Dzisiaj jest 22 lis 2017, 7:12

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 25 maja 2011, 23:30 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
Ukraina w Trampie nie zginęła i ma się dobrze :) W styczniu była jedna ekipa, teraz w maju kolejna a myślę, że w wakacje również jakiś wyjazd się trafi.
opis majowego wyjazdu zacznę od suchych liczba i zestawień:

ekipa: Ola Olga, wilek

trasa:

Obrazek

15.05/16.05 - Warszawa-Iwano-Frankiwsk-Nadwórna-Rafajłowa

16.05 - Rafajłowa-Przełęcz Legionów(1120)-Pantyr(1213)-polana pod Pantyrem
(15km i ok. 600m =>21 GOT)

17.05 - polana pod Pantyrem - dawną granicą na Gropę (1758)-Wielka Bratkivska(1788)-Przełęcz Okula(1193)
(ok. 15km i 900m =>24 GOT)

18.05 - Przełęcz Okula-Polana Ripta-Tataruka(1707)-grzbiet Świdowca-Tempa(1634)-czerwonym szlakiem do Ust Czornej
(ok. 30km* i 1000m =>40GOT)

19.05 - Ust Czorna-czerwonym szlakiem na Gropę (1432)-żółtym do Ruskiej Mokrej
(ok. 15km* i 1000m => 25GOT)

20.05 - Ruska Mokra-Niemiecka Mokra-Przełęcz Przysłop(926)-Kołoczawa
(ok. 21km* i 400m => 25GOT)

* rozbieżności pomiędzy mapą a tabliczkami apropo odległości (tutaj użyte wartości to te policzone z mapy. Do tych z tabliczek trzeba dodać koło 7km ogólnie)

zrobiliśmy więc 135GOT przez 5 dni więc 27GOT/dzień(przy uwzględnieniu różnic wyjdzie jakieś 29GOT/dzień)

przejazdy:
autobus Warszawa - Iwano-Frankiwsk 90zł (13:30 z W-wa Zach.)
Iwano-Frankiwsk - Nadwórna 7UAH (masa, pierwsza 5:20)
Nadwórna - Rafajłowa 7,2UAH (ok. 7:40)
Kołoczawa - Wołowiec 20UAH (3:30 i 6:30, rejsy do Użhorodu)(autobus jedzie prawie 3h!)
elektriczka Wołowiec - Lwów 12UAH (9:15)
Lwów - Warszawa ok. 280UAH (18.30, 20:20, 21:30 z D.A.)

noclegi:
Ust Czorna 40UAH/os (w mieszkaniu prywatnym przy drodze w stronę Ruskiej Mokrej, zaraz za mostem po lewej stronie)
Kołoczawa darmo/os (w nowo powstającej restauracji po lewej stronie tuż przed mostem idąc od strony Przełęczy Przysłop)

Obrazek

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Ostatnio zmieniony 03 cze 2011, 22:13 przez wilk, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 03 cze 2011, 22:13 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
Zaczęło się od tego, że w niedzielę popsuła się pogoda. Jadąc autobusem na południowy wschód nie było wcale lepiej. Wyglądało to na taki duży front niżowy, który upatrzył sobie tą część Europy. W Iwano Frankiwsku o 4 rano nie padało jeszcze, ale jak już siedzieliśmy w marszrutce do Bystrzycy już tak. Jak wysiadaliśmy to normalnie ściana deszczu nas nas się waliła. Zanim doszliśmy do sklepu czy potem baru byliśmy cali mokrzy. Bar czynny od 11 ale sklep za to otworzyli wcześniej. Pozwolili nam również rozłożyć się trochę na schodach co pozwoliło nam przygotować się na dalszą wędrówkę (w deszczu). Zakupiony został również płaszcz od deszczu, który doskonale spełniał rolę ochraniacza na plecak. W chwili wolnej od opadów, zwarci i gotowi ruszyliśmy w końcu żółtym szlakiem w stronę Przełęczy Legionów. Przerwa w opadach okazała się niestety nazbyt krótka a droga doliną dosyć długa i mecząca. Męcząca z tego powodu, iż strumyki, które w lecie przeskakuje się, teraz trzeba brać sposobem a ten nie zawsze się znajdzie. Im bardziej mokro się robiło pod warstwą wierzchnia tym bardziej spadało morale i chęć do długiego marszu tego dnia. W końcu po minięciu przełęczy pogoda się trochę uspokoiła i nawet jakieś widoki się pojawiły. Przy podejściu na Pantyr trochę zeszliśmy ze ścieżki i trzeba było korygować przez krzony. Na szczycie ładny słupek nr. 1(jeden z dwóch albo trzech zachowanych w tamtym rejonie) dawnej granicy z herbami obu krajów. Za Pantyrem na polanie koło godziny 16 postanowiliśmy zakończyć ten niezbyt szczęśliwy i dosyć długi dzień. W nocy dalej padało.

