Dzisiaj jest 20 lis 2017, 15:36

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:33 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Cześć, popełniłem relację z weekendu 11/12.06 który spędziłem z przyjacielem w jednym z najpiękniejszych pasm górskich na Ukrainie, łojąc przez 29,5h (limit czasu 30h) haszcze, kosodrzewinę, rzeki, potoki, gorgan i takie inne przyjemności. Impreza tak naprawdę mało biegowa ze względu na bardzo ciężki teren, biegaliśmy gdzie się dało przez pierwsze parę godzin a potem ew. w dolinach na przebiegach pomiędzy masywami górskimi. Zapraszam do czytania.

Informacje o rajdzie: www.gorganyrace.com (jest wersja ukraińska i angielska).

Co to w ogóle są te Gorgany? Tutaj zdjęcie wg mnie kwintensencji:

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:37 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Zacznę....

Siedzę przed kompem i wspomnienia z zeszłego weekendu mocno wirują mi po głowie, był to szalony szybki wyjazd że aż szkoda że jest już po nim, że odszedł w przeszłość.. Wiele myśli zlewa się w jedno, godziny na rajdzie mijały mi tak niepostrzeżenie, że szok.. Wynikało to pewnie z tego że w każdej godzinie było potrzebne pełne zaangażowanie i prawie każdy kilometr trzeba było wydrzeć w terenie nie do końca łatwym, ale to za chwilkę...

Do Lwowa dojechaliśmy ok 13, szybki obiad(Soljanka, pierogi, kompot z suszu) w towarzystwie niezwykle miłego znajomego ze Lwowa - Tarasa, potem spacerek na Plac Petruszewicza, gdzie nastąpiło luzowanie się na skwerze, kawka, ostatnie zakupy(m.in. woda pitna w baniakach, gdyż na miejscu nie było wody pitnej).

Obrazek

Po 17 odjeżdżają dwa duże autobusy wypełnione uczestnikami zmagań, ich plecakami, rowerami, czuć atmosferę, choć podejście jest bardzo różne, od widać - napinaczy, do turystów raczących się co i rusz piwkami :):)

Do tego luku weszły trzy ładnie spakowane rowery:

Obrazek

Droga ze Lwowa do Stryja okazuje się niesamowicie dobrą dwupasmówką(podobno Turcy budowali), na miejsce docieramy ok 19 czasu Kijowskiego, baza zawodów zasługuje na odrębny akapit.

Dojeżdżając widoczność i pogoda jest, no, rzeźnicka :)

Obrazek

Generalnie w Polsce jest podejśćie że jak organizator nie zapewni np. ptasiego mleczka to jest jedno wielkie narzekanie że kicha etc. Pamiętam w zeszłym roku święte oburzenie(mnie też się to nie podobało), że na przepaku Rzeźnika w Cisnej było po jednym małym batoniku.

Tutaj zacznijmy że baza zawodów wyglądała tak:

Obrazek

To są dwa namioty prywatne organizatorów, wraz z zadaszeniem pomiędzy nimi,
TO WSZYSTKO.

Obrazek

Do najbliższej wioski ok. 5km, na miejscu brak wody pitnej, organizator w komunikacie parę dni przed zawodami poprosił o zabranie ze sobą wody np. ze Lwowa. Samo miejsce, bardzo urokliwe, nad rzeką Świcą, to po prostu kawał łąki na zakolu rzeki. Myślicie że na forum zawodów pojawił się choć jeden negatywny komentarz np. odnośnie wody, że trzeba targać do picia ze sobą? NIC Z TEGO. Ta prozaiczna sprawa pokazuje jak duża jest różnica w mentalności i podejśćiu do wymagań uczestników od organizatora przy takich imprezach.

Obrazek

Szybko rozpalają się kolejne ogniska, słychać tu i ówdzie szum maszynek gazowych i benzynowych, uczestnicy jedzą kolację, w międzyczasie załatwiając ostatnie sprawy rejestracji(np. sprawdzenie obowiązkowego składu apteczek na rajd). W apteczce powinny znaleźć się oprócz plastrów i bandaży sole trzeźwiące, środki antyzapalne, środki uspokajające ziołowe, woda utleniona etc. Wszystko jest skrupulatnie sprawdzane, Ukrainiec który stoi w kolejce przede mną nie ma Validolu, dzielę się z Nim i przechodzi pomyślnie ten etap rejestracji.

