Dzisiaj jest 18 lis 2017, 15:40

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 07 lip 2011, 1:30 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Na forum gorączki nie ma, ale relacje z Ukrainy trzymają się nieźle (tu ukłony należne Wilusiowi), więc i ja napiszę parę słów w tonacji praktyczno-przygodowej. A przygód trochę było…

Kolejny rok i kolejny nasz (Eli i mój) wyjazd do braci spod znaku tryzuba. Tym razem celem była Czarnohora i kresowe miasteczka. Zdjęcia i mini-relacja w galerii: https://picasaweb.google.com/egorzyns/UkrainaJUN2011

Zaczęło się nieźle, nieco przesadnie wcześnie (chyba z 2-tygodniowym wyprzedzeniem) kupiłem bilety na autobus do Kałusza (odjazd z Dworca Zachodniego o 17.10), całkiem tanio, bo po 75 zł (do Lwowa są droższe, choć dystans krótszy). Wyszedłem wcześniej z roboty, ale relaks w autobusie się nieco przesunął, bo ok. 17.10 zamiast odjazdu z dworca zabrzmiał przez megafon komunikat, że „w dniu dzisiejszym kurs został odwołany”. Krótki stresik, mała przepychanka w kolejce do kasy (pani kasjerka zagroziła, że jak się nie uspokoimy, to odejdzie od okienka!), ale cudem udało się wymienić bilety na kurs do Doliny na 17.50. Wziąłem 2 ostatnie miejsca. Potem przez cała podróż słyszałem telefoniczną opowieść sąsiadki gdzieś z boku, że „Kałusz połamałsia” :)
Na granicy sprawnie (poniżej 2 godzin) i niesamowite wrażenie wjazdu na Ukrainę bez migracyjnych karteczek. I jeszcze plakat na polskim terminalu opatrzony wielkim tytułem: „Wyjeżdżasz? Wspaniale!” Wbrew pozorom nie chodziło o zachęcanie do emigracji, tylko ostrzeżenie przed grypą :)
Potem krótkie zwiedzanie Iwano-Frankowska (perełek tam nie ma, warto zostawić bagaż w przechowalni na dworcu autobusowym lub kolejowym za ok. 10 UAH) i o 11.44 za dokładnie 28,44 UAH (1 UAH to ok. 0,33 PLN) ruszyliśmy mukaczewskim autobusem do Kwasów. Zajęło to nam blisko 3 h, ale widoczki po drodze niczego sobie, a i folklor lokalny ni pozwalał się nudzić.
Z Kwasów ruszyliśmy poprzez most na Czarnej Cisie żółtym szlakiem w stronę Szeszuła, mijając najpierw okazałe ruiny niedokończonej turbazy „Mineralne wody” i dość szybko wychodząc na pierwsze polanki i połoniny w okolicach Menczuła Kwasowskiego (Bliźnica i Świdowiec jak na dłoni!). Zanocowaliśmy na końcu trawersu tegoż, 15 minut przed dużą stają pasterską (czyli osiedlem pasterskich szałasów) – doskonałe miejsce z opałem i przy źródełku. Szliśmy tego dnia tylko 3 h, ale po podróży relaks się należał, a jak się wyjeżdża na 10 dni to można sobie na to pozwolić.

Następnego dnia (19.6) miała się zepsuć pogoda i się zepsuła… Rano zdążyliśmy jeszcze wejść na Małego i Dużego Szeszuła, pozachwycać się bliskim już Pietrosem, a w oddali całym grzbietem czarnohorskim aż do Popa Iwana i… to było tyle takich widoków. Na przełęczy między Szeszułem a Pietrosem zaczęło padać, chmury były nisko, więc szybko doszliśmy do parkowej (bo to Karpacki Rezerwat Biosfery) chatki noclegowej na trawersie masywu Pietrosa przy Połoninie Rohanieska (rozwalony piec, okna bez szyb i przeciekała, ale generalnie w dobrym jeszcze stanie) i o 12ej skończyliśmy trasę… A deszcz padał i padał, tylko chmury czasami się podnosiły i było widać pasące się na połoninie krowy i konie – miejsce przepiękne.

