Dzisiaj jest 19 lis 2017, 23:52

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 23 sty 2007, 0:48 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
Statystyki:
20-21.01.2007
start: 3:35/ 4:10
koniec: 24:30/23:45
ogółem: 1156,5 km/ 1087,9 km
20.01.2007 – 6 miejscowości, 586 / 551,7 km
21.01.2007 – 9 miejscowości + Ślężą 570,5/ 536,2 km
Autko: Ford Fiesta 1.1, 1989r. , benzyna, 6,53 l/100 km
Uczestnicy: Tomek i Michał D., Jasiek R., Magda K.


Pomysł

Jasiek z Tomkiem już od dawna planowali wyprawę na Ślężę, bo tylko tego szczytu brakowało im do zdobycia Korony Gór Polski. Pech chciał, że kiedy omawiali plan wyjazdu w kanciapie pojawiłam się ja i słysząc rozmowę rzuciłam standardowe „a gdzie się wybieracie”. A ponieważ masyw Ślęży obejrzałam całkiem niedawno, wracając geriatrowozem Roberta z Mrówek, pomysł chłopaków bardzo przypadł mi do gustu. Mniej zachęcająca była perspektywa pójścia do pracy w poniedziałek rano prosto z pociągu, więc rzuciłam pomysł pojechania moim autkiem. Pomysł się spodobał, panowie ustalili trasę dorzucając kilka godnych zobaczenia miejscowości Dolnego Śląska, z Węgier przyjechał dodatkowy kierowca i jazda.

Wyjazd

Pakując się w piątek wieczór przy akompaniamencie wichury za oknem i upomnień rodziny po co ja właściwie jadę i jeszcze w taką pogodę, dostałam od Tomka sms’a oznajmiającego że panowie właśnie szykują się do wyjazdu grając w brydża. Trochę mnie to zaniepokoiło ze względu na potencjalny brak dyspozycyjności zmienników za kierownicą, ale jak się okazało niesłusznie. Ja sobotę rozpoczełam pobutką o 3:05, chłopcy 10 minut później i o 4:10 spotkaliśmy się na Służewiu. Jak na rasowych turystów przystało zapakowaliśmy nasze reklamówki do autka i wyruszyliśmy. Z Warszawy wjechaliśmy na gierkówkę i postawiwszy na jakość w Częstochowie dopiero skręciliśmy w prawo, zaskakująco dobrą trasą kierując się do Opola (Bronku, dzięki za radę !). Pomiędzy Częstochową a Opolem za kierownicą gokarta zasiadł Tomek i korzystając z obwodnicy Opola skierowaliśmy się na autostradę w kierunku Wrocławia. Niewątpliwy komfort jazdy po autostradzie psuła nam jedynie szybko opadająca wskazówka poziomu paliwa, co połączone z brakiem stacji po drodze zaczynało niepokoić. W końcu udało się nam znaleźć złodziejską stację benzynową, co skutecznie oddaliło widmo drałowania kilkunastu kilometrów z kanistrem. Chcąc zatankować Tomek nieopatrznie wepchnął się w kolejkę przed TIRa co nie wywołało entuzjazmu jego kierowcy. Na szczęście obeszło się bez wyjaśniania czy mały powinien dużemu ustąpić czy odwrotnie. Po przekąszeniu kanapek ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem ja miałam szansę pośmigać autkiem po autkostradzie. Dwie kolejne godziny zeszły mi na planowaniu z Jasiem zbliżającego się wyjazdu do Irlandii i gdyby nie pogarszająca się pogoda i kropiący deszcz zupełnie bez emocji dotarlibyśmy do Legnicy.