Obrazek

Zaczyna docierać do mnie że jutro rano uzbrojeni jedynie w małe plecaczki pójdziemy na ponad dobę w góry.. A ja przecież nigdy nie spędziłem nocy na chodzeniu w górach.... Kurde, krótko mówiąc stres mnie trochę dopadł.

W nocy leje.... leje.... Dejavu z zeszłego roku z Biegu Rzeźnika wraca 8-) .


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:38 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Rano o 6.30 organizator wywiesza mapy z zaznaczonymi punktami kontrolnymi oraz legendami(czyli ze zdjęciami drzewa na którym jest taśma organizatorów jako punkt kontrolny). Chwilę później wydaje mapy uczestnikom oraz bandanki-buffy z tegorocznym logo. Zaliczanie punktów kontrolnych polega na zrobieniu zdjęciu wszystkim członkom zespołu na tle danego punktu wraz z uwidocznioną bandanką. To takie zabezpieczenie jakby ktoś wcześniej miał jakieś namiary gdzie co może być.

Dodatkowym zabezpieczeniem jest to, że by być sklasyfikowanym trzeba zrobić sobie zdjęcie zespołowe wraz z jednym organizatorów ok 20min przed startem, także z badankami.

Obrazek
ZDjęcie z Oksaną, żoną Andriya

Mapa z zaznaczonymi punktami wyglądała mniej więcej tak:

Obrazek

Punkty dzieliły się na:
zwykłe:
1,2,3,7,8,11,14,15,16,18(ten ostatni jako finish control point, uznawany jeżeli komanda przyszła do godz 15 w niedzielę)
techniczne:
4,5,6,13,17 (w tych miejscach poza dotarciem do punktów były różne zadanie techniczne, o tym później. Dopiero wykonanie np. zjazdy powodowało zaliczenie go przez sędziów)
bonusowe:
9,10,12 (umiejscowione zazwyczaj troszkę z boku najbardziej optymalnej linii przelotu, poza zwiękzeniem liczby punktów danego zespołu dawały -6h do czasu, czyli po jego zaliczeniu zespół który miał czas de facto 30h, miał liczone jako 24h.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:39 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Kolejność zaliczania punktów kontrolnych była teoretycznie obojętna, ale występowały ograniczenia czasowe w otwarciu poszczególnych technical points, ze względu iż byli tam obecni sędziowie.

Start był o godz 9 w sobotę.

I tak:
punkt nr 4 otwarty do godz 10 w niedzielę.
punkt nr 5 otwarty do godz 11 w niedzielę
punkt nr 13 otwarty sobota godz 21 - niedziela godz 14:40 (taka dokładna godzina, gdyż uczestnicy trasy rowerowej mogli teoretycznie w 20min zdążyć na finish z tamtego punktu)
punkt nr 17 otwarty w sobotę od 21 do niedziela godz 15

Materiał z ukraińśkiej telewizji o zmaganiach:

http://www.ictv.ua/ua/video/1983/1411478/

P.

Ps. Niestety do tego punktu, troszkę na własne życzenie, nie dotarliśmy. Tym bardziej(poza punktem do klasyfikacji) szkoda, bo ładna tyrolka widać była.... DAMN IT.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:40 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Przy pierwszym punkcie po jakichś 2(?) godzinach wszystko jeszcze grało :D

Obrazek

Ale około północy na Mołodzie przy pogodzie jak widać, opatuleni w NRCetki i folie przeciwdeszczowe wyglądaliśmy inaczej :D

Obrazek

Choć humory jeszcze dopisywały :D

P.

Były dwie trasy do wyboru, trasa TREK w której my startowaliśmy miała teoretycznie około, mocno około 90km, zawierała 10 punktów kontronych zwykłych, 5 punktów kontrolnych technicznych, gdzie były do wykonania różne zadania specjalne, przeważnie linowe, oraz 3 punkty bonusowe, które nie liczyły się za bardzo do ogólnej klasyfikacji, lecz w przypadku równej ilości punktów zwykłych i technicznych(czyli maks. 15) punkty bonusowe dawały -6h do czasu finiszowania. Czyli przykłądowo jeżeli obydwie drużyny miały finiszować w niedzielę o 15, ale tylko jedna z nich miałaby jeden bonusowy, to ta wygrałaby, gdyż czas liczony dla niej były 15 - 6 = 9.00 rano.

Zasady punktowania okazały się potem jeszcze bardziej skomplikowane, ale o tym tak naprawdę przekonaliśmy się po zakończeniu zawodów.

Przed startem, co było dla mne niesamowite wszyscy uczestnicy odśpiewali hymn Ukrainy.

