Dzisiaj jest 22 lis 2017, 3:49

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:01 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
WSTĘP

Po 2 miesiącach bezowocnego siedzenia dzień w dzień w domu na tyłku z krótkimi przerwami na wódkę i góry postanowiłem się ruszyć. Jako że poszukiwania pracy nie dają rezultatu a i tak za miesiąc wyjeżdżam, stwierdziłem, że coś by można było zrobić. W zasadzie większość osób chuj by strzelił od nicnierobienia już dawno, ale teraz to już i mnie. Przez cały luty zamierzam zatem trochę połazić po Warszawie i po jej muzeach, o czym opowie P.T. Użytkownikom tenże wątek.

Pomysł zaczął się niewinnie, od zobaczenia na którymś z przystanków autobusowych plakatu, z reklamą wystawy „60 lat temu w Warszawie”. Będąc w poniedziałek w okolicach zorientowałem się, że jak większość muzeów w poniedziałek mają wychodne. Nie było sensu się zastrzelić z tego powodu (już słyszę jęki zawodu), więc zaplanowałem comeback. W międzyczasie znalazłem w necie listę muzeów w Warszawie i dni, w których te muzea są darmowe. No i w ten sposób powstał plan na epizod pierwszy…

Ten wątek będzie się stopniowo powiększał, być może codziennie, ale niekoniecznie. Będzie o muzeach, o trasach pieszych przemierzanych przy okazji, będzie co nieco o sztuce, będą wulgaryzmy, optymizm, pesymizm, defetyzm i defektyzm, ale wszystko wg mojego subiektywnego widzimisię.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:01 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
EPISODE ONE

No to zaczynamy. Zasiedziałem się wczoraj i pobudka dopiero o 11 (tym, co zazdroszczą, przypominam, że jestem po studiach i bez pracy od ponad 2 miechów). W necie wyskrobałem wspomnianą listę muzeów. Plan na dziś: „60 lat temu w Warszawie. Fotografie PAP 1947-48” w DSH, Muzeum Miar i Muzeum Pożarnictwa. Dwa ostatnie dla odprężenia emocjonalnego.

Jazda autobusem do centrum wyjątkowo szybko, bo wczesnym popołudniem, kawałek z kapcia i jestem w Domu Spotkań z Historią na Karowej.

Pierwsze wrażenie – pełna profeska. Ładnie w środku, białe ściany kontrastujące z szaro-czarnymi fotografiami, gdzieniegdzie można se wziąć słuchawki i posłuchać przemówień oraz obejrzeć odcinki Polskiej Kroniki Filmowej z tamtych lat. Siedzą jakieś ludzie za ladami (jeden sprzedaje pamiątki, jakaś kobitka lata i zaprasza na jakieś wydarzenie), generalnie nikt nie zawraca gitary a mimo że ludzi sporo, być może – jak na tę godzinę, to da się spokojnie oglądać.

Treść – tu naprawdę duży plus. Na fotografiach widzimy zniszczoną Warszawę i poszczególnych ludzi zajmujących się jej odbudową. Są starsi i młodsi, chłopcy i dziewczęta (w tym belgijska junaczka powyżej pasa ubrana w zaledwie stanik, niezbyt wypchany zresztą). Każdy słyszał po sto razy jak Warszawa była rozpieprzona, ale nawet któreś z kolei oglądanie zdjęć robi wrażenie, zwłaszcza że każde z nich to zdjęcie ludzi i ich pracy a ruiny są jakby w tle. Ponadto kilka zdjęć życia codziennego i odświętnego warszawiaków. Prawdę mówiąc, spodziewał się czegoś uświadomionego politycznie i niewiele się zawiodłem. Sporo było zdjęć (a nawet filmik) z połączenia PPR i PPS w PZPR, wiernopoddańcze komentarze autorów kroniki. Na filmiku ze zjednoczeniowego wystąpienia Bieruta do tłumów przypomniały mi się nieco sceny z „Archipelagu G.”. Szkoda, że nie można było zapauzować, bo przyjrzał bym się dokładniej, czy znalazł się jakiś reakcjonista, co nie klaskał z całej siły.

