Dzisiaj jest 17 lis 2017, 19:40

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 10 gru 2007, 19:20 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 gru 2005, 16:47
Posty: 941
Obrazek


Obrazek
Zejście

Obrazek
Latający pokrowiec


Obrazek
Legionista

Obrazek
Pielgrzymi

Obrazek

Obrazek
Piana party


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 gru 2007, 20:28 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 15:03
Posty: 585
Lokalizacja: Bydzia
fajne zdjecia, szczegolnie z drugiego dnia :P - halny robi swoje ;)

Szkoda, ze mnie tam nie bylo :(


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 gru 2007, 22:39 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
Widzę, że lekko nie mieliście...

A co do zdjęć, moje ulubione to pielgrzymi :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 gru 2007, 0:20 
Offline
mała złota

Rejestracja: 08 lis 2006, 20:06
Posty: 210
Lokalizacja: Otwock
To ja może dorzucę parę słów obiektywnego słowa pisanego i garść subiektywnej relacji...

W planach było:
Dol. Chochołowska->Kulawiec->Trzydniowiański->Kończysta->Starorobociańska Przełęcz (nocleg)
Starorobociański Wierch->Siwy Zwornik (depozyt sprzętu) i na lekko->Błyszcz (jeśli czas pozwoli ->Pyszniańska Przełęcz), powrót do Siwego Zwornika i zejście przez Ornak->Iwaniacką Przełęcz do Dol. Kościeliskiej,
czyli wg klasycznego przewodnika narciarskiego Józefa Oppenheima połączenie przejść 38 i 36.

Dojazd do Zakopanego nie obył się bez atrakcji - dla grupy jadącej nocnym pośpiechem było nią jakieś pobicie w naszym wagonie, chyba była nawet wzywana policja, a na pewno ktoś pociągnał za hamulec awaryjny... Dla jednoosobowej grupy spóźnialskich (nie będę wytykał palcami) atrakcją był dojazd PKS-em, z jakąś podmianą zepsutego autokaru po drodze... Koniec końców w Dol. Chochołowską ruszyliśmy o godz. 9:05.

Samo podejście - jak to w Chochołowskiej, czyli nuda i flaki z olejem. Śniegu mało, ja narty mogłem z czystym sumieniem założyć dopiero po odbiciu czerwonego szlaku na Kulawiec. Na podejściu pod Trzydniowiański dogoniliśmy dwóch turystów, a na szczycie w ich towarzystwie zjedliśmy "małe conieco". Niestety mój palnik okazał się w sumie tylko zbędnym balastem i zamiast posilić się wrzątekiem dopiliśmy resztki z termosów i dobiliśmy "ciepłą wodą herbacianą". Dalej już szliśmy sami. Podejście pod Kończystą było na tyle strome i całkowicie wywiane, że wymieniłem skistopery na harszle w wiązaniach, a napieracze przytroczyli raki.

Końcówka podejścia wypadła akurat na spektakularny zachód słońca i był to jedyny moment, gdzie pokazały się tradycyjne widoki "zapierające dech w piersiach". Potem już tylko zejście na przełęcz, rozbicie namiotów i gotowanie kolacji.

Niedocenione chyba miejsce rozbicia namiotów okazało się tak naprawdę kluczowe - mianowicie rów grzbietowy (specjalnie podaje linka do letniego zdjęcia) osłonił nas od wiatru. No właśnie... o ile wieczorem była zupełna cisza, to w środku nocy zaczeło wiać. I to ostro. Chyba do wszystkich namiotów w pewnym momencie zaczeło walić śniegiem - zgoda, nie miały one fartuchów, ale żeby waliło mi w twarz, to chyba już przegięcie!? Pare razy z Dylem sprawdzalismy, czy tropik jeszcze w ogóle jest - ale na szczęście przywiązanie go do nart zdało egzamin.

Ubiegej zimy znajomy ewakuwał się w środku nocy z Pyszniańskiej Przełęczy, namiot zwiało im chyba przy rozkładaniu. Czy nasze namioty utrzymałyby się nie osłonięte rowem? Hmm... biorąc pod uwagę, że ani szpilkami (za twardo) ani czekanami (za mało śniegu) nie dało rady ich porządnie przymocować...

