Dzisiaj jest 21 lis 2017, 1:06

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 25 maja 2007, 1:36 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2006, 22:46
Posty: 279
Lokalizacja: z jaczej skóry
W ubiegły weekend wybraliśmy się z Magdą O. w masyw Dachstein.Było dość niezwykle, gdybym miał ograniczyć się do czterech słów i przecinka, powiedziałbym „Oj działo się, działo”.

Jeszcze nigdy nie miałem tylu przygód w tak krótkim czasie. Zaczęło się całkiem niewinnie, z lotniska w deszczowym Salzburgu odebrała mnie Magda ze swoją koleżanką Rafaelą, niezwykle sympatyczną dziewczyną, u której mieliśmy przenocować. Zaopatrzyliśmy się więc w jakieś browarki i, o zgrozo, browarki mieszane z lemoniadą albo sokiem z czarnego bzu. Ten ostatni ku mojemu niedowierzaniu był całkiem dobry. A więc nie wszystko z góry skazane na niepowodzenie nie ma szans – nigdy nie należy się poddawać.

Po konsumpcji doświadczyłem pierwszego kontaktu ze śpiworem Magdy (oddałem jej swój). Efekt był taki, że już po pierwszej nocy byłem przeziębiony, a nie należę do przesadnych zmarzlaków. Za to Magdzie ustąpiły początkowe symptomy choroby, więc wyszliśmy na zero.

Następnego dnia udaliśmy się na zwiedzanie sklepów górskich pałając chęcią nabycia obuwia, jakiego w Cardiff nie uświadczysz. Sprawa okazała się być nieco trudniejsza niż początkowo zakładaliśmy. Pierwsza, bezowocna, faza poszukiwań trwała dość długo i dopiero pani w aptece potrafiła udzielić nam kompetentnej odpowiedzi o lokalizacji interesującego nas sklepu. Niestety był on dość daleko, a więc z początkowe plany dojechania pod Dachstein ok. 13 zmuszeni zostaliśmy zmienić.

Nie mniej jednak o 16, już z butami i rakami, dotarliśmy do podnóża gór i bez chwili wahania rozpoczęliśmy marsz w górę do chatki Gutenberga. Pokonanie 1000m z 31kg plecakiem zajęło nam jakieś 3h. Świadomi możliwości posiadanego namiotu (tak jak i śpiwór firmy campus®) starannie wybieraliśmy miejsce noclegu. Ponieważ wszędzie był śnieg, a z uzyskanych od mego brata informacji o podłodze wynikało, że w kategorii wysokości słupa wody powodującego przenikanie kropelek wody do wewnątrz , może mierzyć się z ręcznikiem, rozumiecie, że nasze zaangażowanie nie było bezzasadne. Postanowiliśmy zatem spać na werandzie o wymiarach 1.9m x 1.2m, a namiot przywiązać sznurkami do barierki, bo niestety przypominających wytrychy szpilek raczej nie udałoby się wbić w drewniane schody.

Po zniknięciu słońca za górami, jakoś tak nagle się ochłodziło. Mokry śnieg zaczął tak jakoś dziwnie sztywnieć i zamiast plask każdemu kroku zaczęło towarzyszyć chrzęst. Nie wróżyło to za dobrze komfortowi snu w śpiworze Magdy. Na szczęście udało nam się jakoś spiąć nasze worki, co nie zmienia faktu, że noc pod łopoczącym przeraźliwie nawet od lekkich podmuchów wiatru tropikiem nie należała do najprzyjemniejszych mimo, a może przez, zapobiegającemu wychłodzeniu wzajemnego uścisku.

Rano znów nam się przesadnie nie spieszyło, odważyliśmy się wyruszyć dopiero po doświadczeniu pierwszych promieni słonecznych. Jak się miało okazać, nie były to ostatnie promienie. Przy chatce pogadaliśmy chwilę z Austriakiem, który zdążył wejść na górę z miasteczka (Ramsau) i wyruszyliśmy na przełęcz. Nie było to przesadnie trudne, bo do wejścia na 2173m pozostało jedynie 100m wspinaczki, a że po opróżnieniu browarka na kolacje i śniadanie plecak był trochę lżejszy, było bardzo przyjemnie.