Tuż za wejściem mały komentarz historyczny z kalendarium wydarzeń z lat 47-48. Nazywa się toto „Rok 1948. Wstęp do stalinizmu”. Poza niewątpliwie przydatną chronologią oferuje nam tekst: „O optymizmie ludności, mimo trudnych warunków życia, świadczy największy od 10 lat przyrost naturalny”. Biedne dziecko szefa wystawy pewnie dopiero za rok usłyszy o zjawisku p.t. boom powojenny.

No dobra, naoglądałem się. Widziałem odbudowę średnicowego, zburzone do wysokości 3 cegieł getto i cały naród budujący swoją stolicę ze Służbą Polsce, organizacją paramilitarną, w roli głównej. Akurat jak mam powoli dosyć, dochodzę do końca wystawy. Kolejny plus dla organizatorów.

Odpalam szluga i zmierzam w stronę Elektoralnej. Przypominają się czasy, kiedy codziennie tędy chodziłem mieszkając u ciotki na Bednarskiej podczas testów na SGH. Po drodze wszystko szare i ponure, choć sporo rzeczy świeżo odmalowanych. Na rogu Bielańskiej info, że kamedułów sprowadzili do Warszawy w 1639, człowiek uczy się całe życie. Dla niewtajemniczonych – nazwa Bielany (poza Warszawą też w Krakowie) pojawia się tam, gdzie mieściły się zakony kamedułów (białe habity, pełna klauzura).

Muzeum Miar znajduję tuż za rogiem Bankowego i tu pierwsza niespodzianka – szatniarz informuje, że muzeum jest płatne codziennie. Nawet bym pewnie wszedł, gdyby nie to, że zamykają za pół godziny. Jak mam płacić, to se wolę zobaczyć porządniej (czyt.: muzeum trafia na szary koniec listy). Zarządzam odwrót i galopem na Chłodną do Muzeum Pożarnictwa. Po drodze ponurości ciąg dalszy, nieco urozmaiconej sklepem z pierdołami „Kikami” na Elektoralnej 19. Napis głosi: „Czy masz już najnowszą bransoletkę… [tu 4 nazwy]?”. Mieszkańcom płci męskiej gospodarstw domowych na Elektoralnej współczuję.

No dobra, jest i Chłodna. Zgodnie z opisem w necie muzeum ma być w dworku z XVIIIw., wot i on. Tyle, że w środku knajpa. Nazwa „Florian” potwierdza jednak, że to tu. No i chuj z tego, skoro czynne 10-14?! Wracając powoli do domu coś zjeść oglądam Halę Mirowską. Nigdy tam wcześniej nie byłem, a jako że jeździłem przez dłuższy czas Aleją Dżejpitu tramwajem zawsze mnie fascynowało to miejsce. Na zewnątrz panowie chuligani, meneli mało. W środku niby nic, bo sklepy typowo bazarowe, ale sama Hala fajna jest i warto się tam kopsnąć, chociaż po to, by zobaczyć konstrukcję dachu od środka. Idę na tramwaj, po drodze knajpa „San Lorenzo” (bodaj Dżejpitu 36). Patron, św. Wawrzyniec, przedstawiony jako mężczyzna średnio stary, spoczywający na dwóch lwach. Moim zdaniem niesłusznie zrezygnowano z tradycyjnego przedstawienia świętego, w końcu ruszt kojarzy się ze smacznym obiadkiem :P .

Pierwszy epizod dobiegł końca. Mądrzejszy o doświadczenia dzisiejszego dnia robię własny plik z wykazem muzeów z godzinami otwarcia.

Do następnego.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:04 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Zajebiste!

Zostałem w tym momencie wiernym fanem tego wątku (bez ironii).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:21 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
Świetny pomysł! Pewnie będę kopiować :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:37 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
jakbys doszedl na swojej liscie do Muzeum Techniki, Ewolucji czy innych blisko Zlotych Tarasow to daj prosze znac z wyprzedzeniem - chetnie w czasie lunchu sobie wyskocze.