Bardzo wyspani i nieco wymarznięci, licząc na obiecywaną poprawę pogody (przestało padać, ale chmury były nisko) ruszyliśmy trawersem Pietrosa w stronę Howerli. Za przełęczą Harmanieska, przy kolejnej chatce parkowej daliśmy się skasować po 20 UAH (bilet do Parku) i zaczęliśmy podejście na Howerlę. Widoki dalej na parędziesiąt metrów. 500 metrów podejścia i stanęliśmy na najwyższym szczycie tego kraju. Pogoda marna, więc tłumu nie było, w porównaniu z tym co widziałem 9 lat temu przybył jakiś pomnik, wygwizd normalny, tak więc parę fotek, przegryzka i dość szybko zeszliśmy na przełęcz przed Breskułem. Poniżej wysokości około 1800-1900 m. zaczęły się przejaśnienia i wreszcie zobaczyliśmy dokąd idziemy, tylko Howerla twardo kryła się w tumanie. Twardo poszliśmy samą granią przez Breskuła, Pożyżewską, Dancerza, skalistego Turkuła, poprawiła się pogoda i na trawersie Rebry nad jeziorem Niesamowitym, po 18-ej, już wyobrażałem sobie piękną pogodę następnego dnia (zgodnie z prognozą). Ale wkrótce krótka burza deszczowo-gradowa trochę mnie ostudziła, a po rozbijaniu namiotu nad jeziorem Brebenskuł pod Hutin-Tomantykiem w regularnej już ulewie i wichurze dałem sobie spokój z mżonkami o czarnohorskim opalaniu. W nocy zaczął o tropik szeleścić śnieg, ale szybko stajał…

Deszcz ustał, wichura wysuszyła namiot, choć przemoczone ciuchy - nie, więc rano, wciąż w tej samej mgle założyliśmy suche skarpety, foliowe woreczki do butów i wróciliśmy na grań. Od Zakarpacia dalej waliły chmury, a tylko przerwach widać było, że w dolinach świeci słońce i są ładne obłoki na niebie. Na Pohanym Miejscu zrobiliśmy więc „w bok zwrot” i przez Uchaty Kamień zeszliśmy do Dzembronii. Po drodze było coraz cieplej, a we wsi już normalne lato, choć Smotrec dalej w chmurze. We wsi zrobiłem błąd, bo obojętnie minąłem pierwszy sklep, który na oko był zamknięty i uznałem, że następny będzie pewnie otwarty. Kilka minut później połapałem się, że już jestem za wioską, a to co wziąłem za górny przysiółek wioski, było jej centrum… Taka to Dzembronia na końcu świata:) Gruntową drogą, licząc na stopa poszliśmy w stronę doliny Czarnego Czeremoszu, gdzie biegła „główna” droga do Werchowyny. I znów niespodzianka: droga była co prawda główniejsza, ale dalej gruntowa, wyboista i mało uczęszczana. Tu dygresja: jeszcze rano na trawersie Brebenskuła przyplątał się taki kundel: odgonić toto się nie dało, nie reagowało na symulowany rzut kamieniem i lazło za nami, taka biedna psia przybłęda. Jak złapaliśmy pierwszego stopa jeszcze w dolinie Dzembronii i po 2 km wysiedliśmy, to spojrzeliśmy po sobie wymownie: „O kurczę! Pies! Spiesząc się do uaza nawet się z nim nie pożegnaliśmy, wstyd normalnie, a szliśmy z nim już z 8 godzin! I tak stoimy na rozstaju, patrzymy, a ta biała przybłęda przybiega i cała zadowolona, że mu się nie zgubiliśmy. Ale co robić, przecież go do Werchowyny czy Polski nie weźmiemy, czuliśmy się więc jak zbrodniarze, bo ten pies się już nieźle do nas przywiązał. No i rozstanie nastąpiło: co prawda przyplątał się do nas jeszcze jeden pies (!), ale w końcu niejaki Wasia zatrzymał swoją rozlatująca się ładę (na takiej drodze jak w dolinie Czarnego Czeremoszu chyba każdy samochód po kilku latach jazdy tak musi wyglądać) i zabrał nas do Werchowyny. My szukaliśmy noclegu, a okazało się, że on wynajmuje pokoje. Tak więc ranek przywitaliśmy w wygwizdowie pod Hutin-Tomnatykiem, a wieczorem był wygodny pokój (gustowne różowe ściany obowiązkowo! :) ), huculskie potrawy (grzyby, kulesza, bryndza) podlane nalewką na złotym korzeniu…

