Dzisiaj jest 23 lis 2017, 18:51

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 09 lut 2010, 10:59 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
No i wrócilim. Z 50 minutowym opóźnieniem Chopin dzisiaj rano zajechał na Centralkę z nami na pokładzie. Wyjazd jak najbardziej udany! Doborowe towarzystwo, atrakcje krajoznawcze od zabytków po pociągi i knajpy dworcowe i bardzo urokliwe Morawy - z takiej mieszanki mogło wyjść tylko coś zacnego. Szczegóły niebawem!

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Ostatnio zmieniony 08 mar 2010, 12:41 przez Młody, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 09 lut 2010, 15:24 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Trochę suchych szczegółów na początek:

Skład: Ania, Mariusz, Jan i ja.

Trasa: Warszawa Wschodnia - Praga (noc) - Brno - Trebic (noc) - Telc - Slavonice (noc) - Jihlava - Znojmo - Mikulov (noc) - Petrov - Straznice - Veseli nad Moravou (noc) - Olomouc - Ostrava - Warszawa Centralna.
W sumie wychodzi 1921 km, które poza jednym przejazdem o długości 35 km, pokonaliśmy koleją żelazną. Sleva pro skupiny (zniżka grupowa) to bardzo miła rzecz jest. Ona jest.

(cd nastąpi)

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2010, 12:51 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
A propos jednej z rozmów na wyjeździe: Wikipedia prawdę ci powie: http://en.wikipedia.org/wiki/Trini_Kwan


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2010, 21:00 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
A propos alkoholu na I - Istra:

http://www.sklep.bartex.com.pl/go/_info ... 23cd83518c


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 lut 2010, 21:27 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Wczoraj na spotkaniu poza Istrą znaleźliśmy też piwo Irbis (z Kazachstanu) i coś jeszcze, a do tego jest piwo Izerskie z browaru Czarnków.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 lut 2010, 11:22 
Offline
Miss Skryba
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 19:18
Posty: 1976
Lokalizacja: właściwie to Gdaňsk/Gdynia
Irlandzkie

_________________
Polskie Stowarzyszenie Korozyjne (Polish Corrosion Society) jest organizacją pozarządową, której misją jest - podobnie jak wielu innych tego rodzaju stowarzyszeń na świecie - zabezpieczenie ludzi, majątku i środowiska przed szkodliwymi skutkami korozji.
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 20 lut 2010, 3:21 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
W bólach wreszcie skończyłem z zdjęciami. Tradycyjnie www.gomarfoto.com w dziale GomarTravel. Generalnie tragiedia. Biorę FE2, zakładam rolkę i idę przypomnieć sobie jak się myśli...
Pamiętajcie o F11!

Relacja może niedługo...

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 lut 2010, 11:00 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 20:59
Posty: 1220
Lokalizacja: z najdalszego zakątka Czeluści
Oj tam, oj tam...

Srolkę sobie załóż co najwyżej ;)

_________________
Obrazek A czy TY kliknąłeś już dzisiaj pajaca?? http://www.pajacyk.pl/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 21 lut 2010, 15:23 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Ja tam nie wiem, zdjęcia bardzo ładne ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 02 mar 2010, 1:39 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Dwugłos relacyjny prosto z brązowej dermy w przedziale pociągu CD!

Obsada:
Ania K.
Młody
Mariusz
Jasiek
Czeski kanar
Lachon z bombą w ciemadanie
Troskliwy mieszkaniec Slavonic
I inni

Nazwy miejsc i miejscowości wg pisowni dowolnej.

