Dzisiaj jest 21 lis 2017, 10:23

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 06 lis 2008, 16:21 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
Pierwszy absurd
Do Wloch dotarlismy w dwoch etapach. Pociagiem z Warszawy do Krakowa (3,5h) i dalej samolotem z Balic do Bergamo (1,50h). Pociag w jedna strone kosztowal 60pln, samolot w obydwie 35pln...

Nie ma lekko, part one
W srode wieczorem z lotniska w Bergamo odebral nas Michal (inne pseudonimy: Wojciech, Kozik, Cory) i wtedy rzucilem okiem na mape, dokad my sie wlasciwie wybralismy. Otoz wycieczka nasza nie miala nic wspolnego z Mediolanem (jak poczatkowo sadzilismy) – samolot ladowal w Bergamo (na wschod), a Michal mieszka w Lecco (na polnoc), nad jeziorem w gorach. Do domu dotarlismy kolo 1 w nocy, sklepy juz byly pozamykane wiec zapoznalismy sie z kumplami Michala i opilismy ich z wina.
Czwartkowa pobudka o 9 okazala sie byc najwczesniejsza z calego wyjazdu. Od kilku dni w rejonie nie przestawalo lac, wiec zrobilismy sobie lajtowy dzien. Spacerek po urokliwym Lecco, cappuchinno w kawiarni nad jeziorem, widoczki na wylaniajace sie niekiedy zza chmur gory.
Michal naprawde swietnie trafil z tym stypendium, sam sie chyba nie spodziewal ze jest tutaj tak fantastycznie. Wybral Lecco bo chcial jechac do Wloch, a Wlochy to przeciez tanie wino, slonce, wyluzowani ludzie no i Wloszki... A tu sie okazuje ze do tego jeszcze gorskie jezioro, szczyty pod 2tyś m, skaly z tysiacami drog wspinaczkowych, mnostwo ferrat i jeszcze wiecej sciezek trekkingowych i sredniowieczne miasteczka podrod tego wszystkiego. Naprawde, mowie wam, bajka!

Po poludniu postanowilismy wjechac kolejka na pobliska gore i przespacerowac sie szlakiem w dol. Tuz przed zakupem biletow pogoda jednak nadal byla stabilna (lało), wiec zrezygnowalismy z wycieczki na rzecz pizzy z winem (wlasciwie na odwrot). Wino w markecie stoi po 4euro za baniak 5l, wiec grzech nie pić... Podczas degustacji wywiazala sie – jak zwykle w takich okolicznosciach – dluga, nudna i bezsensowna ale bardzo zacieta dyskusja pomiedzy Michalem a mna, ktora nas do konca zbetonila. A rano nie było lekko...

Nie ma lekko, part two
Piątek przywital nas stabilna pogoda – ciagle lało. Jakos nam sie nie palilo do zwiedzania Mediolanu w deszczu, wiec namowilismy Michala na wycieczke jego Groszkiem wzdluz jeziora. Jezioro Como na ksztalt odwroconej litey Y, Lecco lezy na SE skraju, a Como (nieco wieksze) na SW. Najpierw udalismy sie na cypelek do miasteczka Bellagio celem wypicia kawy w klimatycznej kawiarence. Droga w skalach wzdluz jeziora, waska i kreta, normalnie jak ze scen poscigow samochodowych w starszych Bondach. Potem niekonczacymi sie serpentynami, mijajac urokliwe wioski po drodze, wspielismy sie z 1000m w gore az nam sie droga skonczyla i dalej piechota dotarlismy do schroniska z pieknym widokiem na cala okolice... zaciagnietą chmurami. Mimo ze schornisko akurat remontowano, wlasciciel poczestowal na kawa i herbata i przyjemnie mijal nam czas na zglebianiu tajnikow jezyka wloskiego.... Michal bowiem zawziecie uczy sie wloskiego, czego nie można powiedziec o Spiewanie (aktualnie we Florencji) który nie wstaje znad ksiazek i nie ma czasu na pierdoly. Myslac o Spiewanie i jego ewentualnych podbojach sercowych postanowilismy napisac dodatkowy rozdzial w rozmowkach polsko-wloskich. Tak powstala sentencja ktora zrobila kariere: sfila mutandine, andiamo a letto! [zapis fonetyczny]
Krecac sie po serpentynach i lombardzkich miasteczkach dotarlismy do Como, które jest zdecydowanie piekne, ale byloby jeszcze piekniejsze gdyby nie padalo i gdyby pizzerie otwierali przed 18...
Wieczorem pociagiem z Florencji przyjechal Śpiewan, a ze nie widzielismy sie od dawna w markiecie zakupilismy zapas wina... A rano nie bylo lekko...