22.6 po śniadaniu (2 posiłki i nocleg w cenie 100 UAH) ruszyliśmy przez Kołomyję do Horodenki. Zaczynał się emocjonujący dzień. Chodziło o to by po zostawieniu bagażu na dworcu autobusowym (nawet jak gdzieś nie ma oficjalnej przechowalni, to i tak za 1-2 UAH można plecak zostawić u kasjerek) pojechać stopem do wsi Nyrków (ok. 25 km) i stamtąd pójść (ok. 2 km) do ruin pałacu w nieistniejącej wsi Czerwonogród. Znalazłem w necie (np.: http://www.ciekawe-miejsca.net/pliki/czerwonogrod.pdf) historię tego miejsca (istniała do ataku OUN-UPA w 1944 r.), popatrzyłem na zdjęcia i „mnie wzięło”, musiałem zobaczyć to miejsce, choć dojazd tam żaden, niezbyt po drodze. Więc najpierw z godzinę z buta na rogatki Horodenki, machamy na przejeżdżającego ZIŁ-a i jedziemy! Kierowca - Iwan – cały szczęśliwy, bo chyba obcokrajowców nigdy nie widział. Po chwili zjeżdża jedną osią na pobocze, a właściwie do płytkiego roku, zwalnia (dokładnie w tej kolejności, ale ZIŁ-owi to nie robi różnicy) i wychodzi zadzwonić. Okazuje się, że mieszka w następnej wsi i bardzo chce nas ugościć, bo pewnie zmęczeni jesteśmy, a mu będzie bardzo miło. My się w zasadzie spieszymy i mi szkoda czasu, ale głupio tak odmówić jak on z dobroci serca zaprasza. No i pojechaliśmy. Wieś Semakowcy to takie miejsce do którego się nie jeździ, bo nie ma po co. Zagroda Iwana zwyczajna, ale przyjęli nas po królewsku. Zaraz żona wyjęła pielmieni z zamrażalnika, przygrzała barszcz, usmażyła kotlety… Trochę to trwało i mnie zaczęło coś trafiać, bo szanse na dotarcie do Czerwonogrodu i powrót na wieczór do Horodenki (na nocny pociąg) się oddalały. Gościna się skończyła, pożegnaliśmy Iwana i jego rodzinę i wróciliśmy na drogę łapać stopa. W tym momencie już nie wierzyłem, że uda się plan zrealizować. Ale dość szybko zatrzymał się samochód i za kasę (23 UAH) zawiózł nas do samego Nyrkowa! Miejsce urocze, polecam je odwiedzić, i bardzo klimatyczne: polski cmentarz w nieprzeniknionym gąszczu, dobrze zachowana ruina kościoła z resztką fresków i krowimi kupami wewnątrz, pomnik upamiętniający ofiary masakry z 1944 r. i wreszcie 2 ocalałe baszty pałacu. To wszystko na małym wzniesieniu, które z kolei znajduje się w głębokiej dolinie Dżurynu o stromych ścianach. Na rzece w pobliżu jest też 16-metrowy wodospad/kaskada. Powrót okazał się całkiem łatwy, bo po ok. 4 km (znów z buta) doszliśmy do drogi na Horodenkę dość szybko pojawił się autobus, który podobno tamtędy nie jeździ (nawet na dworcu autobusowym w Horodence potwierdzili, że tam nic nie jeździ). Teraz pozostawało tylko dotrzeć na dworzec kolejowy i czekać na pociąg o 22-ej do Szepietówki. To było dosyć stresujące, bo dworzec był w remoncie, wisiały kartki informujące o remoncie linii i odwołaniu kursowania primiskich (osobówek), peron miał szerokość ok. pół metra i generalnie wszystko to wyglądało na opuszczone. Ale zapytani mieszkańcy potwierdzili, że ten jedyny pociąg dalekobieżny jeździ. No i przyjechał punktualnie. Nie ma to jak plackartny! Przejazd całonocny dla 2 osób – 35 UAH :)

