Dzisiaj jest 20 lis 2017, 23:13

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 24 kwie 2007, 9:36 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
Mátrabérc to rokroczna impreza, „rajd wyczynowy” prosto z węgierskiego, taki maraton górski. Trasa prowadzi główną granią gór Mátra, które są najwyższe na Węgrzech, przez najwyższy szczyt Węgier, czyli Kékes (1015 m) - stąd nazwa, która po polsku byłaby „Perć Matry”. Długość trasy to 55,6 km, a różnica wzniesień pod górę 2930 m. Trzeba ją pokonać w 13 godzin. „Zdobywcy” dostaną plakietkę i dyplom.

Planowaliśmy z Jaśkiem start w od kilku lat, ale jakoś nigdy nie wypaliło. W tym roku zaś nie było żadnych sztafet, ni innych imprez, i weekend po Wielkiej Nocy mieliśmy wolny, mogliśmy sobie zaplanować start. Spotkaliśmy się w piątek 13 (!) kwietnia w pociągu, na stacji Füzesabony, gdzie Jasiek dojechał z Warszawy, a ja z Debreczyna. Wysiedliśmy w Egerze, spotkaliśmy węgierskich huliganów-faszystów (pytali nas o knajpę rockową...), wypiliśmy kilka piw, pospacerowaliśmy po starówce, i po zrobieniu zakupów wsiedliśmy w autobus do Sirok. Na skutek nieporozumienia Jasiek jechał na gapę, ale nic mu się nie stało :) wysiedliśmy spokojnie w pobliskim Sirok, na stacji kolejowej tej uroczej wioski znajdował się start następnego ranka. Byliśmy pierwsi pod halą sportową (która służyła za noclegownię), trochę nawet musieliśmy czekać, ale po zostawieniu betów odwiedziliśmy jeden z najfajniejszych zamków na Węgrzech powyżej wioski. Potem piwko, i łóżko :) jeszcze wieczorem dokonaliśmy zapisu na imprezę, całkowity koszt to 1400 HUF (ok. 22 PLN) za nocleg, transport na start, przewóz bagaży na metę, drobny poczęstunek na trasie i pamiątki. Miejsce wybrane okazało się trochę niefortunne, bo pod kiblem, gdzie ciągle ktoś chodził, ale cóż. Trzeba było uznać za dobry omen :)

Rano pobudka o 5, i o 5.30 wsiadliśmy w autobus na start, bo stacja znajdowała się 3 km od hali. Niestety, na stacji od 4 marca nie ma ruchu pociągów :( ale za to jaki był ruch turystów! mnóstwo ludzi czekających na start, który miał się odbyć od 6 do 7. My kazaliśmy wpisać 6.10, trochę przepakowania, i ruszamy w góry!!! 13 godzin marszu przed nami. W idealnym przypadku – bo było to za dużo, żebyśmy mogli pojąć, więc na razie celowaliśmy w Kékes: 20 km i 1500 m, w sumie 35 GOT, na pokonanie czego mieliśmy wg planu 4,5 godziny. Więc dobraliśmy szybkie tempo, no i szło się nam dobrze. Przez straszną stromiznę przed pierwszym PK wyprzedziliśmy chyba z 50 osób :) ludzie na szlaku, jak gęsie. Przed stromizną, na przełęczy dostaliśmy wodę z takiego wozu, a na górze pierwszy PK (8:20) i druga pieczątka (po startowej). Uczciliśmy sukces przejścia 10 km 5-minutową przerwą :) z widokiem na Kékes :D Dalej góra-dół, góra-dół, z wskazaniem na górę ;) pod górę wyprzedzaliśmy, a w dół nas wyprzedzali. Nasze mięśnie ciągnęły nas spoko pod górę, ale nasze koście (zwłaszcza w kolana) w dół dały się we znaki. Robiło się coraz cieplej, a chmur ani śladu. Ale o 10:19 byliśmy na górze :) gdzie czekali nas ciepłym bulionem z kostki oraz zimną wodą. No i pieczątką :) trochę dłuższa przerwa, na konsumpcję kanapek itp., potem zdjęcie szczytowe (do Korony Europy Środkowej ;) ), i spadamy. Wyszliśmy o 10:45.