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2009, 23:44 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:02
Posty: 336
Lokalizacja: zewsząd
:) Rewelacja. Już widzę źródło nieocenionych inspiracji spacerowych :D

_________________
"Świat jest na wyciągnięcie ręki. Ale najpierw trzeba tę rękę samemu wyciągnąć do świata."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2009, 19:17 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 gru 2005, 0:57
Posty: 986
Lokalizacja: Bydgoszcz
To ja polecam wystawę "20-lecie. Oblicza nowoczesności", w Zamku Król. Też fajna :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2009, 20:27 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
EPISODE TWO

Muzeum Cechu Rzemiosł Skórzanych im. J. Kilińskiego
Muzeum Więzienia „Pawiak”
Centrum Sztuki Współczesnej


Prolog

Warszawa, marzec 2000, Plac Małachowskiego

Saudi: Ist das auch ‘was wichtiges?
Jasiek: Ich denk’ schon, weiss aber nicht. Ich frag’ die Frau da.

Jasiek: Przepraszam, co to jest?
Pani przechodzień: Jak to co??? Przecież to Zachęta!!!
Jasiek: Dziękuję.

Jasiek: Jungs, das hier ist Sachenta, fragt nicht was das genau ist. Warschauer scheinen mit dieser Frage irritiert zu sein.


Spacerując wczoraj w okolicy Krakowskiego P. nabrałem ochoty na Stare Miasto, więc planem na dziś było przede wszystkim Muzeum Cechu Rzemiosł Skórzanych im. J. Kilińskiego mieszczące się na ulicy Wąski Dunaj. Niespodziewanie okazało się, że ktoś moje wypociny czyta – do wycieczki dołączył Użytkownik Sosław. Wspólnie z Grzesiem ustaliliśmy resztę planu. Start miał być pod Zachętą o 12. Tak, mimo wcześniejszego urazu do tego budynku, którego przeznaczenie poznałem gdzieś na pierwszym roku, postanowiliśmy tam się przejść, bo w czwartki za darmo.

Po drodze z tramwaju znalazłem na Bielańskiej (dla przypomnienia – w którym roku sprowadzono kamedułów do Warszawy? Nie podglądać!!!) jakąś dziwną krechę na ulicy. Napis głosił MURGETTA 1940. Zanim zorientowałem się, iż jest to GHETTO WALL 1940, zacząłem zastanawiać się, co to za bitwa była pod Murgettą w 1940 roku.

Dalej przeszedłem na Wierzbową i tu ciekawostka – na tablicy (znanej, jak mniemam, każdemu przynajmniej ze wzoru, bo jest ich multum w tym mieście) zamazano ilu Polaków rozstrzelali w tym miejscu hitlerowcy. Wyraźne jest miejsce, gdzie była wyryta liczba, na oko dwie cyfry. Nie minęła minuta i w pewnym sensie powtórka z Bielańskiej – ulica Niecała. Tym razem 2 wyrazy nie zlały mi się w całość, a przeciwnie. Odstęp pomiędzy „e” i „c” jest wyraźnie większy niż pomiędzy innymi literami nazwy na tabliczce. Po drugiej stronie ulicy to samo. Sami zobaczcie, jak nie wierzycie. Obok, w teatrze afisz OTELLO z odwróconym drugim „L”. Nie wiem, czy to stylizacja na Pawła „Końjo” Konnaka i sztuka będzie z jajami, czy też może należy czytać Oteljoł i główny bohater, w końcu nawet u Szekspira Murzyn, do Desdemony zwraca się słowami: „Trzęś dupą, dziwko”.

No i jestem pod tym pierdolonym budynkiem, gdzie podczas wycieczki z Niemcami z wymiany licealnej prawie 9 lat temu dowiedziałem się, że to Zachęta i że każdy Polak, nawet nie znający trzeciej zwrotki „Mazurka Dąbrowskiego”, powinien o tym wiedzieć. Przez parę lat celowo nie zadawałem stosownego pytania – jak wojna, to wojna. HWDZ! Dzięki sugestii Grzesia postanowiłem się przełamać i zobaczyć miejsce, gdzie Daniel O., znany recytator pewnego sprośnego i obfitującego w wulgaryzmy dzieła Fredry, zrobił z siebie naczelnego naonczas bufona III RP.

Wchodzę, pytam się. Okazuje się, że owszem, wstęp za darmo, ale dziś mają przerwę i nie ma żadnej wystawy. Dzwonię do Grzesia, by przyszedł pod Kolumnę Zygi, bo tu iść nie ma po co. HWDZ!!!

