Dzisiaj jest 20 lis 2017, 7:48

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 03 lut 2009, 19:57 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Szybko, bo jestem daleko i mam slaby net.
Wrocilem juz z tego wyjazdu, gdyz musialem wracac szybko jeszcze do Bratyslawy, wiec pisze.
W sobote rano, niestety prawie bez spoznienia, Ola Olga oraz jej kolezanka Magda dojechaly do mnie pod akademik. Troche odpoczelismy i poszlismy na miasto - bylo takie piekne slonce, ze naprawde mimo malego mrozu zwiedzalo sie super - nawet widok na najwieksze blokowisko Europy byl bardzo ladny. Zwiedzilismy jeszcze zamek Devin pod Bratyslawa, nie wiadomo dlaczego zamkniety, zjedlismy slowacki obiadek i wieczorem pojechalismy autobusem do Budapesztu (tu dzieki Wilku, pojechalismy tym jego autobusem - w 1 strone tylko 3E i do tego naprawde byla hostessa, niestety, automat do kawy sie rozwalil).
Zamieszkalismy u Olinej znajomej i jej gacha Wegra - bardzo sympatycznie nas przyjeli i w ogole byli wielce pomocni, naprawde super sprawa. Wieczorem spotkalismy sie jeszcze mimo zmeczenia z moimi znajomymi w knajpie ktora byla zrobiona w starym magazynie czy czyms takim.
W niedziele rozpoczelismy ostre zwiedzanie oprowadzani przez moja kolezanke Slowaczke i jej fagasa Gabora, ktory nie mowi ani slowa w zadnym cywilizowanym jezyku, ale za to jakos sie dogadywal, w sumie nawet nie wiem jak. Mysle, ze dziewczyny napisza wiecej, ale Budapeszt jest naprawde przepiekny!! Wlasciwie zobaczylismy sporo, wszystkie najwazniejsze rzeczy w tym miescie.
Niestety, myusialem wracac w poniedzialek o 7 rano do Bratyslawy, dziewczeta mialy jednak jakies swoje szalone plany na nastepne dni.
Naprawde bardzo fajny wyjazd, gratuluje!

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2009, 14:08 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Hej!

Całe i zdrowe wróciłyśmy dziś rano do Warszawy. Relację napiszę wieczorem. A w ogóle to było super :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 05 lut 2009, 22:33 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Dzień 0. Piątek (30 stycznia 2009). Podróż do Bratysławy.
Jestem umówiona z Magdą (moją koleżanką) na peronie o 20:30. Oczywiście wpadam na dworzec spóźniona, z wywalonym jęzorem i czerwona z wrażenia. W przedziale jesteśmy z parą Węgrów. Dziewczyna śpi, chłopak rozwiązuje krzyżówki i co sekundę wpatruje się w ukochaną maślanym wzrokiem. Przebudzam się około północy i rażona białym światłem żarówy zwymyślam go (pod nosem i do siebie) od nieczułych na światło robokopów. On chyba coś jednak rozumie, bo pokazuje, że wyłącznik jest zepsuty i musimy siedzieć przy zapalonym świetle.

Dzień 1. Sobota (31 stycznia 2009). Zwiedzanie Bratysławy.
Wysiadamy w Bratysławie. Dworzec jest dość mały i skromny. Zgodnie ze wskazówkami Marcina udajemy się na zastałkę i łapiemy autobus. Jest godzina 5:50.

W akademiku zostawiamy plecaki, na dworze jest jednak nadal ciemno, więc czekamy do 9:00. Udajemy się na piechotę do zamku, z którego rozpościera się widok na całą Bratysławę. Jest zimno i słonecznie. Spacerujemy uliczkami, przy których mieszczą się ambasady i dochodzimy do centrum. Wpadamy do baru na lampkę wina i kanapkę. Kontynuujemy spacer, robimy zdjęcie przy Napoleonie i udajemy się na obiad. Po zjedzeniu pysznych kluseczek i wypiciu piwa kupujemy pieczone kasztany, idziemy nad rzekę, a potem na autobus, którym pojedziemy do drugiego zamku.

Zamek jest niedostępny do zwiedzania, więc spacerujemy nad brzegiem rzeki. Wracamy do domu, jest już 17:00, ucinamy krótką drzemkę. Sąsiad Marcina włącza na cały regulator afrykańskie disco-polo, ale nam to nie przeszkadza, bo ze zmęczenia zasypiamy w minutę.