Legnica
Zgodnie z moimi szacunkami udało się nam być w Legnicy o 10:25 gdzie jak dzielnie notował Jasiek obejrzeliśmy wieżę dawnej bramy miejskiej, budynek dawnej szkoły rycerskiej, dwa kościoły gotyckie, rynek i ratusz. O mały włos a nie udałoby nam się zobaczyć bardzo ciekawego w wystroju Mauzoleum Piastów Legnickich, ale gdy lekko zmartwieni oglądaliśmy kościół przez kratę kościelny akurat otworzył wejście i razem z wycieczką szkolną udało nam się nawet posłuchać historii o wielce wystawnym pogrzebie ostatniego potomka rodu, zmarłego w wieku 17 lat.
Kolejnym punktem programu był spacer do Zamku mieszczącego lokalną szkołę managierów. Następny na liście kościół ewangelicki był zamknięty, więc ruszyliśmy w stronę rynku wypatrując opisanej w przewodniku wyjątkowo pięknej kamienicy. Kamienica bynajmniej nie powaliła, dużo sympatyczniejszy był kolejny kościół gotycki z pięknie prezentującymi się organami. Reszta rynku, poza detalami w postaci malowideł na kilku kamienicach była mieszaniną późnego Gierka i wczesnego Gomółki. Duże wrażenie na Jaśku zrobiła natomiast legnicka moda a w szczególności nastoletnia blond piękność w Złotych Butach.

Legnickie Pole
Za kierownicą usiadł Michał, rozczarowany trochę że autko jest Fordem a nie jego ulubionym Fiatem Pandą. Przy wyjeździe z Legnicy rzuciliśmy jeszcze okiem na stojący na rondzie pomnik ufundowany przez pocztowców i skierowaliśmy się do Legnickiego Pola. Kiedy już rozczarowani pocałowaniem klamki w tamtejszym Kościele Opackim zbieraliśmy się do odwrotu mieszkanka znajdującego się w dawnych zabudowaniach poklasztornych domu opieki skierowała nas do niepozornego romańsko-gotyckiego kościółka w którym mieściło się Muzeum Bitwy pod Legnicą. Poza wątpliwej jakości sztuką nowoczesną i kopiami różnych średniociekawych eksponatów w Muzeum obejrzeliśmy multimedialną prezentację bitwy pod Legnicą (nagranie z taśmy i makieta z kolorowymi żaróweczkami). Potem przewodniczka zaprowadziła nas do Kościoła Opackiego kryjącego w swym wnętrzu unikatowe malowidła i freski o, jak się dowiedzieliśmy, bardzo złożonej symbolice. Wystrój kościoła zrobił na nas naprawdę niesamowite wrażenie, zwłaszcza gdy wzięło się pod uwagę że Legnickie Pole to w sumie niewielka wioseczka z takim skarbem w środku.

Jawor
Dokładnie z planem Tomka chwile przed 13:00 dotarliśmy do Jaworu, gdzie byliśmy umówieni na zwiedzanie Kościoła Pokoju. Niestety, przyszło nam czekać i wątpić w nasze szczęście dobre 20 minut, bo przedłużyło się zebranie rady parafialnej tej zaledwie kilkuletniej parafii ewangelickiej, z nie więcej jak 100 parafianami. W międzyczasie od przechodzącego pana usłyszeliśmy wykład o wyższości Jawora nad Opolem oraz o atrakcjach Drohiczyna. W końcu pojawił się kościelny z kluczem, zgarnął po 5 zł od łepka i wpuścił nas do Kościoła Pokoju włączając nagranie przedstawiające historię tego unikatowego obiektu. Kościół wprawdzie już z zewnątrz wyróżnia się swoim wyglądem, ale w żadnej mierze nie oddaje tego co czeka na zwiedzających w środku – kunsztowne zdobienia drewnianej świątyni robią niesamowite wrażenie.
Kolejnym punktem programu było pocałowanie klamki ceglanego, gotyckiego kościoła św. Marcina i arkadowy rynek – o dziwo, nawet okalające go w 1/3 budynki w stylu późnego Gierka nie zepsuły ogólnie sympatycznego charakteru rynku i stojącego po środku ratusza. Pozostałe zabytki – przyklasztorny kościół i kaplica powstała z byłej synagogi zrobiły na nas już mniejsze wrażenie. Nic jednak nie zapowiadało rozczarowania jakie wzbudził jaworski zamek – prezentujący się okazale jedynie na zdjęciu z powietrza, a widziany z bliska będący ruderą mieszczącą upadające lokale użytkowe i niewiele lepiej prosperujących tubylców.
Na dziedzińcu zamku stała tablica upamiętniająca umierających w tutejszym więzieniu, oczywiście za wolność, równość i sprawiedliwość, Francuzów.