Postanowiłem wcześniej, że trasę Zachęta – Zyga pokonam ulicą Kozią, którą nigdy bodaj wcześniej nie szedłem. Wreszcie jestem i… pierwszy zachwyt dzisiejszego dnia. Większość z Was pewnie już była, ja dopiero teraz mogłem ucieszyć oczy wąską, złożoną z kamieniczek a rzadko chyba mimo wszystko docenianą ulicą Kozią. Przy okazji zorientowałem się, że mieści się na niej Muzeum Karykatury (czyli jednak tu byłem, bagatela, 18 lat temu). Wychodzę wprost na gmach PTTKu na rogu Senatorskiej i Miodowej, Trzeba uczciwie przyznać, że w promieniu kilometra nie ma budynku w gorszym stanie. Za to jest kibel, więc robię mały wyskok na 1.piętro. Co chcecie? W końcu za coś te składki, do kurwy nędzy, płacę, nie?
Przerwa
.
:
:
:

Pod kolumną niewiele się dzieje – jakaś orkiestra strażacka idzie z autobusu do zamku, wycieczka szkolna – dziewczynki idąc kopią piłkę. Nie mogąc sobie poradzić ze schodami najładniejsza, TFU, CO JA GADAM, USTAWA, PROKURATOR!!!, jedna z nich używa sposobu Cuahtemoca Blanco (KMWTW).

Jest Grześ, idziemy do muzeum. Wchodzimy… duże łał. Dla pewności pytamy, ile za wjazd – słyszymy „co łaska”. Przytulna jedna izdebka, sympatyczna starsza pani. Po prawej od wejścia warsztat szewski z kopytem, zydelkiem i prawidłami oraz warsztat rymarski. Na nich stoją i nad nimi wiszą przykładowe wyroby. Po lewej stronie różnego rodzaju inne pamiątki – m.in. rekonstrukcje średniowiecznych ciżemek, buty z różnych zakątków świata (Persja, Afryka), but w kształcie samolotu zrobiony specjalnie na wystawę we Włoszech (2. nagroda),but męski na gigakoturnie, jak pani oznajmia, z okresu Elvisa P oraz para białych butów z jednego kawałka skóry wykonana jako prezent dla JPII (z nadmiaru wrażeń zapomniałem zapytać, jak wróciły). Poza tym dosłownie parę pamiątek po Kilińskim, zaświadczenia mistrzostwa cechowego sprzed wojny, księga rachunkowa z lat 30. XVII w. oraz oset(!) ze skóry wykonany przez jedną z najlepszych w tym fachu (kurde, nie pamiętam nazwiska). Obok jej zdjęcia motto: „Niech będą pochwalone krowy i byki, bo z ich skór powstają róże i storczyki”. Dodatkowo sporo dowiadujemy się od pani kustosz o robieniu obuwia, niektórych szewcach, obecnym cechu i ich spotkaniach,…

Na wyjściu pani oświadcza, że nie chce od nas żadnych pieniędzy, tylko mamy się wpisać do księgi, co też czynię. Podsumowując – KTO NIE BYŁ – GALOPEM, ALE JUŻ!!! (czynne od czwartku do soboty, nie wiem czy aby nie jeszcze w niedzielę, od 10 do 15, ul. Wąski Dunaj 10).

Teraz idziemy do Muzeum Adwokatury Polskiej. Na jednej stronie każą uprzednio zadzwonić, no zobaczymy. Adres się zgadza, o muzeum żadnej informacji, telefonu stacjonarnego nikt nie odbiera, więc dzwonimy do Naczelnej Rady Adwokackiej, gdzie dostajemy numer do kustosza. Dzwonię. Mówi, że dziś był rano, a że jest poza domem to nie wie, kiedy się może ze mną umówić, więc zadzwoni do mnie na dniach. Swoją drogą, aby zobaczyć 2 muzea dziennie, trzeba mieć w zanadrzu trzecie, bo zawsze coś wyskoczy.