W każdym razie noc jakoś mineła (wiatr budził mnie tylko ze cztery razy). Rano oczywiście odpuścilismy wszelkie gotowanie i zaczeliśmy po kolei wykluwać się z namiotów i czym prędzej zwijać biwak - już wtedy wiedzieliśmy, że czym prędzej wracamy najkrótszą drogą (czyli tą samą).
Wszystko fajnie, ale po tym jak wyszedłem dosłownie z 10 metrów od namiotów na grań, wiedziałem, że lekko nie będzie. Osobiście miałem wątpliwości, czy nie lepiej jest mimo wszystko jakoś przeczekać, ale jak upchałem buty narciarskie do środka plecaka jakoś wystartowaliśmy w kierunku Kończystej.

Ten fragment był jeszcze jakoś znośny, zwiewało nas w kierunku grani (ku górze) i dało się to jakoś kontrolować. Potem w dół ze szczytu też nie było najgorzej. "Najciekawiej" zrobiło się pomiędzy Czubikiem a Trzydniowiańskim (patrz zdjęcie "Legionista")... Idzie się tam nieosłoniętym wypłaszczeniem (z jednej strony strome trawki, z drugiej nawis) - tyle, że nie dawało rady iść. Wiatr bez przesady kładł na kolana, ale tylko po to, żeby w kolejnym uderzeniu powalić zupełnie na ziemie. Nie będę się wiecej rozpisywał, bo licze na publikację filmu, który najlepiej odda te warunki.

Nie wiem ile czasu zajęło nam pokonanie tego odcinka, ale trwało to naprawdę bardzo długo. Momentami zapierałem się na wbitym czekanie, bo samo blokowanie nogami (w rakach) nie starczało. Ja po jakimś czasie odpuściłem nadzieje na krótki chociaż moment ciszy, w którym uda się przebiec i jakoś odpychając się na leżąco przeszedłem przez szczyt. Tam teren był ciut osłonięty i szybko wchodził w kosówkę, więc już było OK.

Na zejściu z Kulawca założyłem narty, ale moje umiejętności zjazdowe, trudny teren, ciężki plecak, pusty żołądek i kiepski śnieg nie pozwoliły nacieszyć sie zjazdem... Po zejściu odbiliśmy do schr. na Polananie Chochołowskiej, gdzie w spokoju zjedliśmy śniadanie. Na nartach zjechałem do Hucisk, potem jeszcze drałowanie do asfaltu, bo busy już nie jeździły (i nie chciały jeździć - bo Wilek nawet zadzwonił). Na szczęście akurat trafiliśmy PKS-a. Potem pizza, oscypki, itp. i do pociągu (TLK).

Podsumowując:
- Tatry Zachodnie potrafią dać w kość, jak są nieodopowiednie warunki to nie ma mocnych, nic się nie zdziała
- dla mnie było to pierwsze spotkanie z TAKIM wiatrem
- narciarsko wyjazd do kitu, śniegu jeszcze brak, więcej noszenia niż jeżdzenia nawet dla wprawnego narciarza

Subiektywnie oceniając: czy ten wyjazd nauczył mnie pokory? Nie powiem, bo że nawet Tatry Zachodnie potrafią dać w kość to wiem. Moim zdaniem lepiej jest poczekać na 100%-owe warunki i mieć przyjemność z chodzenia/jeżdzenia, podziwiania widoków, zrobienia logicznej trasy - tutaj udało się to tylko w krótich odcinkach/chwilach.
Dojazd do Zakopanego nowym rozkładem PKP jest do bani - jedzie się pośpiesznym, to OK, ale nie można wrócić na bilecie turystycznym. W praktyce sam powrót do domu mi zajął 12 godzin... Jak ktoś nie ma zniżki na pociąg, to moim zdaniem zdecydowanie lepiej skrzyknąć się w parę osób i pojechać samochodem. W ten sposób można zejść z gór o zmroku i na noc jeszcze wrócić do domu.
Jeżeli chodzi o narty, to mogłem sobie tym razem odpuścić, bo: (a) śnieg był wywiany i niewiele mi dawały, (b) zjazdy z ciężkim plecakiem wymagają naprawdę większych umiejętności, (c) nawet bez plecaka mogłem doczytać u Oppenheima, że te trasy są po prostu trudne.

