Dzisiaj jest 21 lis 2017, 8:16

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 21 sty 2009, 1:34 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
W końcu się zebrałem w sobie (a przy okazji w końcu podłączyli mi siec:) by napisac parę słów ze swojego pobytu w jednym z najsłynniejszych miast kraju tulipanów i gejowskich małżeństw.

Jako, że przebywam tu roboczo, to będzie to trochę inna relacja niż z wyjazdu na stypendium. Nie będzie słowa o przedmiotach i akademiku, a za to trochę o pracy i atmosferze „międzynarodówki”.

Zacznijmy jednak od tytułu i tego co na pewno wielu ciekawi, czyli czerwonej dzielnicy. Zlokalizowana w centrum, tłumy ściąga w dzień i w nocy. Obalam wszelkie mity i podpisuję się obiema rękami, iż w oknach stoją NAPRAWDĘ ładne dziewczyny, a ich różnorodnośc (kolor, wiek, wzrost, wymiary) sprawia, że każdy prędzej czy później zatrzyma wzrok na chwile ;) Wśród spacerowiczów pełno Angluchów, ale ich w tym mieście jest strasznie dużo z powodu tanich linii, które lądują na głównym lotnisku i samej atrakcyjności miasta na weekendowe imprezy.

A do tego sami Holendrzy bardzo im pomagają, bo wszyscy bardzo dobrze mówią po angielsku. Ja po kilku tygodniach znam może 2-4 słowa po niderlandzku, bo najzwyczajniej nie mam motywacji do nauki. Nawet 50-letni pan sprzątający ulicę płynnym angielskim odpowie jak dojśc w dowolne miejsce!! Ponadto w pracy angielski przegonił niderlandzki, a większośc pracowników central europejskich, których tutaj pełno, stanowią obcokrajowcy. Zdarza się, iż w zespole w ogóle nie ma Holendra… U nas na kilkanaście osób jest tylko czworo tubylców!

Holendrzy, jak wszyscy wiedzą uwielbiają jeździc na rowerze. W garniturze, w deszczu, w nocy wszędzie pedałują na swoich jednośladach. Byłoby to nawet przyjemne i zdrowe, gdyby nie to, że te rowery to w moim mniemaniu kupy rozlatującego się złomu, za które to Holendrzy życzą sobie bajońskie sumy (od 300zł za rower, który u nas nikt za 50zł by nie wziął), a do tego jeżdżą nimi wszędzie i zawsze z wymuszeniem pierwszeństwa. Wprawdzie jeszcze nie miałem czołowego zderzenia na chodniku czy ulicy, ale pierwsze dni, to była ciężka nauka zrozumienia, że kolejnośc na drodze jest nieważna, bo i tak pierwszy wepchnie się rower :( Często nie ma nawet chodników, a jest droga rowerowa! Z drugiej strony zachętą do korzystania z rowerów jest komunikacja miejska. Droga jak cholera (circa 100 euro za miesiąc – bilet normalny), nielogiczna (miasto podzielono na podstrefy a’la nasze dzielnice), biletów nie sprzedaje się w kioskach (tych zresztą prawie nie ma), a do tego WIECZNIE SIĘ SPÓŹNIA!!! Do pracy potrafię jechac 30-60 minut w zależności od kaprysów tramwaju i metra (które de facto też jest tramwajem na większej części trasy).

Nastrój poprawiają widoki zza szyby, gdyż zachowało się tutaj dużo architektury z XVIII i XIX wieku. Kamienice i kanały wyglądają ładnie dniem i nocą, i nadają miastu takiego swoistego uroku, który może na pierwszy rzut oka jest niewidoczny, ale z czasem coraz bardziej wchodzi się w klimat chudych, przekrzywionych domów nad kanałami z wielkimi oknami, których nikt nigdy nie zasłania. Ponadto wiele jest pływających domów, czyli łódek zaadaptowanych na mieszkania i bardzo ładnie urządzonych w środku.

