Dzisiaj jest 21 lis 2017, 14:15

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 09 paź 2007, 15:59 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Tak oto po długim milczeniu w końcu poczułem zapał do napisania kolejnej trampowej pocztówki – tym razem z Paisley. W małym tym miasteczku na przedmieściach Glasgow przebywam już ponad trzy tygodnie i trochę do opisania się nazbierało, ale od początku!

Przyjechałem tutaj jako Erasmus student, by studiować na tutejszym University of Paisley przez najbliższe pół roku. Z tego co się zorientowałem studiowanie to nie będzie bardzo ciężki, gdyż jako jednosemestrowy student mogę wybrać tylko 4 przedmioty (znaczy się mogę wybrać 5., ale już bym musiał zań zapłacić), a z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, iż muszę zrealizować 30 pkt ECTS by esgieh zaliczył mi semestr oraz to, że każdy przedmiot ma tutaj 7,5 pkt ECTS to muszę też robić 4 przedmioty. I tutaj pojawia się pierwszy paradoks, który mnie uderzył z okazji mego wyjazdu (będzie ich więcej, ale będą dotyczyć już raczej Szkocji). Mój wybór padł na:

Enterpreneurship and Enterprise prowadzony przez Szkota z typowym brytyjskim humorem (np. „w XVIII wieku Żydzi uciekali z Rosji i stawali się przedsiębiorcami w Londynie albo Warszawie i byli szczęśliwi, chociaż ci drudzy nie tak bardzo, bo i tak 200 lat później zostali zabici”);
Social Marketing ze Szkotką, która nikogo nie chce skrzywdzić i najczęściej powtarza słowa „Sorry” i „It is no problem for me”. Trochę mi jednak podpadła na pierwszych zajęciach kiedy to chciała nam udowodnić jak to cudownie międzynarodową grupą jesteśmy i po dowiedzeniu się, że jestem z Polski stwierdziła: „...and we have some new Europe here as well.” Mnie uczyli, że my zawsze byliśmy w Europie, ale może to kwestia mego typowo polskiego przeczulenia i wrażliwości na rzeczy, które dla innych nacji są niezauważalnym detalem.
Contemporary Issues on Business and Management wykładany przez Szkotkę, która swą młodość przeżyła kilkanaście kilo temu, ale ma ciekawy styl. Miałem już z nią 3 wykłady i zawsze nosi gruby, luźny sweter robiący za sukienkę bardzo krótką. Efekt? Cienkie nóżki wystające z tego swetra mniemające się nijak do korpusu.
Advanced German z przemiłym starszym Szkotem, który nijak nie pasuje mi do roli germanisty. Tutaj mogę powiedzieć też o mojej grupie. Składa się ona z 6 osób – dwoje szkockich studentów lingwistyki, dwie Francuzki, studiujące w Marsylii językoznawstwo oraz Aneta i ja z esgiehu. Ciekawe są to zajęcie, bo poza naszą polską dwójką nikt raczej zdania złożonego po niemiecku powiedzieć nie umie – brakuje im gramatyki i generalnie nie przełamali się jeszcze z mówieniem. W rezultacie ostanie zajęcia wyglądały tak, że na pytania odpowiadaliśmy na zmianę z Anetą.

Było o tym co i gdzie studiuje to teraz gdzie mieszkam – w jednym z dwóch akademików należących do University of Paisley – Underwood Residence. Trochę miałem pecha jeśli chodzi o standard, bo nie tylko Underwood ma gorsze wyposażenie od drugiego akademika - Thorny Park - ale jeszcze w ramach tego akademiku trafiłem do jednego z 12 gorszych, dawnonieremontowanych pokoi w korytarzu na parterze z łazienką w korytarzu i kuchnią 30m od mego pokoju, w której „gospodaruje” 12 facetów, podczas gdy inni ludzie na piętrach mieszkają w świeżo odnowionych mieszkaniach 4-5 osobowych z własną łazienką i przytulą kuchnią bez dziur w ścianach. Ale to nie jest największa wada mego miejsca zamieszkania. Otóż gdybym mieszkał w Thorny Park pocztówka prawdopodobnie powstała by szybciej, bo miałbym Internet w pokoju, a tak nie mam i marne szanse, że wkrótce mieć będę. Muszę zatem chodzić na uczelnie, by korzystać z dobrodziejstwa bezprzewodowego połączenia z netem (przeważ nie jest tu taki net, toteż musiałem zainwestować 20 funtów w Wi-fi USB adapter!!!). Gdy przyjechałem powiedzieli mi, że za dwa tygodnie maksymalnie będzie w naszym akademiku net bezprzewodowy, bo wszystko jest już kupione. Potem rzeczywiście coś tam w korytarzach montowali i podobno cały hardware jest już gotowy. Byłem optymistą! Aż tu nagle tydzień temu chodzą Niemcy z naszego akademika po korytarzy z petycją i zbierają podpisy ludzi domagających się neta. Dowiedzieli się bowiem, że rzeczywiście wszystko jest zamontowane, ale albo brakuje jednego podpisu kogoś na górze albo zabrakło uczelni kasy na to, że podłączyć wszystko i w związku z tym, szybciej niż na święta neta raczej mieć nie będziemy. Skandal i granda słowem!!! Z Uderwoodu się wszyscy burzymy, bo płacimy za akademik tyle samo co Ci z Thorny Park, notabene 54 funty tygodniowo, co jak policzyłem wychodzi jakieś 10 euro za dzień – tyle co hostel w Sibiniu tudzież w Sofii :P

