Dzisiaj jest 21 lis 2017, 16:05

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 cze 2009, 22:20 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Ot i wróciliśmy.

Na szybko parę fotek, które udało nam się zrobić na szczycie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak do tego doszło, że się tam znaleźliśmy któreś z nas opisze wkrótce w relacji. Więcej zdjęć z wejścia, a przede wszystkim z zejścia (była ładniejsza pogoda) też się pojawi, jak tylko je ogarnę... :)

W każdym razie było super!!!

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 cze 2009, 23:38 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 15:03
Posty: 585
Lokalizacja: Bydzia
Człapu-człap, człapu-człap - to byl nasz sposob na Blanca. :P

Dwa dni przed wyjazdem znalazlam sie na chorobowym w domu (temperatura, kaszel, itp.). Juz myslalam, ze drugi rok pod rzad zdrowie popsuje moje plany na wakacje :( , ale wsiadlam do samochodu i nie bylo juz wyjscia :)

Trasa samochodem trwala 21 godzin (kierowali Jacek z Piotrkiem). Troche zbaczalismy z tras (bo bez mapy jezdzilismy), troche zeszlo nam na odnalezieniu sie z Sosławem ;) (roznica pomiedzy: "pierwsza stacja benzynowa w Schwabach" a "stacja benzynowa po pierwszym zjezdzie w Schwabach" :] )

O 17stej w sobote wyruszylismy z les Houches na szlak. Po dwoch godzinach wedrowki, zdobywajac 700 metrow wysokosci, zakwaterowalismy sie w Baraque Forestiere. Bardzo klimatyczny nocleg w chatce na sianie. Kazdy z nas spal w puchowym spiworze (dziekujemy kazdemu z wlascicieli) i nikt sie nie przegrzal - zaczelismy sie bac, czy aby na pewno wyzej bedzie nam cieplo w namiocie ;)

Drugiego dnia (niedziela) szlo sie nam rownie szybko - trasa wzdluz tramwaju do wysokosci 2372, a potem po dokladnym zapoznaniu sie okolicy i GPSem ruszylismy w dalsza droge ku schronisku de Tete Rousse(3167). W schronisku cieplo, pomieszczenie do gotowania, snieg za drzwiami - zyc nie umierac. Nocleg byl w namiocie, bo my przeciez z Polski przyjechalismy. Pole namiotowe (kawalek plaskiego, miejscami bez wiekszych kamieni ;) ) znajdowalo sie jakies 50 metrow od chroniska.

Rano pobudka o 6stej i wspin kuluarem spadajacych kamieni do schroniska Goutera(3817). Trzeba bylo pokonac via ferrata odcinek 500 metrow bardzo stromej, a miejscami pionowej sciany. Droga byla oblodzona, wiec szlismy w rakach. Wszystko szlo jak najlepiej, ale 50 metrow przed schroniskiem (chyba najtrudniejszych metrow) Piotrkowi rozwalil sie rak!! :rotfl: Francuzi patrzyli na nas z politowaniem :wstyd:
Makgajwer mial pole do popisu - zastosowano repsznur do naprawy. Repsznur przydal sie rowniez do naprawy Edmundowych rakow :P ('Repsznur' - sznur do reperowania ;) )

Bylismy juz na wysokosci 3817 - Piotrek z Jackiem zaczeli odczuwac pierwsze symptomy choroby wysokosciowej (Piotrka zdecydowanie bardziej bolala glowa). Bylo przed poludniem, wiec mielismy prawie caly dzien na 'przyzwyczajenie sie' do wysokosci.

O 17stej pan ze schroniska wskazal nam lozka - 22 eur od osoby. W okolicy schoniska nie mozna sie rozbijac, a podloge za 14 eur sprzedaj przy braku lozek. Spalismy w tzw. dormitorium - jak weszlam, to skojarzylam od razu film "Katyn" - jesli ktos ogladal, to moze sobie przypomina, ze oficerowie spali na taki bardzo wysokich pryczach w duzym pomieszczeniu - tak wlasnie wygladal nasz nocleg. Polozylismy sie spac o 18stej, by moc wstac o 2 w nocy.

Dzien wczesniej, spotkani ludzie mowili nam, ze nie da sie wejsc na Blanca, bo sprasznie wieje - nie da sie wytrzymac z zimma. Ludzie podejmowali 2 proby dziennie i nic - trzeba bylo zawracac.

Wiedzielismy, ze chcemy wyjsc wczesnie ze schroniska i wejsc na Dome du Gouter (4304) - w ramach aklimatyzacji (wejsc na wyzsza wysokosc i odpoczywac na nizszej). Ze schroniska wyszlismy we czworke - Sosław mial problemy z zoladkiem, kaszlem, oddychaniem :( :( )
Fantastyczny widok - wyszlismy chyba jako jedni z ostatnich, a przed nami szlo kilkadziesiat czolowek pod gore - idealnie widac bylo, zakosy swiatel. Widocznosc tej nocy byla ideana - miasta na dole byly widoczne jak z samolotu :)

Od samego poczatku wialo, bylo raczej zimno. Droga pod gore nie byla uciazliwa - szlismy po wywianym zboczu, przynamniej nogi nie zapadaly sie w sniegu. Od Doma czesc druzyn wycofala sie przede wszystkim ze wzgledu na lodowaty wiatr. Edmund z Przemkiem zapytali sie nas, jak sie czujemy, i czy mozemy isc dalej. Coz moglismy odpowiedziec.. :zawstydzony:

Przy kolejnym przystanku przy schronie Vallot (4362) Piotrek coraz bardziej zaczal narzekac na bol glowy i bol w klatce piersiowej. Walczyl sam ze soba. Po namowach dolaczyl sie do liny i wyruszylismy juz razem na atak szczytowy. Gdyby nie wiatr, Piotrek nie wszedlby na szczyt, a dlatego, ze pomimo, iz szlismy w odleglosci 5 metrow od siebie, nikt nie usłyszal, jak wola, ze chce sie odlaczyc, ze nie da rady, bo bol nie ustepuje.

