Dzisiaj jest 17 lis 2017, 19:39

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 30 sty 2011, 19:18 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Yo!

Relacja niniejsza bedzie nieregularna, tak jak moj dostep do darmowego netu. Nie bedzie tez polskich liter, co (mam nadzieje) jakos przezyjecie. Endrzoj :)


Ostatnio zmieniony 30 sty 2011, 20:49 przez Jasiek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 sty 2011, 20:02 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Wstep

Plan wyjazdu pojawil sie dosc nieoczekiwanie. Zostalo mi po sylwestrze troche kasy, ktora oczywiscie chcialem "rozjezdzic", bo mimo w sumie obfitych ostatnich miesiecy glod turystyczny mam mocno niezaspokojony. Poczatkowo miala byc Hiszpania (sa tanie loty), ale z kolei na miejscu drogi transport i do tego interesujaca mnie czesc ma kiepska reputacje w kwestii lapania stopa. Odpadlo. Pozostala jednak chec wyjazdu oraz przeswiadczenie permanentnego pizdzenia w nery w Ojczyznie i okolicach (co eliminowalo pomysly gorskie). Stanelo wiec na Grecji (dojazd znosny, na miejscu cieplo i wzglednie tanio)...

Ktos madrzejszy ode mnie kiedys ustanowil zasade, ze niewazne wg jakich przeslanek sie dochodzi do slusznego wniosku. Przeslanki okazaly sie czesciowo chybione w zasadzie zanim dojechalem na miejsce :D


27.-28.01.
Dzien odjazdu. Dwa dni wczesniej nabylem bilety w te i nazad na autobus do Aten (690zl w obie strony; tyle co samolot w jedna*). Start planowo, 8.30 spod PKiN. Do Katowic w 6 osob w autobusie, tam przesiadka do prawie pelnego. Towarzystwo srednie, najglosniejsze sa 3 dziewczyny (z czego 2 rozmiarow slonia) po solarium i na cala gitare co drugie slowo "kurwa". Jedziemy trasa: Wwa - Katowice - przejazd przez Czechy, Slowacje, Wegry, Serbie, Macedonie (FYROM) do Grecji. Pod koniec dnia postoj na serbskiej stacji benzynowej, gdzie nabywam szlugi (0,9 EUR za paczke, w Grecji ponad 3). Dalsza jazda przez mrozne i osniezone demoludy bez wiekszych przygod. Leca filmy, ale z sagi Millenium udaje sie obejrzec tylko 1. czesc (ta akurat przeczytalem), bo "nieodpowiedni". Zamiast tego pod wieczor i od samego ranka 4 z rzedu komedie romantyczne. Kurwa, zaraz kogos zabije! Do tego, 3 ww q dra sie, ze za cicho. A jak poleciala "Furia" z Gibsonem, czy "Robin Hood" z R.Crowe, to na tyle cicho, ze przy minimalnej niertownosci asfaltu nic nie bylo slychac.

Uff, dojechalem do Aten. Wysiadka w samym centrum, tuz obok oblukany wczesniej hostel. Podczas podrozy orientuje sie, ze normalnymi metodami nic tu nie osiagne, bo poziom cen zdecydowanie przewyzsza moje oczekiwania (oraz podany poziom cen z LP'2008). Wyglada na to, ze konieczna czterocyfrowa pozyczka albo przebukowanie powrotnego biletu na co najmniej tydzien wczesniej. W hostelu jednak dalej maja miejsca za 10 EUR za noc. Kamien z serca. Dormitorium na 4 osoby, oprocz mnie tylko 1 Belg, co do Aten sluzbowo przylecial. Spoko jest. Jedyny problem - niedajaca sie niczym wyplenic goraczka wieziona z Warszawy. Jeszcze odwiedziny placu Omonia po 15 latach niewidzenia i lulu.

29.01.

Mimo, ze obudzilem sie chorszy niz bylem (pokoj jak najbardziej ogrzewany) postanawiam sie nie pierdolic ze soba i uderzyc na miasto. Wprawdzie do Aten bede jeszcze pare razy wracal podczas tej wycieczki, ale nie jest to powod, by marnowac dzien.

Ateny to w zasadzie miasto do zwiedzenia w jeden dlugi dzien. Wbrew pozorom zabytkow nie jest az tak duzo, a do tego sa skupione. Maly wtret - w Grecji bylem w lecie 1996 na zorganizowanej wycieczce; trasa (kolejnosc zmieniona): Ateny (Plaka, Akropol) - rejs po Wyspach Saronskich (Hydra, Egina, Poros), Delfy, Saloniki, Mykeny, Nafplion, Epidauros, Kanal Koryncki, Litohoro (tylko nocleg, ale z widokiem na Olimp) i, naturalnie, Meteory. Nie spodziewajcie sie zbyt duzo poczytac o wspomnianych miejscach, bo wiekszosci z nich odwiedzac nie zamierzam.

Na starcie do sklapu Spar i z nabytym prowiantem (chlebo-weka i spar-cola za w sumie 1,5EUR) na miasto. Stopni kolo 7 na plusie, slonce - nic tylko zwiedzac. No to z kapcia do starej dzielnicy Monastiraki. Ma ona, podobnie jak pobliska Plaka, niska zabudowe oraz sporo ciekawych miejsc. Ogladam wiec Biblioteke Trajana, kilka kosciolow bizantyjskich z wczesnego sredniowiecza a przede wszystkim ciesze sie, ze w tak fajnym i urokliwym miejscu zladowalem. Ostatnio wszak kazdy zabytek okupiony byl przejsciem przez morze syfu, smrodu i chaosu komunikacyjnego. Co do Plaki - moglbym w zasadzie zrobic copypaste. Slowem - gitara. Kolejny plus na wejsciu do starej agory atenskiej - jutro, w niedziele, wszystkie starozytnosci i muzea w Atenach sa za darmo. Czyli jednak trzeba sie na ten Akropol wpierdalac. Poki co jednak tylko obchodze naokolo, ogladajac z poziomu parteru Odeon Herodesa Atticusa oraz Teatr Dionizosa, oraz podziwiam z zewnatrz niewielkie (choc wysokie) pozostalosci najwiekszej ongi swiatyni Aten - swiatyni Zeusa Olimpijskiego.