Strzegom
W Strzegomiu dla Tomka największą atrakcją okazał się wiadukt kolejowy i zamknięta stacja w centrum miasta. W gotyckim kościele Jasiek utrwalił się na wideo pary której nasze pojawienie się zakłóciło ostatnie przygotowania do ceremonii ślubnej. Z racji niezbyt odświętnych strojów największą atrakcją Strzegomskiego kościoła byliśmy w tej sytuacji właśnie my. Rynek Strzegomia nie wniósł niczego nowego, niezbyt owocne okazały się też poszukiwania pozostałości murów miejskich, sukcesem zakończyliśmy natomiast poszukiwania piwa Książ w lokalnym sklepiku. Nie ujętą w przewodnikach atrakcją okazał się pomnik XV-lecia Polski Ludowej i pomnik Armii Radzieckiej.

Jaworzyna Śląska
Komisja w składzie orzekła, że obóz koncentracyjny Gross Rosen nie pasuje tematycznie do klimatu wyjazdu i tę atrakcję mineliśmy bokiem, podobnie jak kamieniołomy granitu. Nie mogliśmy (choć w sumie to mogliśmy, ale Tomek by nam nie darował) ominąć Muzeum Parowozów – choć z wystawy motocykli Harley Davidson już zrezygnowaliśmy. Gdyby komuś brakowało noclegów w pociągach, muzeum oferuje noclegi w stojących na bocznicy wagonach sypialnych PKP (w tym na podwójnym łóżku). Ceny w sumie niższe niż nocny bilet na rozsądnie długiej trasie w wagonie sypialnym.

Świdnica
Zależało nam na obejrzeniu wnętrza drugiego z zachowanych Kościołów Pokoju (w sumie istniały 3, trzeci był w Głogowie) w Świdnicy dlatego narzuciliśmy tempa. Niestety mimo nadłożenia specjalnie drogi pechowo omineliśmy pomnik Srającego Chłopka, ale co się odwlekło to nie uciekło. Drugi z Kościołów Pokoju, oglądany także przy wtórze narracji z kasety ale za to przy świetle lamp także zrobił na nas duże wrażenie – ilość zdobień i misternie dopracowanych detali była doprawdy zdumiewająca. Dzięki kilku piętrom świątynia była w stanie pomieścić 7.500 wiernych. Licząc na zbliżającą się godzinę 18:00 dającą cień szans na zobaczenie wnętrza Katedry w Świdnicy (druga po Częstochowie najwyższa wieża kościelna w Polsce) udaliśmy się w kierunku rynku. Szczęście znów dopisało i choć w katedrze mszy jeszcze nie było odsłuchaliśmy dwie kolędy w wykonaniu chóru szkoły muzycznej – zwycięzcy odbywającego się przez weekend w Świdnicy konkursu kolęd. Ostatnim do zwiedzania punktem wieczoru był sympatyczny rynek, który podświetlony prezentował się znacznie lepiej niż widoczne w świetle dziennym zamknięte lokale w stylu wczesnego Gomółki wymieszane z dawniejszymi budynkami. Po rozlokowaniu się w schronisku i spożyciu spaghetti / soji udaliśmy się raz jeszcze na Rynek w celu spożycia napojów energetycznych.