O godz 9.00 wystartowało kilkanaście zespołów do trasy VELO, którzy mieli do pokonania ok 130km na rowerze i ok 30km trekku w dwóch transzach oraz także zadania techniczne. Rowerzystów spotykaliśmy potem w paru punktach zarówno przecinając naszą trasę w dolinach, jak i w górach na etapach trekkingowych.

O godz 9.03 padło hasło POSZLI!!! a my już wcześniej byliśmy ustawieni w okolicy zespołu Uszliopki, zwycięzców z dwóch ostatnich lat, daliśmy sobie 1-2 punkty na rozgrzanie, chętnie chcieliśmy się podczepić pod debeściaków by na samym początku nie wtopić nawigacyjnie i nie stracić animuszu oraz wigoru, psychiki.

Mirek z USzliopków wg mnie rozegrałgenialny manewr zwodzenia przeciwników, ruszył w kierunku rzeki, rozejrzał się niepewny co robić, niejako zasugerował że należy tak jak większość uczestników biec w kierunku rury ropociągu przecinającej kilkaset metrów dalej rzekę Świcę,
Obrazek

Obrazek

potem zatoczył kółko i zgodnie z przewidywaniami wbiegł nad rzekę a my za nim. Jednakże już tutaj odskoczyliśmy od nich gdyż nie chcieliśmy ściągać butów i od razu w 2.minucie rajdu brodziliśmy po kolana w wodzie :):)

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:41 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Wcześniej analizując google.maps wyłapałem, że po drugiej stronie rzeki Świcy jest pas przeoranej ziemii, który idealnie obiega masyw góry Niagryn, taki był nasz plan by właśnie
przedostać się przez Świcę, oraz bezpośrednio od północy wbiec na CP1. Poniżej zamieszczam trasę naszego przebiegu.

Obrazek

Tuż a rzeką i zaroślami nadrzecznymi niespodzienka..... urwisko... NO nic, to jedziemy (często w trakcie rajdu używaliśmy "no to jebiemy" :D) w to urwisko, po głazach, drzewach, kamieniach etc, a następnie w grupce 3 zespołów biegniemy tyle że nie pasie przeoranej ziemii tylko ciut inaczej. W sumie na tym straciliśmy mooooże z 5-10minut, mniejsza o to.

No ale nic, docieramy w rejon przełęczy poniżej której mieliśmy w jarze szukać CP1...
Pierwszy poważny błąd nawigacyjny, słuchamy (WBREW WŁASNYM ODCZUCIOM) Ukraińca z GPSem i idziemy jak baranki za stadem w - jak się okazało zły jar. Usłyszeliśmy po prostu - panowie, tam jest źle, chodźcie z nami, my mamy GPS...
KUNA, 30minut w plecy. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, wpadamy na Mirka i Wołodię z Uszliopków i mamy silne postanowienie ich się trzymać, by nam za mocno nie uciekli

Biegniemy kilkunastoosobową ekipą w drugi jar i jesteśmy - CP1 zdobyty.

Obrazek

Szybko robimy zdjęcia i gnamy wybrzuszeniem po lewej stronie potoku w dół do rzeki. Dbamy by nie wpaść do jaru który jest zawalony starymi drzewami i na dół docieramy w 3 zespoły. Resztę gdzieś po drodze zgubiliśmy.

Już w dolinie dołącza do nas czwarty zespół i w tym składzie po raz kolejny przekraczamy wkrótce rzekę(po pas) , topimy się po łydki w błocie na zrywce drewna i zaraz rozpoczynamy podejście pod górę Stovb

Czas mija nam masakrycznie szybko, godzina za godziną i jesteśmy szczęśliwie na punkcie 2:
Obrazek

Wciąż trzymamy się Mirka i Wołodii.
Od tego punktu na zmianę prowadzę z Mirkiem naszą małą grupkę, w sumie bez większych probemów nawigacyjnych docieramy na górę Suchilski, to już nasz 3ci CP.

Obrazek

Generalnie początkowo myśleliśmy że jak zdobędziemy z debeściakami CP1, to nawet jak im dotrzymamy kroku do doliny to nas zgubią na szutrze, ale nie. Tym bardziej z punktu na punkt postanowiliśmy trzymać się ich, jako że bardziej doświadczeni, lepsi, etc.

Nie ukrywajmy, częściowo było to trzymanie się nawigacyjne na krzywego ryja. Ale cóż, cel uświęca środki. Na zejściu z Suchilskiego koszmarny mój błąd(ja byłem nawigatorem) - zmyliła mnie piękna borówkowa ścieżynka w przecince borówkowej schodząca w dół. Tym bardziej że miałem wrażenie że chłopaki chcieli się pozbyć ogona i puścili nas kilkadziesiąt metrów z przodu, sami przystanęli i jak się potem okazało poszli optymalnym wariantem(zaznaczone przerywaną żółtą linią).