Na dzis jeszcze troche do przejscia - najpierw cmentarz z XIXw. (jest tam ponoc grob Schliemanna, nie chcialo mi sie szukac), na ktorym ogladam sporo pomnikow i rzezb podobnych do tych na cmentarzach paryskich i ukrainskich z tego okresu. Kaplic w style Pere-Lachaise tyle co nic, ale i tak fajne miejsce. Potem na stadion Kallimarmaro, gdzie otwarta zostala Olimpiada 1896. Moze byc, szalu ni ma, a z bliska biezni zdjecia bez biletu sie nie zrobi, bo jakis ciemniak (tak bede pogardliwie nazywal ludnosc turecka, afrykanska i albanska; do pierwszych nic nie mam, pod warunkiem ze mowimy o mieszkajacych w Turcji). Na koniec jeszcze National Gardens, Palac Prezydencki i pobliska rosyjska cerkiew (pierwszy budynek z XI.w.) i wracam. W sumie jest jeszcze wczesnie, ale po pierwsze - gdzies od wyjscia z plaki napierdala mnie leb, po drugie musze jeszcze skoczyc na dworzec kolejowy, bo plan na nastepne dni dopiero ukladam w glowie. No to ostatkiem sil na dworzec, tam z kolei konczy sie dzien dziecka. Pociag do Diakofto kosztuje 11EUR (kilka wiecej niz mial) a zabytkowa kolejka gorska z Diakofto do Kalavryty nie 1,60EUR jak bylo wg LP przed remontem a 10EUR w 1 strone. Zamiast cos wyjasnic mam zatem jeszcze wiekszy bol glowy - czeka kolejne kombinowanie planu na Peloponez od zera. Do hostelu, jakies leki, do Spara po zarcie na 2 dni (w niedziele nieczynne) i do spiwora.

Zanim zasnalem dostalem tuz przed 17 czasu greckiego telefon, ktory tak postawil mnie na nogi, ze obiecuje publicznie jakos zrewanzowac sie lupami z wyprawy greckiej osobie dzwoniacej. OFERTA DOTYCZY WYLACZNIE TEGO KONKRETNEGO POLACZENIA I TEJ KONKRETNEJ OSOBY i nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu ustawy z 13.12.1983 [... o naciaganiu jaska na pieniadze], Dz.U. nr 21678/83.

No to dwie aspirynki, troche rutinoscorbinow i spac.

* zanim ktos wpadnie na pomysl pouczac ojca, jak dzieci robic, niech sie dowie, ze w obecnym sezonie taniej do Grecji, Bulgarii czy jakichkolwiek innych okolic sie nie da.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 sty 2011, 20:46 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
30.01.

Plan na dzis muzea, starozytnosci i potem patrzymy na zegarek. Albo Dafni i Eleusis, albo Moni Kaisarianis albo np. przyl. Sounion. Pierwsza opcja tylko jak wyjdzie superszybko, bo zamykaja jedno i drugie o 15.

No to z kapcia przez (jak widac przez cala dobe) mocno ciemniacka Omonie, z buta dalej na znane od wczoraj Monastiraki i galopem na Akropol. Otwieraja 8:30, jestem 8:20. Ciekawostka - w srodku jest ciec, niby nie ma po co mnie i kilkorga innych osob trzymac na zewnatrz, ale puszcza dopiero o w pol do. Szybko w sumie na gore i na dol, troche lektury przewodnika, ale Akropol jakos mizerniej wyglada niz mi sie zapamietal z poprzedniego wyjazdu a muzeum Akropolu zamkle. Teraz w dol do starej agory. Duzy teren, widoczny swietnie z zewnatrz. Zachowanych zabytkow (zachowany=wystaje z gruntu na ponad 2 cegly) sztuk trzy: ladny, maly i zarazem zamkly kosciol bizantyjski; widoczna z dala jak na dloni ciekawa swiatynia Hefajstosa oraz ruiny "Palacu Gigantow", czyli zdobionego figurami wejscia na dawny odeon. Zwiedzanie nie trwa dlugo (jest za zimno, a ja za leniwy by sie dlugo gapic dookola i probowac rozkmninic, co gdzie bylo gdy jeszcze bylo). No to na koniec ruin atenskich jeszcze Kerameikos, czyli pozostalosci starozytnego cmentarza. Chyba najbardziej atrakcyjne z ruin (poza Akropolem), bo widac jakies slady zalozenia, bram, Alei Grobow. Szalu w kazdym razie ni ma i jak macie placic, to - podobnie jak przy starej agorze - polecam ogladac z zewnatrz. Przed wejsciem duzy targ z wszelkim smieciem (ciuchy, ze strach do lumpeksu wsadzic), wszelka chala z metalu (w tym jakies ptaszki, ozdoby, inne chuje muje) oraz troche praktyki - dzinsy, paski. Wylaze szybko, bo duzy scisk. Teraz w zasadzie z powrotem pod hostel, bo ide zobaczyc Muzeum Archeologiczne. Fajne to i warto sie kopsnac, a jak sie nie jest w niedziele warto tez zaplacic. Ja na szczescie wjezdzam za darmo i ogladam rozwoj greckiej rzezby od cywilizacji cykladzkiej po okres klasyczny. Bardzo fajnie, ale polowa muzeum zamkla na trzy spusty (nie wiem, czy tylko na niedziele, eksponaty stoja) - z drugiej strony: darowanemu koniowi w zeby sie nie... Kurna, w tym kraju historia pokazuje, ze czasem warto.

No nic. Minely 3 godziny od wyjscia, jest po 11 i opcja Dafni + Eleusis odpada. Jako ze jestem kilkaset metrow od autobusu na Przyladek Sounion decyduje sie wlasnie tam jechac. Odjazd 11.30, koszt 6.40 (a nie 4.60, jak w LP). Wkurwiam sie na inflacje i na LP, bo niby pisza, ze jest autobus jadacy inna trasa, ale nie mowia, czy tanszy i nie pisza skad jedzie.

