Dzisiaj jest 22 lis 2017, 7:31

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 05 maja 2007, 1:13 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Co prawda nie nalezy mowic hop dopoki sie nie przeskoczy, a pisze jeszcze z Belgradu, ale dzialo sie, dzialo :D Az szkoda jutro w Avale wsiadac i do domu jechac ;(

Dokladniejsze relacje i zdjecia naszej skromnej grupy pojawia sie juz pewnie w niedziele...

Pozdravlja vas vaš ataše za štampu ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 10:05 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
No, to pierwsze co mogę powiedzieć po wyjeździe to to, że czasem człowiek czerpie przyjemność z najprostszych rzeczy, takich jak umycie się w swojej wannie, siądnięcie na swoim kiblu i przebranie się w czyste rzeczy, które nie przesiąkły zapachem plecaka i znajdujących się w nim rzeczy brudnych :)

A na dokładniejszą relację przyjdzie jeszcze czas, w każdym razie z jedną tylko przesiadką, jednym sporem z madziarskim konduktorem i dwudziestoma minutami opóźnienia, zmęczona ale szczęśliwa grupa nasza o godzinie 7:50 dojechała do Warszawy Centralnej pociągiem pospiesznym BATORY :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 15:43 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Rozpocznę nietypowo bo od podsumowania górskiej części.

Byliśmy w górach Fruškiej Gory, znajdujących się w Wojwodinie, w jej południowej części zwanej Sremem, położonych pomiędzy Sawą a Dunajem, poniżej Nowego Sadu. Jest to pasmo "z dupy", bo naokoło rozciąga się równina o wysokości bezwzględnej 80 m n.p.m., zaś góry w kilku miejscach przewyższają 500 m n.p.m. Czyli wysokości względne mamy podobne jak w środkowym Beskidzie Niskim, jeśli weźmiemy pod uwagę 300-400 m jako startową wysokość (na przykład jakiś Folusz albo inne takie).

Łażenie było jedynie jednym z głównych celów, ale ponieważ góry są zagospodarowane turystycznie jako takie (są szlaki) to czemu nie połazić. Oto nasze trasy dzienne:

29.04. (nd). Popovica - czerwonym i żółtym ponad Ledinačko Jezero - Stari Ledinci - grzbietem Kamenar przez kotę 426 na Zmajevac - Brankovac, długość trasy 13,3 km, suma podejść 490 m.

30.04. (pn). Brankovac - hotel PTT - manastir Beočin - Osovlje - Orlovac - Osovlje - Ravni Breg - Lipa - Čerević ciglana - Čerević kafana - Čerević nad ciglaną nocleg, długość trasy 15,6 km, suma podejść 430 m

1.05. (wt) Čerević nad ciglaną - Čerević kafana - Banoštor prom; Ledinci skrzyżowanie - Stari Ledinci - nocleg nad Ledinačkim Jezerom, długość trasy 8,1 km, suma podejść 300 m

2.05. (śr) nocleg nad Ledinačkim Jezerom - żółtym do skrzyżowania z Fruškogorską Tranzverzalą - Iriški Venac (451) - pomnik walki z faszyzmem - wieża TV (516) - Ignjatov hrast - manastir Grgeteg - grzbiet Stražilova - Brankov grob - planinarski dom na Stražilovu (301), długość trasy 22,5 km, suma podejść 630 m.

3.05. (czw.) planinarski dom na Stražilovu - Ešikovac - Sremski Karlovci, długość trasy 5,8 km.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 17:38 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 paź 2005, 22:43
Posty: 440
Lokalizacja: Kielce
Wyjazd był miodzio! :)

Dzięki Jackowi, który włożył w zorganizowanie naszej małej wyprawy całe swe serce, ze wszystkimi przedsionkami i komorami nawet, Serbia otworzyła nam drzwi do relaksu, do którego nawołuje tak rozkosznie zespół Mika. Oprócz członków wspomnianego bandu, naszymi niekwestionowanymi duchowymi liderami byli: Staszek Sojka (którego niektórych rzeczy „nie można kuuuuupić”) oraz Dionizy Dupa, który, jak wiadomo, chciał zmienić sobie imię. Ten ostatni, zresztą, zapoczątkował falę niekontrolowanych śmiechów, i przekazując pałeczkę zarzewia głupawki onomatopejom typu „Keszkereszke”, pokazał, że nie tylko mi nie jest nikt potrzebny do świetnej zabawy, ale także (w kolejności chronologicznej) Jackowi, Mydlakowi i Kasi.

To, czego na długo nie zapomnę, to narodowy wypoczynek Serbów, którzy jeżdżą do lasu po to, by w towarzystwie mas okupujących sąsiednie krzaki, porządnie się napić do, walącego z bagażnika, głośnego folkowego disco. Nie zapomnę też kontrastu, jaki buchnął w twarz przy wjeździe do Belgradu, który w porównaniu z Nowym Sadem, wyglądał jak strup.

