Dzisiaj jest 18 lis 2017, 3:03

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 maja 2007, 17:00 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:46
Posty: 930
Lokalizacja: Stegny
Nie prowokuj:)

_________________
www.mydlak.com


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2007, 15:12 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Nie prowokuję, ależ skąd :) Tylko zanim napiszesz to połowę zapomnisz, czysta troska mną powoduje ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2007, 15:53 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Cagypcka pisze:
by przybliżyć choć trochę barwy naszej przygody, wrzucam zdjęć kilka. Endżoj!

Z przedstawionego przybliżenia wynika, że wyjazd zaiste stał pod znakiem dobrej zabawy. Nie mogę się jednak nie powstrzymac przed wyrażeniem szczególnego entuzjazmu spowodowanego widokiem wyjątkowo radosnych min prezentowanych przez jedną z uczestniczek, na czele z "króliczkiem" http://picasaweb.google.com/asadurska/SerbiaMaj2007/photo#5061436447360135954 , "koneserem" http://picasaweb.google.com/asadurska/SerbiaMaj2007/photo#5061429854585332626 , "lotnikiem" http://picasaweb.google.com/asadurska/SerbiaMaj2007/photo#5061432843882572402 :D
Chyba to ostateczny koniec image prezentowanego niegdyś w demoniczno-turpistycznych awatarach. Choć z drugiej strony "króliczek" jednak jest nieco demoniczny...
A pełną relację też chętnie przeczytam - niniejszym nich się czuje motywowany ten kto powinien :rotfl:

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2007, 19:08 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Moje zdjęcia też już są:

http://galleryjacek.mediaobject.co.uk/c1272804_1.html


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2007, 20:17 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 paź 2005, 22:43
Posty: 440
Lokalizacja: Kielce
Robert pisze:
Chyba to ostateczny koniec image prezentowanego niegdyś w demoniczno-turpistycznych awatarach

Człowiek dojrzewa ;)

_________________
Русская речь без мата превращается в доклад.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 maja 2007, 1:43 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
No cóż, to może w związku z Mydlakowym niechciejstwem przejmę z obowiązku rolę kronikarza dla potomności dla siebie:)

Po przygodach w pociągach, które może opisze ktoś inny, w końcu spotkałem się na dworcu w Nowym Sadzie z Kasią, Anką i Mydlakiem, którzy dojechali spóźnieni jedynie o jakieś 20 minut. Za namową Prezesa Planinarskog Saveza Srbije czyli czegoś w rodzaju ich PTTK, poznanego przeze mnie w pociągu (!) zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Popovicy u podnóża gór, aby tam spędzić noc, gdyż są tam miejsca do rozbicia się, bowiem startował właśnie tej nocy Fruškogorski Maraton, czyli taki górski Kampinos dla Serbów. Okazało się jednak, że ludzi jest dużo za dużo,żeby spokojnie spędzić noc (jak się później okazało, ten sposób spędzania wolnych dni za miastem - radio plus basy z auta plus dużo piwa) jest właściwy dla tego narodu. Niemniej jednak dzięki gościnności pewnych emerytów mających domki weekendowe 500 m nad głównym obozem maratończyków mogliśmy spędzić wieczór przy rakiji (ich) i kabanosach (naszych) oraz rozmowach, przy których mogłem pierwszy raz sprawdzić się w roli tłumacza niemal symultanicznego. W nocy a właściwie nad ranem, raz słyszałem zabawny dialog podobny do kampinoskich, kiedy to jakaś para schodziła z maratonu i dziewczyna przekonywała faceta w bardzo dosadny sposób, żeby jeszcze dał radę te 500 m i nie kładł się tu bo to na pewno nie meta ;)

Następny dzień zaczął się bardzo miło, czyli wspominaną wizytą u emerytowanego kolejarza i jego żony Sonji, którzy byli trochę nudziarzami, ale zabawnymi, poczęstowali nas paprikašem, czyli węgierską zupą gulaszową (bo jedzenie zostawcie sobie na góry) i rakiją, pitą o 9 rano (ciekawe uczucie) - a pan jeśli wszystko co opowiedział o sobie było prawdą był dość malowniczą postacią :) Pani Sonja zaś, poza tym że dobrze gotowała, była Rusinką z jednej z trzech łemkowskich wsi w Wojwodinie, i mówiła śmiesznym dialektem przypominającym raczej słowacki pomieszany z polskim.