Zgodnie z dopingującym nas hasłem – „nie spać, zwiedzać”, w niedzielę wstaliśmy o 6:00 by po śniadaniu odnaleźć w końcu Srającego Chłopka, malowniczo prezentującego się w promieniach wschodzącego słońca, na tle Ślęży. Jasiek, powstrzymywany jednak rześkością poranka i pewnie mniej, ale i moją obecnością, stłumił pokusę dołączenia do Chłopka w jego klasycznej pozie.

Sobótka
W przyłączonej do Sobótki w latach 70-tych Górkce obejrzeliśmy przerobiony na hotel zamek Górka. Już w Sobótce kolejny gotycki kościółek i stojący przy nim prehistoryczny głaz nie były aż taką atrakcją jak przygotowujący się do 3 wojny światowej paintballowcy patrzący na nas z niemniejszym wyrazem ubolewania w oczach, niż my na nich. Atrkcją owalny ryneku Sobótki był pomnik-mapa okolicy. W kościele w stylu wiejskiego baroku największą atrakcją był kamienny, wybitnie zamortyzowany lew wmurowany przy wejściu do kościoła. Dla fanów miasta wypatrzyliśmy w sklepiku pamiątkowe miniaturki równie zamortyzowanego niedźwiedzia ze Ślęży.

Ślęża
Na parkingu pod Wieżycą autko stanęło jako pierwsze. Jak się okazało jednak paintballowcy już nas ubiegli i pod znakiem solarnym przy wejściu na szlak przygotowywali się do walki. My udaliśmy się do, jak się po chwili okazało, zamkniętego schroniska. Nie pozostało nam więc nic innego jak wejść na Wieżycę. Byliśmy tam jeszcze przed 10:00 kiedy to, jak głosiła kartka powinni otworzyć wieżę widokową więc postanowiliśmy zahaczyć o nią w drodze powrotnej i ruszyliśmy dalej deliberując o filmach Mela Gibsona. Po drodze żółtym szlakiem minęliśmy Pannę z Rybą ale bez głowy i słynnego zamortyzowanego niedźwiedzia – mimo że w klatce z siatki, te prehistoryczne kultowe rzeźby i tak robiły ciekawe wrażenie tym, że można było obejrzeć je tam gdzie faktycznie zostały ustawione a nie w sali muzealnej. Dalej, bohatersko, pod ostrzałem z karabinków paintballowych przedzieraliśmy się w kierunku smaganego niespotykanej siły wichura szczytu Ślęży. Mordęga spaceru opłaciła się – Jaśkowi na szczycie pogratulowaliśmy zdobycia Korony Gór Polskich (i kolejnego szczytu do Korony Sudetów), potwierdzonego pieczątką w schronisku najdroższym na wschód od Rio Grande („Obiekt nie obowiązuje regulamin PTTK”).
Ślęża okazała się górą okrutną – przepysznie wyglądająca szarlotka (6zl za sztukę) kusiła bezlitośnie, wejście na wieżę widokową powyżej pierwszego półpiętra okazało się niemożliwie z uwagi na zajebiście piżdzący wiatr. Prehistoryczni bogowie domagali się ofiar – krew obficie popłynęła z mojej obtartej pięty, a nacierający na szczyt paintballowcy w przeciwieństwie do rodzin z babciami, dziećmi i psami mieli rzekomo pozwolenie na swoje gry wojenne. Wieża widokowa na Wieżycy okazała się zamknięta też po 10:00.
Plan Jaśka, żeby potwierdzić wejście na szczyt mandatem za parkowanie bez opłaty na płatnym parkingu spalił na panewce. Samochodów przybyło, turystów objeżdżających parking 2 razy aby tylko te 5 metrów bliżej szczytu stanąć też, pojawił się też pan kasujący opłatę parkingową – przy wjeździe na parking, więc wyjechaliśmy za friko J. W celu urozmaicenia trasy do Dzierżoniowa pojechaliśmy trasą przez Przełęcz Tąpadła.