Od przełęczy przez kilka godzin szliśmy płaskowyżem lekko zapadając się w śniegu. Cały czas towarzyszyły nam przepiękne widoki i bezchmurne niebo. Tempo nie było jakoś nad wyraz mocne, ale Magda, jak na swoje problemy z kolanami, radziła sobie naprawdę świetnie. Niestety gorzej było ze mną. Słoneczko uderzyło po głowie i tak w ciągu kilkudziesięciu minut kompletnie opadłem z sił. Dochodził do tego jeszcze problem braku wody. Nie mieliśmy żadnego palnika, a na pomysł topienia śniegu w butelce wpadliśmy dość późno. Tak więc, walcząc z udarem i odwodnieniem wspinaliśmy się na kolejną przełęcz (2700m). Czułem się nie wiele lepiej niż w Kirgistanie podczas pierwszego dnia swojego zatrucia.

Na szczęście na górze znajdowała się górna stacja kolejki gondolowej, która wprawdzie nie była czynna z powodu przerwy między sezonami, ale nocował tak jakiś stróż, a Magda swoimi wrodzonymi zdolnościami przekonała go, do udostępnienia nam kawałka podłogi. Nawet łazienka tam była, wprawdzie bez prysznica, ale i tak nie wiem kiedy ostatnio doznaliśmy takiego luksusu w górach. Tym razem naprawdę mogłem ten komfort docenić. Na skutek udaru, w nocy, miałem strasznie wysoką gorączkę i nie wiem, jak bym się czuł gdybyśmy musieli cieszyć się Świerzym powietrzem i mokrą podłogą w namiocie.

Pomimo wspaniałych warunków do regeneracji szybko, ze względu na mnie, porzuciliśmy pomysł kontynuowania wycieczki. Niestety, nieczynna kolejka nie dawała zbyt wiele nadziei ale tu znów do akcji wkroczyła Magda i związane z nią szczęście. Dowiedziała się, że codziennie rano przyjeżdża nią na górę jakaś ekipa przygotowująca stoki do otwarcia w następnym tygodniu. A że jeden wagonik jest przeciwwagą dla drugiego równocześnie na dół zjeżdżał drugi pusty. Problemem jeszcze było przekonać motorniczego z dolnej stacji, aby pozostał chwilę dłużej na swoim stanowisku, ale jakoś się udało i tak już przed ósmą byliśmy na dole.

Dopiero tam mieliśmy czas i siły, aby zobaczyć zniszczenie jakie słońce zasiało w nas także na powierzchni. Cała czerwona, Magda strasznie cierpiała z bólu skóry na szyi, ja miałem przekrwione, bolące i spuchnięte oczy – początkową faza ślepoty śnieżnej (do tej pory byłem pewien, że mam odporny wzrok na wszelkie działanie promieni słonecznych.

Nabywszy krem do opalania, z nadzieją, że działa też i po przystąpiliśmy do energicznego smarowania się. Tzn. ja smarowałem się trochę delikatniej, miałem mniej sił, a skóra aż tak bardzo mnie nie piekła. Po odpoczynku i posiłku udaliśmy się delikatnym tempem (było już mi dużo lepiej) jeszcze 600m w dół takim sanatoryjnym szlakiem do Ramsau, gdzie dotarliśmy po 100 minutach spaceru.

Stamtąd złapaliśmy stopa do najbliższego miasta na linii kolejowej – Schlamding, gdzie, mając zdecydowanie więcej czasu niż potrzeba na podziwianie wszystkich zabytków miasta, kontynuowaliśmy regenerację racząc się piwem, winem, struclą jabłkową i całkiem przyzwoitym obiadem.

Ok. 17 zmuszeni byliśmy się rozdzielić. Magda wsiadła w środek komunikacji zastępczej (linię kolejową akurat remontowali) do Wiednia, a ja kilkanaście minut później do Salzburga, skąd wróciłem do Londynu Stansted.

Skóra jeszcze do dziś nam schodzi (choć teraz zostało jej już tylko odrobinę na szyi)

Zdjęcia Magdy z wyjazdu można obejrzeć tu
http://picasaweb.google.pl/magdaokrasa/ ... Schladming

(edit Radek: pozwoliłem sobie podzielić na akapity :P)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 maja 2007, 9:00 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3415
Lokalizacja: Augustów
Przepiękne zdjęcia!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 maja 2007, 14:49 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
Śpiewan, a nie czytaliscie relacji Andziego z Chopoka sprzed poltora miesiaca? widac kazdy musi sie przynajmniej raz spalic zeby sie nauczyc chodzic po sniegu w pelnym sloncu ;)

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 maja 2007, 16:45 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2006, 22:46
Posty: 279
Lokalizacja: z jaczej skóry
Oczywiscie, ze czytalismy, ale jak przyjezdzalismy do Salzburga to przerazliwie padalo :) ktoz moglby przewidziec tak nagla zmiane pogody :)
A wlasne doswiadczenia sa najcenniejsze :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group