OK, w zamian idziemy do Muzeum Więzienia „Pawiak”. Dojście ulicami Świętojerską i Dzielną bez większych przygód; tym razem jestem pewien, że nigdy mnie tu jeszcze nie było. W muzeum – zgodnie z moimi oczekiwaniami – mnóstwo pamiątek po więźniach (zdjęcia, grypsy, wiersze. Swoją drogą osobiście nie umiem pisać wyraźnie tak małymi literkami jak autorzy tych grypsów). Ponadto sporo plakatów o walczącej Polsce – i tu uwaga – głównie z Anglii. Oglądamy parę map starej Warszawy i parę cel zaadaptowanych na sale. Jest i makieta całego kompleksu z czasów, gdy jeszcze istniał, są stare listy i dokumenty. Ciekawostka – opisy w muzeum są w trzech językach, z czego niemieckie napisy są jak jeden mąż pisane szwabachą. Czy oficjalna czcionka III Rzeszy ma być tu prowokacją czy skłaniać do większych wyrzutów sumienia zwiedzających turystów niemieckojęzycznych? A, jeszcze jedno, tym razem tłumaczenie:
Po polsku: << „Ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka” dla Muzeum Więzienia Pawiak>>
Po ang.: << „Please give generously” for the Museum of Pawiak prison>>
Ładne mają Anglicy przysłowia i miło, że je w muzeum tak ładnie cytują.
Wymarsz dalej. Ogólnie – warto się wybrać, choćby dla samych anglojęzycznych plakatów i karykatur Hitlera i Stalina. Bezpłatne, otwarte od środy do niedzieli.

W planach mamy na dziś jeszcze CSW, bo w czwartki akurat wjazd za darmo. Ale zanim wsiądziemy do tramwaju jeszcze oglądamy niebrzydki ceglany kościół wystający zza pierzei budynków po 2. stronie Al.JPII. Pierwszy tramwaj w kierunku WC zbyt pełny, co daje mi możliwość reanimacji zbyt pochopnie wyrzuconej połowy szluga.

Tramwaj, autobus, kawałek z kapcia i jesteśmy. W środku 2 wystawy: „Niech sczezną mężczyźni. 300 lat Łodzi Kaliskiej” oraz zdjęcia Ulrike Ottinger. Osobiście sztuki nowoczesnej nie kumam, więc nie spodziewałem się niewiadomo czego, ale to, co ujrzałem, przeszło najgorsze oczekiwania. Pierwsza część to zdjęcia gołych kobiet w różnym wieku i o różnym stopniu atrakcyjności podczas wykonywania zajęć w łódzkich gałęziach przemysłu. Zdjęcia ładne, wyraźne i… tyle mogę pozytywnego na ten temat powiedzieć. Nie wiem po chuja w ten sposób, po co na golasa, dlaczego, co to ma wyrażać i w ogóle jakim cudem toto w muzeum??! Druga część to zdjęcia autorki m.in. z Mongolii okraszone od czasu do czasu chujjedenwiecopokazującymi kompozycjami ruchowo – strojowymi modeli. Jedno, co mi się naprawdę spodobało, to zdjęcie straganu uginającego się nieomalże od szalików i innych pamiątek Galatasaray. W niewielkim telewizorku widać było też jakieś widowisko sceniczne, ale o co tam chodziło w życiu nie zgadnę. Kto chce się czegoś więcej dowiedzieć, niech pyta Grzesia, bo on chyba jakoś bardziej docenia ten okres w sztuce.

Wychodzimy, zaglądamy na osiedle Jazdów (dla chętnych – jest na liście odznaki Szlakiem Zabytków Architektury Drewnianej w Warszawie). Osiedle to zbudowali nam w 1945 Finowie w ramach reparacji po II wojnie. Było ich więcej, ale warszawskie jako jedyne bądź jedno z niewielu dożyło XXI wieku. Pierwszy raz to widzę za jasności. Parę zdjęć i na tramwaj.

Tyle na dziś. Do następnego.

PS. Magdo, niestety nie planuję muzeów w PKiN w najbliższym czasie, gdyż, wedle mej najlepszej wiedzy, nie mają one dni z bezpłatnym wejściem. A 49 innych muzeów w Warszawie ma. ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lut 2009, 0:26 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
B fajny wątek :)

byłem w DSH w zeszły piątek po pracy - wyświetlali filmy dokumentarne z tamtych lat. Wzruszające były (wiem, jestem sentymentalny dziad, ale zawsze :) ) Tłum był taki, że stałem w drzwiach i gdybym był _tylko_ 180 cm to nic bym nie zobaczył...

