Dzisiaj jest 23 lis 2017, 18:56

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 25 maja 2011, 21:39 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
Zafascynowani narciarskimi przygodami dwoch Piotrkow (Fiolka i Trojanka) postanowilismy jesienia zeszlego roku, ze sylwestra 2010 spedzimy na skiturach. Gdzie? A czemu by nie pojechac na Ukraine? Tak oto zrodzil sie pomysl, ktory w plan udalo sie przekuc dzieki nieocenionej pomocy dwoch wspomnianych. Piotrek i Piotrek zostali w ten sposob zaocznymi kierownikami naszej wyprawy, bowiem nikt z nas ani w sprzecie, ani w ukrainskich Karpatach sie nie rozeznawal. Wspomne, ze suma naszego doswiadczenia ski-turowego wynosila okragle zero.

Piotrek T. wybral kazdemu z naszej siodemki sprzet znaleziony na allegro i cierpliwie tlumaczyl np. jak wymienic klej do fok. Piotrek F. wysposazyl nas w mapy Gor Hryniawskich z trasa rozpisana na kazdy kilometr: gdzie skrecic, gdzie jest chata pasterska (i w jakim stanie), gdzie znalezc Wasyla itp. Wielkie uklony panowie Piotrzy!!!

"Sylwester" jest wlasciwie blednym okresleniem, bo na Ukraine ruszylismy juz w nowy rok. Przedtem wraz z Marta i trojka znajomych Lubliniakow spedzilismy milo czas w Bacowce pod Rawkami (gdzie spotkalismy znana niektorym Asie/Basie Makarewicz). Niestety, sprzet kupowany w ciemno na allegro (trojka z nas przebywa na emigracji, zatem nawet nie mielismy okazji obejrzec nabytkow) okaza sie - o dziwo - nie byc idealny. Przy pierwszej probie sprzetowej zgubilem zaczepke do foki (na jakims trzecim metrze trasy) i pomysl trawersu grani granicznej w Bieszczadach szlag trafil. Wrocilismy do bacowki dobrze zasniezona szosa, a ja dalem popis swoich zdolnosci gubiac spod kurtki jedna foke (oczywiscie ta z zaczepka). Strata zreszta zadna, bo foki byly chyba kradzione z muzeum narciarstwa.

W tej sytuacji cala wyprawa stanela pod znakiem zapytania, ale znajomosci Michala (bacowkowego) siegaja najdalszych zakatkow Bieszczad. Gdzies tam wynalazl czlowieka, ktory akurat przypadkiem mial nowa, nierozpakowana od trzech lat, pare fok! Nawet nie wiedzial ile ma mnie za nie skasowac. W ten sposob, napelnieni nowa nadzieja, udalismy sie przypomniec sobie jak sie w ogole zjezdza na wyciagi do Ustrzyk Dolnych. Termin 1.01 sprzyjal jezdzie, bo stok byl dosyc pusty.

2.01 przed poludniem polaczylismy sile i wjechalismy na Ukraine w skladzie: Emilka, Marta, Michal, Spiewan, Janek, ja, Groszek i Jagodka. Dwoch ostatnich uczestnikow to nasze niezastapione srodki transportu, o ktorych nie wypowiem sie inaczej jak tylko w samych superlatywach :)

Pierwszy dzien wyprawy nalezy uznac za totalna katastrofe: podroz ukrainskimi drogami zajela jakies 2x niz zakladalismy. Drogi oznaczone jako krajowe na naszej mapie okazywaly sie niekiedy zasniezonym waskim traktem prowadzacym przez sam srodek najczarniejszych ciemnosci. (Wiekszosc trasy oczywiscie wypadla nam po zmroku). Juz na samym poczatku, w Drohobyczu, Groszek nie wyhamowal przed swiatlami (bo niby jak wyhamowac na lodzie?) i wpierniczyl sie Jagodce w bagaznik.