Dnia następnego rano jakoś nie spieszno było do wstawania. Spotkaliśmy jeszcze dwójkę ukraińskich turystów i tak się zeszło, że ruszyliśmy koło 11 dopiero. Na domiar tego ścieżka okazała się nie być tą właściwą, przez co znów uskuteczniać trzeba było trochę "wietnamu". Tego dnia czekało nas spore podejście na Gropę i potem na Wielką Bratkivską. Na całe szczęście po osiągnięciu wysokości 1350m wyszliśmy z lasu i odsłoniły się piękne panoramy. Na razie tylko w kierunku wschodnim i północnym ale było na co patrzeć. Na ścieżce przywitały się też z nami pierwsze płaty śniegu. A tuż pod Gropą grupa czterech Czechów. Widoki ze szczytu piękne, trochę trochę niepokojące. Szczególnie te duże białe plamy na Świdowcu. Pocieszająca była natomiast poprawa pogody. Po osiagnieciu kulminacji Połoniny Czarnej czekało nas wedle tabliczki 5km do przełęczy na dole. Chwilę nacieszyliśmy oczy pieknymi widokami; przed nami duża dolina a za nią cały grzebiet Świdowca jak na wyciągniecie ręki. Po za tym na zachodzie i północy prawie całe Gorgany, tylko Czarnohora trochę zachmurzona. Ciekawe było to, że południowe zbocze połoniny jest bardzo strome i stojąc na szczycie ma się wrażenie takiej dużej przepaści przed sobą. A my tam właśnie schodziliśmy. Dobrze, że oznakowanie szlaku wspomagały kawałki niebieskiej folii bo łatwo się zgubić. Zejście w dół to myśli, że nie chciałbym tędy podchodzić...Potem kilka rozczarowań, że to jeszcze nie tutaj, aż w końcu doszliśmy do źródeł Czarnej Cisy. Ładnie odnowione przez Węgrów miejsce, my jednak tego dnia spaliśmy kawałek dalej. Stoi tam fajny domek z wybitym oknem; zagospodarowanie jednego z pomieszczeń wskazuje na dosyć regularne wizyty kogoś.

Środa i pobudka o przed 7 rano. Tego dnia musieliśmy dojść do Ust Czornej a to oznaczało długi dzień. Już na samym początku rozmiar drogi pokazała nam tabliczka -> Ust Czorna 30km i 10h szlakiem niebieskim czyli w zasadzie po płaskim ciągle. A myśmy mieli przed sobą więcej niż 30km i nie po płaskim a przez grzebiet Świdowca. Pogoda się jednak uśmiechnęła do nas a i siły były. Dosyć szybko pokonywaliśmy trasę by wdrapać się na grań. Nie obyło się bez przygód po za szlakowych ale to tyko urozmaica wędrowkę. Samą już główną granią to idzie się jak po autostradzie. Kilka pasów, szeroko, płasko...By zbić nudę wchodziłem na okoliczne garby, które czasem scieżka omijała. Monotonie trasy rekompensowały super widoki dookoła. Nie jestem najlepszy ze znajomości szczytów w tym rejonie ale z pewnością było widać Marmaroskie a i dalej. Na zachodzie również zasięg widzenia był ogromny. Z blizszych rzeczy to wzrok przyciagał klasztor nad Jabłunicą, Amerykański Domek oraz Połonia Piskonia. Do Tempy doszliśmy w bardzo dobrym czasie a na szczycie spotkaliśmy gościa co robił dokładnie taką samą trasę co my tylko w przeciwną stronę. Do Ust Czornej wedle znaków zostało nam 14km, długim grzbietem w dół. I tu zaczęły się problemy bo o ile pierwsze 5km poszło gładko to później zmęczenie dawało się we znaki. Dodatkowo operujące cały dzień Słońce i to, że mieliśmy je cały czas z jednej strony spowodowały, że skóra na twarzy i ramionach zrobiła się nadzwyczaj czerwona. Po za tym, droga w dół polegała raczej na pokonywaniu coraz to nowych pagórków. Dodatkowo mapa niedokładnie odwzorowywała rzeczywistość na tym odcinku co przekładało się na spadające morale. Gdy w końcu o 19.50 stanęliśmy przy lisorobie to usiadłem i pomyslałem, że jutro będzie słabo...Chwila przerwy, potem spotkanie na moście i za 10 minut siedzieliśmy już w ładnym pokoju niedaleko. Nocleg trafil nam się bardzo przyjemny. Własciciel dodatkowo jest fanem piłki nożej a akuart był finał Pucharu Europy więc kilka razy nam mówił, na którym kanale i o której mamy oglądać :D Na dole w domu był też prysznic; kabina wyposażona w zestaw muzyczny. Przed snem wybraliśmy się jeszcze na impreze do wsi, bowiem centrum oddalone było jakieś 1,5km od nas. Idąc ulicą wygladaliśmy jak ludzie po Maratonie Pieszym w Kampinosie ;) Dobre jedzenie, piwo (Żyguliewskie Niepasteryzowane...to piwo (oczywiście pasteryzowane z taką żółtą etykietą) ciągle pamiętam z opowieści z Syberii...), Żywczyk i tak się skończył piekny dzień.