Trasa naprawde malownicza i o 13.10 dojezdzam na najdalej na poludnie wysuniety punkt Attyki. Swiatynka spoko, widoczki niczego - skaliste toto i gorzyste, wokol zatoczki, sam Sounion na cyplu. Ogladam,co trzeba i warto i mysle, co dalej. Jestem 70km od Aten. Dzien lekki - warto sprobowac stopa. Schodze na przystanek autobusu - odjechal 5 min temu, widac los tez chce bym stopowal - i widze, ze ten jadacy inna trasa chyba jedzie przez interesujace mnie miasto Vravrona. No to dawaj stopem w tamte mankie!

Najpierw kolo klocka z kapcia (widoczki gicior, ale asfalt to asfalt) bo wokol same zakrety. Lapie w koncu malzenstwo - a to Rumuni, co zadnego jezyka nie znaja a lamanego gadania i gestykulacji sluchac nie chca. Wiec tak wzieli na stopa, nie wiedzieli dokad mnie maja zawiezc, dojechali 500m do najblizszej zatoczki i po wbiciu "Vravrona" do GiPSa widza, ze daleko, wiec... "do widzenia"! Proby tlumaczenia by wzieli choc troche i wypytania, dokad wogle jada spelzaja na niczym (w zyciu tak mi nikogo nie braklo, jak Ciebie, Olgo, w tej chwili ;) ). Wysiadam, a oni dalej w GiPSie dlubia. Z buta 2 kilo (na koncowce mijaja mnie Rumuni) i stop z samotna kobita do najblizszej wsi. Wywozi na koniec, gdzie jest objazd, co znacznie ulatwia mi dalsze lapanie. Tam od razu wola mnie robotnik, prowadzi do baraku i dostaje... W zyciu byscie nie zgadli! Kawalek tortu i pol kubka koli (prawie 1/3 mojej dziennej racji zywnosciowej). Dziekuje i lapie dalej. Podjezdza autobus (czas goni, jest 15 a ja przez 1,5h z Sounion ujechalem 10km), ale okazuje sie, ze wcale w tejze Vrauronie nie staje - no to wysiadam na nastepnym. Znowu nie ma jak lapac, wiec znowu ide kolo klocka. Tym razem lapie mnie czarny niemiecki woz z 3 ciemniakami w srodku (dresy, skora, jeden miskowaty). Bez zbednych pytan dojezdzam gdzie chce, czyli do Markopoulo i jeszcze szlugiem czestuja (wylowil pare znanych slow - Albanczycy). Teraz z buta w poprzek przez wies do rozstaja drog (w sumie 3-4km), po drodze legitymuja policjanci i przeszukuja plecak (niby wygladam niezle jak na Jaska w podrozy, ale zarost 4-dniowy, stary plecak a zreszta - samotny turysta w zimie). Po jakims czasie pojawia sie znana mi jeszcze z poprzedniego pobytu konwersacja: -You from Poland? -Yes - You know Waziecha? Waziecha? - Krzysztof Warzycha? Of kors!! Jeszcze cos dodaje o Gmochu i ide dalej. Za rozdrozem lapie od razu starsze malzenstwo pod sama swiatynie Artemidy we Vrauronie. Luks bomba, ale oni odjezdzaja, a ja zostaje sam przy zamknietej i ogrodzonej swiatyni w ruinie. Srodek dupy, naokolo ani jednego budynku mieszkalnego. Probuje cos lapac, a nie bardzo wiem w ktora strone lepiej (na polnoc chyba blizej, ale mniejsze na oko szanse na stopa; LP poleca dojechac w to miejsce taryfa 10km w jedna strone)_. Nic to - idzie dwoch kolesi- jeden z mniejszym, drugi z wielkim kijem uzywajac tychze jak trekkingowych. Mlodzi sa i na oko rozsadni. Pytam ich o kierunek, a oni wlasnie ida na oddalony o 2km przystanek by wsiasc w podmiejski autobus (tanszy niz KTel czyli PKS), ktory jedzie do Aten! Wot fart! Numer jeszcze lepszy, ze zaraz sie okazuje, ze co prawda jeden sie uczy a drugi pracuje w Atenach, to obaj sa Polakami z Lubelszczyzny. Mija nam dluzszy czas na rozmowie o Grecji oraz aktualnosciach z Polski. Oni wyskakuja po drodze, a ja jade (na gape, bo nie bylo gdzie biletu kupic) do konca, do nowej stacji metra. Wagon tez nowy. Przy okazji dowiaduje sie, ze bilety juz nie 0,8 a 1,0 EUR i to tylko do konca miesiaca, bo idziepodwyzka o 20 czy 40 centow. Dodatkowo jutro 24-godzinny strajk metra, na szczescie nie jest mi wtedy potrzebne.

Jakby kto chcial odwiedzic starozytny Brauron - z Aten za 1EUR ze stacji metra Nomismatokopio do konca trasy autobusu, stamtad jeszcze 2km i jestesmy. Bez koniecznosci taksowki, za jedyne 1 EUR w jedna strone.

Wracam do hostelu bez przygod i postanawiam pisac relacje. Zostal mi jeszcze 1 z 3 rogali z czekolada (wczoraj wieczorem pieczywa juz nie bylo, a rogale na promocji po 29 centow sztuka). Do nastepnego odcinka!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 31 sty 2011, 16:01 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Ajaj, nie powoluj sie na mnie, bo moj rumunski jest biedny jak mysz koscielna! Pamietam tylko mi pjacze, buna ziła, mulcumesk i drum bun... :>


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 02 lut 2011, 0:44 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
No to, Janie, życzę byś znalazł darmowy internet. Bo o wenę się nie martwię :) Powodzenia!

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2011, 18:00 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Darmowego netu nie ma, ale odzaluje te 2 jurki :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2011, 18:23 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
31.01. Ateny - Dafni - Elefsina - Korynt - Archaia Korinfos - Solomos - Chilimodi

Motto: A na drzewach zamiast lisci beda wisiec optymisci!