O 19:00 odjeżdżamy autobusem (polecanym przez Wilka) do Budapesztu. Jesteśmy w szoku - bilet kosztuje 2 euro, opłata za bagaż to 1 euro. Autobus wewnątrz wygląda jak pokład samolotu. Nadajemy mu nazwę Star Trek.

W Budapeszcie udajemy się do mojej koleżanki Oli (Polki) i jej faceta (Węgra) Adama. Są dla nas bardzo uprzejmi i gościnni, witają nas ciepło.

Wyskakujemy na piwo do miejsca o nazwie Szimpla. Poznajemy Kati (pół Słowaczkę, pół Węgierkę), Gabora (jej chłopaka, Węgra) i Mariankę (Rosjankę). Robi się międzynarodowo i multilingwistycznie.

Dzień 2. Niedziela (1 lutego 2009). Zwiedzanie Budapesztu.

Całą grupą zwiedzamy zamek w części Budy. Idziemy na kawę do fajnej knajpki prawie nad rzeką, przechodzimy przez most z lwami bez języków (z tym wiąże się anegdotka - sfrustrowany architekt, gdy spostrzegł, że jego lwy nie mają języków, popełnił samobójstwo skacząc z mostu) i spacerujemy po Peszcie i ulicy Vaci. Kati i Gabor zabierają nas do węgierskiego baru mlecznego, w którym pałaszujemy przepyszne naleśnikowe kotleciki smakujące jak lazania (do końca wyjazdu będę stołować się z Magdą w tym miejscu).

Dalej łazimy po Peszcie, oglądamy bazylikę, pub z wodą na dachu, kierujemy się do sklepu, gdzie zaopatrujemy się w chlebek, salami, mozzarellę i wino - Kati i Gabor zapraszają nas do siebie na tosty i grzane wino. Było pysznie - Marcin przyrządził smaczne grzanki, a Gabor uczył nas węgierskiego (Egeszegedre!).

Dzień 3. Poniedziałek (2 lutego 2009). Intensywna eksploracja Budy oraz części Pesztu.

Marcin wstaje o 5:00 (chyba; bo nie pamiętam) i żałuje, że musi już jechać, bo Budapeszt bardzo mu się podoba. Razem z Magdą zaczynamy od wzgórza Gellerta, idziemy (znowu) do zamku, potem udajemy się na wyspę Małgorzaty (wszystko na piechotę, rzecz jasna). Tam przerwa na kanapkę i podziwianie obu wybrzeży Dunaju. Potem przejście przez ulicę z ambasadami (to już w Peszcie), zahaczenie o Plac Bohaterów i... łaźnię. Trochę to burżujskie (ceny też burżujskie - wejście ok. 35 zł), ale zobaczyć warto. Dla chętnych: szachy, sauny, ogrzewane baseny, wody termalne i solanki. Mnie to raczej nie kręci, ale raz na rok mogę z czegoś takiego skorzystać. Po wyjściu z łaźni natrafiamy na... Katii i Gabora! Proponują nam wyjazd nad Balaton. Godzimy się.

Dzień 4. Wtorek (3 lutego, 2009). Balaton i zabawa wieczorem.
Wstajemy rano i zgodnie z ustaleniami stawiamy się prawie punktualnie pod mieszkaniem Katii i Gabora. Pada deszcz, jest zimno, całą trasę praktycznie przesypiamy. Słaba pogoda powoduje, że malownicze miasteczko Thien zamienia się w smutne, opustoszałe miejsce. Widoczność jest słaba, Balaton osnuty mgłą, spacerujemy trochę i wracamy do Budapesztu. Wyładowuje się moja bateria w aparacie i nie mogę robić więcej zdjęć. Dziwna aura panuje w powietrzu, bo w mieszkaniu Oli i Adama znowu śpimy. Wstajemy o 20:00 i szykujemy się do wyjścia - to nasza ostania noc i planujemy ją spędzić w jakiejś knajpie w Peszcie.