Nie ma lekko, part 3&4
Zanim sie zebralismy w sobote zrobilo sie po poludniu, ale za to pogoda wreszcie sie odmienila: nie padało! Nie chcac przegapic okazji uparlem sie ze pojsc na ferraty. Pomysl chwycil, mimo ze bylo ciut pozno i mogla nas czekac wspinaczka w swietle latarek. Laczac ze soba miliony karabinkow i ekspresow udalo sie skompletowac cudaczny sprzet dla Śpiewana (petle musza byc dlugie, a jak nie ma petli to trzeba kombinowac), który po przejsciu trzech metrow w gore zdecydowal, ze to jednak nie sport dla niego. Ferrata miala jakies 700m w pionie, latarki wlaczylismy dokladnie na szczycie.Co tu duzo mowic – zajebista sprawa!!! Od slow wiecej powiedza zdjecia (w.paczos na picasie), a od zdjeci jeszcze wiecej powiedza filmiki Marty, które mam nadzieje za moment sie pojawią. W każdym razie... nie było lekko :)
W nocy do Bergamo samolotem z Rygi przylecial Wilek, ktorego wszyscy od dawna nie widzielismy, wiec w markecie zakupilismy zapas wina... Wilek przywiozl ze soba fascynujace historie z emocjonujacego wypadu do Finlandii, które (dosłownie) położyły wszystkich na podłodze. („I w tym sklepie to kosztowało 4,5 euro. Ale nie kupiłem... A potem pojechalismy do miasteczka w ktorym nic nie było, a tam...”)
W kazdym razie rano nie było wcale lekko...

Nie ma lekko, part five (ostatnia)

A w niedziele o 16:40 wyjezdzal Spiewan. To co ze wstalismy znowu w poludnie – pogoda jak drut (slonecznie!), wiec trzeba uderzac w gory. Sprzetu na ferraty dla pieciu osob nie bylo, wiec tym razem na wlasnych nogach. Michal wybral jakas gorke, dla odmiany po drugiej stronie jeziora. W 4,5h zrobilismy tysiaka w gore i na dol, po drodze gubiac sciezke i wpieprzajac sie w skaly (Michal: Dlaczego, kurwa, zawsze nam to sie musi trafic?). Po drodze towarzyszyly nam krew, pot i lzy oraz mamrolenie Michala o jakiejś bolącej głowie. Nie było lekko...
Spiewan na pociag zdazyl, ale my do sklepu juz nie (niedziela, maniana), wiec czekal nas smutny wieczor. Na pocieszenie obejrzelismy film i narąbaliśmy się herbatą.

Poniedziałek zwinęliśmy sie w miare szybko i we trojke (Wilk, Marta i ja) wybralismy sie wreszcie do Mediolanu... na trzy godziny. Mediolan ma między innymi piękną katedrę, której dach sobie zwiedziliśmy i ciekawy zamek Sforzów (z którego pochodzi włoszczyzna). Poza tym jest jeszcze opera La Scala i Ostatnia Wieczerza da Vinciego i stadion San Siro do których nie udało się niestety dotrzeć. Poza tym bardzo przypomina warszawski MDM z wielkimi monumentalnymi gmaszyskami i lejącym deszczem... Z jedyną różnicą, że w Warszawie między 15 a 18 pizzerie są otwarte...
Na lotnisko ledwo zdazylismy przed zamknieciem bramek i o 21 w poniedziałek byliśmy z powrotem w Balicach.