Na koniec nie mogę nie wspomniec o psich kupach :) Ponieważ do parków i terenów zielonych często nie można wprowadzac zwierząt to zastanawiałem się czy postępowi zachodni obywatele UE sprzątają po swoich rasowych pupilach. Niestety nie, a ilośc kup na m2 terenu wokół drzewa myślę, że przebija widoki warszawskie po tym jak stopnieje śnieg.

Śnieg, podczas mojego pobytu utrzymał się jeden dzień. Tak jak i u nas początek stycznia był bardzo zimny (po raz pierwszy od 10 lat zaczęły zamarzac kanały), ale do -20 stopni nie doszło. Niemniej było to bardzo odczuwalne, ale miało też duży plus. Jak jest zimno to nie pada deszcz. A teraz, wraz z ociepleniem (jest około +4 stopnie) pada bardzo często i według miejscowych będzie jeszcze tak padac do wiosny…

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 sty 2009, 9:58 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Długo tam będziesz?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 sty 2009, 10:27 
Offline
I norma za wytrwałość

Rejestracja: 07 paź 2005, 0:26
Posty: 1113
Lokalizacja: ? stąd
Ceny rowerów zależą od miasta, w Amsterdamie chyba są najwyższe, w Maastricht podobno od 30 euro można było kupić, w Tilburgu od 50. Oczywiście te "oficjalne", bo z innych źródeł to od 10 euro.
Zresztą jeśli tam dłużej zostajesz to teraz może będzie dobry okres na kupno roweru, bo erazmusy wyjeżdżają więc podaż może być większa ;) U nas nikt nie chciał odkupywać tych rowerów.

A, no i podobno w Amsterdamie najczęściej są kradzione rowery

_________________
"Czuję się jak komar na plaży nudystów. Wiem, co mam robić ale nie wiem gdzie zacząć." Pat Riley o sytuacji w Miami Heat.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 sty 2009, 23:15 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
Jacku, jestem na emigracji do pierwszego marca, czyli nie krotko, ale tez i nie dlugo, tak wystarczajaco by zauwazyc, ze zniknalem :|

Wooky, z tymi rowerami to prawda, tutaj klodki zabezpieczejace rower od kradziezy sa monstrualne, a i tak caly czas mowi sie o kradziezach. Z ciekawostek to moge powiedziec, iz czesto policja przebrana za handlarzy probuje dokonac "sprzedazy kontrolowanej" w okolicy czerwonych latarni i jak dasz sie skusic na zakup to przechlapane :( W Holandii jak cos kosztuje zbyt tanio to z automatu uwaza sie to za kradziez, a nie okazje :| i kupujacy powinien to wiedziec, bo inaczej dokonuje przestepstwa (lub wykroczenia).

Z tymi erasmusami i zroznicowaniem cen to bardzo ciekawe, wychodzi, ze moze byc nawet korzystna ekonomicznie podroz na zwiedzanie Maastricht! Ale ja sie chyba na rower jednak nie skusze, bo a) jestem za krotko by nim sie nacieszyc b)nie chcialbym wydac duzo, a za moja kwote dostalbym zlom, ktorego bym w ogole nie sprzedal...