Czy na Kijowskiej słychać szum "cyklopów", z których szybko wylewa się tłumek gawiedzi, czy już tylko litera "N" na czele autobusów daje szanse na wyrwanie się z zapachowych objęć Wschodniej, mieszanina ludzi pałętających się między kebabem a starą "Polityką" jest zaskakująco kolorowa. Po upewnieniu się w kasie międzynarodowej, że przejazdówki PKP-CD to już tylko w PR i zanabyciu biletów udaliśmy się z Anią na peron. Dzięki akcji "PKP z ludzką twarzą" wiedzieliśmy nawet w której części składu możemy spodziewać się pasującego nam wagonu. Zanim mogliśmy ujrzeć w całej krasie EP-09 skorzystaliśmy z ponętnej oferty niebieskich ławek. Na Centralce Mariusz z Janem trafili do nas bez problemu. Cały przedział dla nas i przed nami cała noc podróży. Cóż było robić...

Początek wyjazdu w zasadzie standardowy, może poza tym, że ja i Mariusz dołączaliśmy na Centralu. Standardowy też był napój w przedziale. Do Bohumina udało się dojechać (przynajmniej mi) bez przejazdówki i dalej już bilet u czeskiego kanara. W Pradze zlądowaliśmy bladym (bloodym) świtem.

Niewiele myśląc (bo komu się chce o tej porze) udaliśmy się do naszego hostelu, gdzie ku naszej radości, pozwolono nam zostawić garby. Pozbawieni naszych maleństw ruszyliśmy zdobywać starówkę pod przewodnictwem Młodego. Zaraz w Albercie nabyliśmy śniadanie, które spożyliśmy przy szafkach na torby i plecaki. Było jeszcze przed ósmą, więc trochę ciemnawo, w dodatku w powietrzu nieprzyjemna wilgoć i opad.

Idąc z dworca do hostelu czułem ten poranny przeraźliwy chłód. Gdy budzisz się jeszcze przed świtem i mięśnie drgają niezależnie od Twojej woli. Ale wiedziałem, że zaraz będzie lepiej. Już za chwilę w te smutne uliczki, zamknięte przez wysokie jednolite kamieniczki, wleje się brutalnie jasność i zacznie budzić ten cały mechanizm do życia.

Na szczęście po kilku godzinach, podczas których przeszliśmy w sumie całe Stare Mesto i Josefov, pojawiło się słońce, które miało z nami zostać na dłużej. Uczciliśmy to browarem.

Przed 12 rozpoczęliśmy marsz na Hradczany uwieńczony zdobyciem zamku oraz zaliczeniem toalety. Wbrew napisom udało mi się wejść na studenckim dzięki EURO<26. Generalnie klawo tam, zwłaszcza katedra Św. Wita. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o pierwszym ekraniku multimedialnym w muzeum historii grodu na Hradczanach, gdzie chciano zaprezentować kolejno pojawiające się budowle, a zamiast tego mogliśmy oglądać gołe wzgórze obracane pod różnymi kątami. Cud boski, że udało się wcześniej wyhaczyć kibel. Potem już tylko złota uliczka, tabliczki ostrzegające przed czarnym lódem (DANGER OF BLACK ICE! z namalowanym czarnym ludzikiem), baszta, Pomnik Potęgi Posępnego Czerepu i desant na dół. Po drodze oglądamy liczne pałace, których nazw, niestety, nie pamiętam, bo nieoceniony przewodnik Wiedzy i Życia pożyczony z biblioteki PTQQ już oddałem.

Gdzieś między starówką a Josefovem myślałem, że jak pogoda się utrzyma to widok na ten cały syf z Hradcanów będzie całkiem, całkiem. Taki "widok alternatywny" - bez słońca i bladego nieba a z szarymi dachówkami i ciemną Wełtawą. Nie wyszło.

Na west coast’cie Wełtawy wracamy po raz kolejny na rynek, by zobaczyć w środku Kościół Panny Marii przed Tynem. W oczekiwaniu na otwarcie robię sobie drugie śniadanie. Teraz do hostelu, gdzie mycie i chwila spokoju. Wieczorem wyjście piwno - krajoznawcze w okolice rynku do knajpy z ciekawymi rysunkami w stylu gołobabistyczno-pochlejnym.

