Dzisiaj jest 21 lis 2017, 8:15

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 3:18 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Zerówka nadmiar udana zakończyła się wczoraj rano.

A rozpoczeła się ponad tydzień temu. Na szarym tle Wschodniego grupa wyróżniała się niczym mucha utopiona w białej pianie. Wsiedliśmy do "Karkonoszy", przesiedliśmy się we Wrocławiu i już przed 11 odwiedziliśmy sklepy w centrum Szklarskiej. Naszym pierwszym celem był Wysoki Kamień, skąd mogliśmy podziwiać widok na Karkonosze. "Tak, tam wszędzie będziemy." Reakcje były różne. Za imponującą kopalnią kwarcu wreszcie inna nawierzchnia na szlaku. Bardzo miłe podejście leśną ścieżką zakończyło się... szutrówą. Za Wielką Kopą widoki iście Izerskie. I tak spadliśmy na Halę Izerską (szutrówą, a jakże!) i doturlaliśmy się do Orlego. A tam śpiewy, kiełbaski, Izerskie i zapach drewna. Jakże miły był to wieczór!

Gdy szedłem z części sypialnianej do części głównej Stacji po szutrze, który wbijał mi się w stopy, pojawiała mi się w głowie tylko jedna myśl: no to wracamy do "pogody zerówkowej". Na Polanie Jakuszyckiej już wszystko było jak trzeba. Ciężkie włosy opadały na facjatę a mokre podmuchy od TIRów jakże uatrakcyjniały spacer. Dobrze, że było z kim miło pogadać. Zielony szlak na Halę Szrenicką to była czysta przyjemność po Izerskich szutrówkach. Koło Przedziału dzielimy się. Przemek, Piotrek i Michał lecą dalej na Halę, a resztą spadamy do Kamieńczyka. Ha, pomyślałem sobie, i rympalik zaliczymy! Niestety ściecha na mapie okazała się prawdziwa i schodziliśmy dróżką. Na szczęście pod koniec dało się zakombinować. Przy Kamieńczyku dołączył do nas Kosek. W ciepłym azylu schroniska pierwsze "helmuckie" opowieści wszystkich jeszcze bardziej rozgrzały. Wodospad płynął. Ceprostrada na Halę leży. Dawid szczęśliwie dołączył. A wieczorem turniej w pingla (gratulacje dla Dawida i specjalne szacun dla Wąsiuny!).

Poranny piwa łapczywie... nie to nie ten tekst. Poranny widok z okna napawał optymizmem. Miał być długi i piękny dzień. I tak też było. Śnieżne Kotły, grzbietowe widoki, obiad u Czechów. Przy Słoneczniku czekał na nas Jacek. Kotły prezentowały się bardzo majestatycznie. A na dnie drugiego leżała Samotnia. Nie będę się tu rozpisywał. Zobaczycie na zdjęciach. Odnośnie samego schroniska - to ja wolę chatę bez niczego. Ale że takiej w okolicy nie było... Za to była tam zgraja przemiłych ludzi więc nie było kiedy się zamartwiać takimi rzeczami. Nocą dojechali Ada, Ania, Marcin i Tomek. Noc za oknami nie trwała tak długo.

I w ten oto sposób doszliśmy do soboty. A Śnieżka czekała... Podzieliliśmy się na dwie grupy i dawaj na Śnieżkę! Przez Biały Jar i Śląską Drogą doszliśmy pod Śląski Dom. Dalej na szczyt. I dalej wśród kosówki pod Jelenkę. (Szybko? Wśród tylu ludzi, koparek, odgłosów remontu idzie się w miarę szybko.) Widoki zacne. Pod Jelenką koncentracja i spadamy do Horni Malej Upy. Był sklep. Z parasolami. A że pora młoda trochę zabawiliśmy. Niektórzy poszli szybciej na Okraj, inni siedzieli dłużej przed sklepem. Jan wiedział. I szedł "idiotyka" więc na przełęczy znaleźliśmy się dość szybko. Tak, sobotnia impreza zerówkowa zawsze odznaczy się czymś specjalnym. Było wszystko.

Niedzielny poranek, a tu trzba iść. W dół do Kowar. Na zejściu opatrzyłem zraniony palec dnia poprzedniego i nie było już tak źle. A Kowary to bardzo miłe miejsce. Były atrakcje w postaci jedzenia, Biedronki i Parku Miniatur. Spędziliśmy tam trochę czasu. Pożegnaliśmy się z Anią i Tomkiem, Ada i Marcin mieli jeszcze do nas dojechać na wieczór. Różnymi ścieżkami doszliśmy do Bukowej Leśniczówki i dalej na Małą Ostrą. Wiodki już mocno pomarańczowe i czerwone zachwycały. Spadliśmy do Czartaka dość szybko. Sam Czartak jak najbardziej godny uwagi. Bardzo miła Pani Prowadząca, bardzo dobre warunki lokalowe. Dużo się zmieniło przez cztery lata. Ada z Marcinem dojechali na wieczór. Widziano wtedy Marcina w "japonkach" o parę numerów za małych. Nie uwieczniono.