Co dalej? Dla mnie (i nie tylko) otwartym pozostaje projekt Grani Tatr Zachodnich zimą, pozostaje jednak przemyśleć, czy na nartach z plecakiem przy moich umiejętnościach jest to bezpieczne, czy lepiej mimo wszystko z buta. W Tatry na skitury na pewno wróce, ale pewnie dopiero w styczniu, a na pewno kiedy warunki będą lepsze - i wtedy odbiję sobie robiąc pare jednodniowych wyjść z lekkim plecakiem.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 gru 2007, 1:30 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
pare słów ode mnie
moj pierwszy wyjazd od mrowek i zadnych problemow z kolanem :)
zalozylem stare buty bo nowe ciagle w drodze ;) i okazaly sie naprawde dobre mimo swojego wieku, kilku przetarc i rozklejen i zapewne (wiele osob by stwierdzilo ze po 4 latach uzywania) bez membrany juz...
zdecydowalismy sie tez wziasc raki miast rakiet co sie okazalo pomyslem trafionym w dziesiatke bo przy tym wietrze co mielismy biorac pod uwage pewnie wskaznik w porownaniu z innymi (ktorych wiatr przewracal) to to ze ja nie pofrunalem to naprawde zasluga w duzej mierze rakow...
jak to Piotrek napisal jechalismy w dwoch grupach-jedna osoba bez wytykania palcami wpisuje sie w tradycje spozniania na wyjazd i gonienia potem autobusami :D
podejscie dolina chocholowska do szlaku czerwonego na trzydniowianski bylo nudne i dlugie
potem na szczescie mielismy udeptane slady i szlo sie sprawnie bo tak to bysmy tez stracili duzo czasu...pierwszy dzien to tez nie tak zimno, mleko w powietrzu i piekny zachod slonca na konczystej no i rozbijanie obozu na przeleczy
co ciekawe probujac czekanem zrobic glebsze dziury na sledzie trafialo sie na skale co powodowalo iskry :)
troche nas wymrozilo tego dnia ale spac sie kladlismy jeszcze chyba bez zadnych "konztuzji"
ja w nocy nie spalem dobrze...moj spiwor dala mi slaby komfort ale dawalo rade zasnac na jakis czas...poligon okazal sie szczelniejszy niz campus Piotrka i mi nie wialo w nocy po twarzy sniegiem :D
owy silny wiatr przyprawial mnie osobiscie o chwile zwatpienia
kilka razy mnie powalilo i znosilo ale na szczescie potrafilem sie zaprzec i utrzymac w miejscu...
ja rowniez takiego wiatru nigdy nie doswiadczylem wczesniej...
dojscie potem do schroniska to juz takie oby tylko spoczac w cieple...natomiast powrot do poczatku doliny to juz meczarnia psychiczna i fizyczna...poczatkowy trans w chodzeniu czyli idziemy szybko przed siebie i zaraz dojdziemy okazal sie ze nie daje rady na taki dystans...niby po plaskim i asfalcie (troche oblodzonym ale niewiele) a byl meczarnia prawdziwa...
jak zwykle(dla mnie przynajmniej) koniec wyjazdu w tatry spedzilismy w pizzeri Adamo w Zakopanem...potem juz tylko sprint do pociagu w zakupy w jego trakcie...i przygody w pociagu ;)
no i teraz pozostaje leczenie uchybien na zdrowiu ;)