Jak ktoś dotrwał to tego punktu, to gratuluje!!! Postaram się już nie nudzić o uczelni i takich tam średnio ekscytujących rzeczach. Przejdę za to do mówienia o czymś typowo szkockim. Co jest produktem eksportowym tego kraju? Oczywiście whisky! Jest ona tutaj droga, ale ja się nie dziwię, bo wiem ile zarabiają ludzie, którzy ręcznie składają tutaj pudełka na pojedyncze butelki i wkładają je do kartonów. A wiem, bo sam to robie :D Tak! Od dwóch tygodni jestem sobie dorabiającym studentem i około 25h tygodniowo stoję przy taśmie i składam sobie pudełka zarabiające najniższą stawkę krajową (plus jest jeden – studenci w tym kraju nie płacą podatków!!!) Zatem jeśli zdarzy wam się kupić na święta butelkę jakiegokolwiek Macallan’a, Drerwers’a, Kingom’a albo Famous Grouse jest pewna szansa, że to ja moimi dłońmi odzianymi w rękawiczki (żeby nie pobrudzić pudełek :P) złożyłem pudełko, w którym się będzie ona mieścić. Fajne tutaj jest parę rzeczy w pracy. Nasz Supervisor w fabryce nie siedzi i się nie leni, ale robi o co my, a czasem nawet zamiata podłogę pod naszymi nogami, no i na koniec każdej zmiany nam dziękuję uśmiechając się, miłe to!!

Przypomniało mi się, że miałem wspomnieć o szkockim stylu organizowania wycieczek. Otóż w pierwszy weekend nasza uczelnia postanowiła dla wszystkich International Students (głównie Chińczyków, Hindusów, Niemców, Francuzów, Holendrów i Polaków) zorganizować jednodniową wycieczkę do Edynburga. Dobry pomysł, ale wykonanie ciekawe. Wsadzili nas bowiem do 5 autokarów, zawieźli na parking w stolicy Szkocji i powiedzieli, że za 5 godzinki zbiórka pod autokarami. Dali też każdemu mini plan miasta i info na kartce jak wrócić do Glasgow, stamtąd do Paisley, gdyby ktoś na autokar nie zdążył, a szanse były, bo miały autokary odjechać „at 5pm sharply” (jak się okazało „sharply” w Szkocji oznacza z poślizgiem 15min :P).
Zresztą słowność i punktualność Szkotów raczej jest zjawiskiem rzadkim. W pierwszym tygodniu mego bytowania w akademiku otrzymałem memo (moje pierwsze w życiu :P), informujące, że między 25 września a 2 października zostaną wymienione drzwi do mojego pokoju. Niemiec z mojej kuchni też otrzymał takie coś i mówił, że podobno wszystkim w naszym korytarzu mają nowe drzwi sprawić. Cóż... jest 9. października, a ja ciągle mam te same drzwi. Mieli też kupić nam lampki na biurka, bo te które są w pokojach są stylowe – z abażurem i w ogóle – ale mają za krótki kabel i nie dają dużo światła, ale jakoś nie kupili.

Chciałem też wspomnieć o kilku paradoksach, które już mi się zdążyły rzucić w oczy. Oto np. po pierwszej wypłacie ze znajomymi z pracy Polakami (bo w fabryce naszej pracują albo niepełnosprawni Szkoci, albo pełnosprawni Polacy) postanowiliśmy zaszaleć i kupić sobie wódkę. Padło na Soplicę, która godnie reprezentuje nasz przemysł wódczany na półce Somerfielda. I co się okazuje, jestem w kraju, w którym Maliku jest tańsze od wódki!!! Malibu kosztuje około 12 funtów z 0,7, a Soplica czy Smirnoff po 15.
O dwóch firmach autobusowych nie wspominam, bo było to już dzięki Arturowi szeroko dyskutowane na naszym forum, ale mogę wspomnieć o innym środku transportu i paradoksie z nim związanym – o wypożyczonym samochodzie. A konkretnie o regulacjach stosowanych przez wypożyczalnie. Generalnie trzeba mieć tutaj przynajmniej 23 lata, żeby pożyczyć auto, a niektóre firmy mają granicę wyżej – na poziomie 25 lat. Często też młodszym kierowcą ogranicza się dostęp do droższych samochodów. I tak Mercedesa E-klasy można pożyczyć dopiero po trzydziestce. Trochę w tym logiki jest, ale bardziej by to było sensowne, gdyby brali pod uwagę doświadczenie, mierzone, z braku innego lepszego sposobu, długością okresu posiadania prawa jazdy. Bo przecież co z tego, że mam 32 lata, skoro mam prawko od 3 miesięcy? Ale ok., jakoś to przełknąłem. Jedna firm mnie jednak rozbroiła, podając warunki, które musi spełnić osoba poniżej 23. roku życia, chcąca pożyczyć samochód (na stronce kliknąć proszę na "See hiring conditions" i zwrócić uwagę na pkt.3.):
link