Wszelkiej maści starówki zawsze lepiej wyglądają nocą. Chaotycznie podświetlone ujawniają detale, które gdzieś oczom umykają. Ludzie podziwiają ferię barw neonów i świecidełek jednocześnie pozostając ciemnymi kształtami. Zupełnie jak w kinie. Można jeszcze skierować swe kroki w jakąś gwarną piwnicę. Tak też uczyniliśmy. Bardzo zacny to lokal był. A jakie dobre piwo tam mieli! Wracając do hostelu po raz ostatni podziwiamy widok rynku. Wąskie uliczki starówki zalane już były dużą ilością ludzi szukających miejsca dla siebie.

Dnia następnego plan przewidywał dojazd do miasta na B - drugiego co do wielkości miasta w Czechach. Po drodze do dworca zachaczamy o Nove Mesto i Vaclavske Namesti. Chmury spowodowały odpowiednie zasmucenie miasta. Ale Muzeum Narodowe robi bardzo duże wrażenie z Vaclavskim Namesti en face. Podróż do drugiego co do wielkości miasta w Repoublice Czeskiej jak najbardziej przebiegła normalnie. Wychodząc z dworca kierujemy się najpierw na zamek. Pzechodzimy przez pomieszczenia kasowo-szatnicze i zwiedzamy.

Drogi Czytelniku, jeśli mierżą Cię przekleństwa, pomiń, co łaska, następny akapit.

No to wchodzimy, oglądamy jakąś ekspozycję złota Inków, chyba ważna sprawa, bo oplakatowane po całym mieście. Tyle że czemu, do ch*** Wacława, wszystko inne zamknięte. Dosłownie nic poza tym złotem nie da się zobaczyć. Wjazd 160, k****, koron za twarz. Wracamy do kasy, gdzie się dowiadujemy, że tak, wszystko poza wystawą o złocie jest zamkłe. Ch**, dupa, k****, c***! Ale moment, iskierka nadziei - kazamaty miały być! No dobra, chociaż coś. Wała! Jest odrębny bilet, poza tym już dziś nie wpuszczają. Ja p*******. I reszta też. Młody odzyskał chęć do życia jakieś 40km za Brnem.

Po wyrzuceniu z siebie wszelkich możliwych przekleństw wracamy na starówkę, gdzie poza kamieniczkami, ratuszem i kościołem znajdujemy bardzo fajnego i taniego chinola. Jak dla mnie, miasto zyskało trochę w moich oczach. No to jeszcze na główny plac, choć Młody protestuje jak może.


Jeszcze tego samego dnia dzięki czeskim kolejom udaje nam się dostać do Trebica. W pociągu nie daje nam spokoju pewna współpasażerka, która ewidentnie ma bombę w ciemiadanie. Ledwo uchodząc z życiem wyskoczyliśmy z pociągu na naszej stacji docelowej. Piękny, mroźny wieczór ale nocleg dobrze by jakiś dostać. Gdy trop zaprowadził nas do dzielnicy żydowskiej, którą mamy zwiedzać dnia następnego, oczom naszym ukazała się piękna uliczka. Nawierzchnia lekko pofałdowana, po obu stronach nieregularna linia kamieniczek. W duchu pytam się siebie gdzie te szyldy małych zakładów rzemieślniczych, gdzie rozszarpany nurt ludzi pędzących przed siebie. I knajpa była. Nocleg dostaliśmy w uroczym hostelu.

Rano na lekko obskakujemy dzielnicę żydowską (małe domki o długich sieniach, wąskie uliczki, trochę wymarłe, choć zamieszkane) i kirkut oraz dowiadujemy się, że w ten właśnie piątek do kościoła nie wpuszczają. Czekaliśmy jakieś 15-20 min, „mróz trzaskający, zima niczego”. Po garby, na pociąg i do Telczy.

Telc miał być największą atrakcją z zaplanowanej trójki Trebic, Telc i Slavonice. I zdecydowanie taką był. Duży rynek (na środku śniegowa twierdza) wokół którego rozstawiono wachlarz kamieniczek. Każda inna, od różnorakich kolorów powoli zacząłem się zastanawiać nad balansem bieli czy aby na pewno to wyjdzie. Piekielnie długie podcienia pozwalały odpocząć oczom. Zamek zawarty ale na dziedziniec udało się wejść. Po dużej dawce w pełni zasłużonych "ochów" i "achów" musieliśmy wyrównać tętno w knajpce w drodze na dworzec.