Optymizm (nadmierny) jest przyczyna najfatalniejszych bledow na prowadzeniu, z jakimi mialem do czynienia.

A wiec jazda! Nasiedzialem sie w Atenach i trzeba ruszyc w kierunku Peloponezu. Na starcie jeszcze Dafni i Elefsina. Plan zaklada dojazd tanim podmiejskim autobusem z Aten do jednego i drugiego a dalej, zachecony wczorajszymi przygodami, stopem na Peloponez.

Start w sumie banalny, autobus od razu i jestem po pol godzinie w Dafni. Tam mam niby wydac na pierwszy wstep, ale z tego, co pisze Dorling Kindersley (czyli po polsku Przewodniki Wiedzy i Zycia) warto. Na miejscu poza sfora bezpanskich psow czeka mnie niespodzianka - caly kosciol w Dafni (jedyna atrakcja poza przylegajacymi skrzydlami bylego klasztoru) jest w rusztowaniach. Kreci sie jakas kobita, to pytam i dowiaduje sie, ze moe zobaczyc freski (podobno niesamowite) na slajdach, potem zobacze minimuzeum a na koniec wpusci mnie do kosciola. Beautiful!

Freski na slajdach niczego sobie, ale po 9 minutach pokazu czas na real thing. Dla niezorientowanych - freski w Grecji sa, rzecz prosta, w typie prawoslawnym, czyli prostymi kreskami, kolorowo i zloto, gdzie sie da.

Wchodze do kosciola - a tam nic nie widac prawie spod rusztowan :( Jakis smutny kawalek i tyle. Bryla bizantyjska, czyli cos na ksztalt romanszczyzny. W muzeum kawalki greckich rzezb i katholikosu z kosciola. Niezbyt sie udalo to zwiedzanie, ale w sumie za darmo.

Teraz kolejnym autobusem do Elefsiny. Laduje na nabrzezu - ladne, stoja palmy i cytrusy, ludzi nie ma prawie wcale. No to poszukajmy jedynej ponoc atrakcji - swiatyni, do ktorej ruszaly procesje z opisanego Keramikosu. Jest za winklem i jest fajna. Oczywicie, zostaly z 2 rzedy kamieni, ale fajnie polozona na malym wzgorzu. Obejrzeli, fotki zrobili (wejsc sie nie da, bo poniedzialek, ale zreszta wszystko widac z zewnatrz) - a wiec z kapcia kilka klockow do autostrady i tam staje. Nie mija minuta a juz mam stopa pod samiucki Korynt, przy okazji z widokami na piekne greckie wybrzeze (bo koles zjechal z platenj autostrady i jedziemy rownolegla). Wysadza mnie kilkaset metrow za Kanalem Korynckim. Kanal widzialem z jazdy, ale w okolicy starozytne Istmias (czy jakos tak). Troche mi schodzi na poszukiwanie az wbijam lache. Dzis jeszcze mam przeciez Korynt, a stamtad do Nafplio, czyli 5 i 40 nastepnych kilometrow, a moze nie zawsze stop bedzie tak blyskawiczny. Staje na drodze do Koryntu, szluga odpalam i nawet bucha nie sciagnalem jak juz mnie facet wiezie do centrum Koryntu!

Centrum Koryntu jest nieduze ale malownicze (zielen, niska zabudowa, schludnie) z pomnikiem na srodku placu na nabrzezu. Starozytnosci oddalone o 6km. Podobno jest autobus, ale kosztuje pewnie z 1,50 EUR. Po co placic, jak stopem tak fajnie sie jezdzi??? Ide wiec jakie 2km za miasto i lapie.

I TU SIE SKONCZYL DZIEN DZIECKA

Przez ponad 1,5h nie zatrzymal sie nikt mimo nieglupiej miejscowki i sporego ruchu. Zmartwiony ide na autobus i za 1,60 (tyle samo, co z dworca w srodku Koryntu) dojezdzam do wsi Archaia Korinth(f)os. Tam ogladam calkiem przyzwoicie zachowane ruiny - sporo tego: i teatr, i agora,... Na Acrocorinthos, czyli wielka twierdze na wywalonej gorze nad wsia nie mam sily wlazic. Zamiast tego schodze kolejne 2-3km i lapie stopa, bo jak sie okazuje wies jest tuz przy drodze do Nafplio. Po okolo 1/2h jakis koles wiezie mnie do nastepnej wsi - Solomos. Jest Portugal;czykiem, mieszka w Grecji od 7 lat i jedzie na trening w pile swojej amatorskiej druzyny. Spoko, wysadza za wsia. Probuje lapac dalej, az po godzinie z hakiem robi sie ciemno. Jesli na Peloponezie nie biora, to po ciemku brak szans. Ide do przodu po drodze pytajac o jakis hotel czy hostel. W odpowiedzi - nie ma nic, tylko Korynt (a mi sie nie chce wracac, zreszta tak naprawde hotel kosztowalby pewnie z 30EUR). Po 4km dochodze zjebany (policzcie sobie, ile dzisiaj z garbem zrobilem; a sciegna wciaz nie wyleczone). W piekarni tez nie wiedza, gdzie tu hotel albo pokojhe do wynajecia, ale daja 3 ciastka, co im dzis nie zeszly i za darmo daja sie przespac w ruderze obok piekarni (zamykana, jest nawet kanapa). Poki co generalnie niezle, finansowo naprawde spoko, ale jak ja sie stad jutro wydostane???


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2011, 18:42 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
01.02. Chilimodi - Tiryns - Argos - Tripoli - Dimitsana

Motto: wszystko sie moze zdarzyc...