Na razie to chyba tyle mej trochę chaotycznej relacji (za którą to chaotyczność przepraszam!!!). Postaram się teraz regularniej i bardziej na bieżąco opisywać moje dziwowanie się Szkocją.
Wkrótce też mam zamiar jakieś zdjęcia gdzieś zamieścić – np. z pierwszej krótkiej wycieczki w góry – Highlands – o której też coś napiszę niebawem.


Szacun i pozdro dla wszystkich

Gogol[url][/url]

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 09 paź 2007, 16:39 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Gogol pisze:
w fabryce naszej pracują albo niepełnosprawni Szkoci, albo pełnosprawni Polacy)

:D
Cytuj:
I tak Mercedesa E-klasy można pożyczyć dopiero po trzydziestce. Trochę w tym logiki jest, ale bardziej by to było sensowne, gdyby brali pod uwagę doświadczenie, mierzone, z braku innego lepszego sposobu, długością okresu posiadania prawa jazdy. Bo przecież co z tego, że mam 32 lata, skoro mam prawko od 3 miesięcy?

Wiesz, równie dobrze możesz mieć prawo jazdy 10 lat, ale nie prowadzić samochodu. Albo mieć prawko od 3 miesięcy, ale prowadzić auto 10 lat :hyhy: Nie ma idealnego systemu, ale zgadzam się, że skandaliczne jest pozbawianie studentów możliwości wypożyczania merców E-klasy ;)

A relacja przednia. Czekam na ciąg dalszy. Łącz się z netem, albo wysyłaj w kopercie dyskietki do Polski, jak nie będzie innej możliwości :)

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 paź 2007, 17:01 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
odnosnie warunkow wypozyczania samochodow... po wyjezdzie do Irlandii mnie to juz nie dziwi... po tym jak w Irlandii z 4 chlopa w samochodzie ja prowadzilam przez wiekszosc z prawie 1500 km trasy... bo legalnie Radi nie mogl siasc za kolko w cenie na ktora byloby nas stac...

ale relacja swietna !

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 10 paź 2007, 10:00 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 paź 2005, 19:33
Posty: 1840
Lokalizacja: pow. Nowa Aleksandria
Gogol pisze:
Zatem jeśli zdarzy wam się kupić na święta butelkę jakiegokolwiek Macallan’a, Drerwers’a, Kingom’a albo Famous Grouse jest pewna szansa, że to ja moimi dłońmi odzianymi w rękawiczki (żeby nie pobrudzić pudełek :P) złożyłem pudełko, w którym się będzie ona mieścić.


Póki co na naszym rynku to tylko ten pierwszy i ostatni z przez Ciebie wymienionych są dostępne; Famous Grouse jest - podaję jako ciekawostkę - dystrybuowany także przez Luksusową. ;) Ale pomny Twojej relacji, jeśli będę nabywał, to wybiorę tego z czysto rodzimym pochodzeniem. :)

ŁP

_________________
Adelante! La porta esta abierta!

Ludzkość to kupa zwierząt pełzających po gównie, a ja zakochałem się w samochodzie. M. Hłasko

CHARLES BARKLEY WANT TO MEETS YOU!!!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 paź 2007, 19:38 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 gru 2005, 22:14
Posty: 379
Lokalizacja: OCEANICUS ; Piaseczno
Kurcze, milo by bylo kupic w pudelku akurat Twoim. Moze jakos rogi zaginaj, albo paznokciem znacz w ktoryms miejscu? :)

_________________
"Maati, the Hidden Soul, the Lord of Qerrt (Elephantine), the Ruler supreme in White Wall (Memphis)." [transkrypcja z egipskiej Księgi Umarłych]

http://www.maat.sofiatopia.org/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 paź 2007, 22:51 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 12 paź 2005, 10:52
Posty: 485
Lokalizacja: Zug
Albo namaluj na spodzie małego kajaczka ;)

_________________
Obok dużej bramy jest zawsze mała furtka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 paź 2007, 0:13 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 22:56
Posty: 444
Lokalizacja: Bielany
Nie no, najbardziej mi się "podoba" 3 punkt z tych warunków wypożyczenia z Gogolowego linka ;)


21-22 year olds may rent small vehicles, only if the renter:

* Has never been prosecuted for any endorsed traffic offence
* Has a minimum of 24 months driving experience (please refer carefully to your driving licence)
* Isn't a student. We cannot rent to full time students. This also applies to students even if they are in part time employment or undertaking a period of employment as part of their course.
* 23-24 year olds must have a minimum of 12 months driving experience.There are also restrictions on the size of vehicle you can rent.

