Dzisiaj jest 18 lis 2017, 2:57

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 8:16 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Ostrzegam, będzie długa relacja.

W zeszłym tygodniu podpiąłem się pod wyjazd Przemka i Młodego w Bieszczady. Chłopaki postanowili załoić odcinek Komańcza – Sianki, wg wspólnych obliczeń 159 GOT. Było to prawie dwa razy więcej niż mój dotychczasowy rekord, ale tęskno mi było do idiotyków, więc decyzja mogła być jedna. Umówiliśmy się na piątek, na busa do Sanoka o 13 z WZ. Tyle tytułem wstępu.

Lekko nie było od początku – w piątek miałem ostatni dzień pracy i planowo wyszedłbym 12.30 z zakładu, co nie dawało szans na wyrobienie się na wuzet. Udało się wybiec o 12.16 z nadzieją na zdążenie na pociąg o 12.21. Narobiłem tym wylotem sporego zamieszania, więc przypuszczam, że kolega Łukasz, z którym pracowałem, uważa że zwariowałem. A pociąg, oczywiście, wpadł na pomysł odjechać minutę wcześniej. Dupa. Z przesiadkami dojechałem do Dżeruzalem Wali po drodze obgadując sytuację z chłopakami i zamawiając kebaba. Z braku lepszych pomysłów i połączeń zacząłem na Alejach łapać stopa. Zatrzymała się taryfa. No chuj, da budiet. Wpadłem na ostatnią chwilę, chłopaki już czekali z kebabem. SiP!

Obok nas zasiadł uczestnik poprzedniego Przejścia Majowego, którego imię, niestety, wyleciało mi z pamięci. Podróż była w miarę ok, zwłaszcza po Ostrowcu Św., kiedy to kierowca przypomniał sobie, że istnieje nawiew. Niestety, spóźniliśmy się, co udupiło możliwość jazdy ostatnim PKSem do Komańczy. Udało się dojechać autobusem do Zagórza, skąd, po krótkim w sumie czekaniu, złapaliśmy kolesia, który podwiózł nas do Rzepedzi (mimo spieszenia się do swej kobiety). Jako że była 21.25 – zaczynamy iść nie licząc na kolejnego stopa.

Szło się klawo, choć senność miejscami była wkurzająca. Od wejścia na Pryszczatą wykorzystywałem więc przerwy na sen. O świcie za Patryją powitał nas hałas buszującej zwierzyny. Diabli wiedzą, co to było, ale podobno w tej okolicy są żubry. Rano doszliśmy do bacówki pod Honem, gdzie pani załamywała ręce słysząc, co przeszliśmy i co planujemy (na wszelki wypadek powiedzieliśmy, że walimy do Puchatka). Dostaliśmy wrzątek, a ja planowałem coś ciepłego do zjeścia nabyć, ale 8zł za dwie chude parówki to dla mnie lekka przesada. Zapasy uzupełniliśmy w sklepie. Kupiłem m.in. jogurt z musli (pochłonąłem od razu) i kiełbę na wieczór. Już po godzinie jogurt w połączeniu z niewyspaniem dał o sobie znać, na szczęście Młody miał laremid, bo postoje stawały się monotonne…

