Dzisiaj jest 20 lis 2017, 23:00

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 09 maja 2009, 17:07 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Ano, jak już wiecie, nie udało się. Słowo relacji jednak Wam się należy.

Zaczęło się na Centralnym o 6:45, gdzie dowiedziałem się, że mój IC "ODRA" do Wrocławia pojedzie drogą okrężną przez Koluszki i Częstochowę, bo na CMK zerwało trakcję. Cudo! Przez to moje planowane spotkanie ze Znajomą skurczyło się do marnych 1,5h. Stanowczo za krótko, choć żarcie było... znakomite!

O 15:10 spotkałem się z towarzyszami przejścia, Młodym i Prezesem, i już 5 min później siedzieliśmy w PKSie do Sobótki. Oczywiście, jadącym 55 min zamiast planowych 40, bo tuż przed Sobótką rozkopano drogę. Komunikacja publiczna żondzi!

Po krótkich zakupach najpotrzebniejszych rzeczy ruszyliśmy o 16:30. Na Ślęży stanęliśmy o 18. Wchodziliśmy wolno, wolniej niż głoszą tabliczki, by się nie zamęczyć i nie przeszarżować. "Opóźnienie" nadrobiliśmy schodząc, zatem w Sulistrowiczkach na przeł. Tąpadła stanęliśmy o 18:35. Potem żółty szlak do Jędrzejowic, do asfaltu, przeprzyjemny. Przed asfaltem zmiana butów na sandały i ruszamy o 20:10.

I teraz asfalt, dłuuuugie kilometry. Najpierw 8 z Jędrzejowic do Dzierżoniowa Dolnego. Potem ok. 5 do początku Pieszyc. A potem ze 4 przez same Pieszyce, które zdetronizowały właśnie Boguszów-Gorce w moim prywatnym rankingu najbrzydszych miast w Polsce. Po dojściu na koniec miasta 4 km kłusu przez pole do Nowej Bielawy. Tam jeszcze 1,5 km deptania asfaltu (już z powrotem w butach górskich) i wychodzimy o 1:30 na niebieski szlak, wiodący na przeł. Woliborską.

To był najcięższy dla mnie odcinek ze względu na senność. Młody opowiadał mi o rajdach samochodowych, a ja byłem w stanie odpowiadać jedynie "tak, tak", "no, tak, słyszałem", ale o czym mówił - na Boga, nie wiem. Pamiętam tylko że w jakiejś stajni od nowego sezonu ma startować zawodnik Kuchar. I że na szosie, którą szliśmy ok. 20 min. ma być jakiś OS rajdu ELMOT. Wcześniej miałem zwidy wizualne, jak Przemo idący przede mną świecił latarką na gałęzie, to mi się wydawało, że to nie cienie tych gałęzi, tylko coś na mnie biegnie.

Dlatego o 3:05 podczas postoju na Przeł. Woliborskiej zdecydowałem się się przespać. Pół godziny, ale zawsze coś. Potem ruszyliśmy o 3:45 przeraźliwie nudnym trawersem grzbietu Gór Sowich. Skończyliśmy go w Srebrnej Górze przy twierdzy ok. 6.

Tu chwila wahania - odpoczywamy znów czy męczymy się jeszcze godzinkę do wiaty na Przeł. Wilczej. Decyzja nr 2 wprowadzona w życie. Słusznie, spoczynek na 45 min. wprowadza w nas nowe siły, zaczynamy grzbier Gór Bardzkich z energią i rześkością o 8:50.

Ale niestety, ten grzbiet jest za długi, by mógł tę radośc przynieść do końca. Przed Bardem wszyscy dogorywamy, a do miasta wchodzimy będącą niegdyś klasztorną drogą krzyżową ul. Męki Pańskiej. Wszyscy trzej mamy podobne skojarzenia co do swojej sytuacji.

I ja w Bardzie kończę, a od chłopaków właśnie dostałem sms, że dotarli na Przeł. Kłodzką już o 16:25.