Dzierżoniów
Miasteczko nie było punktem obowiązkowym na naszej liście, ale zdecydowanie dobrze że je odwiedziliśmy. W rynku jest mnóstwo odnowionych, kolorowych kamieniczek, na środku ciekawy ratusz z wąską uliczką, a nieopodal bardzo dobrze zachowane mury miejskie. W kościele (kościół gotycki z ceglaną "kratownicą" nad głównym portalem) trafiliśmy akurat na chrzest. Czas płyną, a lista była jeszcze długa więc narzuciliśmy tempa. Za kierownicą zasiadł Michał D. i przez Piławę Dolną (tu pozdrowienia dla koleżanek z pracy) udaliśmy się do Frankensteinu.

Ząbkowice Śląskie
Ratusz ząbkowicki robił bardziej bajkowe wrażenie niż opiewany w przewodnikach zamek w Górce. A już w ogóle szczeny nam poopadały gdy w bocznej ulicy dochodzącej do rynku ujrzeliśmy krzywą wieżę (34 m, odchylenie od pionu 2,12m). Nie dane nam jednak było spokojnie zapoznać się z historią obiektu, bo akurat podeszła do niego ekipa TVP z wytapetowaną blondyną. Tu cytat z blondyny: „To na pewno najbardziej krzywa wieża w Polsce. Ale robi się już późno a ja jeszcze nie mam noclegu. O, jest informacja turystyczna – tu na pewno mi pomogą”. Z Jaśkiem musieliśmy udać się za winkiel w celu wytarzania się ze śmiechu. Ale faktycznie, w informacji turystycznej i nam pomogli, informując że na wieżę z powodu prac konserwatorskich w tym roku wejść się nie da ale do muzeum Frankensteina w sezonie zapraszają. W kolejnym gotyckim kościele przez szybkę obejrzeliśmy wnętrze i udaliśmy się w poszukiwaniu zamku. Zamek był duży i zniszczony a do obejrzenia go od środka skutecznie zniechęciła nas lokalna młodzież w bramie zamkowej pijąca wódkę. Poszukiwania fastfoodu spełzły na niczym więc pojechaliśmy dalej.

Kamieniec Ząbkowicki
Zaczynało i być późno i padać więc zwiedzanie Kamieńca ograniczyliśmy do pałacu – częściowo odremontowanego i bardzo ciekawie prezentującego się z zewnątrz (wieżyczki, łuki, tarasy, bluszcz ). Nabożnie ucałowaliśmy klamkęi obejrzeliśmy rzeźbę Don Kichota zmierzającego ku odbudowie zamku (Sancho poszedł do urzędu i jak głosiła kartka nie wrócił). Rozczarował się też Michał, bo widoczne w pałacowym parku zabudowania nie były byłym browarem w którym na potrzeby zamku pędzono by lokalne piwo.

Ziębice
Do Ziębic godnie wjechaliśmy Bramą Paczkowską, obejrzeliśmy kolejny ratusz, dwunawowy kościół gotycki – niestety zamknięty i bardzo sympatyczny budynek szkoły przykościelnej. W restauracji „Popularna” zjedliśmy Jasiek schabowego, reszta klopsy w sosie będącym kiedyś zupą pieczarkową.

Henryków
Walcząc z poobiednią sennością, powolnym zmierzchem oraz objazdem wyruszyliśmy do opactwa Cystersów w Henrykowie, słynnego z Księgi Henrykowskiej. Droga zamykała się tuż za parkingiem przy klasztorze, niestety klasztor też się zamykał więc ten bardzo piękny kompleks obejrzeliśmy tylko z zewnątrz. Po obejściu klasztoru i nieudanych pertraktacjach z furtianem, nie chcąc wracać do autka tą samą drogą wyszliśmy mostem na główną ulicę Henrykowa. Walcząc z porywistym wiatrem dowiedzieliśmy się dlaczego do Strzelina proponowany jest objazd – mostu na rzeczce płynącej przy murach opactwa tymczasowo nie było. Nie przeszkodziło nam to jednak wkroczyć na teren budowy i przejść rzeczki kładką, natykając się na końcu na trochę zdezorientowanego naszą obecnością ciecia, który jednak był na tyle uprzejmy że wypuścił nas za ogrodzenie i udzielił jeszcze wskazówek jak najkrótszą drogą dotrzeć do Strzelna. Droga faktycznie była krótka choć dziurawa, a ogromna czarna chmura, deszcz i porywisty wiatr jazdy nie ułatwiały.