Już wypatrujemy kolejnych tanich biletow...

A zdjecia w liczbie sztuk 132, przypomne, na www.picasaweb.google.com/w.paczos


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lis 2008, 17:24 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Italia! Che bella...! Ech... Rozmarzyłam się przez chwilę oglądając zdjęcia oraz czytając o tych winach, spacerach... :)

A Włochy to bardzo wciągający kraj...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lis 2008, 17:50 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lis 2006, 17:17
Posty: 181
Lokalizacja: Bystra (zgadnij ktora:)
Super!!!

A moze masz ochote sie zamienic? Ja wybiore sie na ferraty, a Ty poogladasz nadpalone zwloki w Gangesie?

_________________
Czeka na mnie ognisko w lesie nad Bystrą i pieczenie kiełbasy :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lis 2008, 18:45 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
To może i ja powinienem dorzucić moje 3 słowa o 3 dniach spędzonych prawie 3 tygodnie temu u Michała? :)

Chociaż pomysł był dość stary, wyjazd okazał się w sumie bardzo spontaniczny... W czwartek krótka wymiana opisów na Facebooku ("To kiedy się widzimy?" "Może w ten weekend? Wpadaj" "Dobra. Rozejrzę się za pociągami i dam znać") zaś w piątek po zajęciach wrzuciłem kilka rzeczy do plecaka i pojechałem na stację.

Oczywiście wybrałem najtańsze połączenie "regionale", z biletem za 14,70, dwa razy tańszym od IC. Pociąg niewiele różnił się od kibla pod względem stopnia zdezelowania, natomiast na gładkich jak stół torach pruł bez problemów z prędkością swobodnie przekraczającą 160 km/h... W Piacenzie (do dziś nie mając mapy nie do końca wiem, gdzie to jest) na krzywy ryj wskoczyłem do odjeżdżającego IC Roma-Milano Centrale, dzięki czemu udało się uniknąć dodatkowej przesiadki oraz około godziny czasu.

Główna stacja kolejowa w Mediolanie to zapierające dech w piersiach cudko architektury, szkoda tylko że obecnie remontowane. Michał powiedział, że będzie czekał na placyku nad stacją metra "azzo" w pobliżu dworca, tak więc na chybił trafił wrzuciwszy do kieszeni 2 hamburgery z Maka za 50 centów sztuka udałem się w najbardziej prawdopodobnym kierunku. Oczywiście gdy tylko zobaczyłem pasiastą koszulę i szluga w ręku ucieszyłem się niezmiernie z emigracyjnego spotkania.

Razem udaliśmy się do koleżanki Kozika z liceum, gdzie już u progu poczęstowano mnie Wyborową. Krótki biforek i udaliśmy się na noc do jakiegoś klubu w iście bizantyjskim stylu. Przy wejściu chciałem przykozaczyć, machnąłem jakąś kartą studencką i pchając się od niechcenia wystawiłem rękę po jakąś pieczątkę, co by wejść za darmo. Niestety system zadziałał odwrotnie niż przypuszczałem o o ile cała reszta ekipy weszła za darmo, mi kazano bulić 10 eurosów :zdegustowany: Na osłodę dostałem 2 drinki.