Potem takie trochę mozolne góra-dół, zwłaszcza zejście z Kékes był w pewnym miejscu nielitośnie ostre (taki zjazd na dupie, tylko za dużo kamieni). Piękne widoki cały czas – widać było aż Tatry. Pomachaliśmy ekipie w Niskich Tatrach :) kilku nas witało „cześć”, ale ogólnie ze swoją polską mową budziliśmy dziwne spojrzenia. Tak oto doszliśmy na 3. PK o 11:35 (24,4 km, 1660 m od startu), potem trochę siedzenia, i ruszamy dalej. Coraz to mijają nas ludzie, których już kojarzymy – banda militarystów, w bojowym ubraniu, taki stary koleś w podobnym klimacie, para, która biega w dół i zdycha pod górę, i w pół drogi do następnego PK spotkaliśmy Gosię – Polkę, która wyszła za Węgra i żyje na Węgrzech od 1984. Miło gadając minęliśmy niezbyt strome podejście na Galyatető, 4.PK i drugi najwyższy szczyt Węgier (964 m n.p.m.). Wzięliśmy pieczątkę (12:46, 29,6 km, 2010 m), i podeszliśmy pod wieżę widokową na zjedzenie kanapek. 15 minut przerwy trochę nas zdrętwiało. Odtąd nie za bardzo nadążaliśmy za plan, więc byliśmy nieco zmiartwieni, ale 85 GOTów wydawało się już realne. W sumie jeszcze jedno większe podejście, 35 GOTów, i jesteśmy na miejscu, a mieliśmy jeszcze 6 godzin. Tylko ten plan... Przed następnym PK łyknąłem herbatę na punkcie żywieniowym (Jasiek podziękował, nie wie, co go ominęło :) ), no i byliśmy 13:55 (35,2 km, 2130 m), o 10 min za późno, więc sru dalej. Trzeba zaznaczyć, że plan nie był obowiązkowy, ale pomagał w oszacowaniu potrzebnego czasu między punktami, więc trzymaliśmy się go. Jedynym naszym obowiązkiem było dojście na metę do 19:10.

Znowu góra-dół, perć Matry dał się we znaki – coraz węższy szlak, już skałki się pojawiły, a doszliśmy na Ágasvár, 6.PK (14:50, 39,4 km, 2330 m). Strome zejście zmasakrowało moje kolana, więc przerwa na dole przy schronisku, w poczekiwaniu na wodę ze studni, zrobiło dobrze. Potem musieliśmy zejść na 400 m n.p.m. do Mátrakeresztes, gdzie był 7. PK (42,6 km, 2340 m), byliśmy tam o 15:40, akurat zgodnie z naszym itinererem. Uczciliśmy ten sukces konsumpcją herbatników i pysznego soczku, który tam dawali, siedzieliśmy 10 minut. Przed nami jeszcze było wejście na Múzslę, czyli na 805 m n.p.m. na 6 km, ale znowu udowodniliśmy, że pod górę jesteśmy wporzo: na PK 8 (48,7 km, 2820 m) zawitaliśmy o 17:00 równo, czyli 10 GOTów udało się nam pokonać w godzinę i 10 minut. oczywiście, wyprzedziliśmy plan, który na pokonanie tego odcinka przewidział... blisko 2 godziny! Nie wytrzymając już z niecierpliwości, zadzwoniłem do brata, by spytać sie o wynik meczu DVSC-MTK (1 vs 2 na tabeli) – WYGRALIŚMY!!! i to jak!!! 3-0!!!! więc w dół, bo już tylko to nas czekało, na nieludzką głębokość 200 m n.p.m... ale daliśmy radę, aczkolwiek ból kolana nie chciał minąć.

W Szurdokpüspöki, gdzie meta miała być w szkole, prawie się zgubiliśmy, ale wśród winnic i biesiadników dotarliśmy na metę – PRZESZLIŚMY!!! (18:34, 55,6 km, 2930 m) Nasza radość była ogromna, od razu druknęli nam dyplom, dostaliśmy plakietkę, i poszliśmy napić się soczku. Wynik 12:24, na co byśmy wcześniej w ogóle nie liczyli :) ciężko było się ruszyć, oj ciężko... ale jeszcze się jakoś przedostaliśmy się do knajpy, gdzie szykował się jakiś koncert rockowy, a przed nią zbierali się miejscowi rewizjoniści, zjedliśmy po 2 lángose, 2 piwa i spać. Nocleg tym razem za darmo :) a rano podjechaliśmy do Pásztó, by stamtąd się zawrócić, i do Dupapesztu pojechać. Miło nam dzień minął, a po południu się spotkaliśmy z Orsi, wsiedliśmy w pociąg, i sru do Warszawy ;) w Żylinie spotkaliśmy chłopaków, ale poza tym noc spokojnie minął :D impreza godna polecenia!!!

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 24 kwie 2007, 12:17 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Bardzo przyjemny musial byc to bieg.
Cos podobnego robia (wczoraj sie dowiedzialem) na Fruskogorskiej Transversali w srodku maja. W te i nazad glownym grzbietem.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 24 kwie 2007, 12:22 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
O fruskogorskiej ja tez słyszałem. Na Węgrzech jest co roku wydawany program tych maratonów górskich (jest ich dużo, więc jest cała księga), są też zagraniczne. Podobno w tym roku w książce znalazły się nawet jakieś polskie imprezy :)

http://ttt.tr.hu/ to strona zrzeszenia, które wydaje program

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 24 kwie 2007, 20:54 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Gratulacje! Bardzo zacnie być musiało.

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group