Wstaje rano, wyspany jak nigdy (oj, przyda sie potem), dziekuje raz jeszcze w piekarni i ide za wies lapac stopa. O dziwo, mimo malego ruchu, po 5 minutach ktos staje. Sa to, niestety ciemniaki, co zweszyly szanse zarobku. Nie widzac szans na inne wyjscie zgadzam sie na przewoz do Nafplio za 10EUR. Za autobus z Koryntu dalbym mniej, ale z kolei zyskalem darmowy nocleg. Jedziemy sobie, az tu nagle cos im sie spierdala w skrzyni biegow. Maja pomysl bym im dal jeszcze 5 EUR - nie ma mowy!!! Na szczescie mowia do mnie po albansku z kilkoma slowianskimi slowami, tak ze nie musze za bardzo udawac, ze nic nie rozumiem. Wreszcie widze wielka kamienna cytadele - tak! to Tiryns! Wysiadam natychmiast, poki nie musze z nimi sie bic o te dodatkowe 5 EUR.

Gwoli wyjasnienia - w Nafplio juz bylem, a mialem tam jechac by zobaczyc wlasnie tenze Tiryns - czyli mala wies z wielka kamienna cytadela z czasow antycznych. Na mury nie wchodze, bo zaczynam juz powaznie uwazac na kase, ale za to obchodze z 3 stron (zaden z przewodnikow nic nie pisze o innych rzeczach poza murami). Teraz probuje zlapac stopa do kolejnego punktu wycieczki, czyli Argos ("A tu przez gazon zbliza sie Jazon"). Oczywiscie, chuja! Nikt nie bierze! Ja za to zbieram pomarancze i mandarynke - w Grecji akurat dojrzewaja i na ulicy pod drzewami lezy ich sporo. Generalnie na Peloponezie jest tych drzew od pyty. Po kilku kilometrach dochodze do kolejnego przystanku, skad, zrezygnowany, jade za 1,6EUR do Argos. Okazuje sie, ze z samego Nafplio (czyli 11km wobec 4km, ktore ja przejechalem) zaplacilbym tyle samo! Wniosek - podjazd czy podejscie kilku km nic nie zmienia, chyba ze masz gigafarta a do tego jedziesz daleko.

Argos - podobnie jak cala okolica - ladne, schludne, dwukondygnacyjne. Ogladam atrakcje, tj. ruiny starozytne: teatru, jakiegos czegos i urzadzen akweduktu budowanego za Hadriana (a konkretnie studni, skad woda kanalami rozchodzila sie po miescie). Ladnie bylo, jestem pare km za miastem wiec probuje isc dalej. Po namysle i porannych doswiadczeniach jednak wracam do centrum. Po pierwsze: moge kupic chleb i kole, po drugie wiem, gdzie jest PKS. Gdziekolwiek nie postanowie jechac dalej, musze wpierw dojechac do miasta Tripoli, a autobus tam za 4 godziny. Chwile probuje lapac, potem oszczedzam sily i krece sie po centrum Argos. Autobus planowo. W Tripoli pytam o polaczenia i okazuje sie, ze w jedno miejsce moge dojechac jeszcze dzisiaj - jest nim mala, malownicza wioska w gorach, Dimitsana, skad mialem zamiar przejsc podobno zajebistym wawozem Lousios do kolejnej wsi. No to jedziemy. Po wypiciu koli odzyskuje rezon i postanawiam dzis znow za nocleg nie placic (o ile bedzie sucho). Dochodze do wniosku, ze oszczednosci na zarciu mnie nie zbawia, a na oszczednosci transportowe nie ma co liczyc. Do tego noclegi sa suma sumarum najdrozsze z tego wszystkiego. Nie wzialem wprawdzie namiotu, ale cos trzeba wykombinowac by w piesni nie pohanbili za niewziecie tegoz a wlasny kursant smiechem dupy nie urwal.

W Dimitsanie laduje po ciemku i robie maly obchod. Za wyniesionym ponad teren pomnikiem, znajdujacym sie na koncu wsi, jest mala bruzda - akurat spiwor wejdzie. Dzis caly dzien robilem zdjecia na konajacej baterii, wiec ide do knajpy naladowac. Przy okazji cos trzeba zamowic - o to 2 lampki wina (biale, molto kwasne) dla kurazu. Wypijam, zabieram baterie, spisuje testament i ide spac w tym zimnie.


Ostatnio zmieniony 05 lut 2011, 19:35 przez Jasiek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 04 lut 2011, 18:57 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
02.02. Dimitsana - Wawoz Lousios - Stemnitsa