Strzelin
Rynek w Strzelnie, poza ruinami bardzo pechowego ratusza z którego ostała się tylko wieża był z epoki czystego Gierka. Ciekawe wrażenie robił gotycko-romański kościółek św. Gottarda schowany pomiędzy blokami. Sympatyczny był też kościół w drugim rogu rynku. Uzupełniliśmy zapasy i wyruszyliśmy dalej.

Brzeg
Do ostatni na liście zwiedzania Brzegu wjechaliśmy już po ciemku, za to udało się zaparkować tuż przy zamku Piastów Brzeskich (oczywiście zamkniętym). Wchodząc w czasie mszy do kościoła trochę nas zdziwiło kazanie o tym jak to ludzie mało płacą i ile co kosztuje... okazało się jednak że to nie narzekania proboszcza na skąpych wiernych ale opowieści misjonarza z Madagaskaru. Obejrzeliśmy też ratusz, choć po ciemku robił już nie największe wrażenia oraz gotycki, bardzo wysoki kościół – niestety też widziany pobieżnie w czasie mszy.

Powrót
Z Brzegu wyruszyliśmy o 18:40 znów kierując się na Opole, w którym mignął nam na skrzyżowaniu nawet fragment zabytkowego kościoła. Dalej tą samą trasą dzielnie prułam na Częstochowę. Droga mijała szybko, urozmaicaliśmy ją rozmową o stereotypach odnośnie różnych krajów („O, pan z Węgier, pewnie z Budapesztu – ja też byłem w Budapeszcie”). W Częstochowie zatankowałam autko i za kierownicą zmienił mnie Tomek. Tył samochodu powoli usypiał a ja zabawiałam Tomka rozmową, na trasie zmieniliśmy się ale i tak mówiłam dalej głównie ja. Pod dom Tomka zajechaliśmy o 23:45. Panowie wyładowali swoje siatki i zapas piwa Książ a ja samotnie udałam się w kierunku Otwocka, by o 24:30 paść w ramiona wyczekującego mnie męża.

_________________
www.mt20864.republika.pl


Ostatnio zmieniony 23 sty 2007, 12:32 przez Magda, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 sty 2007, 0:55 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Magda pisze:
Jasiek, powstrzymywany jednak rześkością poranka i pewnie mniej, ale i moją obecnością, stłumił pokusę dołączenia do Chłopka w jego klasycznej pozie.

Ja tam Jaśka rozumiem.

Magda pisze:
W rynku jest mnóstwo odnowionych, kolorowych kamieniczek,

Odnowionych tylko z zewnątrz ;)

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 sty 2007, 14:42 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
Wyjazd był megafajny, Dolny Śląsk rulez! Wielkie SiP się należą Magdzie, bez której nie udałoby się zrealizować tego: może byśmy połowę planu z Jaśkiem zrobili. Poza tym, Fiesta jest super samochodzikiem, a Magda świetną kierowcą! A ja dostałem, że mam "ciężką nogę" :D

No to jeszcze Zaltman, Jested i Luz :!: do boju, do boju, do boju!!!

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 sty 2007, 19:31 
Offline
mała srebrna

Rejestracja: 06 paź 2005, 23:12
Posty: 144
tomek pisze:
Wyjazd był megafajny, Dolny Śląsk rulez!


Święte słowa, Tomku, święte słowa :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 24 sty 2007, 14:58 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Zapomniałbym, bardzo fajna relacja :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 25 sty 2007, 0:42 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
Zapraszam do obejrzenia moich zdjec z wyjazdu:
Autkiem na Sleze 2007

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group