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 gru 2007, 1:34 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 gru 2007, 23:05 
Offline
mała złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 18:09
Posty: 338
Lokalizacja: Grochów
hahaha wiedzialem ze sie spóżni wiedziałem! nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie rozbawila ta wiadomosc, byla godzina 21.30 bodaj i spotkalem owego X na kolejowej w klubie i mowie:nie zdazysz. na co ta osoba:zdązę spokojnie... ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 gru 2007, 0:39 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 lis 2006, 20:25
Posty: 382
Lokalizacja: Gród Gryfa
zamiast sie pograzac, to lepiej Misiu bys sie w klubie pojawil i odebral swoje graty


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 20 gru 2007, 20:50 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 lis 2006, 20:25
Posty: 382
Lokalizacja: Gród Gryfa
A ja wlasnie dzis dostalem kominiarke, wiec projekt Zimowa Ekspedycja na Sniezke jest coraz blizej zrealizowania :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 sty 2008, 13:20 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 15:03
Posty: 585
Lokalizacja: Bydzia
http://tygodnikpodhalanski.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=5537

"Turyści odnalezieni

Koło godz. 19 ratownicy TOPR dotarli do trzech turystów, którzy razem z lawiną spadli z Siwej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Koło godz. 15 na pomoc poszkodowanym wyruszyły dwie grupy ratowników. Początkowo był telefoniczny kontakt z turystami. Później nie odpowiadali na smsy wysyłane przez ratowników.

Turyści spadli w dół razem z lawiną, ale udało im się z niej szybko wydostać. Tylko jeden z nich był poszkodowany. Ratownicy TOPR początkowo mieli z nimi telefoniczny kontakt. Później turyści przestali odbierać. Nie odpowiadali na smsy. Później okazało się, że rozładowały im się baterie.

Trzech turystów szło z Dol. Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełeczy (1812 m n.p.m). Początkowo nie było wiadomo, czy spadli w stronę Hali Pysznej, czy też z powrotem w kierunku Chochołowskiej.

Na miejsce wypadku wyruszyli ratownicy TOPR. W akcji tylko początkowo mógł brać udział śmigłowiec, bo w górach wieje bardzo silny wiatr halny. Jego prędkość przekracza 100 km na godz.

Ratownicy na miejsce wypadku wyruszyli z dwóch stron: z Kościeliskiej i Chochołowskiej, bo nie było dokładnie wiadomo, gdzie są poszkodowani. Koło godz. 19 w ciemnościach ratownicy odnaleźli turystów. Okazało się, że spadli do Dol. Starorobociańskiej w okolicach Dol. Chochołowskiej.

W Tatrach obowiązuje drugi - w pięciostopniowej skali - stopień zagrożenia lawinowego.
Paweł Pełka"


A tuz przed Siwa przelecza wydlada tak: (oni spadli na prawo):
Obrazek

Planujac wyjazd w Tatry z WIlkiem zastanawialismy sie nad noclegiem na Siwej ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 sty 2008, 0:54 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
wszystko przed nami ;)

ps. Grzesiek ->czekamy na filmiki :kwasny:

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 sty 2008, 1:00 
Offline
duża brązowa

Rejestracja: 25 lis 2006, 20:25
Posty: 382
Lokalizacja: Gród Gryfa
No ale nic im sie nie stalo, a zjechac na dol lawina to chyba niesamowite przezycie?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 sty 2008, 9:35 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
Cytuj:
a zjechac na dol lawina to chyba niesamowite przezycie?


Zakladajac przezycie to z pewnoscia niesamowite. Ale szanse, ze bez przezycia tez sa w takim przypadku na tyle duze, ze ja bym takich atrakcji nie poszukiwala specjalnie.

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 07 sty 2008, 19:57 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
I tu powraca paradoks Śpiewana-Pałki, a mianowicie: gdyby zjazd z lawina byl najzajebistsza jazda w zyciu to moze warto. I tak nie ma po co zyc skoro najlepsza jazde ma sie juz za soba ;)

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 08 sty 2008, 1:57 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
z tego co pamietam to paradoks ugial sie pod Krytyka Dziaska, ktora mowila ze jednak warto; bo skoro sie przezylo taka lawine to warto sprowac TAKA lawine!
ciekawe ze zarowno Paradoks jak i Krytyka zachecalyby do sprobowania jazdy lawina... albo sam cos pokrecilem


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group