Chodzimy po pięknie oświetlonych ulicach Pesztu i udajemy się najpierw do pubu Instant (starej kamienicy zaadaptowanej na knajpę), a potem do ogromnego klubu Morrison. Ja jestem sceptycznie nastawiona - nie chce mi się tańczyć, nie mam nastroju, itd. Morrison jest ogromny, są trzy sale do tańczenia, dwie do picia piwa i gadania oraz jedna do kareoke. Piwo ma magiczną moc i już po godzinie szaleję na parkiecie. Świetnie się bawimy, muzyka jest lekka i przyjemna. W momencie kulminacyjnym idziemy do pokoju z kareoke i zaczynam śpiewać węgierskie piosenki. Adam ma histeryczny atak śmiechu i stwierdza, że nigdy w życiu nie widział obcokrajowa, który po paru dniach spędzonych na Węgrzech potrafiłby tak dobrze śpiewać po węgiersku (http://www.youtube.com/watch?v=4szfWQ7Sspg&feature=related). Moja euforia osiąga apogeum, po wyjściu z klubu tańczę i śpiewam na ulicy, dając upust mojej świeżej miłości do miasta. Adam wsadza nas w taksówkę i wracamy do domu. Jest 5:00 rano.

Dzień 5. Środa (4 lutego 2009). Peszt i powrót do domu.
Wstajemy rano po czterech godzinach snu i nacieramy na Peszt. Głowa moja waży ze trzy tony, pada deszcz, jest pochmurno, nastroje nam nie dopisują. Cały dzień włóczymy się po Peszcie, po małych i dużych uliczkach, zahaczając o śmieszne sklepy, miejsca, placyki. Dzięki włóczędze natrafiamy na sklep o nazwie, z której po prostu nie mogłyśmy się nie śmiać. Dla zainteresowanych - to będzie ostatnie zdjęcie w galerii (zamieszczę niedługo). Po całym dniu tułaczki nogi wchodzą nam w przysłowiowy tyłek. Żegnamy się z Adamem, bierzemy plecaki i jedziemy na Dworzec Keleti, skąd odjeżdża nasz pociąg do Warszawy.

Wysiadamy z niego dziś o 7:30 w Warszawie.

Ogólne wrażenia...? Było pięknie - poznałyśmy świetnych, otwartych ludzi, Budapeszt jest cudowny i pasjonujący, przeżyłyśmy pięć wspaniałych dni pełnych przygód i śmiesznych sytuacji... Osobiście jestem w absolutnym stanie zachwytu nad miastem i jego atmosferą. Szerelem Budapest! Na pewno tam wrócę.

Smutno mi trochę, że tak szybko się wszystko skończyło... Oglądam teraz zdjęcia i z nostalgią wspominam te wszystkie chwile... Podrzucę link do galerii. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddadzą atmosferę wyjazdu.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 06 lut 2009, 11:48 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Ale bzdurę napisałam - wcale nie byliśmy w Thien, tylko w Tihany. Dostrzegam też parę literówek. Przepraszam, wczoraj byłam zmęczona.

Oto link do zdjęć:
http://picasaweb.google.com/ola.chorosz ... apesztZSE#
Mam nadzieję, że są dobrym uzupełnieniem relacji.

Uwaga!
Galeria zawiera skrajnie narcystyczne zdjęcia (głównie mojej osoby). Osoby wrażliwe proszone są o nieoglądanie fotografii :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 08 lut 2009, 22:38 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Spoko zdjecia, dobrze, ze jest ich tyle, bo moje sa do niczego.
Te kluseczki, to haluszki sa :P
Tylko ten duzy palac to jest prezydencki, a nie parlament. I gdzie golebie?

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 08 lut 2009, 23:49 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
No fakt, przecież parlament był w innym miejscu! Błąd już poprawiłam. Haluszki, czy kluski, pyszne były :) A zdjęć gołębi nie zamieściłam, bo mam wrażenie, że zbyt często je spotykam (tzn. zdechłe gołębie). Dziś znowu widziałam jedno małe ścierwo - leżało przy Hali Mirowskiej.

W ogóle to zdjęć jest więcej, dam Ci przy najbliższej okazji wszystkie.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 11:49 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Ja wczoraj widzialem zdechlego kota, w deszczu lezal, spodobalby Ci sie :P

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 13:22 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Hmm, w deszczu, romantycznie ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 16:41 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
A do tego w blocie i po zmroku!!

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 lut 2009, 20:18 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Huhu :hyhy:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2009, 13:59 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Oblukalem linke do tego teledysku i wpadlas - nie przejrzalas wszystkich linkow w muzyce swiata :P

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group