Życzę im, żeby doszli na ten Śnieżnik. A ja - cóż, i tak jestem zadowolony, bo zrobiłem "personal best" i pokonałem w jakiś sposób swoją słabość. O!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 09 maja 2009, 22:04 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Jacku, wielki szacunek za sam start, ale i nie mniejszy za wynik! A za tych co w tej chwili na trasie w ciemnej d... trzymam kciuki. Do boju, KTE!

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 10 maja 2009, 4:01 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
O 0:55 chłopaki byli na Puchaczówce a przed nimi ostatnia prosta. SiP dla Jacka.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 14:56 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Udało nam się poczynić pierwszy krok do zdobycia Wielkiego Szlema. Bok Ślęża - Śnieżnik zdobyty. Było ciepło, psychika szlała, zmęczenie ogromne i nieopisana radość na Śnieżniku. Straty w ludziach i sprzęcie - 0. Policzę GOTy i napiszę znacznie więcej.

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 15:05 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Wow! :padam:

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 15:42 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 wrz 2007, 21:40
Posty: 470
Lokalizacja: Racibórz
Gratulacje! ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 16:20 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 wrz 2006, 23:56
Posty: 173
Lokalizacja: Lublin
Super!Gratulacje!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 16:33 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 paź 2005, 22:56
Posty: 444
Lokalizacja: Bielany
Szacun i Podziw! Z niecierpliwością wyczekuję relacji!

_________________
Nie liczę godzin, ni lat. To życie mija, nie ja :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 17:04 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2005, 18:13
Posty: 1106
Lokalizacja: Prague North
Jakieś preferencje w stosunku do połówki?

_________________
Śpiewu ptak


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 18:37 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 gru 2006, 9:45
Posty: 460
Lokalizacja: Żoliborz
Cytuj:
Z niecierpliwością wyczekuję relacji


Jacek dociągnął relację do Barda, więc będę kontynuował. Z Barda ruszyliśmy "z kopyta" - wolne, ale miarowe tempo na podejściach, na zejściach trochę szybciej, na płaskim 5-6 GOT/h.
Szliśmy szybko, bo... po prostu nam się nie chciało :) Ten idiotyk był psychicznie wykańczający, zmęczenie po Bieszczadach dawało jeszcze o sobie znać. Z drugiej strony wiedzieliśmy, że nie ma innej opcji jak dojść na Śnieżnik, dlatego chyba podświadomie przyspieszaliśmy, żeby to mieć jak najszybciej "z głowy".
O 22 w Konradowie stwierdziliśmy, że jednak dobrze byłoby zrobić sobie dłuższą przerwę przed ostatnimi podejściami, jakie nas czekają (Puchaczówka, Czarna Góra i Śnieżnik). Na przystanku autobusowym zrobiliśmy godzinny popas, Młody spał, ja... czytałem książkę (zawziąłem się, że nie będę w ogóle spał na tym idiotyku, żeby przetestować działanie organizmu przy dłuższym niespaniu). O 23 wyruszyliśmy na Puchaczówkę. Nauczeni doświadczeniami poprzedników, którzy natrafili pod Przełęczą na mordercze podejście, trzymaliśmy się cały czas wschodniej strony i trawersowaliśmy ile tylko się dało. W efekcie dotarliśmy na Puchaczówkę w całkiem dobrej formie (tzn. byliśmy wymęczeni, ale spodziewaliśmy się, że będzie gorzej).
Na Przełęczy Puchaczówka znajduje się prawdopodobnie najlepsza wiata w całych Sudetach! Z zewnątrz zwykły mały szałas zabudowany z trzech stron, za to w środku - dwuosobowy miękki fotel i zestaw grubych koców! Stwierdziliśmy z Młodym, że takiej wiaty nie można minąć obojętnie i postanowiliśmy zrobić 20 min. przerwy.
Po przerwie było ciężko. Podejście na Czarną Górę strome i wyniszczające psychicznie. Na szczycie stanęliśmy pożądnie zmęczeni. Jednak od razu ruszyliśmy dalej - zimny wiatr nie zachęcał do postojów. Poza tym widać już było Śnieżnik, więc morale wzrosło.
Na Hali pod Śnieżnikiem byliśmy o 05.20 W schronisku zostawiliśmy garby i ruszyliśmy na lekko do góry. O 5.55 stanęliśmy na szczycie. Wiało i pizgało, ale za to były piękne widoki na Góry Bardzkie z jednej, a Jeseniki z drugiej. Udało się! Po 37h 20min od wyruszenia z Sobótki stanęliśmy na Śnieżniku. Satysfakcja tym większa, że szło się nam straszliwie i psychicznie byliśmy wycieńczeni ciągłym przezwyciężaniem "kryzysików".