Na miejscu musieliśmy spędzić niemiłosiernie dużo czasu, bo chłopaki stwierdzili, że nikt nie chce nocą prowadzić samochodu do Lecco, w związku z czym i tak byliśmy skazani na pierwszy pociąg o 5 rano. Ok. 3:30 z przyjemnością zmyliśmy się z imprezy, wszamaliśmy miejscowego kebaba i udaliśmy się na spacer w kierunku stacji kolejowej mijając jedynie po drodze kilku transwestytów czekających na klientów. Na stacji okazało się, że do pociągu jeszcze godzina czekania, więc jak rasowi menele położyliśmy się na schodach na kilku rozłożonych "Metropolach".

W pociągu żeśmy padli ze zmęczenia, a że nie było czym umyć zębów kilkakrotnie budziłem się z paskudnym smakiem kebaba w ustach. Tuż przed świtem czekał nas jeszcze morderczy marsz do mieszkania i wymarzone łóżko, względnie karimata.

Po południu udaliśmy się na shopping do lokalnej Arkadii, coby nabyć ekspresy na ferraty i prowiant na wieczór. Na trasę wyruszyliśmy przed zachodem słońca, gubiąc się w gąszczu stromych i wąskich uliczek leccońskich a potem mijając tabuny ludzi - głównie starszego państwa - schodzącego z gór. Ferrata jak ferrata. Nie patrz w dół, nie myśl o wysokości, zawsze bądź wpięty do łańcucha i można zapierdalać. Największe obawy miałem co do zachodzącego słońca i zaczynającego kropić deszczu, ale po podejściu do pierwszej półki okazało się, że jest ścieżka w dół, więc nawet nie narzekałem specjalnie na osuwające się żleby, które przyszło mi pokonywać w tenisówkach.

Wieczorkiem raczyliśmy się po pizzy i butelce winka. Kulturalnie, nie tak jak ta chołota z Dziaskiem na czele co w kolejnych weekendach chleją wińsko z 5 litrowych butelek za 4 euro... Poniżej 4 euro za normalną butelkę i bez "denominazione di origine controllata" to ja już praktycznie od kilku lat nie schodzę... Tylko plebs pija tańsze wina... :hyhy: Późniejszą porą jeszcze udaliśmy się na nocny wypadzik i piwo pooglądać miasteczko i lokalną młodzież.

Kolejny dzień upłynął pod znakiem zdobywania górującego nad Lecco szczytu podczas którego oczywiście wiedząc że idziemy złą drogą, dałem się namówić Kozikowi na "przygodę", którą o mały włos nie przypłaciłem trwałym uszkodzeniem na zdrowiu, kiedy podczas elementów wspinaczki w ostatniej chwili uniknąłem bliskiego spotkania mojej głowy z poruszonym przez Michała głazem. Zszedłszy z góry uraczyliśmy się garem słynnego makaronu od Makarona. Podczas jednej z rundek po mieście "groszek" na podjeździe dwupasmówką przez chwilę próbował się ścigać z zaobserwowanym najpierw w lusterku a moment poźniej przed przednią szybą Ferrari Testarossa. Na światłach co prawda udało nam się odrobić stratę, ale na rewanż nie było okazji, bowiem trzeba było nam skręcać w lewo.

Wieczorem żeśmy się pożegnali, a o północy byłem już w swoim zapyziałym Forli wśród pól ziemniaków, marchewki, winogron i bobu.

Zgadzam się w pełnej rozciągłości z moim przedmówcą, co do Lecco. Michał lepiej trafić nie mógł. Super miejscówka: góry, skałki, jezioro, żagle, Mediolan, małomiasteczkowy klimacik...

Jutro zwalamy się na głowę Śpiewanowi we Florencji, co by pociągnąć dobrą tradycję spotkań na emigracyji. Tak więc cdn.