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 sty 2009, 18:39 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 lut 2006, 17:11
Posty: 141
Lokalizacja: już nie z Antwerpii
ja do Holandii nie zajrzałam podczas swojego wyjazdu na Erasmusa, ale tam podobno, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo kradzieży swojego roweru, należy kupić rower czarny, żeby nie rzucał się w oczy. wszystkie rowery są tam czarne. :rotfl:
a czy w czerwonej dzielnicy przyuważyłeś już tzw. "zmianę", czyli moment, kiedy pani z wystawy w środku nocy opatula się ręczniczkiem i wyłazi z tej wystawy na chodnik, po czym, zastępuje ją na tej wystawie inna pani bez ręczniczka? :rotfl:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 31 sty 2009, 0:46 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
Rozdział drugi, czyli dlaczego Holendrzy są tacy bogaci! Robiąc zakupy w Albert Heijn-ie, najpopularniejszej sieci supermarketów w Holandii (były właściciel polskich Albertów, chyba?) zacząłem się zastanawiac na co Holendrzy wydają pieniądze i co jest dla nich drogie. Na pewno drogie nie są dla nich zakupy spożywcze i elektronika. Ta ostatnia pewnie z prozaicznego powodu, iż od razu zacząłby się import, a to pierwsze… no przecież nikt nie będzie woził przez 2000km jogurtów, chyba :) Ceny są trochę większe od polskich, no może ciut droższe są holenderskie sery, ale alkohole kosztują tyle samo, Grolsch w puszcze 2,5PLN więc nawet taniej ;) Ale na pewno porównując zarobki ich a nasze, to wyżywienie produktami standardowymi kosztuje ich relatywnie mniej, o elektronicznych gadżetach nie mówiąc. Jest jednak haczyk, a mianowicie droga żywnośc gotowa. Firmy wykorzystują lenistwo tubylców (bo na pewno nie zabiegany tryb życia, ale o tym później) i w sklepach sprzedają gotowe sałatki (i to nie tak jak u nas, tylko a’la z restauracji), obiady, kanapki na śniadanie, pocięte i przyprawione ogórki, ser feta itp. Wprawdzie w polskich marketach też można spotkac coś takiego, ale uwierzcie mi, że skala tego jest nieporównywalnie większa, a najważniejsze by ładnie wyglądało, było smaczne i przygotowanie (otwarcie i odgrzanie) zajęło do 10 minut. Na razie hitem dla mnie są obrane ziemniaki, obrane ziemniaki pokrojone w talarki czy na frytki.
Jednocześnie większośc sklepów jest zamknięta w niedzielę, ale dłużej otwarta w czwartek! Są też nocne, ale ich marże mnie zabijają. U nas jak coś jest dwa razy droższe to już jest złośc, a tutaj Grolsch w supermarkecie kosztuje 2,5PLN, a w nocnym 2,5… euro!!! Marża naprawdę powala i to nie tylko na alkoholu..

A czemu sklepy są dłużej otwarte w czwartek. Wiąże się to z dziwnym tygodniem pracy. Otóż w Holandii 40 godzinny tydzień pracy jest rozłożony na 4x9h i 4h w piątek. Zatem praktycznie po obiedzie w piątek wszyscy zasuwają do domów :) i rozpoczynają weekend. Dużo osób idzie jeszcze krok dalej i godzi się na proporcjonalnie niższą pensję w zamian za 36 godzinny tydzień pracy, czyli przychodzą do roboty tylko 4 dni w tygodniu. I takich osób jest naprawdę dużo, a kończąc pracę w czwartek mogą zrobic zakupy :) Na początku brzmi to fajnie, ale jakoś nie mogę się przyzwyczaic, bo to oznacza wyjście koło 19 z roboty, godzina na dojazd. W domu jest się praktycznie o 20, czyli wtedy kiedy wszystko jest już zamknięte… Oczywiście od poniedziałku do środy (plus nieszczęsna niedziela)

Co zatem można robic po 20? Można pójść pobiegac ;) Pewnie niektórzy zauważyli mój post odnośnie półmaratonu warszawskiego. W poprzednim tygodniu rozpocząłem przygotowania, chodzę sobie do pobliskiego parku, coś jak nasze łazienki! Ilośc biegaczy powala na kolana, bo można mówic o tloku. Ludzie w najróżniejszym wieku, niemało jest naszych dziadków, którzy wolniutko, ale super dają radę!! A w niedzielne popołudnie było 2 razy więcej biegających niż spacerujących pieszych!!

Zrobiłem już kilka zdjęc wiec w tygodniu powinien znaleźć się link do picassy.