Teraz o pogodzie – w zasadzie nie można było sobie wyobrazić lepszej – ciepło, słońce, full widoczność, sucho. W takich warunkach osiągnęliśmy idiotyk w okolicy Wielkiego Jasła, koło 12. Tu dygresja – nie lubię GSB na odcinku Cisna – Kalnica. Parę lat temu bubum bubum na tej trasie przedwcześnie skończyło mój pierwszy idiotyk. Jakby na zawołanie, na zejściu z Okrąglika odezwał się pierwszy kryzys, a spożyta kiełba zaczęła przyprawiać mnie o ból żołądka (cholera jasna, lekkie jem – źle, ciężkie – też niedobrze). Wreszcie udało się zejść do Kalnicy, gdzie z pobieżnych wyliczeń wynikło, że w tym tempie na Sianki i powrót z niedzieli na poniedziałek szans nie ma. Cóż, po przerwie szło się jakoś lżej, więc zwiększamy prędkość, ale czuję, że długo tak nie dam rady. Po drodze kasuje nas dziad za wjazd do BPNu. Na podejściu na Smerek różnice prędkości robią się istotne, więc dziękuję chłopakom i planuję dojście do Jawor(z)ca. Prędkość mi spada, wreszcie włażę na Przeł. Orłowicza i schodzę czarnym do bacówki, choć czas dłuży mi się niemiłosiernie. Po drodze odśmiecam szlak na trasie Smerek – Jaworzec. W bacówce, której na początku nie poznałem (!), miłe przyjęcie plus impreza, którą niestety przespałem. Ile przeszedłem, do chwili obecnej nie policzyłem. Coś koło 90 GOT.

Niedziela – wstaję rano, o dziwo, z niedużymi zakwasami i zawijam się do Kalnicy, bo mam być najpóźniej o 15 w Ustrzykach Grn (a jak się da to bliżej Mucznego), bo chłopaków zgarnąć ma mama Młodego. Na krzyżówce od razu łapię stopa do Ustrzyk, robię zakupy, po wyjściu ze sklepu od razu podwózka do Stuposian. Tam wysiadam, chcę coś zjeść, a tu – kolejny autostop do Mucznego. Czasowo: 10.00 wyjście Jaworzec – 10.35 Kalnica – 11.00 Ustrzyki – 11.10 odjazd Ustrzyki – jakaś 11.25 Stuposiany – 11.45 Muczne. Po drodze daję znać, gdzie jestem. W Mucznem piwko i relaks. Jakoś koło w pół do drugiej podjeżdżają rodzice Młodego i razem jedziemy do Bukowca.

Dojeżdżamy a chłopaków nima. Podobno o 11 byli 200m od parkingu. Penetrujemy więc okoliczne miejsca nadające się na położenie śpiwora – gdzieś tu muszą być…

Dalszą część relacji pozostawiam Przemkowi i Młodemu.

Podziękowania:

Przemkowi i Młodemu – za zajebisty pomysł, świetną organizację i wykonanie oraz pomoc. Jak ktoś wie, jak się nauczyć tak robić wyjazdy i łazić – niech pisze na priva;

Łukaszowi Grzybowskiemu – za pomoc we wcześniejszym wyjściu z pracy, co związane było z labiryntem wewnętrznych telefonów i maili;

Kierowcy, który nas zabrał do Rzepedzi – za dobre serce mimo własnych strat czasowych;

Tomkowi Dombiemu – za załatwienie mi parę lat temu plecaka marki Egrimor, który przebył ze mną kolejną fajną przygodę i, jak się okazało, jest świetną poduszką a nawet łóżkiem;

Ewie, Pawłowi i Kamilowi z Jaworca – za tradycyjnie przemiłe przyjęcie i atmosferę;

Kierowcom niedzielnych autostopów – za niedzielne autostopy;

Rodzicom Młodego – szczególne podziękowania za nieocenioną pomoc logistyczną, wikt i opierunek oraz przyjemność wspólnej jazdy ze wszystkimi atrakcjami;

Kierowcom busa i autobusu powrotnego – za to, że od razu włączyli nawiew.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 16:21 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 gru 2006, 9:45
Posty: 460
Lokalizacja: Żoliborz
Cytuj:
Dalszą część relacji pozostawiam Przemkowi i Młodemu.