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Ostatnio zmieniony 06 cze 2011, 19:52 przez wilk, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 cze 2011, 19:52 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
Noc niewiele pomogła; rano nadal stopy wymagały pomocy by być gotowymi do drogi. Niestety nie pomogli nam właściciele, którzy szli rano do pracy a z nimi myśmy musieli z domu wyjść. Udaliśmy się więc pomału do centrum wsi by uraczyć się śniadaniem. W międzyczasie dołączył do nas pies, który przywitał nas zębami ale potem potem się uspokoił i za nami poszedł. Nam się nie śpieszyło więc zanim doszliśmy do wyjścia na szlak to zaliczyliśmy wszystkie sklepy po drodze, łącznie z małą nieoznakowaną piekarnią schowaną w podwórku. Od samego rana mocno świeciło Słonce a po doświadczeniach dnia poprzedniego nie mieliśmy ochoty na dalsze palenie skóry. Nasze wycieczki po sklepach miały więc za cel szukanie kremu do opalania. Ale nikt w Ust Czornej tego nie używa...
Plan tego dnia zakładał wejście na Krasną i nocleg kawałek za Gropą. Początek szlaku to droga, lekko a potem bardziej stroma, wijąca się trochę a potem bardziej. W każdym razie początek nudny ale później jak się liczyło zakręty to jakoś czas mijał. Doszliśmy w końcu do takiej polany, gdzie stał domek i jakiś samochód. Pomyślałem, że może ser mają więc zdjąłem plecak i się wybrałem do ludzi. Co się okazało...Był tam domek ratownika górskiego Jurija Petrowicza. Jest on tam naczelnikiem i prowadzi tamtejszą komórkę ratownictwa. Ma swój gruzawik, domek, w którym można się schronić i przespać. Po za tym bar na dole we wsi i hotel obok należą do niego. Podobno wspinał się też w himalajach. A tak w ogóle to pogadałem z nim trochę, napiliśmy się kielicha po czym się serdecznie pożegnaliśmy. A a sera nie miał bo akurat owce były na polu i nie wróciły jeszcze...
Ruszyliśmy dalej już bardzie po płaskim, pojawiły się połoniny, widoki i pierwsze grzmoty. Ciemno zaczęło się robić dosyć szybko, nasz krok proporcjonalnie przyśpieszył. Mieliśmy szczęście bo za pierwszym grzbietem było na przełęczy małe jeziorko i kawałek płaskiego...stał tam już jakiś namiot. Szybko i myśmy się tam rozbili po czym za chwilę dosłownie zaczęło padać. Potem był grad, trochę piorunów, deszcz i tak przez dobrą godzinę. Chwila przerwy i dalej to samo. Zmieniło to nasze plany na tyle, że żółtym szlakiem zeszliśmy na dół pod samą Ruska Mokrą.
Przejście całej Krasnej nie doszło więc do skutku ale nie ma tego złego...
W piątek mieliśmy więc dzień nieco inny niż pozostałe. Zwiedzaliśmy wsie Ruskie i Niemieckie Mokre (pieszczotliwie zwane Deutsch Mokra), kosztowaliśmy wody ze źródełek mineralnych, raczyliśmy się piwem pod sklepem, bułką i serem i kolejnym piwem w sklepie...a po południu czekało nas podejście na na Przełęcz Przysłop, które przypadło na okres dosyć deszczowy. Pod koniec też znudziła nam się ścieżka więc poszliśmy na rympał do góry ;) Droga na przełęcz przecina słynny gazociąg/ropociąg?, który niestety (znaczy w sumie dla przyrody stety) jest zakopany pod ziemią więc go nie widać. Na samym początku podejścia na dole w dolinie leżą jeszcze wielkie rury (takie same jak na połoninie). Zejście z przełęczy to już coraz bardziej potęgujące zmęczenie oraz monotonia i znów niezgodność mapy z rzeczywistością. Postawiliśmy sobie za cel jednak dotarcie do samej Kołoczawy i to nam się udało. Co ciekawe zgodnie z poprzednimi dniami skończyliśmy wędrówkę koło 19.50 :D