Dzień następny to bardzo miły dzień był. Doszliśmy do Starościńskich różnymi sposobami. Potem wokół skał na Zamek Bolczów. Spadliśmy do Janowic gdzie był sklep. Wsiedliśmy do pociągu by podjechać do Witkowa. Na Trójgarb chciałem wyjść inaczej niż niebieskim. Zresztą zmieniono prowadzenie tego szlaku. No to wychodzimy sobie ścieżkami, drogami. Na koniec trochę prawdziwego rympału. Doszliśmy do połowy, gdy nagle przykryła nas ściana deszczu. Podjąłem decyzję o strawersowaniu szczytu, by dojść do żółto-zielonego szlaku. I w tym miejscu popełniłem błąd, który już kiedyś popełniłem. Żeby trawers wyszedł trzeba podchodzić. I w ten oto sposób wyszliśmy z lasu za wcześnie. A że łąki były pogrodzone, spadliśmy jeszcze niżej. Doszliśmy do ostatnich zabudowań Jabłowa. Ścieżkami wydeptanymi lub jeszcze niepowstałymi wreszcie mogliśmy poczuć ciepło światła bijącego z wejścia Bacówki pod Trójgarbem. Jakże wspaniałe jest to miejsce! Ostatni schodzący, a raczej podchodzący, z miejsca zabaw mogli ujrzeć pierwsze oznaki budzenia się słońca na nowo.

Wyrypa na Chełmiec to je to! Podejście zielonym od Lubomina mogło dostarczyć wrażeń. Po połączeniu telefonicznym Jana z Wałbrzychem czym prędzej popędziliśmy przez Biały Kamień do Muzeum. Nic się nie zmieniło. Ale ma się zmienić. Na miejscu ma się pojawić super-mega-hiper ośrodek z hotelami, kinami itd. Dane nam było zobaczyć najprawdopodbniej po raz ostatni te opuszczone hale, łaźnie, w których górnicy zostawili swoje rzeczy, gdzie zapach przypominał ilu górników przewineło się przez to miejsce... Bus do Sokołowska obfitował w najnowsze przeboje z gatunku "Dance". Kolejne zakręty przypominały bity następnych hitów. Dojście pod "Andrzejówkę" to była chwila. Za to Waligóra nie dała się tak łatwo, jak zawsze. Wieczór minął tak jak przystało na ostatnią noc - szybko acz intensywnie.

I to już ostatni dzień? Jeleniec z bardzo miłym niebieskim szlakiem, który przedziera się dzielnie przez krzaczory, Rogowiec z kawałkiem widoku na dalszą trasę. Pod Jałowiec miałem to wrażenie, kiedy młócę nogami a wydję mnie się, że stoję w miejscu. Chłopaki zatrudnili kopyta i tylko ich podeszwy trzeszczały pod kamykami. Aż wreszcie ujrzeliśmy na horyzoncie te same, pełne historii ludzkich i majestatyczne budowle Podzamcza. Doszliśmy z kapcia na Rynek, gdzie zaspokoiliśmy swoje doraźne potrzeby. Do Wrocławia pojechaliśmy wcześniejszym pociągiem. We Wrocławiu spożyliśmy dużo "Fanaberii". Karkonosze pozwoliły nam skorzystać ze swojego azylu do samej Warszawy.

Cóż to dużo mówić. Było zacnie. Niech każdy dopisze co swoje. Zdjęcia niebawem.

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Ostatnio zmieniony 12 paź 2009, 14:02 przez Młody, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 9:39 
Offline
duża srebrna

Rejestracja: 05 lis 2005, 19:51
Posty: 680
Jako że dojechałem później i w trakcie poruszałem się od czasu do czasu sam opiszę te właśnien momenty:

18.09. Wyjazd z Warszawy

To w ogóle był ciekawy dzień, jako że matka akurat w Warszawie byli a ja kończyłem fuchę ankietową. A więc najpierw obiad w Le Cedre (swoją drogą gorąco polecam z zaznaczeniem, że dostępny jako wypełniacz kuskus nie jest tradycyjną libańską potrawą), potem na 16 do pracy z plecakiem i o 18 koniec projektu. O 20 miałem mieć autobus do JG, podjechał o 19.55, więc byłem nieco w stanie przedzawałowym. Jazda bez przygód, przed północą pół godziny postoju na parkingu w miejscowości Walichnowy, obok fabryki produktów mięsnych.