No cóż, podejście pod Smerek w naszym wykonaniu było dość szybkie, chyba zwyczajnie dlatego, że byliśmy silnie zmotywowani, aby zdążyć do Sianek na niedzielne przedpołudnie. Na Wetlińskiej wrzuciliśmy 6 bieg i odległość od Przeł. Orłowicza do Chatki Puchatka pokonaliśmy w 1h 13min. :) W Chatce postój na szamę, Ben Gaja i zmianę skarpet. Wychodząc ze schronu podziwiamy przez chwilę przepiękny zachód słońca na nad Wetlińską. Przed 21 zaczynamy już podejście z Berech na Caryńską. I tu dorwał nas poważny kryzys. Nałożyły się na siebie zmęczenie, całkowity brak snu od 1,5 doby oraz złudne przeświadczenie, że skoro Wetlińską udało nam się szybko przejść, to z Caryńską będzie podobnie. Nie było. Walka była ostra, a na szczycie byliśmy tak zmęczeni, że mieliśmy lekkie problemy z iściem prosto po ścieżce oraz rozpoznawaniem kształtów kamieni. Postanowiliśmy zrobić przerwę na spanie, żeby dojść do siebie. Wiedzieliśmy, że jak zaśniemy równocześnie to obudzimy się za pół dnia, dlatego spaliśmy na zmianę po 25 min, zostawiając sobie 10 minut zapasu na ogarnięcie się. Ta godzina przerwy naprawdę dużo dała, skończyły się problemy (na jakiś czas) ze wzrokiem i można było spokojnie iść dalej. W Ustrzykach zrobiliśmy 30 minut na odpoczynek i podbudowanie psyche. Przed 2 w nocy ruszyliśmy dalej. Po drodze zatrzymał nas pogranicznik. "Zeznaliśmy", że idziemy z Berech przez Caryńską na Tarnicę obejrzeć wschód słońca. Zapytał nas, czy widzieliśmy na Caryńskiej dwójkę badaczy sów :) W duchu pytanie bardzo mnie rozbawiło, bo na Caryńskiej byliśmy w takim stanie psychofizycznym, że nie zauważylibyśmy tych ludzi nawet, gdybyśmy się o nich potknęli.
Droga na Tarnicę w zasadzie spoko. Oczy nam się trochę kleiły, więc robiliśmy przerwy 10-15 min na drzemkę. Młody miał kłopot ze snem narkotycznym, potrafił przysypiać idąc :) Natomiast mi trochę dokuczała mgiełka przed oczami. System był taki, że Młody sobie na postoju kimał, a ja przy zgaszonej czółówce dawałem odpocząć swoim oczom, pilnując czasu. Wschód słońca obejrzeliśmy na Suchym Wierchu. Widok słońca wyłaniającego się zza Krzemienia był tak piękny, że natknął nas nową energią. Droga spod Tarnicy była już prosta, szło nam się dobrze. Ograniczenie czasowe zmusiło nas niestety do zejścia ze szlaku i przejścia fragmentu Parku Narodowego na rympał.
O 9 rano dotarliśmy do drogi z Mucznego do Bukowca. Od tego momentu już tylko bieszczadzki asfalt. W Bukowcu byliśmy o 10.50. Wiedzieliśmy, że do Sianek jest ok. 3h w jedną stronę, a o 15 musieliśmy być na parkingu w Bukowcu, bo miała nas zgarnąć mama Młodego ze Zbyszkiem. Czyli, że czasowo na Sianki nie ma szans. Trudno. Zakończyliśmy idiotyk w Bukowcu. Czas 37h 25min, dystans 155 GOT (możliwe, że kilka gotów więcej ale nie chciało nam się jeszcze tego dokładnie policzyć).

O 11 kulturalnie rozłożyliśmy się przy drodze czekając na transport. Byliśmy umówieni, już jechał samochód, myśleliśmy - na 13 będą. W między czasie umilaliśmy sobie czas szamą i zimną Perłą Lubelską, którą Młody niósł przez cały idiotyk specjalnie na tę okazję. O 15.50 stwierdziliśmy, że jednak coś jest nie tak, bo już dawno powinien być po nas samochód. Okazało się, że fragment mapy, pokazujący nasze położenie, był na zagięciu i się przetarł. Do umówionego miejsca spotkania mieliśmy jeszcze 800m. Przeszliśmy je "dość szybko" łapiąc po drodze zasięg i próbując się dokogokolwiek dodzwonić...