Aniu, rowery są ogólnie w ciemnych kolorach, większośc faktycznie czarna, ale nad kolorem widzę przede wszystkim to, iż są to rozlatujące się złomy, do których kłódka zabezpieczające kosztuje krocie. To jest kuriozum…

Czerwone latarnie, ręczników nie widziałem i w ogóle to po co one miałyby wychodzic na zewnątrz jak klientów przyjmują w środku?
Za to byłem w tej dzielnicy po raz pierwszy za dnia. Ojezuuuuu jaka porażka, nie dośc że widac tylko 5% tego co wieczorem, to jeszcze widok sprawia odruchy wymiotne

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 31 sty 2009, 1:26 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
Całkiem ciekawe spostrzeżenia, Śnieżyn, całkiem ciekawe.

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2009, 23:38 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
Coś mi nie idzie z tym zamieszczeniem zdjęc, ale przynajmniej zgrałem je z aparatu na laptopa więc może małymi krokami uda się osiągnąc cel!

Obejrzawszy dużą część miasta postanowiłem w poprzedni weekend wybrać się za miasto. Wybór padł na dwie lokalizacje, Haarlem i kurort nad morzem (Zandvoort, nazwijmy go holenderskim Helem). Pierwsza miejscowość od razu wzbudziła moje podejrzenia czy nie od niej czasem wywodzi się nazwa dzielnicy Harlem w Nowym Jorku. No bo skoro ten drugi nazywał się kiedyś Nowym Amsterdamem, to… moje przypuszczenia potwierdza wikipedia :) Okazuje się, że nim Nowy Jork stał się taki wielki, to niedaleko od niego powstała wioska Nowy Haarlem, która potem dała nazwę dzielnicy! Ciekawe czy większość miejscowości/dzielnic w okolicach Manhattanu ma taką historię? I co z New Jersey?

Sam Haarlem to taki Konstancin. Bardzo ładny, czysto, zabytkowe domy, kanały, rynek, na którym sprzedaje się to samo co u nas. Aż nie chciało mi się wierzyć, że mieszka tutaj 150tys. osób, bo tego w ogóle nie widać! Największą atrakcją było dla mnie spotkania stada „udomowionych” saren/jeleni w miejscowym parku, które smacznie spały w zagrodzie w ogóle nie zwracając uwagi na ludzi!!! Ogólnie to takie małe, senne miasteczko, gdzie wszędzie blisko :) Aha i mają bardzo klimatyczną knajpkę na dworcu zamiast poczekalni. Wysiada człowiek z pociągu i widzi jak w XIX wiecznych wnętrzach ktoś nalewa piwo z nalewaka :)

Pogoda dopisywała, więc pojechałem dalej pociągiem nad morze. Sam „kurort” składa się w zasadzie z trzech rzeczy. Hoteli, domków letniskowych i byłego toru formuły 1. Poza tym pusto! Już samo wyjście z dworca sprawia wrażenie jakbyśmy odwiedzali wymarłe miasto. Dużo budynków i mało ludzi.

Plaża. Inna niż nasze polskie. Od razu bije w oczy jej szerokość, wielka, niczym ze słonecznego patrolu :) Latem 1/3 tego jest zajęta przez knajpki a’la Przystań Żywiec, zimą natomiast jest to ogromna piaszczysta przestrzeń. Woda w morzu chyba trochę brudniejsza, ale nie wpatrywałem się zbyt intensywnie. Spacerując dało się słyszeć ryki silników w oddali. Przypadkiem trafiłem na amatorskie wyścigi na torze F1. Sam tor wielgachny i otoczony nasypem tak by nikt, kto nie kupił biletu nie zobaczył co się dzieje w środku :) Na szczęście główne wejście było otwarte więc spokojnie sobie wszedłem i po przejściu 1km dotarłem do trybun i głównego toru. Wszystko bardzo fajnie wyglądało, przestrzeń, walka na torze, aż samemu by się chciało wskoczyć za kierownicę :) :)