Zziebniety i niewyspay wstaje przed 8. W koncu caly wawoz do przejscia, a niewiadomo, ile to km. Jeszcze pare zdjec slicznej kamiennej Dimitsany, pieknie polozonej na 2 wzgorzach i idziemy za strzalkami. Na poczatku odwiedzam skansen-mlyn wodny. Fajne z zewnatrz, moze nawet bym zaplacil, ale jest 9 a otwieraja o 10. Idziemy dalej, caly czas w dol. Widoki piekne, pogoda (jak juz wczoraj) kolo 10 stopni wiec w sumie jak na Przejsciu Majowym. Po zejsciu wsrod pustych domow i nowszych cerkiewek na dno kanionu mila niespodzianka - sciezka znakowana przez las i koniec asfaltowania :) Uff, ide nia i po okolo 1/2h dochodze do pierwszego z ukrytych w kanionie klasztorow bizantyjskich. Ladny, nieduzy, kosciol zamkniety ale piekny widok na kanion i na niedaleki klasztor sw. Jana jest naprawde mega. Teraz wybrukowana elegancka sciezka do starego klasztoru obok - jest w ruinie, ale jest nieziemski! Podobnie jak widoczny naprzeciwko sw. Jasiek jest on wykuty w skale jak np. Ostrog w Czarnogorze. Kolejny kraj, jak widac, pieknie wykorzystuje wapienne skaly. Zwiedzam i czytam tuz potem ze o 13 zamykaja sw. Jaska na 4 godziny. Jest w pol do - no to galopem. Laduje spocony za piec, ale warto bylo. W srodku klasztoru maly labirynt (klasztor tez wykuty w skale) a na jego koncu, niejako wewnatrz klasztoru - kosciol. W srodku mroczno, ale kawalki freskow widac, a do tego sa freski na scianach zewnetrznych. Niesamowite miejsce, niesamowity klimat i tylko wywieszka (po grecku i angielsku) na wyjsciu o tym, by nie wrzucac papieru do kibla (cala Grecja ma waskie rury, a klasztor jak widac, mimo polozenia ma kanalizacje) przypomina, ze jestesmy w miejscu turystycznym. Naprawde bylo warto lezc tu i spac w rowie. Zostaje mi jeszcze do zobaczenia w wawozie (poza naturalnie, skalistymi scianymi widocznymi co krok) starozytna Gortyna i kapliczka tuz obok. Widze z gory - wiec nie ide. Musialbym jeszcze 8km dorzucic, tak mam "tylko" kilkanascie w nogach i 8 pod gore przede mna, z czego wiekszosc asfaltem. Dobra decyzja, po kilku minutach zaczyna padac mokry snieg a widocznosc spada do kilku metrow. Dochodze po 2 godzinach do wsi (po drodze nieudana proba skrotu i odganianie kamieniami stada psow). Autobus do Tripoli dopiero jutro, ale jest za zimno i za mokro by zachwycac sie tez sliczna kamienna Stemnitsa. Szukam noclegu - nikt nic nie wie, ale sklepikarka p[rowadzi do syna, wlasciciela tawerny, a ten pokazuje pustostan. Po chwili orientuje sie, ze jest on zasypany sniegiem :( Wlasciciel mysli i pozwala mi spac w swoim aucie. Gitara! Cieplo i za frajer (nie lubie zebrac, ale naprawde mnie dziwi, ze nikt dotad nie wpadl by wziac ode mnie 15EUR i dac kawalek podlogi). Raz trzeba sprobowac miejscowego zarcia, wiec biore duszone jagnie w sosie cytrynowym (pycha) i winem (czxerwone, kwach). Po jakims czasie gosc zmienia zdanie - znalazl czlenia, co mi da kawalek podlogi za 20EUR. Wsciekly jestem, ale trudno - lepsze to niz pokoj za 40 EUR. Wale w sniegu i przemoczonych butach przez cala wies do domu mojhego gospodarza i w jego mieszkaniu (boczny pokoj) klade sie spac w spiworze na tym samym kartonei, co wczoraj.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2011, 19:55 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
03.02. Stemnitsa - Karkalu - Vitina - Tripoli - Sparta - Mystras

No to wstaje by gnac na ten jedyny autobus. Na dworze zima, kolo zera, mnostwo mokrego sniegu i wieje. Po malym szukaniu staje na glownym placui czekam, czekam, czekam... Gdzie jest ten jebany autobus??? Po pol godzinie stania przelazi jakas laska. Pytam, co i jak. Poszla do biura, zadzwonila do PKSu i okazuje sie, ze nie jedzie dzis zaden autobus ze Stemnitsy, bo spadl snieg. Najblizszy autobus z Karkalu (z poczatku zrozumialem "Kakalu", co trafnie oddawalo moje polozenie). Zziebniety wchodze do kawiarni i zamawiam herbate. Poki co wiem tylko, ze do Karkalu mam duze nascie km i inaczej niz taryfa tam nie dojade. Autobus o 15, wiec mam czas. Poniekad oplacilo sie, bo w kawiarni pojawia sie taksowkarz. Za 20EUR - cholerny snieg, podwoil budzet dniowy wczoraj i dzisiaj!!! Jedziemy merawa - a tu niespodzianka, nie przejedziemy nawet do Dimitsany. No to powrot i znajomy mojego kierowcy wiezie mnie do Karkalu busem. Karkalu nie jest chocby w czesci tak ladne jak miniaturowe kamienne Dimitsana i Stemnitsa, ale za to jest przy glownej drodze z Pyrgos do Tripoli. Na miejscu kolejna niespodzianka - w knajpie mowia, ze z Karkalu dzis tez nic nie pojedzie, bo dalej w kierunku Tripoli droga jeszcze gorsza i pol metra sniegu. Jestem bliski rozpaczy: nie dosc, ze wydalem 20EUR na nocleg, do tego 20EUR na przejazd kilkunastu kilometrow, to jeszcze czeka mnie prawdopodobnie kolejny rownie drogi dzien. :/

W tym momencie pojawily sie powazne watpliwosci, czy aby juz nie wracac. Kazdy dzien kosztuje kupe kasy, pewnie nie zdaze nawet Peloponezu objechac, a wiec czeka mnie powrot. Jesli w towarzystwie - pelna powtorka, wiec lepiej oszczedzic troche kasy, skoro smrod totalnej porazki az kluje w nozdrza. Na szczescie los sie mial nieco odmienic :)

Jeszcze ze Stemnitsy dzwonie do Mystras kolo Sparty - ma tam byc moj kolejny nocleg na tanim kempingu. O dziwo, dziala w zimie i mimo ze nie mam namiotu przenocuja za 6,5EUR!!! Wspaniale, bo mam tam w planie 3 noce. Ziemia obiecana przed oczami a dojechac nie ma jak. Tak blisko do raju, a tak daleko.

Jakby bylo cokolwiek do Aten, nie myslalbym nawet chwili!!!

Na szczescie w podobnej sytuacji jest jeden lokals i za jego rada zatrzymuje plug sniezny i jade do Vitiny (kilkanascie kilometrow, podobno najgorszych). Zmarzniety jestem, buty od wczoraj przemoczone i widoki na przyszlosc marne. Poki co nie jestem w stanie sie cieszyc, ze udalo mi sie za wiosny przejsc caly Lousios. Laduje w Vitinie i dowiaduje sie, ze autobus tez niby jakos 15-15:15. Czyli co? Jednak jedzie?! Czas wolny wykorzystuje na kurs po chleb, bo dzis nic nie jadlem. Kolejna mila niespodzianka - wygladajac w sumie czysto i schludnie dostaje bez pytania duzy chleb za darmo!!! Wracam na przystanek, po drodze dowiaduje sie, ze moze jednak autobus jest o 14. Przyjechal o 14:25, przewiozl w ciepelku do Tripoli i nie chcial kasy!!! Nic juz nie rozumiem z tego kraju. Kazdy sie opierdala, wszystko z opoznieniem, jak prosisz o pomoc (platna), to jeden na stu wpada na pomysl by wziac wciskane mu pieniadze, a jak sie nie spodziewasz niczego jestes okolo 10 jurkow do przodu (co pomaga zdzierzyc koszt taryfy).