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lut 2009, 16:53 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3417
Lokalizacja: Augustów
Watek zarabisty! Fajnie piszesz. Jestem szczegolnie ciekaw Muzeum Adwokatury Polskiej. Pzdr


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 20:19 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
EPISODE THREE
Motyw przewodni: piździ

Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego
Muzeum Geologiczne Państwowego Instytutu Geologicznego
Muzeum Plakatu w Wilanowie
SD Galeria

A więc zaczynamy nowy tydzień. Jak mawiał Konfucjusz (pisownia fonetyczna): „szlu smy tlu styś". Po piątkowym zaziębieniu na inwentaryzacji na Wyczółkach, sobotniej wizycie na Żelaznej i w okolicach oraz niedzielnym przemierzaniu Ursusa do ostatniej chwili (czyt. środek nocy z niedzieli na pon.) wahałem się czy i dokąd by tu dzisiaj. W końcu padło na Muzea: Gazownictwa, UW, Geologiczne i wilanowskie Muzeum Plakatu jako dupochron.

Wnikliwy czytelnik już zdaje sobie sprawę, że gazownicy wystawili mnie do wiatru. Ale od początku:

Pobudka rano. Plan jest, więc na autobus, czekając orientuję się, że upał od wczoraj jakoś tak zelżał. Wysiadam pod trasą Prymasa i idę do Muzeum Gazownictwa, a tam cieć na wejściu na teren PGNiG oznajmia, że nie dość, że muzeum jest na telefon (pobrałem odeń), to jeszcze otwierają tylko dla większych grup. Zakląwszy szpetnie, szluga odpalił i jął naginać dalej.

Punkt drugi udało się osiągnąć bez przygód (no może poza tym, że piździało na przystanku). Wchodzę bocznym wejściem, co okazuje się ze wszech miar słuszne, bo w Pałacu Tyszkiewiczów-Potockich jest akurat jakaś konferencja. Muzeum UW zajmuje jedną salę, ale moim zdaniem warto zajrzeć. Na ekspozycji m.in.: dokumenty z okresu założenia (1816r.), poszczególne etapy w historii, znani absolwenci i ludzie związani z uczelnią (m.in. niejaki Adam Antoni Kryński, językoznawca – profesja każe sądzić, że to jednak przypadek). Na ilustracjach i zdjęciach przedstawiono również udział UW i członków w powstaniach, zajęcia Tajnego UW (39-44) oraz manifest studentów za Gomułki. Nie ma tego za dużo i dla kogoś spoza Universitas Varsoviensis akurat.

Jadę na Rakowiecką, częściowo metrem. Na czele wagonu, wraz ze mną, dosłownie na moich plecach wycieczka bodaj pierwszoklasistów i wychowawczyni udzielająca porad typu: „musicie się jakoś trzymać”, „stajemy w rozkroku… a nie lecicie tak, jak kartofle”. Drze się babstwo (madziaryzm, nie czepiać się) w niebogłosy, mimo że całość stoi na 2m kw., gówniarze prawie płaczą, że się boją, a ja się zastanawiam, ile jeszcze do Pól Mokotowskich. Wysiadam, piździ dalej, idę na Rakowiecką po drodze mijając chinola.

Od rogu Wiśniowej, a dokładniej od 30-tonowego gnejsu biotytowego, turysta prowadzony jest nie gorzej niż w Górach Opawskich na GSSie. Strzałki, szyldy, chuje muje. Jakby mieli więcej kasy, wynajęliby pewnie ciecia prowadzącego za rączkę.