Kontynuując spacerowy weekend w niedzielę wybrałem się do największego lasu/parku pod Amsterdamem, Amsterdamse Bos. Jest on dosyć spory (ponad 40km samych ścieżek rowerowych i 160 pieszych) i jak większość rzeczy w Holandii… sztuczny. „Wybudowany” w czasie kryzysu podejrzenia wzbudza poprzez ścieżki rowerowe – wyasfaltowane. Jak to możliwe by w środku lasu lać asfalt dla rowerów? W Holandii, jak pokaże następny weekend i wycieczka rowerowa za miasto to standard!! :) Na dodatek ten „las” posiada własną stronę internetową! Nasz las kabacki chyba się jeszcze tego nie doczekał. Miejsce bardzo przyjemne, bo można uciec od cywilizacji, urządzić piknik, wyszaleć się na rowerze, popływać kajakiem po jednym z wielu oczek wodnych, pooglądać zawody wioślarskie (jest specjalny tor) i pooglądać startujące samoloty (obok jest lotnisko) oraz… zwiedzić gospodarstwo rolne!!

Dotarłem do niego po 3h marszu. Na początku byłem przekonany, iż to jest jakiś plac zabaw, bo widać w oddali bawiące się dzieci. Zbliżywszy się bardziej zobaczyłem krowę i kozy. Przypomniała mi się zagroda z objazdówki po Wielkopolsce, ale to, co widziałem było ogromne i ogromna była liczba dzieci w środku :) Będąc w środku zobaczyłem, iż jest to otwarte gospodarstwo z dominacją kóz. Oczywiście są krowy, świnie, kucyk, ale kóz jest od groma. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż wszystkie zwierzęta są oswojone (albo już ogłupiały od dziecięcych wiecznych wrzasków) i „dają się” dzieciom. Zatem jak na normalnym placu zabaw są karuzele i huśtawki tak tutaj tata wchodzi z dzieckiem do świń, potem pogłaszczą krowę, a dalej (następne pomieszczenie) można przejść do kóz. I tutaj zaczyna się szaleństwo. Akurat, razem z setką dzieci, trafiłem „na poród” małej kózki :) Wchodzić można wszędzie, głaskać wszystko, są specjalne butelki ze smoczkami do karmienia zwierząt, szczotki do czesania, istne szaleństwo! Ze słomy i błota trafiłem na drugi koniec gospodarstwa…, gdzie jest restauracja! Jak już się wszyscy zmęczą albo mama nie chce się pobrudzić i wyślę na zabawę dzieci z tatą, to tutaj może wypić kawę z kozim mlekiem, zjeść kozi ser albo zamówić cały obiad. Kontrast niesamowity, bo siedzisz w eleganckim lokalu, popijasz kawę, a za szybą patrzy się na Ciebie koza i robi kupę :) :) Niemniej dzieciakom sprawia to taką radość, że widać, iż latem zamiast na wieś to już wszyscy do Egiptu jeżdżą! Niestety nie mam zdjęć z tego miejsca, bo akurat wtedy musiała paść bateria :)

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 lut 2009, 0:07 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
przemek pisze:
I co z New Jersey?

Jak to co? To samo! :) Jest taka mała wyspa na Kanale La Manche... Dziura straszna. I piorą tam brudne pieniądze.

Czekamy na zdjęcia!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 lut 2009, 10:24 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Ta mała wyspa nazywa się Jersey, nie New Jersey.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 lut 2009, 11:24 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Właśnie to miałam na myśli - ta mała wyspa to oczywiście Jersey bez "New". Może mój skrót myślowy był zbyt nieprecyzyjny ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 16 lut 2009, 1:23 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
AAAAAAjjjjjjjjaaaaaxxx!!!!!!! Amsterdam ;) Już wiem, że nie można być w tym mieście i nie pójść na Amsterdam Arenę by zobaczyć mecz Eredivision na żywo! Warte wszystkiego ;) Ale od początku.

Po oswojeniu się z Amsterdamem , czyli po pierwszym tygodniu pobytu, zaczął mi świtać w głowie pomysł, iż skoro jestem w mieście jednej z najlepszych drużyn piłkarskich świata !! to może udałoby się wybrać na jakiś mecz ligowy.