W Tripoli pada. Ani sladu zimy, ale przyjemnie nie jest. Przechodze na drugi dworzec (z autobusami do Sparty) i czekam przy ouzo (na rozgrzewke, spora szklanica, do tego woda, 1.20EUR) na autobus. Na szczescie (bo jedzie z Aten) bierze do srodka. Na stojaka jade 2 godziny (zanim po ponad godzinie kierowca kupil i zalozyl lancuchy prulismy 20tka). Grecy robia zdjecia zalegajacego na krzewach sniegu. Wot, kurwa, atrakcja! Na miejscu nie ma spodziewanego rytualu w postaci kierowcy dracego sie prosto w ryj kazdemu pasazerowi "This is Sparta!!!" i kopem w brzuch wysadzajacego z autobusu. Moze to i lepiej.

Na dworcu sprawdzam autobusy na nastepne dni i draluje glowna trasa na Mystras przez 3km az laduje na kempingu. Okazuje sie, ze facet nie skumal i za cos zamykanego to zaplace 10EUR. Zawod jest, ale podlug oferty innych miast dalej ziemia obiecana. Ogladam, a to wielkie! Duzy pokoj, spokojnie dla 2 osob z klima. Cieplej wody nie ma, ale biore z recepcji czajnik i w ten sposob kolejne 1,5h spedzam na myciu i praniu. Udalo sie!


Ostatnio zmieniony 05 lut 2011, 20:12 przez Jasiek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2011, 20:10 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
04.02. kemping - Sparta - Gythio - Areopoli - Gerolimenas - Gythio - Sparta - kemping

Budze sie 7:30 i o 8 spokojnie (bez garba! raduje sie serce, raduje sie dusza!) pol godziny na dworzec w Sparcie. Dzis w planie dziki i malowniczy polwysep Mani. Poki co nie mam konkretnego planu. Na poczatku wiem, ze w podobno ladnym portowym Gythio zmieniam autobus, gdziekolwiek dalej bym nie jechal.

Postanowiwszy uczynil - bilet do Areopoli i jazda. Po drodze mijam z lekkim strachem pobliskie 2tysieczniki. Na szczescie droga duzo nizej i snieg widac tylko na szczytach gor. W tych malowniczych okolicznosciach przyrody dojezdzam do Gythio. Przesiadka do Areopoli zaraz albo za kolejna godzine. Postanawiam jechac teraz a za godzine jeszcze dalej na poludnie. W Areopoli laduje po pol godzinie bardzo widokowej jazdy. Pierwszy rzut oka i zachwyt. Areopoli polozone jakis 1km od morza cale dwukondygnacyjne z kamienia. Po prostu bajka. Obchodze dookola,zagladam do malych, murowanych kosciolkow. Pogoda niepewna, lekko kropi. Spokojne obejscie zajmuje mi 20 minut, dalej lazic bez sensu, bo daleko i nie wiadomo, czy zaraz nie lunie (choc mapa szlakow okolicy kusi). No nic, po okolo godzinie czekania wsiadam w autobus dlaej na poludnie, do Gerolimenas. Dalej na poludnie jechac transportem publicznym sie nie da. O Mani wiem tylko tyle, ze ladne sa Gythio, Areopoli a po drodze do Gerolimenas sa 3-4 koscioly godne uwagi. Z braku czasu postanawiam jechac do Gerolimenas i zobaczyc mozliwie najwiecej, chocby tylko z okien autobusu.

Po pol godzinie wysiadka. Cos szybko, ledwie zdazylem wymienic smsy. Ale... po wysiadce... po spojrzeniu przed siebie...

Lokalsi pewnie nie wiedza, co to znaczy "ja pierdole", ale powtorzyc juz pewnie umieja :D Na cala gitare powtorzylem niniejsze wyrazenie po trzykroc. GEROLIMENAS to raj na Ziemi!!!

Wg LP'08 55 mieszkancow. Malenstwo okalajace sliczna, mala, skalista zatoczke. Slonce wyszlo w miedzyczasie, co daje widok i wrazenie na glowe bijace Valdanos i wszelkie inne romantyczne spokojne miejsca. A jeszcze wczoraj walczylem z zima. Po prostu przecudownie (mam nadzieje, ze MMS oddal choc w czesci ten widok - kmwtw). Mam godzine do autobusu w druga strone, co wystarcza do pomoczenia nog w morzu, posuszenia ich na sloncu oraz dokladnego obejscia wioski. Jestem w niebie!

Powrot do Gythio i dalej do Sparty. Jade z powrotem, bo w sumie cale Gythio widzialem z autobusu, a jest szansa wrocic za jasnosci by zwiedzic Sparte. Dojazd bez przygod i znow bez "This is Sparta". Obchodze cale miasto, bo starozytnosci (srednio ciekawe, przewaznie na wysokosc 1-2 cegiel) mocno rozstrzelone. Na koniec siadam na wspomnianym kilka postow wyzej necie wymienionym przez LP za 2 EUR za godzine. Mija czas, wiec zmykam do domu jeszcze co nieco przeprac i polozyc sie spac po wspanialym dniu.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2011, 20:34 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
05.02. kemping - Mystras - Sparta - Monemvasia - Sparta - kemping

Znow rano pobudka. Tym razem autobus (do Monemvasii) pozno, bo o 11.45, co daje mozliwosc zobaczenia rano pobliskiego Mystras. Oba miejsca uchodza za glowne atrakcje Peloponezu. LP poleca na Mystras pol dnia - a wiec musze byc na otwarcie (8:30), w miare szybko obleciec wielkie zrujnowane miasto zajmujace cale wzgorze i liczyc na to, ze podpasuje mi jakis autobus do Sparty.