Jak tak sobie policzę, na wyjeździe więcej osób nie było, niż ich było, a to oznaczać może, że część z was może nie zrozumieć czym ten strup był, czym się kończy formowanie pewnych postaw już w czasie dziecięcych zabaw w „Rumuna”, co to jest „Trzask-dwa-prask”, czy jak duży może być ogrom dziury w kroku. Dlatego by przybliżyć choć trochę barwy naszej przygody, wrzucam zdjęć kilka. Endżoj!

_________________
Русская речь без мата превращается в доклад.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 17:51 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:46
Posty: 930
Lokalizacja: Stegny
Zbieram się do napisania relacji, ale póki co próbuję się oporządzić z praniem. Jednak 5 dniowe skarpety dały znać o sobie w plecaku:).

Moje pierwsze podsumowanie wyjazdu:

-najciekawsze to śniadanie u pana Serba - boksera i najwcześniej w życiu pita rakija.
-pub serbski w Nowym Sadzie oraz miłe piwko ze znajomym Jacka.
-zniszczona wieża telewizyjna niedaleko Nowego Sadu
-podróż IC relacji Vien-Beograd
-pogoda!! (padało tak naprawde dopiero na Węgrzech, czyli w drodze powrotnej w sobotę po 17)

niedosyt:

-jeden dzień na Belgrad to zdecydowanie za mało, następnym razem to przynajmniej dwa - trzy dni
-zdecydowanie mało wody do mycia - jednak człowiek po dwóch dniach chce się porządnie umyć. O ile parę lat temu nie przeszkadzało mi 3 dni bez wody o tyle teraz to już była tragedia:). Woda ponad wszystko!!!


Nie obiecuję zdjęć. Tym razem z obawy przed złodziejami nie zabrałem aparatu. Zdjęcia pewnie od Jacka i Anki Sadurskiej.

_________________
www.mydlak.com


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 19:56 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Jeszcze jednym z duchowych liderów niewspomnianym przez Ankę był Wojtek Cejrowski, a zwłaszcza ulubiony przez Marcina M. "tupet jak taran" oraz "pinga-pinga". Jak również pasztet siedleckiej firmy DROSED!

Zapewne sam zainteresowany będzie miał coś do powiedzenia na ten temat w swej relacji, ja tylko chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom za świetną zabawę we wspólnym towarzystwie (jak również gdy każdy świetnie się bawił sam ze sobą), przyjemne chodzenie (choć jak widać nie było go za dużo) i zwiedzanie (kto wie czy po miastach nie zrobiliśmy porównywalnej ilości kilometrów), wspólne marznięcie w namiotach i znoszenie stad wyjących pijanych Serbów pod namiotami oraz wyrozumiałe obserwowanie moich zmagań z węgierskim systemem biletowym (w ostatnim decydującym starciu w sukurs przyszedł mi rzeczony tupet jak taran, niemniej jednak i tak Tomek powinien się spodziewać rumuńskiej inwazji na Debreczyn, wspomaganej przez hordy walecznych słowaków, wywieszających na latarniach madziarskich konduktorów).

W pamięć poza najświeższym zatargiem z Magyar Allomvasutas zapadly mi podobnie jak reszcie:

- rakija na dobry wieczór od emerytów u których się rozbiliśmy po raz pierwszy i na dzień dobry od pana boksera (oni zaś używali w polskich kabanosach),
- podejście nad Ledinačko Jezero, gdzie najpewniej rozdarłem sobie w kroku spodnie,
- bardzo bardzo zimne noce

cdn.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 22:19 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:46
Posty: 930
Lokalizacja: Stegny
Tak relacja się pojawi - nie za długa, żeby nie męczyć nieSerbów:) ale to pewnie jutro będzie z wieczora. A pasztecik z DROSEDu (lokalny siedlecki patriotyzm) królował przzez kilka dni na naszych stołach.

_________________
www.mydlak.com


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 maja 2007, 22:49 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:46
Posty: 930
Lokalizacja: Stegny
Ja nie wiedziałem, że anka nagrywa nas - tak się wczułem w wykonywanie piosenki:)

_________________
www.mydlak.com


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 13:13 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Zacznę ja zatem od końca czyli od podróży powrotnej (o tej w pierwszą stronę pewnie powiedzą ci, którzy jechali).

Generalnie przebiegła ona bez zakłóceń większych, poza epizodem budapeszteńskim. Węgrzy to jednak mają chujowe te koleje na maksa, a może nie koleje, a ludzi, którzy na nich pracują, którzy chcą chyba, żeby obcokrajowcy ich pociągi omijali szerokim łukiem. Po pierwsze, poza wszystkim, jest CHOLERNIE DROGO. Za przejazd do Rajka z Budapesztu zapłaciłem 2780 Ft, czyli 45 zł! Oczywiście, byłoby 33% taniej, gdyby pani w okienku nie zechciała zedrzeć ze mnie.