Potem już byliśmy w górach. Pierwsze było Ledinačko jezero, które na jednej mapie było, a na drugiej nie, bo okazuje się, że chcą zasypac to piękne miejsce i na nowo uruchomić kamieniołom. Jak widać na zdjęciach, szkoda by było. Z tego powodu (znaczy kamieniołomu) nie mogliśmy poleżeć nad samym jeziorem a nad nim, na kilkudziesięciometrowej skarpie. Na nią zaś wiodło jedno ze stromszych podejść jakie miałem w życiu przyjemność odwiedzić, chociaż na szczęście krótkie. Jak już się ponapawaliśmy, przyszedł czas na dalsze testowanie wyrobów przemysłu piwiarskiego, tym razem było to piwo LAV, wypite w sklepie w Starich Ledincach, do ktorych zeszliśmy znad jeziora. Tam właśnie dziewczęta po skonsumowaniu dwóch butelek tegoż trunku zaczęły dawać uput pierwotnym instynktom, obrzucając się trawą. Później zachciało nam się jeść, co też uczyniliśmy dwie godziny później po podejściu na górę Zmajevac, gdzie znajdowała się kafana z dobrymi ćevapami. Po takim popasie mieliśmy siłę tylko na godzinkę drogi po grzbiecie i rozbicie się pod drzewami. Tej nocy wiało i było trochę zimno.

Następnego dnia ruszyliśmy dalej oglądając opuszczony górski hotel na Brankovcu i całkiem czynny manastir Beočin, a później dość ambitnym podjeściem w kurzu i pyle (nie padało tam chyba z miesiąc) dotarliśmy na szczyt Orlovca, gdzie znajdowała się kolejna kafana w schronisku, w której oczywiście zatrzymaliśmy się na piwa i lody. Lody zaskoczyły nas ilością (5 kulek) i ceną (100 din), nietypowo niską jak na obiekt turystyczny. Stamtąd zaś czarnym szlakiem zeszliśmy nad sam Dunaj do wsi Čerević. Tam niestety nie dawali jeść a tylko pić, pojawił się do tego problem logistyczny w postaci głowy Anki, a właściwie jej umycia. Kupiliśmy zatem 10 litrów wody, do tego w butelki nabraliśmy jeszcze 5, i z tą ilością poszliśmy tam skąd przyszliśmy czyli około 2 kilometrów nad wieś, na piękną łąkę z widokiem na Dunaj, tuż nad działającą cegielnią, gdzie Anka z pomocą Mydlaka umyła głowę w jakichś 6 litrach wody i jednym kociołku.

Następny dzień postanowiliśmy przeznaczyć na sequel wyprawy do Niki, czyli podróż do Iloka w Chorwacji. Niestety z powodu 1 maja nie było w ogóle samochodów na drodze i nie udało się nam dotrzeć nawet w dwie pary, znaczy Marcin z Anką nawet prawie dojechali, ale my nawet nie ruszyliśmy. Nic to, i tak skorzystalismy, bo jeden pan Serb co nas wcześniej widział na stopie kupił nam obiad :] Wcześniej zaś przepłynęliśmy się promem do Begeča przez Dunaj a jeszcze wcześniej wywołaliśmy kolejny raz sensację w Čereviciu, gdzie pojawiliśmy się po raz drugi w ciągu 12 godzin znów wykupując połowę chleba z piekarni. Po konsumpcji udaliśmy się na stopa z powrotem i wobec niemożności złapania go musieliśmy w końcu wsiąść w autobus Dunavprevozu, który dowiózł nas do Novich Ledinców. Na nocleg zdecydowaliśmy się nad jeziorem, które już widzieliśmy, z tym że tym razem doszliśmy tam z dołu, nudną drogą asfaltową pnącą się powoli w górę, na której jedyną atrakcją był sklep z lodami.

Czyli przed samym rozbiciem czekało nas znów strome podejście, ale miejsce do spania znów było bardzo ładne:) Byliśmy dość zmęczeni, dlatego też nawet nie przeszkadzali nam pijani drący się sąsiedzi. Rano zaś, po chyba najzimniejszej nocy wyjazdu, zeszliśmy do źródełka na dół, przy którym zjedliśmy śniadanie, a ja się umyłem w ZIMNEJ wodzie. Później ruszyliśmy w górę, na Iriški venac, gdzie był pomnik walki z faszyzmem a nieco poniżej kołchoz turystyczny ze skrzyżowaniem dróg, po których jeździły ciężarówki (!). Stamtąd mieliśmy kawałek do zbombardowanej w 1999 wieży TV, pod którą stoi trzygwiazdkowy burżujski hotel, ale ceny piwa w restauracji są zadziwiająco niskie :)

Spod wieży zeszliśmy do manastiru Grgeteg, a stamtąd po krótkim postoju zaczęliśmy podejście na grzbiet Stražilova, na końcu którego widzieliśmy grób poety romantycznego Branka Radičevicia, a później po ostrym zejściu i długim krętym podejściu dotarliśmy do schroniska na Stražilovu, gdzie mili studenci zostawili specjalnie dla nas otwarte na jedną noc. Takiej przyjemności jak wtedy po wykąpaniu się to dawno nie mieliśmy, a o resztę wieczoru zadbała obsługa dostarczając nam Karlovačkog rizlinga :) Dzień skończyliśmy partyjką pingponga do trzech setów :)

To tak o górach, może o miastach całkiem niesubiektywnie opowie kto inny :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group