My.... brak słów, zjechaliśmy aż do wioski, dobre kilkadziesiąt minut do tyłu i przekonanie że nie zobaczymy czołówki już więcej. Częściowo to się potwierdziło, na punkcie 4. który był super technicznym etapem dowiedzieliśmy się że Uszliopki były ok. godzinę przed nami, ale jesteśmy wciąż na przyzwoitej 7. pozycji.

Punkt techniczny polegał na przejściu przez małą górską rzeczkę pod urwisko, podejście za pomocą przyrządu zaciskowego "małpy" na ok 2-3 piętro, następnie przejście po tym urwisku kilkadziesiąt metrów i zjazd na innej linie w dół na swojej ósemce. Ekstra to było, nie super trudne, poradziliśmy sobie bez problemu

Obrazek

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:42 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Przed nami teren, którego się najbardziej obawiałem, nawet nie pod kątem nawigacyjnym, bo ta była dość prosta - napierasz w górę pomiędzy dwoma potokami tak jak zaznaczyłem i załatwione. Wiedziałęm że będzie ciężkie podejście, strome, krzaczaste, ale nie miałem pojęcia, była jedna mocna niewiadoma ILE MORZA KOSÓWKI będzie na górze.....

Na podejśćiu złączyliśmy się w parę zespółów, dorwaliśmy zespoły które robiły punkt specjalny przed nami i zapodajemy w górę. Stromo w pień, ciężko w ch.j, ale zapodajemy. Aż w końcu musiał przyjść on ŻEREP - tak Ukraińcy określają kosodrzewiny.

W sumie - miałem jeszcze siły, było dopiero ok 8h po rozpoczęciu, więc w sumie większość przejścia kosówki aż do szczytowej przecinki prowadzę z zadowoleniem, słyszę sapania za mną, co jakiś czas nawołuję Michała czy wszystko w porządku, gdyż jest ze trzy osoby za mną. Przed etapem technicznym nałożyliśmy w miarę mocne rękawiczki robocze, które nam mocno pomogły. Bez opitalania się chwytamy kosówkę, czasem się przewracamy, kijki które trzymamy w ręku nie ułatwiają zadania. W amoku nie mamy czasu na ich składanie i przymocowanie do plecaczków, z resztą nie wiadomo czy by się utrzymały w gąszczu. Kosówka była może nie super wysoka, około 2m, ale mocno gęsta.

W końcu w rejonie Wierchu Niwka stajemy na jako takiej przecince wierzchowinowej. Chwilę potem z 4 zespołów dwa odłączają się wg gpsa w bok, ja pamiętam ze schematu szlaku że gdzieś ciut dalej powinien odchodzić markowany szlak do jeziora Rosochan przy którym czeka na nas następny punkt techniczny. OStatecznie nie udało się nam znaleźć na wierchu tej ścieżki ze szlakiem, około pół godziny idziemy z Michałem na szagę po zboczu, w końcu już w lesie trafiamy na nią i świeże znakowania. Ślepej kurze ziarno.....

Schodząc jesteśmy już ciut zmęczeni, ciut chłodno, więc mówię do Michałą - kuna, Michał, boję się że przy tym jeziorze na zadaniu specjalnym każą nam puwać. Obydwoje wyrażamy w przekleńśtwach swoje zdanie odnośnie takiej ewentualności...

Prorocze słowa...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:43 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Dotruchtowujemy :) do jeziora, z daleko już widzimy dym ogniska, nad jeziorem rozłożyło się całkiem spore obozowisko, jakieś 3 namioty + sędziowski, wciąż zachodzę w głowę czy to nie były support teamy poszczególnych Komand. Docieramy i zaraz wszystko jasne - jeden z nas ma przepłynąć prawie do końca jeziora do oznaczonej puszki i z powrotem. Szybko biorę kamizelkę i biegnę na brzeg jeziora Rosochan.

Rozbieram się do Adasia(nie chciałem się potem poobcierać od mokrej bielizny), biorę w rękę kamizelkę, bo coś nie mogę jej sensownie nałożyć i zapodaję w wodę. W sumie nie było źle, a po wyjściu nawet w miarę ciepło, widać byłem rozgrzany i temperatura powietrza jeszcze nie spadła tak jak potem w nocy a zwłaszcza rano.