A koniec był ciekawy. Otóż już prawie w centrum zobaczyliśmy jakąś restaurację. Zatrzymaliśmy się by się spytać o ważną dla nas sprawę a mianowicie o odjazd autobusów do Miżgirii/Wołowca. Rozmowa z panią przerodziła się w rozmowę z panem właścicielem a skończyła się na...tym, że pozwolili nam przenocować u siebie w restauracji w takim pokoju tymczasowo gospodarczym. Nocleg wyszedł nam więc za darmo, zapłaciliśmy za jedzenie u nich. Właściciel był bardzo pomocny i miły. Rano pokazał nam też jak się gra na takiej długiej rurze/flecie czymś takim dziwnym (kto był za zerówce w 2004 to gość na Krawców Wierchu grał na czymś takim ;) Wstaliśmy bardzo wcześnie bo autobus mieliśmy o 6.30. Jeszcze parę słów o samej Kołoczawie. Jest tam bankomat, masa knajp, wygląda to bardzo przyjemnie. jest kilka muzeów i skansen. Z miejscem tym związany jest jakiś czeski pisarz. Jest to dobry punkt wypadowy w góry. A co do Czechów to musi ich tam dużo przyjeżdżać bo wszyscy nas właśnie za Czechów brali i wołali Ahoj!....
A jeszcze wracając do psa to on oczywiście za nami cały czas szedł. Spał też przed tą restauracją. Właściciel mu nawet coś dał do jedzenia. Ja mu tuż przed odjazdem dałem cały pasztet. Został w Kołoczawie co teraz robi nie wiem...może wrócił z jakimiś innymi turystami do Ust Czornej? W Kołoczawie inne psy go jakoś nie lubiły, jak z nami szedł to trochę mu trzeba było pomagać się od innych odganiać...
Autobus zabrał nas do samego Wołowca. Jest to jakieś 70km w sumie ale jechał je prawie 2,5h...ciekawe się pogoda zmieniała bo przekroczeniu pierwszej przełęczy między Synewirem a Miżgirią wjechaliśmy do doliny spowitej brzydkimi chmurami. Nie było więc widoków na Borżawę. Potem jak przejechaliśmy kolejna przełęcz i przekroczyliśmy linię kolejową to znów piękne Słońce wyszło. W Wołowcu zdążyliśmy na elektriczkę do Lwowa, gdzie byliśmy przed 14. Takich kilka spostrzeżeń...można autobusy do Warszawy łapać przy dworcu kolejowym, są też tam kasy. Nie trzeba więc jechać daleko na Stryjski. Choć swoja drogą teraz dojazd tam jest dużo łatwiejszy niż kiedyś. Ale nie wszystkie kursy stają przy kolejowym. Panuje dziwny zwyczaj, że ludzie chcą zajmować miejsca jakie maja na bilecie?!? Na Ukrainie?....byliśmy w szoku, gadka by sobie usiedli gdzie wolne nie pomogła...:/ co to się porobiło...

Wyjazd bardzo udany. Ukraina pomimo, że to już nie są takie dzikie góry bez szlaków, nadal ma swój klimat i jest warta odwiedzania, szczególnie przy takim łatwym i wygodnym dojeździe.

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:53 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
wilk pisze:
Na szczycie ładny słupek nr. 1(jeden z dwóch albo trzech zachowanych w tamtym rejonie) dawnej granicy z herbami obu krajów.


sŁyszałem różne plotki że podobno nie ma już tego słupka etc, tym bardziej cieszy mnie Twoja relacja. Masz może zdjęcie owego słupka? DZiękuję

P.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 28 cze 2011, 16:58 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
słupek za naszej wizyty tam miał się dobrze ;)
zdjęcia nie zrobiłem bo deszcz lał i aparat miałem schowany :/
ale podsyłam link do zdjęcia gościa (Marta go zna), który był we wrześniu 2010 tam
zdjecie

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group