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lis 2008, 23:17 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
hekklaa pisze:
A moze masz ochote sie zamienic? Ja wybiore sie na ferraty, a Ty poogladasz nadpalone zwloki w Gangesie?


albo Kozika nad Ganges a my na ferraty! :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 08 lis 2008, 17:39 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2006, 22:46
Posty: 279
Lokalizacja: z jaczej skóry
Wojtek pisze:
Michal bowiem zawziecie uczy sie wloskiego, czego nie można powiedziec o Spiewanie (aktualnie we Florencji) który nie wstaje znad ksiazek i nie ma czasu na pierdoly. Myslac o Spiewanie i jego ewentualnych podbojach sercowych postanowilismy napisac dodatkowy rozdzial w rozmowkach polsko-wloskich. Tak powstala sentencja ktora zrobila kariere: sfila mutandine, andiamo a letto! [zapis fonetyczny]


Niestety, jak sie wczoraj okazalo, to nie do konca tak z tym zwrotem. Brakuje rodzajnika czy czegos podobnego. Wczoraj odprowadzalem kolezanke do domu po imprezie i na pozegnanie szepnalem jej te slowa. Poczatkowo nie wiedziala o co chodzi, potem mnie poprawila. Powinno byc sfila alle (albo delle, albo jescze inaczej, ale podobnie) mutandine.

Zadowolony z poprawy znajomosci wloskiego wrocilem do domu :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 08 lis 2008, 17:59 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
Wojtek pisze:
Tak powstala sentencja ktora zrobila kariere: sfila mutandine, andiamo a letto! [zapis fonetyczny]


OK, już fersztejen. Śpiewan, w kontekście wczorajszej przygody chyba dobrze, że nie przyjechaliśmy, bo to nas byś musiał odprowadzać :P

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 08 lis 2008, 18:40 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
Wojtek pisze:
sfila alle mutandine, andiamo a letto!


Znając Wojtka i Śpiewana obstawiałem, że to znaczy coś w stylu "ściągaj majtki, będziemy się całować". Wklepałem se w translator i okazuje się, że bardzo się nie pomyliłem :D

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 08 lis 2008, 23:54 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
SzataN pisze:
"ściągaj majtki, będziemy się całować"

To żeś palnął, Dzias! :D Jak mogło Ci do głowy przyjść równie bezsensowne zdanie? Co ma piernik do wiatraka, że tak spytam? :)

Ale szacun, że chociaż 50% odgadłeś.

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 09 lis 2008, 0:18 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 12 paź 2005, 10:52
Posty: 485
Lokalizacja: Zug
Jaco pisze:
SzataN pisze:
"ściągaj majtki, będziemy się całować"

To żeś palnął, Dzias! :D Jak mogło Ci do głowy przyjść równie bezsensowne zdanie? Co ma piernik do wiatraka, że tak spytam? :)


A może po prostu to tu Jacu jesteś ograniczony, a Dziasowi chodziło o tak zwany przez Angoli "Aussie kiss", czyli "French kiss, but give downunder"...

_________________
Obok dużej bramy jest zawsze mała furtka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lis 2008, 0:25 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
Też mi to przeszła taka sprośna myśl przez głowę, ale nie podejrzewałbym Dziasa o aż tak daleko idące skojarzenia. A przynajmniej nie na łamach forum ;)

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 10 lis 2008, 6:20 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3415
Lokalizacja: Augustów
SzataN pisze:
Wklepałem se w translator i okazuje się, że bardzo się nie pomyliłem :D

Google translator tłumaczy to jako: "Procesja na majtki, let's go do łóżka!" :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lis 2008, 21:47 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 12 paź 2005, 10:52
Posty: 485
Lokalizacja: Zug
Bo Włochy to katolicki kraj...

_________________
Obok dużej bramy jest zawsze mała furtka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 lis 2008, 1:04 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 wrz 2006, 23:56
Posty: 173
Lokalizacja: Lublin
To ja dorzuce pare fotek i filmikow z tegoz pelnego wrazen wyjazdu:
http://picasaweb.google.pl/mrekas/NieMa ... topad2008#


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 lis 2008, 0:29 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Czy Dzias sie chwalil potrawa zMcDo, ktora promocyjnie nabyl w Mediolanie?

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group