Krótki zapis filmowy:
http://www.youtube.com/watch?v=ihOyJWR0078

Chwilę później zadowoleni raczymy się kabanosami i robimy zdjęcie z wyjątkowo miłą obsługą punktu. Do następnego punktu zostało poniżej godziny, dwie ekipy (Rondel oraz Huculi i Mariczka - nazywaliśmy ich "młodzi", ale jak się potem okazało z zajebistą łydą byli!!!!!!), idziemy, lekko truchtamy w dół w końcu okazujemy się lepsi przy szukaniu CP6 i zaraz przygotowujemy się do fajnego zjazdu z pięknej skarpy prosto do rzeki Mszana, coś pięknego.

Obrazek

Po tym etapie jesteśmy na 5. miejscu i za chwilę przekonamy się żę na tym rajdzie tak naprawdę każdy sobie własną rzepkę skrobie, a my frajerzy lub po prostu mili ludzie dajemy się robić.... Ale po kolei. W momencie jak zdejmujemy uprzężę odchodzi z punktu ekipa która jest na 4. miejscu, mówimy do nich żartobliwie poczekajcie na nas :)

Oczywiście nie czekają, to są zawody. Chwilę potem przychodzą "młodzi", zabierają sie do etapu technicznego, my odchodzimy w górę potoku Rosochan..... Zaczyna się pomału etap nocny, wiemy że do zmierzchu zostały jeszcze ze 2-3h, ale....nie będzie łatwo...
Droga do punktu 7 była moim zdaniem łatwa orientacyjnie, choć finalniem przy zmierzchu niewiele by brakowało a byśmy przegapili drzewo na którym była taśma organizatorów.
Teraz dwa słowa dlaczego każdy sobie rzepkę skrobał i dlaczego się sfrajerowaliśmy...

W górnej częśći doliny spotkaliśmy dwóch chłopaków z zespołu z miejsca 4. którzy wracali w dół(!!!) doliny choć następny po 7 - ósmy punkt był na Mołodzie i jakąś wersją wariantem trzeba się było wtahać na te 1700m... NO i oni pytają nas czy byliśmy w tej bocznej dolince i czy juiż wzięliśmy CP7....

No to my, jak porządni turyści nie tylko powiedzieliśmy im że nie, że jeszcze nie mamy, ale pokazaliśmy na mapie i wytłumaczyliśmy gdzie ten punkt 7 jest.... SORRY MICHAŁ, nie mogłem inaczej, było to takie naturalne... Długo potem rozmawialiśmy z Michałem że w sumie nie powinno się takich rzeczy robić, ale.... co mieliśmy uczynić?!?!?!?! W żywe oczy kłamać ? Kłamać w górach, przy zapadającej nocy?

Krótko po tym kolesie z widocznie mocniejszą od nas łydą popędzili przed nas stopniowo zwiększając przewagę, razem z dwoma zespołami (młodych) którzy też nas wyminęli. My nie mieliśmy sił plus Michałowi chyba mocno już doskwierały kolana choć walczył wg mnie jak lew. To znaczy - widziałem że z Michałem coś się nie tak dzieje, ale myślałem że jest po prostu zmęczony, a potem okazało się że pomimo zmęczenia doszła kontuzja nóg.

Już o zmierzchu znaleźliśmy CP7
Obrazek

Mieliśmy teraz dwa warianty dostania się na Mołodę, albo na rympał w górę po wyschniętym potoku, po przypuszczalnie jakichś wiatrołomach, potem gęstych krzaczorach, głazowiskach, kosodrzewinie nieprzeciętej..... Czy na Przełęcz Sołotwinka i dalej już ścieżką i szlakiem (!) na Mołodę. W taborze rajdu widziałem bowiem aktualny schemat markowania szlaków w Gorganach i zrobiłem nawet zdjęcie którego parokrotnie używaliśmy potem z Michałem na trasie.

Wybraliśmy wariant dużo bardziej bezpieczny i mniej obciążający psychikę - do naszego zadania należało podejście wzdłuż potoku Rosochan do momentu gdy zakręcał troszkę na wschód a dalej na rympał w górę (ok 15minut) aż znaleźliśmy ścieżkę szlak prowadzący z Mołody przez Sołotwinkę na Sywanię i Jajko Ilemskie.

Wchodząc na Mołodę spotkaliśmy "zespół nr 4", ale "młodych" już nie,.... Zachodziliśmy w głowie co się z nimi stało, teoretycznie gdzieś tam u góry powinniśmy ich spotkać... A może poszli do punktu bonusowego nr 9 w dolinie Mołody, do Piskawz?!? Myśli krążyły nam po głowie gdy około północy dotarliśmy na szczyt Mołody.