W schronisku nie świętowaliśmy zbyt długo. W zasadzie po 10 minutach już byliśmy na szlaku do Międzygórza. Śpieszyliśmy się, by zdążyć na wcześniejszy pociąg do Wa-wy. Opłaciło się - W Międzygórzu zdążyliśmy na styk na PKS do Kłodzka o 8.30 (właśnie wjeżdżał na pętlę autobusową, gdy dochodziliśmy do przystanku). W Kłodzku spotkaliśmy się z Jackiem i przy piwie świętowaliśmy przejście Boku. Przed 12 pojechaliśmy z Młodym do Wrocka, a stamtąd kiblem do Opola. Z Opola "Olijką" do Wa-wy. O 22 byliśmy na Centralnym.

Pierwszy bok Trójkąta Idiotycznego zdobyty, następne wkrótce.

P.S. Mnie ostatecznie udało się przejść całość bez snu :)

_________________
www.chcechodzic.pl/kasia/#/pomoc


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 11 maja 2009, 21:14 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
lorenco pisze:
ja... czytałem książkę


A jaką jeśli można? Musiała być fascynująca, że udało się nie zasnąć :d

Gratulacje!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 maja 2009, 0:56 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:36
Posty: 1378
Lokalizacja: Raszków
No to po takim otwarciu trójkąt już jest Wasz. Widzę, że macie podobne podejście :hyhy:
A w przyszłym roku Matra-Fatra-Tatra (kolejność nieprzypadkowa).

_________________
<-- w połowie Masakry :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 maja 2009, 9:55 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 lip 2008, 8:42
Posty: 122
Lokalizacja: a teraz Grodzisk Maz. :)
Chłopaki, wielki szacun. Jak się czyta Wasze relacje, to aż ochota rośnie na idiotyka :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 maja 2009, 10:38 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
bronek pisze:
A w przyszłym roku Matra-Fatra-Tatra (kolejność nieprzypadkowa).


O to się nawet założyliśmy, dochodząc do Barda. Chłopaki (albo ich wstępni/zstępni/powinowaci jeśli próba się uda, a oni jednak coś nie teges) mają ode mnie skrzynkę wódki, jeśli przejdą - jak mówili, za 2 lata - bok Fatra-Matra.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 12 maja 2009, 13:14 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Garść statystyk:
długość: 158 GOT (79 GOT Jacek)
czas: 37 h 20 min (19 h 15 min Jacek)
średnia prędkość: 4,23 GOT/h

Podchodząc pod Ślężę jakoś tak nie czułem polotu, kolejne kamienie pod nogami nie dawały poczucia pewności. Jacek przodował, za mną szedł Przemek i widziałem po jego minie, że też nie emanuje energią. Ciepło było, że aż się spociłem. Jakoś tak dziwinie. Na szczycie nic nie wieje, widoczek bardzo ładny a mokre plecy z zadowoleniem przyjęły zdjęcie plecaka. Do Tąpadeł i Jędrzejowic spadliśmy spokojnie, między drzewami prześwitywało już wieczorne słońce. Rozmowa pozwoliła odetchnąć głowie. W Jędrzejowicach sandał na nogi i dawaj w asfaltową odyseję. I nawet ciepło w stopy było. Moment wytchnienia na kawałku drogi miedzą do Dzierżoniowa Dolnego. Z zamyślenia wyrywają mnie Pieszyce. Tak samo mocno, jak mocno trzymają się ściany komunałek w Pieszycach. Błędne spojrzenia nawalonych mijanych mieszkańców dorzuciły trochę ognia do głowy. I wreszcie koniec podłoża bitumicznego. Przed nami bardzo ładne łąki do Kamieniczek i końca Bielawy.