_________________
Nie liczę godzin, ni lat. To życie mija, nie ja :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 13:14 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Mimo braku czasu, związanego z intensywną ostatnio pracą zarobkową (trzeba zarobić na zwiedzanie Szkocji) i początkami nauki na poważnie na uczelni (zaczyna się: prezentacje, prace w grupach, przygotowywanie się do ćwiczeń), postanowiłem napisać kolejną pocztówkę. Miała ona być (zgodnie z zapowiedzią na końcu pierwszej) o wycieczce jednodniowej w Highlandy, ale nie będzie. Z dwóch powodów: A)nie miałem za bardzo czasu na pobawienie się w zamieszczanie zdjęć w necie (a do takiej pocztówki przydałaby się ilustracja graficzna), B)od paru dni wręcz narzuca mi się inny temat. Otóż zamierzam tutaj odpowiedzieć na pytanie:

Dlaczego nie napiszę pozytywnego raportu o University of Paisley?

Odpowiedź jest złożona. Będę może posuwał się chronologicznie.
Koło lutego/marca dowiedziałem się, że zostałem zakwalifikowany do wyżej wymienionej uczelni (która notabene była 3. na mojej liście priorytetów – uprzedzając pytania i dociekania, czemu tak wysoko ją postawiłem skoro teraz narzekam, wyjaśniam, że miałem dwa priorytety: pojechać na jeden semestr i uczyć się w kraju anglojęzycznym; uczelni, które dawały mi taką możliwość było 3): super!!! Poszedłem na spotkanie dla świeżo upieczonych Erasmusów i dostałem swoistego rodzaju „instrukcje obsługi Erasmusa”, czyli broszurę o procedurach przed- i powyjazdowych. Myślałem sobie: OK., wystarczy, że będę czytał i stosował się do tego, co tam napisane, a będzie dobrze. Początek to oczywiście nawiązanie kontaktu z uczelnią zagraniczną. Większość uczelni robi pierwszy krok i jak tylko nasz CRPM wyśle im dokumenty o zakwalifikowanych studentach, piszą maila w style: fajnie, że przyjeżdżasz; witamy na pokładzie; mamy nadzieje, że bawić się będziesz dobrze; nie martw się, pomożemy ile będziemy mogli. Tak było w przypadku znajomych wyjeżdżających do Niemiec, Austrii, Holandii, a nawet do Hiszpanii. Moja uczelnie milczała. No, ale w broszurce napisali, że uczelnia zagraniczna może, ale nie musi robić tego pierwszego kroku. Wporzo!! Musiałem zatem aplikować sam na University of Paisley. Pełen zapału wtargnąłem na stronę internetową uczelni, znalazłem dział „International”, tam mieścił się formularz aplikacyjny on-line. Poszło niby gładko, pozostało tylko czekać na potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia z natychmiastową decyzją pozytywną (w końcu wszystkie referencje i moje dane osobowe zostały wysłane przez esgieh). Mail jednak nie przychodził. Po 3 tygodniach ponad przyszła duża przesyłka pocztowa z Paisley. Zawierała wielką broszurę, z której mogłem wywnioskować tylko, że wypełniłem zły formularz, bo ewidentnie ze wszystkiego co tam napisali wynikało, że nie mają o mnie pojęcia i traktują mnie jako zwykłego sobie człowieczka, który chce przyjechać zacząć studia w Szkocji. Trochę przestraszony, poprzez CRPM skontaktowałem się ze studentami esgiehu, którzy przygodę pt.: Stypendium w Paisley mieli już za sobą (pani Skrzyńska z CRPM-u nie mogła mi inaczej pomóc, pocieszyła mnie, tylko mówiąc: „Oni (University of Paisley) mają tę stronę internetową popieprzoną, też nigdy nic nie mogę tam znaleźć”). Jedna dziewczyna, naprowadziła mnie inny formularz aplikacyjny, który musiałem wydrukować i wysłać pocztą po wypełnieniu. Tej formularz też budził moje wątpliwości (stałem się już czujny i lękliwy), bowiem w rubryce, w której trzeba było wskazać program wymiany, w ramach którego się przyjeżdża nie było Erasmusa, to samo w rubryce o instytucji finansującej moje studia w Szkocji. Nic to! Wypełniłem i wysłałem, bo innego już formularzu nie było. Znów pozostało czekać na gorące powitanie. Po 5 tygodniach przyszło pisemko, informujące mnie o tym, że moja aplikacja została odebrana i będzie wkrótce rozpatrywana. Jak to rozpatrywana?????? Przecież ja od lutego wiem, że jadę!!! Aplikacja to miała być tylko formalność!!!! Zorientowałem się też, że raczej nie mogę się spodziewać nawiązania kontaktu mailowego. Przez cały czerwiec otrzymywałem co tydzień kolejne listy z różnych jednostek organizacyjnych University of Paisley, z których nic nie wynikało – poza tym, że jednostki te zupełnie się między sobą nie kontaktują (można chyba dojść do takiego wniosku, jeśli piszą o tym samym, albo informują o czymś co muszę wysłać, a co już wysłałem do innej jednostki). Słowem: CHAOS. Inni tymczasem, np. Andrzej, mailowali sobie ze swoją uczelnią i ustalali przedmioty, które będą przez następny semestr realizować. Ja napisałem jednego maila w czerwcu do pana MacMillana – osoby odpowiedzialnej za international students, z zapytaniem, czy moja aplikacja już może rozpatrzona jest (adres mailowy wziąłem z oficjalnej strony uczelni). Odpowiedzi nigdy nie otrzymałem. Tak oto z lekką niepewnością, pod koniec czerwca wyruszyłem na wyprawę wakacyjną.