Obrazek

GEneralnie to gdzieś z godzinę wcześniej założyliśmy folie przeciwdeszczowe, a schodząc z Mołody szczękając zębami jeszcze pod to założyliśmy folie NRC, które w sumie na dobre ściągnęliśmy dopiero ok 13 w niedzielę... Byliśmy mocno wychłodzeni, a noc i poranek dopiero przed nami.

Tak naprawdę nawigacyjnie ta nocka nie była trudna, gdyż organizator tak ułożył trasę że my na nockę trafiliśmy na markowane szlaki, ścieżki, tabliczki. Ale pod kątem ciepłoty nie było za fajnie.

Była północ gdy zaczęliśmy schodzić z Mołody, mi chodziła po głowie już od jakiegoś czasu myśl by jeżeli dobrze pójdzie z Mołodą skoczyć w bok na punkt bonusowy do chatki na Hyczy. Nie ukrywam, było to podejście samolubne - jako wielbiciela chatek, chciałem obczaić chatkę pod kątem przyszłych wyjazdów oraz zdobyć punkt bonusowy(ważny w sumie dopiero tak naprawdę jeżeli by się zdobyło wszystkie inne punkty).

W tamtym czasie jeszcze byłem dobrej myśli, ale wyraźnie przeliczyłem nasze siły. Z Przełęczy Sołotwinka do chatki na Hyczy było ok 4km, razem daje to już 8km... Wiedziałem że idąc na Hyczę możemy mieć na styk na ciachnięcie punktów w ostatniej części rajdu, punktów 14-15-16, bo że zrobimy Jajko Ilemskie, nie miałem żadnych wątpliwości.

Ruszyliśmy na Hyczę.... dłużej szliśmy aniżeli myśleliśmy, błoto "po krowach" masakrycznie upierdliwe i zmęczenie, zmulenie nocne powodowało że tempo nie było za dobre(daaawno już nie biegliśmy, sam marsz...)

Doszliśmy jakoś przed drugą do chaty i w sumie był to nasz pierwszy odpoczynek, Mikołaj pytał jak odpoczywaliśmy - uświadomiłem sobie że przez hurry hurry w pierwszej części rajdu nie było na to czasu, potem byliśmy zmarznięci i mokro wszędzie zimno wszędzie, że tak naprawdę przez te 29,5h usiedliśmy, położyliśmy się tylko na 30min w tej chacie i to był DUŻY błąd.

Przyszliśmy lekko wychłodzeni, w nrcetkach i foliach, ale jakoś tam trzymaliśmy ciepłotę jeszcze jeszcze. Pomysł z przespanie się choćby kwadransa nas zabił temperaturowo....

Zaczęliśmy się trząść, szczękać zębami, miałem problem żeby z powrotem nałożyć nrcetkę na wersję chodzoną(bo się nią przykryłem)...

Obrazek

Punkt był zdobyty, ale okupiony moim zdaniem dużym ubytkiem sił, zmęczeniem, wychłodzeniem i prześcignęły nas kolejny raz dwie ekipy "młodych". Właśnie, dlaczego młodych nie spotkaliśmy na Mołodzie - okazało się że początkowo wybrali drogę z 7 na 8 na rympał, ale zobaczyli co się święci w górze (stromo w cholerę, krzaczory, MORZE KOSODRZEWINY) i wrócili się na dół na "nasz" wariant przez Przełęcz Sołotwinkę.

Ostatecznie próbowaliśmy na powrocie z Hyczy na Sołotwinkę dotrzymywać kroku Komandom Rondel oraz Huculi i Mariczka, ale po prostu byli dla nas za silni. Ostatni raz widzieliśmy ich plecy na Polanie Sołotwinka i tyle...

Mądrzejszy o to doświadczenie nie brałbym tej Hyczy jeszcze raz, tylko szedł na Jajko. Mądry po szkodzie....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:44 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Oto wyniki pierwszych 36 zespolow,

plusy przy naszej pozycji (Team Perkalaba, Poland) oznaczaja, ze punkty zostaly zdobyte, ale nie zostaly uznane... Dlaczego, o tym juz wkrotce.