Ok, przy wejsciu jestem o 8:35. Widok Mistry, jaki towarzyszy mi przez polowe czterokilometrowej (znow, na szczescie, bez garba) trasy zwala z nog. Cale spore wzgorze zajete przez ruiny miasta, na samym szczycie zamek a w tle osniezone szczyty gor Tayget. Wpuszczaja mnie za darmo, glownie za to, ze jestem z Polski, bo legitka EURO26 w tym kraju wyraznie nie dziala.

Mistre goraco polecam - ruiny miasta maja po pol domu wysokosci, wiec ma sie wrazenie, ze faktycznie chodzi sie po miescie, a nie po stanowisku archeologicznym. Nawalone bylo tego od cholery - w koncu tylko 1 wzgorze i to z 1 strony na pomieszczenie osrodka kulturalnego o znaczeniu ponadregionalnym w szczytowym okresie Cesarstwa Bizantyjskiego. Odbudowane (lub nie zniszczone, nie wiem) koscioly z po prostu zajebistymi freskami w srodku (szczegolnie kosciol Hodegetria - w zasadzie caly srodek w zachowanych freskach!). Dochodze na sama gore, cykam kilka kolejnych fotek i wracam. Na dole jestem o 10. Duza szansa dojscia na PKS na piechote powoduje, ze nie czekam na wskazany na wejsciu do Mistry PKS o 10.30 (jak nie przyjedzie, bo np. sobota - jestem w dupie). Dojde pewnie w godzine, wiec i chleb jeszcze spokojnie kupie - mysle sobie, a tu po 200m lapie stopa do samej Sparty!!! Kierowca ma znajomego Polaka i wymieniamy sie telefonami, jakby kiedy przyjechal do Polski.

Wysiadam w centrum, do PKSu 1,5h. Nic to, odzalowuje pierwsza kase na wstepy na tym wyjezdzie (zaoszczedzilem w koncu dzis 5 EUR za wjazd i pewnie 1,6 za zakladanego PKSa Mystras - Sparta) i za 2EUR wchodze do muzeum archeologicznego w Sparcie. Miesci sie ono w dworku z lat 70. XIXw. i jest 2. najstarszym muzeum w Grecji. Male jest i podobnie jak reszta atrakcji nijak nie wskazuje na dawna potege miasta, ale ma w srodku bardzo ciekawe mozaiki podlogowe. Naprawde warto odwiedzic. Nie wiem, czy w niedziele nie jest za darmo, ale mam zamiar jakos sie jutro ze Sparty wydostac wczesniej niz pol-bezposrednie do Kalamaty o 14.30.

No dobra, zwiedzilem i ide na dworzec. Upewniam sie, ze jutro do Kalamaty mam polaczenie z przesiadka o 14:30. Po dlugim gadaniu udaje sie wydusic z goscia w okienku, ze jest szansa dojechac wczesniej z przesiadka w... Tripolis :) Motyw: niecale 10EUR wiecej za dojazd, ale o niebo wieksza szansa wydostania sie z Kalamaty na wybrzeze, gdzie po pierwsze moze byc kemping, po drugie - nawet jak nie, to latwiej spac na dziko, po trzecie ulatwia plan na kolejne dni.

O 11:50 odjezdzam do Monemvasii i tluke sie 2,5h (przerwy po drodze, zajezdzanie do wiosek). Na wysiadce o 14:13 orientuje sie, ze mam 3 godziny. Zdecydowanie styknie, by na spokojnie bez pospiechu i stresu zobaczyc wszystko, co jest. A wlasnie - co jest...

Jest, kurwa, bajka!!! Wygooglajcie zdjecia! Tego sie prawie opisac nie da: z samego morza wyrasta gora w ksztalcie namiotu, wysoka na 194m, stroma jak cholera. Polaczone to ze stalym ladem grobla. I na zachodnich stokach tej gory zbudowane bizantyjskie, kamienne miasteczko. Na gorze, naturalnie, kastro; gorne miasto zrownane z ziemia ale dolne miasto odbudowane. Obchodze gore, bo miasteczko ryjem do morza i rozpoczynam zwiedzanie. Po prostu miodzio: widoki i atmosfera, jak wspominalem, niesamowite, do tego 15 stopni (choc zimny wiatr), sloneczko i ledwie pojedynczy turysci. Lepiej byc nie moglo!!!

Wracam z przesiadka w jakies Sikii,czy czyms takim. Czekajac na autobus przesiadkowy zanabywam z glodu ION, czyli grecka wersje RitterSporta (smaczne, gorsza czekolada niz w pierwowzorze). Do Sparty dojezdzam po ciemku i okazuje sie, ze moj wczorajszy cyberlokal o tej porze w soboty nie dziala. Idac na kemping znajduje tanszy net, wiec siadam i wreszcie jestem na biezaco :D

Nastepny wpis pewnie dopiero za tydzien w Atenach, do przeczytania :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2011, 21:28 
Offline
I norma za wytrwałość

Rejestracja: 07 paź 2005, 0:26
Posty: 1113
Lokalizacja: ? stąd
Jasiek pisze:
Na miejscu nie ma spodziewanego rytualu w postaci kierowcy dracego sie prosto w ryj kazdemu pasazerowi "This is Sparta!!!" i kopem w brzuch wysadzajacego z autobusu. Moze to i lepiej.


:D:D
Miłej podróży Janie! I pisz dalej, fajnie się czyta :)

_________________
"Czuję się jak komar na plaży nudystów. Wiem, co mam robić ale nie wiem gdzie zacząć." Pat Riley o sytuacji w Miami Heat.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2011, 22:29 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Duch w narodzie nie ginie, jednym słowem :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 13 lut 2011, 22:45 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Kochani (i reszto swiata)!!! Co sie nie dzialo przez ten tydzien!!! Postaram sie pisac w miare zwiezle, ale jest sporo do opowiedzenia :)


Ostatnio zmieniony 13 lut 2011, 23:40 przez Jasiek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group