Wróciłem na początku sierpnia, spodziewając się stosu korespondencji z Paisley w skrzynce na listy. Nie było nic. Zacząłem grzebać po necie i na oficjalnej stronie Erasmusa znalazłem maila do Macmillana – innego niż na stronie Uniwersytetu. Ponowiłem zapytanie. Rezultat ten sam. W końcu w połowie sierpnia – na miesiąc przed planowanym wyjazdem przyszła decyzja. Pozytywna, jupi!!!!! Niestety nie mogła ona robić za Letter of Acceptance, wymagany przez naszą uczelnie, ponieważ nie było dat początku i końca semestru. Znów napisałem do MacMillana – na oba znane mi adresy, żeby przesłał faks do CRPM-u z taką dodatkową informacją. Bez odzewu. W końcu pani w CRPM-ie poszła mi na rękę i pozwoliła jechać, jeśli skontaktuję się na miejscu z MacMillanem i zmuszę go do przesłania tego faksu. W międzyczasie odesłałem podanie o akademik i znów miałem czekać na odpowiedź. Przyszła ona na adres mój łódzki (mimo że zawsze, wszędzie podawałem korespondencyjny warszawski), zresztą od tego czasu już wszystko przychodziło nie wiedzieć czemu do Łodzi. Decyzja wymagała mojego ponownego potwierdzenia. Deadline na jego przesłanie był 31 sierpnia. Super!!! Szkoda tylko, że poczta cała przyszła 31 sierpnia do Łodzi. Na szczęście telefonicznie jakoś się dało to załatwić, ale znowu trochę stresu było!!!
Ostatecznie w wielkich nerwach w poniedziałek 11 września – ostatniego dnia mej bytności w Warszawie (Łukasz M. miał się wtedy wprowadzić do mego mieszkanie) i na 4 dni przed wyjazdem, rzutem na taśmę załatwiłem wszystkie formalności na esgiehu.
Odetchnąłem.

I tu się zaczyna rozdział drugi, pt.: W Paisley.

Już trochę pisałem o tym w pierwszej pocztówce. Dostałem gorzej wyposażony akademik. W tym akademiku trafiłem do jednego z pokoi w korytarzu z kuchnią dla 12 osób, chociaż w pokoju obok mnie chyba mieszkają dwie pary Greków i podejrzewamy, że troje z nich to nielegalnie imigranci, bo coś się chowają, co generalnie zwiększałoby liczbę osób dzielących naszą wiecznie brudną kuchnię. Internetu nie ma nadal. Po przyjeździe powiedzieli, że będzie za dwa tygodnie. Po 2,5 tygodniu została złożona w Accommodation Office petycja z podpisami wszystkich 181 studentów naszego akademika z prośbą o podłączenie Internetu. Niemiec, który jest najaktywniejszy chodzi od tygodnia do Accommodation Office i jest ciągle zbywany. Niby miało być zrobione przez nich spotkanie wszystkich osób odpowiedzialnych za neta w akademiku, ale coś im się nie spieszy. Póki co aktualna jest zatem informacja, że raczej przed świętami neta nie będzie. Tymczasem w porównaniu do zeszłego semestru nastąpiło parę zmian, jeśli chodzi o warunki mieszkania w akademiku: opłata za akademik wzrosła o 2 funty tygodniowo (z 52 do 54); uczelnia przestała zaopatrywać studentów w pościel i pościelowe i wymieniać prześcieradła co 2 tygodnie (musiałem sobie kupić koc, a prześcieradło muszę prać w pralnie na dole, płacąc za to 1,4 funta). Oczywiście w oficjalnym regulaminie akademika, przesłanym mi pocztą we wrześniu, pisało, że pościel i pościelowe będzie...
Kończąc akapit o akademiku, ciągle mam stare drzwi do pokoju. Przypomnę, co już pisałem w pierwszej pocztowce: dostałem memo z informacją, że między 25 września a 2 października drzwi moje będą wymienione. Nie to, żebym na nie narzekał, ale jak ktoś coś piszę i do czegoś się zobowiązuje sam z własnej, nieprzymuszonej woli, to chyba mam prawo się dziwić, że z tego się nie wywiązuje.