Las na podejściu pod Woliborską w ciemnościach dawał uczucie przyjemnej nieskończoności. Za Woliborską znowu się wyłączyłem. Kolejne przełęcze leciały z kapcia a mnie wybudził dopiero świt przed Srebrną Górą. A tam zabulgotało we łbie, dymek wyszedł uszami i decyzja zapadła. Idziemy przez Żdanów. I znajdziemy ten pieprzony szlak. I znaleźliśmy. Tylko nie cały, bo moment odbicia od dawnych torów pozostał tajemnicą. Pomyślałem sobie, że przecież rympałowanie jest tak przyjemne to może kiedyś idiotyk w całości po rympale? Podejście pod Wilczak bardzo miłym jest. Do Barda stan większej czułości na las i skrawki widoków. Idąc mostem w Bardzie, już we dwóch, dało się odczuć powtórkę z Wetlińskiej. Ale spokojna, bo będzie powtórka też i z Caryńskiej. Przemek rzuca hasło "kacowe tempo". Dobra, będzie dobrze. I udało nam się stworzyć nową definicję "kacowego tempa". Kolejne stacje drogi krzyżowej szybko pojawiały się na horyzoncie. Odcinek od Barda do Przełęczy Kodzkiej to był ten odcinek polotu, kiedy nogi same nas niosły a spojrzenia tylko dodawały wigoru. Nić porozumienia jest nie do opisania.

Kolejny odcinek do Radochowa odrzucał swoją nijakością. Nogi czują, łeb się jakoś dziwinie zahibernował. Postój przed Gomołą dał dużą ulgę. I fizyczną i psychiczną. No to walniem na ten Konradów bo tam to już podchodzimy pod Śnieżnik! W Radochowie ciemność ogłosiła noc drugą, noc, która przywodzi na myśl same złe rzeczy...

Przez Konradów szło się średnio. Psyche wysiadła i jakoś tak kryzysowo się zrobiło. Bardzo miłe przystanki mają w Konradowie. Takie wymalowane w postaci z bajek czy cuś. Przemek decyduje się zagłębić w lekturze (czy ten chop spać nie musi?) a ja zagłębiam się w śpiwór. Jak tam było ciepło! Podczas dżemki spociłem się! Bardzo dużo mi ten postój dał. Wszak przed nami podejście pod Puchaczówkę. Trzeba mgłę ze łba przewiać, chwycić kompas i wrypać się na przełęcz. Mgła znikła przy ruinach, na końcu Konradowa. Podchodziło się bardzo dobrze, mam na myśli umysł. Trochę po drodze niespodzianek w postaci ogrodzeń leśników, ale wyszliśmy idealnie na przełęcz. No teraz to już pierdnięcie i jesteśmy!

Czarna Góra, Czarna Góra... noga za nogą... ciemno... czerń... kurwa, to bolało! Gdzie jestem? Co ja tu robię? Co to za kamień? Schylam się do bolącej nogi i czuję jak żołądek mi wiruje. Zachwiałem się. Po minucie udało mi się upoziomować wszystko i mogłem ruszyć dalej w poszukiwaniu Przemka, który też chyba szedł w trupa i gdzieś tam z przodu majaczyła jego czołówka. Za szczytem robiło się jasno. W sercu też. Jak ja kocham brzask! Myk i jesteśmy przy schronie. Drugi myk i jesteśmy na szczycie. Po drodze myślałem, że jest zajebiście. Na szczycie obydwaj mieliśmy taką myśl.

Szlak do Międzygórza dłużył się i dłużył. Za to widok PKSu na pętli spowodował nawet, że podbiegliśmy doń, co musiało wyglądać dosyć zabawnie. Nogi nachrzaniały ale co chwila przypominałem sobie, że "nogi są po to żeby przecież chodzić". A jakie dobre piwo w Kłodzku było!

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group