Internet nie był zbyt pomocny, gdyż szybko ujawniły się różnice między wersją niderlandzką, a angielską ajax.nl Tylko ta pierwsza okazała się zawierać zakładkę bilety :( Z pomocą przybyli koledzy z pracy, którzy przetłumaczyli różne ceny i wyszło, iż jedno wejście to koszt kolo 30 euro na „wyższym ringu (koronie/pierścieniu?) ” i z 50 na „niższym ringu”. Niemało przy obecnym kursie, ale raz się żyje. Dla porównania karnet na cały rok z dobrymi miejscami to wydatek 200 euro. Decyzję o zakupie biletów na ligę wstrzymała informacja o tym, iż będą sprzedawać bilety na Ajax – Fiorentina w pucharze UEFA w tej samej cenie, bo o dziwo, w Holandii liga cieszy się dużo większym zainteresowaniem niż puchary europejskie!! Z drugiej strony jak ma się drużyny tej klasy, to raczej to nie dziwi ;) Okazało się także, iż Seba (ten którego mieliście okazję poznać na sylwestrze) jest w Amsterdamie i też jest chętny by wybrać się na mecz. Mając wszystko zaplanowane, potwierdzone telefonicznie przez holenderskiego kolegę, wystarczyło tylko pójść do kas po bilety. Ale jako, że wszystko odbyło się kilka dni po rozpoczęciu sprzedaży, to nikomu się nie spieszyło, a wszystkich biletów w 3 dni nie sprzedadzą… Nie sprzedali, ale tylko tych najdroższych :( :( (*&^%$*% No i tak puchar UEFA przeszedł nam koło nosa. Ale złego dobre początki ;)

Holender z pracy widząc jak się angażuje zaproponował mi karnet swój i kolegi na mecz Ajax – Heracles (drużyna ze środka tabeli), bo oni i tak wyjeżdżają na targi, a żal żeby zmarnować miejsca, a my byśmy niepotrzebnie kasę tracili. Radości chyba nie muszę opisywać ;) ;) A do tego bardzo fajne miejsca co pokazał sam mecz. Wszystkie pięć bramek padło koło nas! W zasadzie to był nie mecz, a spektakl! Piłka na naprawdę wysokim poziomie, a o klasie drużyny niech świadczy to, że przegrywając 2:0 do przerwy potrafili w drugiej połowie wyrównać i nawet by wygrali gdyby sędzia uznał ostatnią bramkę. Naprawdę przyjemnie się ogląda piłkę, gdzie jest dużo akcji, celne, dynamiczne podania i jak się jest zmęczonym i nie ma pomysłu co zrobić, to zamiast w typowy polski sposób podać do bramkarza ;) idzie się do przodu i walczy! Jak Seba podeśle mi zdjęcia to obiecuję wrzucić!! Mecz świetny, piłkarze to znane gwiazdy, a sam stadion też robi ogromne wrażenie. Oddany do użytku trochę ponad 10 lat temu jest prosty i nowoczesny. Bez wodotrysków, naprawdę surowo, ale wszystko z głową. Na przykład żadnych 6 metrowych płotów tylko fosa oddzielająca boisko od trybun. Zatem jak jacyś durnie chcą wbiec na boisko, to muszą się na nie wdrapać po betonie. Wszystko podzielone na wielkie sektory, nie ma możliwości przechodzenia między nimi. A jak już dojdzie do burdy to i tak stadion „wisi w powietrzu”, więc wyjść można tylko przez bramki, które są z 3 piętra pod stadionem. A najlepsze jest to, że pod samym stadionem oprócz wielkiego parkingu przebiega też droga a’la Aleja Zieleniecka ;) Do stadionu dojeżdżają autobusy, metro i pociągi. Po takim widoku uważam, że wydawanie kasy na nowy stadion Legii to była porażka, za którą powinni kastrować :( Bezpieczeństwo. Na randki to się tu raczej nie przychodzi, ale policji w środku w ogóle nie widać, a „ochroniarze/odźwierni” to często młode kobiety. Burdy na stadionach już się nie odbywają, a system nie wpuszczania na mecze zadymiarzy naprawdę działa. I chyba dlatego średnio na mecz przychodzi 30 tys. ludzi, a nie jak u nas 5 tys. Wisienką na torcie jest sklepik Ajax-u, gdzie można kupić nawet bokserki z logo drużyny ;)