Ciekawi was może sprawa pana MacMillana i faksu, który miał wysłać do CRPM-u? Otóż szukałem tego pana dwa dni i jakoś nie mogłem złapać (chociaż w raportach poprzedników moich przedstawiany jest jako niezwykle pomocny człowiek zawsze na posterunku). Jak się udało, nie miał dla mnie czasu, ale wysłuchał mego problemu i twierdził, że rozumie. Następnego dnia w ogóle mnie nie kojarzyła i znowu musiałem tłumaczyć od nowa, z tą różnicą, że tym razem nie rozumiał o co chodzi i chciał, żebym mu przyniósł ten formularz, który ma wypełnić. Ostatecznie odkręciłem wszystko i załapał. Musiałem mu tylko donieść treść faksu, który ma wysłać i numer. Generalnie chyba się udało (piszę „chyba”, bo ciągle nie dostałem kasy z Erasmusa, a wiedziałem, że jej nie dostanę do momentu załatwienia tej sprawy, no ale to może być jakakolwiek inna przyczyna – myślenie pozytywne).

Wrócić muszę teraz do Accommodation Office, bo ostatnio tam byłem (głównie ta wizyta skłoniła mnie do zarwania teraz pół nocy po pracy i napisana tego wszystkiego, bo zwyczajnie już przegięli). Ale od początku. Parę dni temu otrzymałem niby fakturę za akademik. Piszę „niby”, bo nazywało się to „invoice”, ale jak faktura nie wyglądało. Nie było informacji o tym, kto to wystawił, adresu instytucji wystawiającej... w sumie prędzej napiszę co tam było. Imię i nazwisko odbiorcy, adres i kwota oraz okres, za który jest ona naliczona z informacją o ilości tygodni i stawce tygodniowej. Ze wszystkiego zgadzał się tylko adres, a no i imię. Było to bowiem do Piotra Grzegorczyka (nawet koło Gogolewskiego nie leżało!!!!!!), okres 15 wrzesień – 15 maj, czyli 36 miesięcy razy 54 funty = 1944 funty. I tyle!!! Ja tymczasem jestem Gogolewski i zostaje tutaj max do końca stycznia (już kilkanaście razy przy różnych okazjach to powtarzałem na uczelni!!!). Idę zatem do Accommodation Office. Była tam za drzwiami lada, za którą nikogo nie było. Widziałem za to panią siedzącą za biurkiem w pokoju obok (wejście doń było otwarte i znajdowało się za ladą, więc ja tam dostępu nie miałem). Powiedziałem, że mam parę pytań do faktury, którą otrzymałem ostatnio. Pani skinęła głową, ale zza biurka się nie ruszyła, więc zacząłem głośno (żeby mnie usłyszała), mówić o swoich wątpliwościach. Zacząłem od kwoty. Pani nie widziała problemu, kazała mi sobie policzyć, ile ja muszę zapłacić za zapłacić (Jak??? Gdzie zapłacić??? W ilu ratach?? Do kiedy pierwsza rata?????). No nic, wyciągnąłem sprawę nazwiska. Kazała sobie więc pokazać fakturę, ale że się nie ruszyła, a ja do niej dostępu nie miałem, to już zdenerwowany wyjąłem fakturę i pokazałem jej w powietrzu (nic z tej odległości nie mogła odczytać). Cel osiągnąłem – pani wstała (jupi!!!) I zaczęło się!!! Kazała napisać na kartce moje nazwisko, wzięła kartkę i uważała, że sprawa załatwiona jest. Na pytanie, czy dostanę nową fakturę usłyszałem krótkie nie, bo to niepotrzebne. Wróciłem do algorytmu wyliczania kwoty, którą mam zapłacić. Musiałem panią poinformować kiedy się kończy pierwszy semestr (ja pracuje na tym uniwerku, czy ona????), na to stwierdziła, że jako że jestem tutaj 4 miesiące kwotę 1944 muszę podzielić przez 7 (tyle miesięcy od października do maja) i pomnożyć przez 4. Poprosiłem, żeby mi podzieliła. Wyszło 277 funtów miesięcznie. Pani była z siebie zadowolona. Hmmm!!! Wziąłem od niej kalkulator, bo coś ona wolno na nim liczyła szukając dłuższą chwilę siódemki i przedstawiłem moje wyliczenie: w miesiącu jest jakieś 4,3 tygodnia razy 54 funty = 232,2 funta, czyli troszkę mniej niż 277. Pani obstawał przy swoim, ale ja popuścić nie zamierzałem. W końcu poszła do innej pani, razem zaczęły debatować. Ja w tym czasie zacząłem się zastanawiać nad przyczyną różnicy w naszych obliczeniach. Prosta była – od 15 września do 15 maja jest 8 nie 7 miesięcy, no i ja jestem troszkę dłużej niż 4 miesiące. Chciałem to paniom powiedzieć, ale dość niegrzecznie powiedziały mi, żebym nie przeszkadzał kiedy myślą. Woja trwała jakiś czas. Ostatecznie osiągnąłem sukces – przyjęły za podstawę obliczeń ilość tygodni, które spędzam w akademiku (19). Zanim mnie wyprosiły łaskawie powiedziały mi (na skutek moich nalegań) gdzie mam to w ogóle wpłacać i kiedy. Z tak maksymalną niekompetencją jeszcze się nie spotkałem!!!
Ale, ale!!! Mój przypadek to bajka, w porównaniu do przypadku kolegi Mariusza. On to we wrześniu, podobnie jak ja, dostał umowę o akademik do podpisania, w której była stawka tygodniowa 54 funty wyszczególniona, podpisał, przyjechał, mieszka od miesiąca. Nie dostał jednak faktury a nową umowę do podpisania. Nową, ale starą, bo data jest cofnięta do 20 września, a stawka to 57 funtów za tydzień!!! Żeby było śmieszniej w kopercie, w której ta umowa była otrzymał podobnie jak we wrześniu wszystkie informacje – kiedy ma przyjechać, gdzie odebrać klucze itp. Tylko, że on mieszka już miesiąc tutaj!!!!!! Pomyślicie, spoko, pomyłka, to się zdarza... Poszedł kolega Mariusz dziś do Accommodation Office wyjaśnić sprawę. Pani powiedziała, że owszem zaistniała pomyłka, ale tą pomyłką była pierwsza umowa, którą miesiąc temu podpisał, dlatego przysłali mu drugą, a zapytana o wyższą cenę, stwierdziła, że niektórzy w Thorny Park muszą płacić więcej (ale Mariusz mieszka dwa pokoje ode mnie w Underwoodzie i tą umowę przesłali mu do Underwoodu!!!!!). BOSKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pomyślicie sobie, że skoro tyle problemów z tą uczelnią to szkoda, że studenci międzynarodowi nie mają buddych, czyli studentów z danej uczelni, którzy przez pierwsze tygodnie by się nimi opiekowali i pomagali wszystko załatwić i wejść w studenckie życie w nowym miejscu. Na esgiehu tak jest, moje znajome jeździły po Niemców i Austriaków na lotnisko, woziły ich po Warszawie i takie tam. Same też mailowały przed swoim wyjazdem ze swymi opiekunami i później były odbierane z lotniska i miały wsparcie przez pierwsze tygodnie pobytu za granicą. Otóż instytucja buddiego istnieje również na University of Paisley. We wrześniu dostałem maila (jedyny mail kiedykolwiek otrzymany z te uczelni) z zapytaniem, czy chcę mieć buddiego. Jasne!!! Czemu nie!! Odpisałem niezwłocznie. Następnie mieli się ze mną dalej kontaktować, żeby ustalić szczegóły. Cóż...póki co się nie skontaktowali. Na lotnisko nikt nie przybył, nie powitał z flagą Szkocką i butelką whisky. W akademiku nikt nie zaprosił na herbatkę, na uczelni w czasie pierwszego tygodnia nikt nie wyłowił mnie z tłumu by zapytać, czy pomocy nie potrzebuje...L Jest jednak nadzieja!!! Koleżanka z Krakowa miała taką samą sytuację, ale parę dni temu dostała list, z informacją, że za 3 tygodnie (czyli jakieś 2 miesiące od przyjazdu!!!) odbędzie się spotkanie, na którym pozna swego buddiego!!!! Pytam po co komuś Buddy 2 miesiące po przyjeździe, jak już wszystko sobie człowiek załatwi, pewnie ucieknie z akademika i wynajmie mieszkanie, 2 razy zmieni pracę, objedzie Szkocję, itp. Itd.