Obrazek


Dobra, żeby nie przeciągać...

nie wiem na czym to polega, ale nie było mi jakoś super zimno za nocy(choć po wstaniu z pryczy w chacie na Hyczy robiliśmy z Michałem pompki by się choć ciut rozgrzać), za to rankiem jak już wyszliśmy z lasu i udaliśmy się na chodzenie grzbietem od Sołotwinki przez Sywanię w kierunku Jajka, zaczął się dla mnie i nie tylko dramat zimna. Wiało, coś tam mżyło z góry(i tak uważam że nas oszczędziło, gdyby lał deszcz....).

Generalnie to jakoś w okolicy Sywani gdy nasze tempo spadło baaardzo w dół, wskutek spadku sił, "bułowania" mięsni etc zacząłem odczuwać po prostu lęk i strach co to będzie jeżeli jeden z nas czy zasłabnie czy skręci kostkę, cokolwiek... Byłem w takim stanie ciepłoty czy raczej początków hipotermii że zgrzytały mi zęby i w tych warunkach zatrzymanie się na 10minut mogłoby mieć dla mnie nieciekawe konsekwencje. Pomimo że cały czas miałem na sobie nrcetkę!

To pasmo z Przełęczy Sołotwinka do Jajka z Michałem robiliśmy dość długo, już na początku powiedzieliśmy sobie "cienko widzimy zrobienie wszystkim punktów pierwotnie zamierzonych, czyli 14,15,15,17 i finish" - taaaa optymiści... ale z każdymi 30minutami, 60minutami docierało do nas że sukcesem będzie tak naprawdę wzięcie przynajmniej CP14 i dotarcie o czasie czyli do godz 15 do mety. A przecież Jajko zdobyliśmy jakoś jeszcze o w miarę przyzwoitej godzinie, około 8 rano...

To wszystko pokazuje jak masakrycznie źle rozegraliśmy sprawę po godzinie 0:00, po zdobyciu Mołody. Tak sobie patrzę teraz, trzeba było napierać po szlaku i do rana zdobyć Jajko Ilemskie i być może wtedy byłaby szansa na ciachnięcie CP14 lub chociaż CP13 i dojście asfaltem do bazy. Pokazuje, że po północy wskutek braku jedzenia tak naprawdę niewiele już zawalczyliśmy(mało sensowny punkt na Hyczy i zmarznięcie przy próbie snu).

Jajko tak naprawdę dopiero o godz 8 i dodając do tego brak sił, byliśmy pozamiatani.

Dobra. JAkoś zaraz po zdobyciu Jajka Ilemskiego schodzimy w kierunku Przełęczy Prawicz / Mszana i już podjęliśmy decyzję że z Niej znakowanym szlakiem opuśćimy się w doliny Prawiczy, w kierunku wioski Myśliwka oraz o zgrozo :) CP13. Ścieżka jest przyjemna, im niżej tym Michałowi idzie się lepiej, kolano minimalnie podnosi do góry przy przeszkodach terenowych, dociera do mnie jak musiał już wcześniej cierpieć.

W końcu idziemy idziemy, niby miało być 2h do Myśliwki. G... prawda, po ok 2h45m osiągamy połączenie rzek PRawicz oraz Świca, gdzieś tam śmigają rowerzyści z Gorgany Race pytając się nas o CP13... Jesteśmy zmęczeni, mamy tak naprawdę w poważaniu czy zdobędziemy ten jeden dodatkowy punkt czy nie...

NIe dostałem nadal wtedy odpowiedzi od Andriya(organizatora) na mojego smsa że schodzimy z trasy i że nie jesteśmy pewni czy zdążymy na 15 do bazy - limit 30h. Jak się okazało, Andriy odpisał mi coś w rodzaju "Please take the 13th CP, that will be Your finish time". Tego smsa niestety dostałem dopiero na granicy polskiej.

Olewamy szukanie CP13(później okazało się że była tam zajebista tyrolka) i męczymy się solidnie kolejnych parę kilometrów aż do głównej szosy Dolina - Miżgirja. Tam łapiemy stopa w 10min i jedziemy zadowoleni do bazy, mijając po drodze parę zespółów które męczą się, cierpią ale asfaltują wytrwale do bazy.

W tamtym momencie wg naszej logiki tracilibyśmy punkt z finiszowania(bo przyjechaliśmy autem) i punkt techniczny CP13 który gdzieś tam był.... Jak bardzo się myliliśmy dowiedziałem się tak naprawdę dopiero w Polsce po publikacji oficjalnych wyników.

Okazało się, że każdy zespół miał zapisywany czas przybycia na poszczegółne punkty techniczne i jeżeli nie zdobył następnego punktu gdzie byli sędziowie(a były to punkty: 4,5,6,13,17,24-finish) to CP które gdzieś tam w górach zdobył ten zespół NIE BYŁY MU UZNAWANE.