Z Telczy jedziemy do Slavonic z pewną obawą o możliwości noclegowe. Tuż za dworcem odwiedzamy „na próbę” jedno miejsce, gdzie da się przenocować. Obrzydliwie gadatliwy (nawet jak na moje standardy) właściciel wciela się w rolę troskliwego tatusia niepełnosprytnych dzieci i poleca przejść się po mieście, jak nie wierzymy, że wszystko inne jest zamkłe. Po wizycie w informacji i dokładniejszym rekonesansie okazuje się, że miał rację. Fuck. No nic, zwiedzamy w zimnie i lekkim już ciemnie Slavonice. One z kolei czekają na wpisanie na listę UNESCO. W sumie stare kamieniczki zajmują dwa place i jedną pierzeję za nimi. Piwo w znośnej cenie. Wracamy do naszego opiekuna, którego na całe szczęście już nie ma w domu i kładziemy się spać w miarę wcześnie, bo po wyjściu z knajpy sklepy już pozamykane i nie szło nabyć więcej browara.

Dnia kolejnego ze Slavonic uciekamy najpierw do Jihlavy z przesiadką w Kostelcu. Region Moraw Południowych zaopatrzył się w nowe szynobusy więc podróżujemy naprawdę komfortowo. Aż mi osobiście zaczęło się tęsknić za jakimś rozklekotanym vlaczkiem. W samej Jihlavie już nie tak ciekawie. Rynek trochę zaniedbany za to z dodającym charakteru wielkim klockiem po środku stał się również lubianym miejscem robienia zakupów. Duże wrażenie zrobiły na nas mury miejskie, których potęga zachowała się bardzo dobrze. Na dworzec jedziemy trajtkiem, z czego bardzo się cieszyłem. Niestety po drodze zabrakło dodatkowych elementów atrakcyjnych - szelki trzymały się jakby je kto przykleił. Na dworcu mieliśmy jeszcze dłuższą chwilę więc zdecydowaliśmy się na sforsowanie drzwi prowadzących do przydworcowej knajpy.

Następny punkt zwiedzania to Znojmo. Tu faktycznie sporo jest rzeczy do zobaczenia, choć, rzecz jasna, niekoniecznie poza sezonem. Najciekawszy ze wszystkiego był zamek, gdzie udało się wejść w obręb murów i zobaczyć całkiem niebrzydką panoramę okolicy i już naprawdę w deskie widok na starówkę. Wracając w kierunku rynku obczajamy hostel (nie działa) i oglądając sporo ciekawych kamienic i kościołów łamiemy sobie głowy, gdzie by tu zanocować. Po obczajeniu wszystkiego, co rokowało na otwartość i niskocenność wsiadamy w pociąg do Mikulova, gdzie kimamy w miarę blisko dworca w Turistickej Ubytovne, a w tej chwili hotelu robotniczym. Kima o suchym pysku, bo w okolicy wszystko zamknięte, nie licząc jednej knajpy i pięciu burdeli z dużymi reklamami. No cóż, Austria o minutę drogi autem.

A skoro tylko minutę to Jan zdecydował się podskoczyć do Wiednia na dzień. Jak postanowił tak uczynił. Z heroizmem godnym największych stąpających po tej ziemi, zerwał się o czwartej rano i popędził do austriackiej stolicy.

Opuszczając ubytovnię skierowaliśmy się do centrum Mikulova. Penetrując wszelkie zakątki starej części miasteczka przeżywaliśmy małą reminiscencję z Pragi. Tylko należy jeszcze dopisać przeraźliwe zimno. Kamieniczki kamieniczkami, zamek zamkiem, widok widokiem. Czas się ogrzać! W pierwszym miłym lokalu, który miał w nazwie "cafe", wina grzanego niet. Więc znaleźliśmy drugi, jeszcze milszy. A że Morawy Południowe winem stoją chcieliśmy wreszcie skosztować lokalnych trunków. I nie dość, że w drugim lokalu mieli wino to mieli jeszcze różne czerwono-zielone połączenia.