To tyle najważniejszych przyczyn nie pójścia na łatwiznę i nie powielenia poprzednich raportów o stypendium w Paisley (autentycznie! Przeczytałem raporty z kolejnych lat, ludzie kopiują od siebie nawzajem!!!), które o dziwo są bardzo pochwalne.
Możecie mnie trzymać za słowo i w lutym poprosić o kopię mego raportu!!!!

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 13:39 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Pasjonująca historia! I nawet krzepiące to jakoś na swój sposób, choć pewnie nie dla bohatera tego thrillera. Ale dla mieszkających w Polsce chyba i owszem ;)
I chyba już wiem czemu grupa Monty Python'a powstała właśnie w Zjednoczonym Królestwie.

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 16:12 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
O prosze!!! Długo nie musiałem czekać, a już pojawiła się konieczność aktualizacji opowieści o mojej kochanej nowej uczelni.
Przed chwilą siedziałem sobie w bibliotece (od paru dni wiem, że jest tutaj również bezprzewodowy internet) i kupowałem bilety lotnicze. W pewnym momencie musiałem wykonać telefon aby skonsultować to i owo (biletów dla siebie nie kupowałem). Rozejrzałem się i stwierdziwszy, że oprócz mnie w pokaźniej czytelni nie ma nikogo, zacząłem rzeczową krótką konwersację. Niestety, po chwili przyszedł pan i kazał mi rozmowe zakończyć. Powiedziałem mu,że OK, już konczę, przepraszam, po czym chciałem powiedzieć dosłownie 3 zdania i się rozłączyć. Pan mi to jednak uniemożliwił mówiąc ostrym już tonem, że jeśli natychmiast nie rozłączę się zapłacę za to 20 funtów i stracę uprawnienia do korzystania z biblioteki.
Fajnie tu!!