Bardzo się zachłysnąłem Ajax-em, niestety następny mecz u siebie był z Feyenoordem, a to spotkanie to wieczny hit ligi, na które biletów nie było zanim w ogóle przyjechałem do Amsterdamu (nawet tych za 50 euro, które bym w tym przypadku brał bez zastanowienia ;) Żywiłem nadzieję, że może stanie się cud i kumpel z roboty nie pójdzie albo jego znajomy zachoruje, albo że znajdę bilet na ulicy, albo że zakocha się we mnie córka właściciela stadionu, albo że dostanę bilet z pracy… I… stał się cud.

Dziś rano leżąc w łóżku i zastanawiając się czy już wstać dostaję sms-a. Znajomy pisze, że jego koledze (temu drugiemu od karnetu) zachorowało dziecko, a żona się gdzieś szlaja i nie może wyjść z domu (mecze podwyższonego ryzyka odbywają się w Holandii wczesnym popołudniem). Niech żyją kobiety robiące zakupy w niedzielę!!! Dwa razy nie trzeba mnie było namawiać. Już chcę oddzwaniać i potwierdzać, gdy w telefonie słyszę, że mam na karcie poniżej 2 euro i połączenia zostały zablokowane! ^&#$##@( Na szczęście krótki sms: ‘ yes, pls call me’ doszedł ;) ;)

O 12:30 byliśmy już w środku. Stadion zapełniony i 50 tys. gardeł skandujące Ajax Amsterdam. To robi wrażenie!! Do tego świece, kolorowe kartony, flagi. Oprawa robi wrażenie i jak się uda to jutro na you tube zamieszczę krótki filmik. Atmosferę ciężko opisać, to trzeba po prostu przeżyć. Dopiero tutaj się rozumie co znaczy dwunasty zawodnik i sam mecz, szczególnie w drugiej połowie to gorące widowisko!! Brakuje słów, bo jeszcze jestem pod wrażeniem ;) Naprawdę super!!

AAAJJJJJJJAAAAAXXXXXX

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 16 lut 2009, 10:45 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Zazdroszczę :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 18 lut 2009, 0:28 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:29
Posty: 715
Lokalizacja: stąd
Rower. W poprzednią niedzielę postanowiłem wybrać się w końcu na rower i zobaczyć, dlaczego w Amsterdamie jest taki popularny. Przygotowania zacząłem od poszukiwania wypożyczalni w Internecie. Wypożyczalni rowerów jest o wiele więcej niż wypożyczalni samochodów ;) a cena za dobę (pełne 24h) to faktycznie 9 euro (chociaż niezaktualizowany Internet podaje 7…). Rower typowo holenderski, czyli bez przerzutek, damski (bo pasuje kobietom i mężczyznom) i wiekowy (chociaż dobrze zakonserwowany).

Niedzielny poranek przywitał mnie deszczem, a że 8 rano to nie jest moja ulubiona pora wstawania to postanowiłem kontrolnie sprawdzić sytuację za godzinę ;) O 9 słońce i lampa jak latem. Takiej pogody nie można było zmarnować. Szybko na tramwaj, metro i po 30 minutach i wysłuchania instrukcji jak korzystać z zabezpieczeń przed kradzieżą wyruszam w trasę. Planuję pojechać na południe od Amsterdamu, a potem wrócić na południowo-wschodnie rubieże miasta i tam się pokręcić, czyli trasa na około 35-45km. Akurat dla kogoś, kto ma cały dzień i od lata nie siedział na rowerze.