Poprosiłem ładnie i wyraźnie po węgiersku o zniżkę 33% dla obywatela UE poniżej 26 lat, która obowiązuje w weekendy i piątki od 10 rano. Pani na to wyrzuciła z siebie potok madziarskich słów i zniżki nie dała. No nic, w końcu to tylko 4 euro. Wcześniej nabyłem na przejazd Rajka-Bratislava hl.st. bilet za 1300 Ft międzynarodowy, co jak na przejazdówkę jest nawet ok ceną, zważywszy że kawałek się jednak jedzie (bodaj 32 km). I spytałem się, że tak można pojechać, na węg. do granicy i dalej na przejazdówce.

Oczywiście jak przylazł madziarski konduktor to zaczął pierdolić (ale po węgiersku, po ang i niem umiał powiedzieć tylko "international" i "difference"), że tu jest różnica i on mi tę różnicę pokaże. A ja mówię, nie, nie będę mu dopłacał, bo już mnie raz zrobili w konia to nie będę drugi raz. Ale pytam go powoli po niemiecku "Ile kosztuje międzynarodowy Bp-Ba", on mi nic nie gada tylko pokazuje że "difrens, difrens, internaszynal". No to ja mu wtedy po polsku w te słowa: "Panie, pan mi tu nie gadaj, nic nie będę dopłacał dopóki nie będę wiedział ile kosztuje bilet międzynarodowy i sam sobie nie obliczę róznicy bo tak to mi pan może gadać ile chce i wpisywac na pana głupią maszynkę 17260 Ft a ja panu nie dopłacę nawet 10, dopóki się nie dowiem, skąd ta różnica się bierze, i tak juz zapłaciłem 4100 za ten kawałek i nie dam panu ani forinta" a ten znów że difrens i że interneszynal, to na mu na to po polsku "Jak to jest interneszynal pociąg to pan musi mówić w interneszynal język, bo tu jeżdżą interneszynal ludzie, którzy pańskiego gadania w barbarzyńskim języku, którego nikt nie rozumie nie rozumieją, i pan mi tu będzie zmuszał do dopłat a ja nawet nie mogę się spytać dlaczego, to dopóki pan się nie nauczy niemieckiego albo angielskiego, to ja nie będę nic dopłacał". Ten mi na to mruknął po madziarsku coś w stylu "temu to nie wytłumaczę" i poszedł. Potem chciał na to samo zrobić jeszcze jakąś dwójkę Polaków, ci mieli nawet tłumacza, ale też się nie dali. :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 18:21 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Widze ze nie tylko my postawilismy w madziarskich kolejach na tupet i zalozenie "najwyzej nas wysadza" ;)

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 18:34 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
Szkoda, że znowu nieprzyjemności Cię spotkały na Węgrzech :( a naszych kolejarzy często mi wstyd :wstyd: no ale, czy baby w okienku nie rozumiejące nawet własnej taryfy, nieumiejętność porozumienia się po obcych językach, i konduktorzy czyhający na łapówkę nie są obecne w każdym kraju postsocjalistycznym?

Baby, co nie wydała biletu ze zniżką, nic nie usprawiedliwia. Trzeba było zostawić i pójść do innego okienka. Albo kazać zawołać szefa, nie wiem, ale zniżka jest na pewno. :zdegustowany:

Co do planu przejazdu Batorym, niestety, jest taki zapis na Węgrzech (słynny dosyć), że w pociągu mnarodowym trzeba mieć bilet mnarodowy na całą trasę (znaczy się, za granicą, bo tam już zazwyczaj takiego zapisu nie ma, a węg. konduktora nie może obchodzić, czy jedziesz do Bratysławy, czy do Wawy). W związku z tym, jak chce się oszczędzać, to trzeba pojechać wcześniejszym, innym pociągiem na granicę, na bilecie krajowym, i potem wsiąść w pociąg docelowy. Dlatego ja ostatnio praktykuję przejazd Batorym na zasadzie: osobówką z Bp. Nyugati do Szob, pół godziny czekania na Amicusa, przejazd na przejazdówce do Sturovo, tam w kasie zakup biletu przez Bratysławę do Skalitego (470 SKK), i ew. przejazdówki do Zwardonia, powrót do Amicusa i przesiąść się w Bratysławie w Batory. Wychodzi najtaniej i beznerwowo.

Co do cen biletów na Węgrzech, niestety, w tym roku poszły one w górę o ok. 35% w dwóch turach: druga tura przypadła na 1.5.... Jest teraz rzeczywiście drogo. Niestety, nie sprzyja to popularyzacji kolei... ani zdezelowane wagony. Na niektórych odcinkach jest teraz taniej wg taryfy mnarodowej, niż krajowej! Smutne to, ale najsmutniejsze jest to, że nasi włodarze od lat nie ruszą MAV, jak świętej krowy, więc całość idzie na marne. Jak czarna dziura.

