że my płaciliśmy 450. Aha no i instruktor to ważny element różnicujący wartość. Z całym szacunkiem dla Szerfa to na początku potraktował nas jak bandę z warszawskiego gimanzjum. Dopiero ostatniego dnia trochę wyluzował.
Moim zdaniem generalnie warto coś takiego odbyć, zwłaszcza jeśli nigdy nie było się zimą w wysokich górach.
A co do nauki samemu, to chciałem zapytać gorących tego orędowników ile to razy próbowali dla wprawy hamować czekanem, albo ile razy dla świczeń wyciągali kogoś ze szczeliny?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Yahoo [Bot] i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group