Przy okazji przypomniała mi się jeszcze moja sobotnia przygoda - również związana z internetem. Przedstawiciele uczelni pytani o internet w naszym akademiku twierdzą, że nie jest to wielki problme, bo przecież jest doskonały dostęp doń na uczelni. Może jest, ale z pewnością nie w weekend. W zeszłym tygodniu zobaczyłem, że laboratorium komputerowe jest czynne w soboty od 10 do 15 (w niedziele jest nieczynne). Postanowiłem zatem się wybrać w sobotę, żeby posuzkać artykułów o CSR i takie tam. Niestety, może laboratorium jest otwarte, ale uczelnia, w którym się ono znajduje bynajmniej. Jakaś pani zainteresowała się człowiekiem kręcącym się wokół zamkniętego wejści na uczelni i poradziła mi spróbować wejść na teren campusu przez bibliotekę. To oznaczalo 5min spacerek wzdłuż ogrodzenia. Wszystkie bramy i furtki na campus mijane były dokładnie pozamykane. W bibliotece nie było wyjścia drugiego na campus, ale pani poradziłą mi spróbować iść od strony przeciwległej, gdzie powinna być brama otwarta pilnowana przez ochronę. Kolejne 10 min piechotką i rzeczywiście znalazłem bramę, i to otwartą. Co ciekawe wszyscy mi mówili wcześniej, że uczelnia jest zamknięta ze względów bezpieczeństwa, a tymczasem bramą tą wszedłem przez nikogo niezauważony. Wszystkie budynki na campusie były pootwierane i komplenie puste. Wszedłem do budynku F, z niego pzreszedłem ciemnymi korytarzami do budynku E, skąd już tylko musiałem przejść kładko-mostkiem do budynku J, gdzie mieszczą się laboratoria komputerowe. Przed nimi spotkałęm pierwszych ludzi na campusie - 3 panów, którzy powstrzymali mnie przed próbą wejscia do laboratorium. Okazałao się, że mimo że powinno być ono otwarte od 10 do 15, o godzinie 11 był w środku aktywowany alarm i Ci panowie od pół godziny czekali na kogoś z ochrony, kto ma go dezaktywować. Przyszła po następnych 15 minutach...

ciąg dalszy obawiam się nastąpi...

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 16:44 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Jezu, to w Belgradzie było po prostu super organizacyjnie, a moje przygody z akademikami trwające jedynie tydzień i polegające na przesiedlaniu się dwa razy to po prostu nic nie było!!! A za akademik płaciłem tylko za realny w nim pobyt :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 17:16 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 23:52
Posty: 526
Jeśli chodzi o organizację przyjazdu i pobytu Erazmusów w Holandii, to nudno tutaj jak flaki z olejem. Wszystkie formalności zalatwiłem w ciagu dwóch godzin po przyjeździe, gdzie tylko się da, procedury są skomputeryzowane i dostępne przez internet, a jak już trzeba się skontakować z jakimś urzednikiem, to jest on bardzo przyjemny i ma się warżenie, że to jemu bardziej zależny na zalatwieniu sprawy niż samemu zainteresowanemu. No, ale szczerze mówiac, to chyba wolę już się nudzić niż mieć takie przejścia jak Ty, Gogolu. Plus jest taki, że poćwiczysz angielski w bardzo życiowych sprawach. W Świdzie o tym nie piszą ;)

A tak swoją drogą, to z opisu wynika, że w Twój uniwersytet działa bardzo podobnie jak kwestura i caly pion organizacuyjny esgiehu ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 18:17 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
Glowa do gory, Gogol! Co za dlugi post, chyba najwiekszy jaki widzialem na forum. Ale trudno Ci nie oddac racji... Poczekaj, poczekaj, po powrocie czekaja Cie kolejne przygody tym razem z SGHowska biurokracja ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 19:44 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 gru 2005, 0:57
Posty: 986
Lokalizacja: Bydgoszcz
I obyś nie chciał przepisać sobie jakichś tamtejszych przedmiotów ... :hyhy:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 paź 2007, 20:53 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Jaco pisze:
Glowa do gory, Gogol! Co za dlugi post, chyba najwiekszy jaki widzialem na forum.


Jak by nie patrzeć 4 pełne strony w wordzie były, ale jak tylko przelałem wszystko na ...ekran, to lepiej mi się zrobiło :P


Domi pisze:
I obyś nie chciał przepisać sobie jakichś tamtejszych przedmiotów ...


Szczęśliwie nie zamierzam, wszystko pójdzie w 5. poziom ;)

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group