Po kilku zawirowaniach wreszcie całą trójcą znaleźliśmy się w Krośnie u Mlodego. Do powrotnego busa do Wawy mieliśmy 5h. Był pyszny obiad plus sporo browaru, więc jak łatwo się domyślić - czas nam się nie dłużył :)

Podsumowując - idiotyk bardzo udany. Choć do Sianek nie dotarliśmy, to i tak przeszliśmy niemal całe Bieszczady. Było zacnie, a następny idiotyki z pewnością nastąpią.

SiP dla Jaśka i Młodego - towarzyszy wyprawy. Jeszcze większe podziękowania dla mamy Młodego i Zbyszka za transport i ugoszczenie.

_________________
www.chcechodzic.pl/kasia/#/pomoc


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 17:18 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2005, 20:12
Posty: 629
Lokalizacja: z Trampa
Postawiłem flachę "Lubelskiej Wiśniówki" że nie dojdą z Komańczy do Sianek idiotykiem. Ze względu na to że chłopakom zwyczajnie zabrakło czasu, a to co zrobili i tak JEST WIELKIE, flacha im się należy. Uwierzyłem, żejesteście w stanie przejść z Komańczy do Sianek.

Gratulacje chłopaki. Jesteście potężni. Sky is the limit :)

Przede wszystkim za wytrwałość. Świecicie fajnym przykładem. Gigantyczne idiotyki nie są owszem dla każdego, ale patrząc z jakim uporem napieprzacie nie sposób z czystym sumieniem siedzieć w mieście na dupie:)


PS. Jasiek, spotkałeś w Smereku Tępego H... ?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 20:05 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Nie spotkałem, mam nadzieję, że Tępy H. (a w zasadzie Goopia Peezda, bo to suka była) zadomowiła się u GOPRowca, czy gdzieś.

W nawiązaniu do relacji - wyszło 94 GOT. Coś czułem, że jakbym jeszcze godzinę pociągnął stówa by pękła, ale mimo jakich takich rezerw w sile jakoś dziwnie nie miałem ochoty kombinować ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 21:37 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 paź 2005, 19:33
Posty: 1840
Lokalizacja: pow. Nowa Aleksandria
lorenco pisze:
W między czasie umilaliśmy sobie czas szamą i zimną Perłą Lubelską, którą Młody niósł przez cały idiotyk specjalnie na tę okazję.


Napój bogów trafił w odpowiednie ręce! :D

_________________
Adelante! La porta esta abierta!

Ludzkość to kupa zwierząt pełzających po gównie, a ja zakochałem się w samochodzie. M. Hłasko

CHARLES BARKLEY WANT TO MEETS YOU!!!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 23:03 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 22:56
Posty: 444
Lokalizacja: Bielany
Panowie, Szacun i Podziw!

_________________
Nie liczę godzin, ni lat. To życie mija, nie ja :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 kwie 2009, 23:15 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3415
Lokalizacja: Augustów
Pełen szacun.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 kwie 2009, 10:28 
Offline
popularna

Rejestracja: 21 kwie 2008, 16:36
Posty: 11
robi wrażenie. gratulacje.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 kwie 2009, 17:00 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 gru 2006, 9:45
Posty: 460
Lokalizacja: Żoliborz
... bo sie nam od tych pochwał w głowach pomiesza ;) Myślę, że relacji z idiotyków będzie z czasem przybywać, bo bardzo się nam z Młodym spodobała ta forma turystyki :)

_________________
www.chcechodzic.pl/kasia/#/pomoc


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 kwie 2009, 18:35 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:36
Posty: 1378
Lokalizacja: Raszków
trójkąt Wielkich Węgier (jak i jego boki) wciąż czeka na pierwszych zdobywców - zatem młodzieży do dzieła :)

_________________
<-- w połowie Masakry :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 29 kwie 2009, 18:40 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Najpierw sudecki trójkąt musi pęknąć. A potem to kto wie :evil:

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 30 kwie 2009, 1:59 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 gru 2005, 2:54
Posty: 152
Lokalizacja: z Łodzi
Szacun panowie! :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group