(się rozpisałem…, czas więc przyspieszyć) Około 8-ej w Boże Ciało wysiedliśmy w Łaniowcach i podjechaliśmy autobusem do Wiśniowca, siedziby m.in. Wiśniowieckich. Na założeniach starszej twierdzy w XVIII w. zbudowano pałac, teraz w remoncie, ale można zwiedzać (warto). Generalnie ładne miejsce, dodatkowo stara cerkiew, kolejna ruina kościoła, budynek synagogi – aktualnie siedziba urzędu. Czuć tu historię. Do Krzemieńca dotarliśmy wczesnym popołudniem. Bardzo ładne, stare miasto, piękne cerkwie i klasztory, dla Polaków znane z miejsca urodzenia Słowackiego, Liceum Krzemienieckiego i ruin zamku.
Planowaliśmy zostać tu dwa dni, by odpocząć trochę w jednym miejscu, zamieszkaliśmy u polskiego księdza:) i drugiego dnia pojechaliśmy do pobliskiego Poczajowa – stary klasztor i cerkwie na wzgórzu, słynne święte miejsce prawosławia – taka ichniejsza Częstochowa. Piękne miejsce. Emocjonujące jest wejście do wydrążonej celki wydrążonej w skale, w której drzewiej pomieszkiwał św. Job – przeor klasztoru. Trzeba się tam wczołgać (tak ciasne jest „wejście”), zsunąć w dół i nagle się staje w małej skalnej jamce – niemal zupełnie ciemnej, wilgotnej i dusznej (mi przyszła zaraz myśl o duszących się górnikach zasypanych pod ziemią). Ale warto!

25. i 26.6 planowaliśmy dalsze zwiedzanie, ale Elę zmógł jakiś wirus? zatrucie?, tak więc Olesko, Podhorce, Złoczów innym razem…

Ostatniego dnia ruszyliśmy do Lwowa, po drodze krótko zwiedzając Brody (piękna uliczka Złota, ładny rynek, nieciekawie przebudowana twierdza Koniecpolskich i zaniedbany pałac Potockich) i przez Szehini (marszrutka za ok. 18 UAH) dojechaliśmy do Przemyśla. Sceny na granicy były naprawdę mocne. Skończyło się na układzie: ja (i jeszcze paru chłopów) pomożemy polskiemu pogranicznikowi zamknąć bramkę, gdy on będzie wpuszczał małą grupę spośród tłoczących się mrówek, a w zamian wejdziemy boczną bramką. Wyglądało to tak jakby w zagrodzie pełnej krów uchylić wrota, wtedy żywa rzeka rzuca się biegiem do wyjścia, ale wrotami trzeba w pewnym miejscu tę „rzekę” przyciąć mocno dociskając bramkę butami…
Potem już spacerek: busik do Przemyśla za 2 zł, pizzeria Mamma Mia na deptaku i PKS do Warszawy za 60 zł. Nie polecamy tego kursu o 22.20 (przez Radom). Jedzie strasznymi dupami, co chwila się zatrzymuje i trudno wygodnie pospać.

Podsumowując, Ukraina dalej nie rozczarowuje. Ciekawe miejsca, z grzbietu Czarnohory góry po horyzont (przez krótkie chwile to widzieliśmy), bardzo tanio, smaczne piwo (w sklepie ok. 5 UAH, w knajpie – 6 UAH) – niepasteryzowane Żiguliewskie jest pyszne. Plus rarytasy w stylu pielmieni, warieniki, chałwa itp. Busików wszędzie dużo, a w ostateczności to i auto-stop działa dobrze. Ludzie przemili, łatwo się dogadać, a ten Iwan od ZIŁ-a, co po 5 minutach znajomości zaprosił do swego domu, to w ogóle urzekł.

Jeszcze parę linków z których korzystałem:
- serwis pogodowy: http://rp5.ua (w miarę się sprawdza, choć nie znalazłem w nim prognozy dla gór)
- mapy: http://poehali.org/maps
- noclegi w okolicach górskich: www.karpaty.info (rewelacja, dużo dokładnych informacji)
- dużo praktycznych informacji o karpatach ukraińskich (i rumuńskich): http://www.karpatywschodnie.pl

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lip 2011, 20:54 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
ten Czerwonogród naprawdę ładnie wygląda
po za tym ciekawy dojazd do niego
Ukraina to nie tylko góry :D

ps. 5 pierwszych nieprzyklejonych relacji to Ukraina!
a jak Młody wróci to też pewnie coś o Ukrainie będzie

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group