W ten sposób.... niestety zakończyliśmy naszą punktację na jedynie sześćiu (1,2,3,4,5,6) punktach kontrolnych, a te które dziabnęliśmy potem(7,8,11) nie zostały uznane.

Gdybyśmy nie olali poszukania tej tyrolki i Ją zrobili... nie dość że zyskalibyśmy za nią punkt, to jeszcze zostałyby uznane nam te nocne punkty. Zamiast 6 mielibyśmy 10 oraz jeden bonusowy....Umiejscowiłoby to nas na przyzwoitej 12pozycji i tak należy traktować naszą siłę na tym rajdzie pomimo kontuzji, błędów etc.

Pierwsze parę zespółów, nie ukrywajmy, było poza naszym zasięgiem. Ale pierwsza dziesiątka gdybyśmy zabrali więcej jedzenia i nie przeciążyli kolan, była po prostu nasza...
Wystarczyłoby tak naprawdę zdobyć CP13, doasfaltować do CP17 i CP24(finish) i bylibyśmy na miejscu 6. Problem w tym, że gdybyśmy byli zdrowi i mieli siły to tej opcji nie rozważaliśmy, a jedynie chcieliśmy na maksa cisnąć przez 14, 15 ew. 16 i do 17 i 24. Możliwe żę skońćzyłoby się to brakiem dotarcia o czasie (godz 15) do bazy i takim samym wynikiem... JEszcze w nocy w naszej taktyce chcieliśmy olać CP12 i CP13.

Błędy:
- ewidentnie za mało jedzenia(od organizatora nie otrzymywało się NIC, ani na początku rajdu ani w trakcie, w nocy... Czyli całe jedzenie na 30h oraz ew. izotoniki do rozpuszczenia w strumykowej wodzie - ze sobą).
- za słaby ubiór - w nocy i rankiem podobno było ok 5st (ja miałem długą bieliznę termoaktywną zimową i koszulkę rzeźnicką która teraz po zmaganiach wygląda jak szmata, Michał miał ciut cieplejsze spodnie, długi rękaw, wiatrówkę przemakającą do biegnia) Obydwoje mieliśmy nrcetki i płaszcze p-deszczowe, które to te dwie rzeczy uratowały nam tyłki.
- błędy nawigacyjne, straciliśmy ok.2h jeżeli nie więcej - być może trzeba było Michała zrobić nawigatorem, nie wiem....
- brak dostatecznej znajomości zasad rządzących punktowaniem... logika rajdowicza to nie zawsze to samo co logika organizatora...
- bardzo cenię zespół tworzony z Michałem ale będąc tam u góry na Sywanii z wielkim sercem, pod kątem bezpieczeństwa przyjąłbym trzecią osobę do zespołu. Jest to rzecz nad którą trzeba pomyśleć...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 cze 2011, 21:45 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 paź 2005, 12:28
Posty: 362
Impreza jest niesamowita, nie jest to ściganie jak na rzeźniku - gdzie nie mam żadnych szans by otrzeć się o pierwszą dziesiątkę, lecz raczej przedzieranie się po górach, a tu jest potrzebna siła, orientacja oraz SIŁA WOLI. Tej na pewno nam nie brakowało. W tym napieraniu było to bardzo ważne.

Organizatorzy - profeska, super, zabezpieczenie punktów technicznych - spoko, wydawane były kaski, ale możnaby ciut więcej zrobić z dyscypliną na punktach technicznych by niepotrzebnie nie ładować pod ścianę ze spadającym gruzem następnych uczestników rajdu oczekujących swojej kolejki na zjazd czy podejśćie. Drobiazg do dogrania.


Punkty techniczne:
1. Podejście za pomocą małpy na 2-3-4piętro, przejśćie po urwisku, zjazd na własnej ósemce na innej linie
2. Pływanie jednego zawodnika z zespołu w jeziorze(niektórzy pływali tam nocą.... org w opisie punktów napisał żeby w miarę możliwośći, hehe dotrzeć za dnia, już wiem dlaczego)
3. Zjazd ze skarpy do rzeki
4. Tyrolka nad rzeką, lądowanie chyba w rzece
5. Przejście po pierś w wodzie, w rzece - z ubezpieczeniem. Ze względów wychłodzenia było to dobrze pomyślane, blisko finiszu, jakieś 20-30min.


W razie pytań - odpowiem :)

P.
Ps. jestem w cholerę zadowolony z wyjazdu.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group