Wialo jak cholera!! Sypalo sniegiem po twarzy - jak piaskiem. Co dziwne, to moglismy zweryfikowac nasze spostrzezenia, co do warunkow przy wejsciu. Jacek z Przemkiem zakladali, ze trzeba bedzie wchodzic na kolanach - te warunki, na ktore natrafilismy byly dla nich lagodne. My natomiast spodziewalismy sie zdecydowanie lepszej pogody, ze bedzie mozna isc spokojnie, robic zdjecia, a tu nie moglam przez ten wiatr zlapac oddechu - zaczelo mnie tez dusic, byly podmuchu, ktore przesywaly mnie o jakies pol metra ;)

Doszlismy na szczyt (4810) o 7.50!! Zdolalismy rzucic sie sobie w ramiona zrobic pamiatkowe zdjecie i zbiegac na dol. Na szczycie spedzilismy cale 3 minuty :]

Od tego momentu rozpoczelo sie nasze zejscie do Chamonix.
Nocleg kolejny spedzilismy przy schronisku Tete Rousse - wieczor spedzilismy na grze w szachy, warcaby i Quatro!!!! Niezaponiane bylo rowniez spagethii w Goutierze za 13 eur!!

To byly suche fakty, a teraz kilka spostrzezen:

Ludzi wchodzacych na Blanca mozna podzielic na trzy grupy:
- francuscy przewodnicy;
- klienci francuskich przewodnikow;
- Polacy;

Francuscy przewodnicy wciagaja swoich klientow - czasami doslownie. Dbaja tylko i wylacznie o bezpieczenstwo swoich podopiecznych. Mnie przestawiali na szlaku, bo za duzy plecak mialam, aby mogli komfortowo przejsc, a jeden nawet Sosława zabezpieczenie odczepil!!!!! :/

Zasypiajac w Goutierze (tuz przed atakiem szczytowym), mialam, jak to bywalo podczas tego wyjazdu atak kaszlu (nie doleczylam sie jednak przed wyjsciem w gory). Polak, ktory mial lezec obok mnie cos skomentowal i postanowil miec glowe w moich nogach ;) Przemek w tym momencie przestal wierzyc w moja sile :]

Spotkalismy grupe "wesolych Polakow" - nie byli do konca zorientowani, jak sie chodzi po gorach. Stwierdzilismy to, po tym, jak poprosili nas o mape, aby mogli sobie zrobic zdjecie, bo oni takowej nie posiadali :rotfl: . Towarzyszyli nam praktycznie kazdego dnia, wiec moglismy podziwiac ich poczynania. ;)

Aklimatyzycja - to czego nie zrobilismy, a co wedle sztuki powinnismy zrobic. Piotrek na pewno jej potrzebowal, ale zeby zadzialala, powinnismy zejsc do poprzedniego schroniska na 3100. Chyba dlatego gora ta kosztowala Piotrka najwiecej wysilku.

Krem z bardzo wysokim filtrem - trzeba uzywac bez dwoch zdan. Ja szlam nieposmarowana przez 2 godziny z rana - teraz wygladam jak 'negayw pobicia' :kwasny: - spalona skora na policzkach i nosie.

Wyjazd byl super, gora jest dla ludzi, wiec zachecamy do zdobywania :)

ps. Wojtku dzieki za ksero - zdecydowanie wygodniej chodzilo sie, niz z cala mapa :)


Ostatnio zmieniony 08 lip 2009, 23:48 przez Maryś, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 cze 2009, 23:03 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Fajny opis, ale przede wszystkim wielkie gratulacja! Będzie co wspominać!

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 cze 2009, 23:09 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Zawiesiłem zdjęcia z wyjazdu. ;)

Niestety w Fotopicu nie prezentują wysokiej jakość ze względu na konieczność ich konwersji... :kwasny:

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 01 lip 2009, 0:01 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
co Ty gadasz, fajne są :)

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 01 lip 2009, 9:51 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
fajne, fajne - dobrze sie oglada takie lodowo-sniegowe widoki przy obecnej pogodzie. Cool :)

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 01 lip 2009, 9:58 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Magda pisze:
fajne, fajne - dobrze sie oglada takie lodowo-sniegowe widoki przy obecnej pogodzie. Cool :)

Fajne było to, że we wtorek o 8 rano na szczycie mieliśmy odczuwalną poniżej -10, a w środe po południu mylismy sie przy +20 conajmniej w potoku lodowcowym na 1200 wysokości. Nigdy wcześniej takiej różnicy temp. mój organizm nie doświadczył :P

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 03 lip 2009, 9:54 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 gru 2005, 16:47
Posty: 941
Akurat na czas ataku szczytowego rozlozylo mnie, nie choroba wysokosciowa a ZATRUCIE POKARMOWE. Aklimatyzacje miałem najlepsza z tej grupy. Ogolnie bylo fajnie i ciesze sie, ze tam pojechalem bo poznalem warunki w masywie Bialej Gory.

Szacun dla reszty ekipipy bo rano było bardzo zimno i czesc osob wracala z powodu zimna i braku sil. Ja miałem warunki by wejsc na szczyt 2-3dni pozniej ale zabraklo mi motywacji.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group