Skoro już posmakowaliśmy lokalnego wina to przydało by się jeszcze zobaczyć jak się je robi. I co z tego że początek lutego. W tym celu udaliśmy się do miejscowości Petrov, gdzie znajdują się unikalne winne piwniczki. W kompleksie piwnic bardzo nam się podobało. Właściciele doglądali akurat swoje wyroby więc mogliśmy zajrzeć tu i tam. A że gościnność to rzecz naturalna mieliśmy szansę posmakować wina prosto z gąsiorów. Wino było bardzo przedniego gatunku więc nie omieszkaliśmy zaopatrzeć się u źródła. Do najbliższej większej miejscowości gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg musieliśmy podjechać dwie stacje.

Miasto Straznice nie wyróżnia się niczym specjalnym. Dla nas miało to być tylko miejsce noclegu. Po sprawdzeniu wszystkich adresów, które posiadaliśmy i wszystkich adresów "zastanych" napisaliśmy do Jaśka, że w Straznicach nici z noclegu i jedziemy do kolejnej większej miejscowości Veseli nad Moravou. Tam po wielu próbach i dość długim szukaniu udało się trafić do pensjonatu "u Evy". Veseli również nie miało wiele do zaoferowania w kwestiach turystycznych. Plan na ostatni dzień zakładał Ołomuniec i Ostravę, gdzie mieliśmy wsiąść do "Chopina".

Jak ustalili, tak zrobili. Zwiedzanie Ołomuńca rozpoczeliśmy od kręcenia młynkami na dworcu w celu ustalenia godziny odjazdu do Ostravy. Krótki spacer i już jesteśmy pod katedrą. Sam budynek rewelacja - robi naprawdę duże wrażenie. A jak jest w środku to nie wiemy. Napis na drzwiach brzmiał "Zavreno, zavreno, zavreno". Droga na rynek jaką sobie wyznaczyliśmy zawierała zarówno przewyższenia pionowe jak i ciekawe elementy krajoznawcze. Obydwa główne place postanowiliśmy zwiedzić na lekko mając za bazę pewien lokal przy jednym z nich. Zimno było piekielnie przeszywające całego człowieka, więc poszło nam to całkiem zgrabnie.

W Ostravie, gdzie mieliśmy złapać pociąg do Warszawy, mieliśmy dużo czasu. Po odwiedzinach w najlepszej informacji turystycznej jaką widziałem udaliśmy się w miasto. Spacer po centrum zaowocował skutecznym dociążeniem naszych garbów w Billi, więc postanowiliśmy zasiąść gdzieś, gdzie będziemy mogli pozbyć się ostatnich koron. Gdy udałem się z lokalu do bankomatu celem zaokrąglenia naszych finansów, miałem okazję na spokojnie spojrzeć na centrum. Z jednej strony masywne budynki mówiące "tu rodzi się ciężka praca dla dobra społeczeństwa" z drugiej strony nowe centra handlowe i krzykliwe neony. Zdecydowanie bardziej spodobał mi się pierwszy widok. Na dworzec udaliśmy się dosyć wcześnie, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu. Odwiedziliśmy smutną knajpę na dworcu z jeszcze smutniejszą panią, której oczy mówiły "człowieku, na cholerę Cie tu niesie". Potem przenieśliśmy się do bardzo przytulnej poczekalni. Oczy jakoś trochę się kleiły, ale po co jest mapa. I w tym momencie pach! Godzina spóźnienia. Klawo. Kiedyś tam wreszcie ten Chopin przyjechał i nawet udało się mieć cały przedział dla nas. Gdy rano wysiedliśmy na Centralce miasto już było całkiem dobrze rozkręcone...

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group