No git, jestem, włażę. Jestem ciekaw, ile zdzierżę, bo geologia mnie jakoś średnio ciągnie. Wnętrze ładne, świeżo malowane, na górze dziedzińca (coś a’la aula Spadochronova) nazwiska bardziej znanych osób związanych z PIG (ciekawe, jak na ten skrót reagują za granicą). Na parterze mnóstwo skał rzadkich i pospolitych, jak dla mnie kilka lepszych z ryja to: apatyt (polecam zapamiętać scrabblistom i szaradzistom), markasyt FeS2, aragonit i geoda ametystowa. Generalnie sporo napisali o tym, co to i skąd to ale natężenie nazw własnych rozpierdala nawet absolwenta 2 kierunków, zwłaszcza ageologa. Na samym środku zrekonstruowany dinozaur, za nim szkielety mamuta, nosorożca włochatego i niedźwiedzia jaskiniowego. Nie ma sensu wypisywać wszystkich skamielin, minerałów i innych skał na poszczególnych piętrach muzeum, po prostu załóżcie, że jeśli znacie nazwę jakiejś skały – ona tam przypuszczalnie jest i to w kilku odmianach. No to może jeszcze dodam polihalit, w kolorach – dla kojarzących grę Heroes of Might and Magic – zamku typu Inferno i jego okolicy. W tym klimacie pozostając – dowiedziałem się, że najsłynniejszy deszcz meteorytów w Polsce miał miejsce 30.01.1868r. w Pułtusku. To tak z cyklu „wiedza mało praktyczna”.

Muzeum jest za darmo, więc warto wpaść chociażby na okienku (w końcu niewiele dalej niż chinol), ale samemu. Idąc w grupie ryzykujecie, że towarzysze wytrzymają dłużej niż wy! (dla mnie przyjemność trwała jakieś 30 minut, więc nieźle).

Z innej beczki, jak nie wiecie, co znaczy skrót USB, objaśniam: jest to blok górnośląski (Upper Silesian Block, skały bodaj karbońskie).

Ok, nie ma pierwszej. A, jebnę się na ten Wilanów. Plakaty powinny jakoś dać odpocząć po dużej dawce wiedzy naukowej. Jadę więc 130 do końca, wysiadam i… (sami sobie odpowiedzcie, czy piździało, kurwa macana!)

Jest muzeum, wchodzę, ostrożnie się upewniam, czy dziś bezpłatne i… wała! Tak, w poniedziałki jest bezpłatne, ale jak są plakaty. Dziś są kalendarze, więc jest płatne. Dowiaduję się, że kalendarze są raz w roku, więc wchodzę. Nie po to tłukłem się tu pół godziny z okładem na tę, kurwa, sajbirię, żeby od razu wracać. Normalny – 9, ulgowy – 6.

Warto było. Kalendarze są zajebiste. Są oczywiście gołe baby, dużo ładniejsze niż w CSW, a w dodatku wrzucone w coś na kształt kompozycji. Najmniej artystyczną była jak dla mnie kompozycja kalendarza Media Markt, co raczej nie dziwi, lecz i tak sam w sobie kalendarz był ciekawy, nie tylko ze względu na wspomniane g.b. Poza tym naprawdę ogromna gama kalendarzy – przyroda (np. „Bieszczady” z kal. Stomilu Sanok (!), mieszkańcy różnych części świata, Warszawa powojenna (tak, niektóre ze zdjęć kalendarza można jeszcze przez tydzień oglądać na Karowej), „Zobacz kim jest Gdańsk”, faceci z piłką od kosza, mroczno-erotyczny „Manana Cafe – Sny”, dla miłośników motoryzacji „Auta świata – premiery 2009” z naszkicowanymi samochodami i wiele, wiele innych. Nie muszę, oczywiście, dodawać, że jakość zdjęć tak samo robi spore wrażenie. Zachęcam do odwiedzin, choć może raczej za tydzień, kiedy to będzie można zobaczyć również plakaty (w Nowej Galerii, dziś zamkła). Kalendarze powiszą do końca lutego.

Wyłażę, zahaczam jeszcze o kolegiatę wilanowską, obecnie, jak głosi transparent nad wejściem, Kościół Roku św. Pawła (28.08.08. – 29.08.09.). Na zewnątrz krótka historia Wilanowa, który początkowo znany był jako Milla Nova (tak Milla, jak Roger, Villa była potem). W środku ciekawie, w nawach bocznych jakoś tak narodowo, co ciekawe nie widziałem za to organów. UWAGA! Nie zwiedzać w czwartki! Wtedy są spotkania Legionu Maryi. Nie wiem, co to, ale brzmi jak bojówka.