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 21:18 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
A czy nie mogę na przykład pojechać Batorym do Acs, Komarom czy Hegyeshalom? Madziary tak robiły, nawet te co jechały. Być może mój błąd polegał na tym, że pokazałem mu bilet przez granice, zamiast powiedzieć że jadę tylko do Hegyeshalom czy Mosonmagyarovár... Ale i tak chujowi nie dopłaciłem, o.

W Warszawie przynajmniej w kasie międzynarodowej, a już na pewno w Centrum Obsługi Klienta dogadasz się nawet po hiszpańsku (!), a co do obcojęzyczności pań w kasie m/nar w Budapeszcie Keleti też miałbym zastrzeżenia.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 22:39 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
napisałem może nienajwyraźniej, ale taka jest głupia zasada, że nie da się porządnie przetłumaczyć... może raczej tak: podróżując za granicę, musisz mieć bilet wg taryfy mnarodowej na cały odcinek.

Czyli jest jak mówisz, gdybyś mówił, że jedziesz do Hegyeshalom czy Rajka, nie mogliby się czepiać. Tylko jak tam nie wysiądziesz, to już tak. Ja kiedyś tak miałem, i staram się unikać ;) lepiej oszczędzać nerwów.

A na Centralnym rzeczywiście fajne są te nowe kasy. I nawet po angielsku mówią ;)

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 maja 2007, 22:45 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:02
Posty: 336
Lokalizacja: zewsząd
Było uroczo :)

A że z tymi urokami tak naprawdę to różnie to bywa, więc tak i tutaj. Trzeba jednak przyznać, że sytuacje zmieniały się kilka razy ekspresowo. I tak podróż w "tamtą" stronę idealnie zaplanowana stała się niezwykle emocjonująca między Żyliną a Győr, kiedy to wysiedliśmy z pociągu "Batory", aby po czterech godzinach wrócić do niego :hyhy: , a potem szybko przesiąść się w rzeczonym Győr w "Avalę", która dowiozła nas już do samego Belgradu. Taki obrót spraw był nas ogromną niespodzianką, jeszcze większą dla Jacka, który czekał na wieści w Belgradzie, a potem miał wyjść nam na spotkanie w Nowym Sadzie, co nie wiadomo kiedy miało się stać wobec zaistniałych okoliczności.

Podobna niepewność towarzyszyła nam w drodze drodze powrotnej – w części dotyczącej możliwego opóźnienia i biletu Jacka.Tu jednak użyty został „tupet jak taran”

Ogromną radochę sprawiło nam śniadanie z panem emerytem – bokserem i jego żoną. Piliśmy rakiję i wino (ja tam wolę to drugie, ale oni mogą być urażeni, jeśli się odmawia, więc przebolałam i wypiłam pierwsze też i to nie ostatni raz). Staliśmy się jedną rodziną, kiedy okazało się, że on i mama Ani, i mój tata pracowali/pracują na kolei :)

Mieliśmy okazję widzieć, słyszeć i poczuć, jak spędzają weekend majowy Serbowie. Szczególnego to rodzaju turyści, którzy robią wszystko przeciw hasłu „Nie zabieraj do lasu spalin i hałasu”. :zalamany:

Spaliśmy za cegielnią, tuż za wsią, a z „naszego” zbocza rozciągał się piękny widok na Dunaj.

Niesamowite było wspominane już, Ledinačko Jezero, które już niedługo prawdopodobnie zostanie zasypane.

Poza tym inne subiektywne uroki tej majówki:

ivi (wtajemniczeni wiedzą, cóż to) :]
burek - najpyszniejsze danie regionu (inni znowu twierdzą, że najlepsze jest mięso, ja tam zostanę przy burku)
wspaniałe słońce i ciepełko, podczas gdy w relacjach z Polski czytaliśmy o mrozie i śniegu (brr!!)
mnóstwo zieleni i kwiatów (dużo bardziej tam jest wiosennie, a nawet letnio niż tu)
ciepły prysznic i łóżko po pięciu dniach bez wody do mycia
ptaki, które odzywały się „dość” wcześnie i towarzyszyły nam przez cały dzień, przekrzykując muzykę z magnetofonów
piwo :)
serbska kawa po turecku :D :D :D

_________________
"Świat jest na wyciągnięcie ręki. Ale najpierw trzeba tę rękę samemu wyciągnąć do świata."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 maja 2007, 16:00 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Hm, czekam jeszcze na relację Mydlaka, ale szybko to ona się chyba nie napisze, zatem pewnie będę zmuszony wysmarować coś od siebie ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group