Obrazek

Wieczorem przez jakas godzine szukalismy knajpy w ktorej podanie jedzenia zajelo 2 godziny. Nastepne cztery godziny szukalismy noclegu - w okresie sylwestrowo-noworocznym nikt nie jest zainteresowany przyjmowac gosci na krocej niz tydzien. Po wielkich bolach, po 100km bezsensownego krecenia sie tam i z powrotem, przenocowali nas w...? sam nawet nie wiem co to bylo - pewnie jakis osrodek wypoczynkowy w starym, dobrym blokowcu.

Nic to! 3.05 do przejechania jedynie jakies 150km, ale znow zeszlo nam sie prawie do zmroku. Zostawiamy auta i ruszamy z Werchowyny poznym popoludniem z planem minimum - dojsc 5km do Zamahory i przenocowac u Wasyla (u ktorego Pete nocowal rok temu).

Obrazek

Nocleg u Wasyla odradzila nam lokalna spolecznosc - po tym jak uciekla od niego zona, chlop nie trzezwieje. Na szczescie dla nas lokalna spolecznosc zaprosila nas do siebie, a konkretnie do domu Michaila Michailowicza (ktorego pierworodny brdzac ma na imie Misza nota bene). Ach, co to byl za wieczor! Mimo wszystkim przeszlych (i przyszlych) niepowodzen, warto bylo sie wybrac, chocby dla tego jednego wieczoru). Skromna drewniana chatka, ogrzewana piecem, trzy pokolenia w jednej izbie. Przy pysznej kolacji i co chwila znikajacych flaszeczkach, czas nam mijal na rozmowach o Huculach, polityce i, rzecz jasna, o zyciu. Na zmiane z dzieciakami spiewalismy koledy - oni ukrainskie, my polskie, przy czym my nie dysponowalismy fachowym ubiorem kolednika. Na koniec gospodarze poprzebierali nas wszystkich w huculskie stroje weselne a misza zagral na zabytkowych cymbalach:

Obrazek

Wszystko co dobre ma niestety swoj kres, a nam pora ruszac. 4.01 (prawie ze) wraz ze wschodem slonca, ruszylismy wreszcie w droge. No i sie zaczelo... (Zaczelo sie wlasciwie juz poprzedniego dnia, od Spiewana, ktory stwierdzil ze "byly to najgorsze cztery kilometry mojego zycia"). Na piecsetnym metrze zaczely sie problemy sprzetowe - spiewana foki typu nasuwanego mialy automatyczna opcje samoczynnego zsuwania sie. Ratunkiem okazal sie byc kawal druta znaleziony po drodze. Sam juz nie pamietam czy obtarcia Kozika zaczely sie teraz czy dopiero zaraz, ale i tak stanowily wazny element tego i kolejnych dni. Sprobojmy wiec podsumowac:
Umiejetnosci - zadne
Plecaki - ciezkie
Obtarcia - dotkliwe
Sprzet - daje rade choc nie u wszystkich
Snieg? A snieg to ladnie wyglada na zdjeciach:

Obrazek

Ale do "metra sniegu pod narta" brakowalo mu jakichs 95cm. W tych warunkach, mimo najszczerszych checi i najszczerszego bolu u Michala (a potem i Emilki) tego dnia zrobilismy zaledwie 14km. Zeby wyrobic sie z planem musielismy podkrecic tempo o co najmniej dziesiec wiecej. Uzycie slowa "zaledwie" okazalo sie potem stanowczo przedwczesne. Nocleg za to mielismy fantastyczny - w nowiutkiej chacie pasterskiej, ze sprawnym piecem, drewnem i pryczami. Po kilku godzinach palenia temperatura w srodku podniosla sie z -5 do +8. Na zewnatrz -13. Zimno i sucho. Idealne warunki do tego... aby snieg nam zaczal znikac

5.01, trzeciego dnia marszu wyruszylismy z ambitnym planem dojscia w okolice Ludowej.

Obrazek

No i dupa. A wlasciwie noga. Nogi Michala raczej nie marzyly o szalenstwie, a ilosci sniegu wcale w tym nie pomagaly. Do tego stopnia ze snieg przestal nawet ladnie wygladac na zdjeciach.