Dalej widzę szyld SD Galeria, galeria sztuki współczesnej. Po doznaniach z CSW mam opory, ale jak już tu jestem…

Pierwszy plus – za darmo. Drugi plus – dziewczyna na miejscu od razu wykazuje zainteresowanie, że ktoś wchodzi i opowiada parę słów o wiszących obrazach. Trzeci plus – zawartość (nie, w tym jednym przypadku trzy plusy to nie wpierdol). Duża część wystawy to akryle niejakiego Chrostka, głównie budynki (również zabytkowe) i ich części, reszta to m.in. 1 Beksiński, Dziopak (dla mnie najciekawsze – coś pomiędzy akwarelą a pointylizmem) i inni. Krótko, przyjemnie, ładnie a przede wszystkim przekonuję się, że sztuka nowoczesna bywa od czasu do czasu przyjemna. Naprawdę, obrazy co tam wisiały (choć różne i niektóre z dziwactwami typu dziura w koronie drzewa, w której są wskazówki zegara) sprawiały wrażenie czegoś nieprzeciętnego. Jasne, że podobały mi się tylko niektóre, ale reszty gównem bym nie nazwał. Parę bym nawet chętnie wsadził do domu, ale kosztują od 3.200 do 10 kafli.
Dla chętnych – od 20.02. będzie wystawa Beksińskiego. Użytkownik szmergielka z pewnością chętnie wytłumaczy wszystkim zainteresowanym, kto to taki :hyhy:

Wracam na pętlę przez bodaj najszersze „nieoświetlone” pasy w Warszawie i w ramach krajoznawstwa jadę 116. Swoją drogą fajną trasą jedzie (Wilanów – Łazienki – Krakowskie Przedmieście i dalej przez Muranów i Żoliborz na Chomiczówkę) a w dodatku ogrzać się można dłużej jadąc bez przesiadki.

No dobra, chwacit, do następnego.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 22:10 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
Jasiek pisze:
nie dość, że muzeum jest na telefon (pobrałem odeń), to jeszcze otwierają tylko dla większych grup.


Zgłaszam się na zalążek większej grupy. :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 22:11 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Użytkownik Robert wyraża swój zachwyt i gorąco zachęca do dalszego nietuzinkowego opisywania przygód związanych z odwiedzaniem muzeów, wystaw itp.

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 23:32 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Muzeum Gazownictwa koniecznie! Jest zarąbiste. Nie wiem czy jest jeszcze ten sam cieć (krótkie siwe, długie 'mocne') co był. Ten co był kiedyś posiadał ogromną wiedzę - był emerytowanym pracownikiem jakiejś tam gazowni. Dla mnie wizyta tam po paru latach od dzieciństwa, kiedy to biegałem po okolicach i korzystałem z wielu dziur w płocie była niezłym przeżyciem. Co do Stomila to dysponuję pokaźną kolekcją szmerów-bajerów z logo Sotmila w tym kalendarzami. Wniosek: trzeba kiedyś się udać pooglądać.

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2009, 0:15 
Offline
mała złota

Rejestracja: 22 sty 2006, 0:45
Posty: 318
Lokalizacja: W-wa
Jasiek pisze:
W środku 2 wystawy: „Niech sczezną mężczyźni. 300 lat Łodzi Kaliskiej” oraz zdjęcia Ulrike Ottinger. Osobiście sztuki nowoczesnej nie kumam, więc nie spodziewałem się niewiadomo czego, ale to, co ujrzałem, przeszło najgorsze oczekiwania. Pierwsza część to zdjęcia gołych kobiet w różnym wieku i o różnym stopniu atrakcyjności podczas wykonywania zajęć w łódzkich gałęziach przemysłu. Zdjęcia ładne, wyraźne i… tyle mogę pozytywnego na ten temat powiedzieć. Nie wiem po chuja w ten sposób, po co na golasa, dlaczego, co to ma wyrażać i w ogóle jakim cudem toto w muzeum??!


Gazetowa recenzja wystawy zdaje się potwierdzać powyższe wrażenia ;)

_________________
pozdrawiam,
Marcin Kulik

Zapraszam na stronę Klubu Podróży Jarema: http://www.jarema.waw.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group