Jadę wzdłuż rzeki Amstel i równo na wysokości granicy miasta zaczyna kropić. Wierzę, że pewnie za pół godziny przestanie, nie przejmuję się tym i zakładam kaptur oraz robię krótką przerwę na podziwianie pierwszego wiatraka z bliska. Po upływie 30 minut przestaje padać deszcz i… zaczyna padać śnieg :( Niby jest zima, ale jak się patrzy na ludzi na rowerach, biegaczy to dziwnie to wygląda! Po drodze mijam park tylko dla pieszych. Ma charakterystyczne wejście – bramkę jak przy konsulatach albo stadionach, kręci się w jedną stronę i ma strasznie dużo żeber. Jednym słowem wejście do parku jak do więzienia i tylko po to by nie wejść tam z rowerem albo psem!! Oczywiście obok płot i ciek wodny, by nikomu nie przyszło do głowy obchodzić wejścia ;) Będąc na rowerze postanawiam wzgardzić takim rower-unfriendly miejscem i je wykreślam z listy wycieczki. Śnieg nie przestaje padać, a ja dojeżdżam do miasteczka Ouderkerk (taki Raszyn). Z dwóch mostów, którymi mogłem przekroczyć rzekę akurat wybrałem ten z autostradą. Siatka wokół trasy nie pozwoliła mi nawet dostać się do asfaltu i uświadomiła, że to autostrada ;) Powrót i już z sukcesem zwiedzam miasteczko, w którym… w zasadzie nie ma co oglądać. Knajpa, 2 kościoły, trochę ładnych domków. Akurat by zrobić przerwę na piwko. Niestety robi się coraz zimniej i nadal pada więc postanawiam nie przerywać pedałowania i nie zatrzymywać na dłużej niż 5 minut by nie marznąć. Jadę do południowo-wschodniej części Amsterdamu, a następnie do lasów i kanału nad zatoką. Jednym słowem dalej kręcę się wokół miasta. I teraz trochę o drogach rowerowych.

Infrastruktura rowerowa powala. Nie wiem czy na świecie gdziekolwiek jest coś podobnego. W całym mieście i w jego obrzeżach są specjalne trasy rowerowe i to nie z kostki, a specjalnej nawierzchni a’la asfalt. Trasy są dobrze oznakowane, czyli nie tylko znak „droga rowerowa”, ale kierunek jazdy, wzmianka czy to jest droga dwukierunkowa czy jednokierunkowa (ruch przeciwny odbywa się wtedy z drugiej strony jezdni!!) oraz drogowskazy z odległością miejscowości na skrzyżowaniach np. Ouderkerk 8km w prawo, Utrecht 32km w lewo i co pewien czas mapy! Do tego trzeba dodać sygnalizację na skrzyżowaniach ustawioną pod rowery (pieszy i samochód na początku się z tym gubią) oraz fakt, że trasy WYASFALTOWANE biegną także w środku niczego np. wzdłuż rzeki albo lasu. Nie chciało mi się wierzyć, ale to już drugi las, w którym byłem, gdzie wyasfaltowano ścieżkę rowerową!!! I parkingi. Te przed dworcami kolejowymi są po prostu ogromne, a są także strzeżone (bikes only!).

Podsumowując na rowerze spędziłem blisko 6h bez większej przerwy. Może to nie wyczyna na miarę transcarpatii ;), ale pogoda naprawdę dała mi się we znaki i zrobił się ze mnie niezły bałwan na koniec. Niemniej jestem pewien, że latem taka trasa jest po prostu czymś wspaniałym. Słońce, las i kilka jeziorek po drodze, widok miasta w dali, a wszystko jadąc non-stop rowerowymi autostradami!

_________________
Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 18 lut 2009, 0:34 
Offline
I norma za wytrwałość

Rejestracja: 07 paź 2005, 0:26
Posty: 1113
Lokalizacja: ? stąd
No na świecie w północnej Belgii jest identycznie ;) Może nie licząc Brukseli. I, jak podejrzewam, w skandynawskich. A byłeś już w skansenie wiatraków?

_________________
"Czuję się jak komar na plaży nudystów. Wiem, co mam robić ale nie wiem gdzie zacząć." Pat Riley o sytuacji w Miami Heat.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group