Obrazek

Na skrecie grzebietu pomylilem droge i po straceniu 2 godzin okazalo sie ze nie mamy szans dojsc nie tylko do bacowki pod Ludowa, ale nawet do niepewnej bacowki w polowie drogi. Z wynikiem 7km zatrzymalismy sie na nocleg w opuszczonej chacie w pobliskim posiolku. Po rozpaleniu pieca musilismy otworzyc wszystkie okna, bowiem byl tak nieszczelny ze dym walil w ogromnych ilosciach wprost do izby. Udalo sie na szczescie zalatwic bimber od lokalsow i przy bimbrze prowadzilismy burzliwe dyskusje co robic dalej. Padl pomysl calkowitego olania sprawy i wybrania sie na zjadowki do Bukowela. Zdaje sie ze bylem glownym przeciwniekiem tego rozwiazania i wciaz wierzylem w oddalajacy sie sukces. Przeszlo mi nad ranem. Najpierw zobaczylem brazowy grzbiet Ludowej, a potem weszlismy do lasu, z ktorego wrocilismy sie po kilku minutach. Nie ma watpliwosci - Hnitessa nie jest nam pisana. 6.01 nie spieszac sie zeszlismy na dol do wioski Hryniawa. I znow pokonanie 7km zajelo nam caly dzien - tym razem narty nieslismy juz glownie na plecach. Z podartymi fokami i dziurawymi slizgami zapakowalismy sie do ostatniego autobusu, uraczywszy sie przedtem butelka browarka.

Obrazek

Mapki mialem poczatkowo nie zamieszczac, bo imponujaca ona raczej nie jest. Niebieskimi kwadratami zaznaczone miejsca noclegow.

Obrazek

Nocleg spedzilismy w Wierchowynie, a nastepnego dnia z samego rano pojechalismy do Bukowela, poczuc wreszcie troche predkosci - bez plecaka i ze sniegiem pod narta. Bukowel, to miraz wielu kultur. Laczy w sobie polskie tlumy z ukrainska jakoscia i alpejskimi cenami. Godzine przed zamknieciem wyciagow, na czarnej trasie, nie posiadajacy zbyt wielu umiejetnosci ukrainski narciarz przypierdolil w Janka tak konkretnie, ze Janek doznal calkiem konkretnej amnezji. Ani gdzie jest, ani jaki mamy miesiac... nie powiem, troche nas telepnelo ze strachu. Na szczescie po pol godziny Janek zaczal kojarzyc, wiec czym predzej zapakowalismy go do auta i, po zupelnie bezuzytecznej wizycie u ukrainskiego lekarza ("to sie zdarza") pognalismy w strone polskiej granicy. Zmeczene, totalna ciemnosc, zle wyregulowane swiatla i dziwne zwyczaje ukrainskich drajwerow nie byly sprzemierzencami w tej nocnej wloczedze, ale wiecej przygod na szczescie juz nie mielismy.

Zamiast podsumowania bedzie cytat z Michala: "O moj Boze!!! Widzisz to? Widzisz ta swiatlosc?! Co to jest...? Granica? Ile tam jest latarni!!! Jak tam jasno..."

Wszystkie foty sa autorstwa Marty lub Michala. Sam juz nie pamietam dlaczego nie fotografowalem, ale pewnie (jak mi ostatnio zdarza) zabralem aparat z pusta bateria i bez ladowarki. :)
https://picasaweb.google.com/w.paczos/S ... ina201101#


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 maja 2011, 22:14 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3417
Lokalizacja: Augustów
Wojtku, super relacja!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 maja 2011, 23:02 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 gru 2005, 16:47
Posty: 941
Cytuj:
Bukowel, to miraz wielu kultur. Laczy w sobie polskie tlumy z ukrainska jakoscia i alpejskimi cenami
Trafnie to określiłeś:)

Przejście w Hrebennem, może przez nie jechaliście, położone pośród pól i lasów przypomina w nocy stację kosmiczną. Na mnie, największe wrażenie po przejechaniu tej granicy robiły namalowane na jezdni linie :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 maja 2011, 11:58 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Wojtku, zapodamy cos razem nadchodzacej juz WIELYKYMI KROKYAMI zimy ;););)

P.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group