19.09. JG- Hala pod Łabskim - Hutniczy Grzbiet - Słonecznik - Luczni Bouda - trawers Śnieżki - szlak przyjaźni - Przełęcz Okraj

Drań przyjechał przed czasem, więc w JG czekam godzinę na przesiadkę na niezłym mrozie. W Szklarskiej jestem o 6.50 i zaczynam leźć. Początek zwykły - sklep i żółty na Halę pod Łabskim. Stamtąd zielony przez Śnieżne Kotły (po drodze trochę skakania po kamlotach). Wreszcie udało mi się zobaczyć kotły od dołu, faktycznie klawy widok. No to dalej zielonym, bo chcę zobaczyć chatkę na Hutniczym Grzbiecie a tu niespodzianka, szlak puścili górą. Wracam do punktu wylotu i idę starym szlakiem. Po niecałych 10 minutach dochodzę do grzbietu i wykonuję desant w kierunku chatki. Dał mi on prawie godzinne opóźnienie w stosunku do planu, bo ścieżka była mocno zarośnięta, przez co łatwo było w jakąś dziurę wpaść. Poobijany wracam do eksszlaku i idę na Przeł. Karkonoską. Tu przerwa na piwo i powerade i wyjście bodaj koło 13. Dalej idę grzbietem, przy Spalonej Straźnicy odbijam do Luczni Boudy aby zobaczyć źródła Łaby, dalej niebieski do Śląskiego Domu, gdzie drugie dziś piwo i powerade. Szlag mnie trafia, bo tłum ludzi się kręci. Śnieżkę trawersuję, naginam grzbietem i złażę na Przełęcz Okraj szlakiem przyjaźni. Na koniec jeszcze odbijam w kierunku Pomeznych Boud, gdzie (co było do przewidzenia) pod sklepem spotykam Adę, Jacka, Marcina i Młodego. Walimy po piwie, robię zakupy i wspólnie idziemy do schroniska.

20.09.

Tu dodam tylko, że Park Miniatur Zabytków Zdolnego Śląska w Kowarach jest naprawdę zajebisty, a samo miasto też niczego sobie, chociażby dlatego, że jest Biedronka.:)

21.09. Czartak - Bacówka pod Trójgarbem

Tu kolejny dzień, kiedy miałem własne plany. Z Czartaka ruszyłem zielonym, potem asfaltem do Raszowa. W Raszowie w kościele jest podobno bardzo ładna kaplica Schaffgotschów, ale niestety kościół zamkły na 3 spusty. Idę dalej zdobyć przerażającą grań Gór Lisich. Raczej bez przygód (i bez widoków, bo zarośnięta) docieram do Marciszowa. Dzwonię do Młodego, a grupa jest na Starościńskich Skałach - nie ma sensu czekać, więc idę dalej zielonym przez Krąglak. Bardzo fajna górka i kawałek ciekawego podejścia. Za Krąglakiem szlak przechodzi przez Gostków - idzie się długo, ale bardzo malowniczo (zieleń, cisza, spokój, małe domki - podobnie jak we wsiach w Rudawach). Podejście (bardzo fajne) na Trójgarb i o 16.20 ląduję w Bacówce, gdzie początkowo nie chcą mnie wpuścić, bo mają na dziś rezerwację. Rzecz jasna dla Trampa. No to wchodzę, myję się i jem. Zaczyna nieźle lać i zastanawiam się, kiedy dotrze reszta i w jakim stanie.

22.09. Kowalowa - Garbatka - Sokołowsko - Andrzejówka

Tu w zasadzie oddzielna była tylko końcówka, ponieważ nie chciało mi się iść z Sokołowska, a na Waligórę też nie za bardzo, jako że byłem niedawno. Zamiast tego niebieski z Kowalowej przez Jatki i dalej niebieskim przez Garbatkę (podejście na czterech, bo sypki żwir i stromo), Sokołowsko i zielony do Andrzejówki. 17 GOT, 1h 45' Impreza zacna, na koniec napatacza się niejaki Tomek - menelowaty koleś z okolicy.


Bardzo serdecznie chciałbym podziękować Młodemu i Przemkowi za organizację a wszystkim uczestnikom za stworzenie zajebistego klimatu wyjazdu i kilka niezapomnianych akcji. SiP!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 10:27 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2008, 17:18
Posty: 394
Młody, świetna relacja, czytałam z zapartych tchem!

Ogromne podziękowania dla organizatorów za kawał dobrej roboty, a wszystkim uczestnikom za niepowtarzalną atmosferę wyjazdu.

W pamięci szczególnie utkwiły mi pasjonujące rozgrywki ping-ponga, które przeciągnęły się do drugiej nad ranem, zwiedzanie kopalni w Wałbrzychu (i metafizyczna sala z ciuchami robotników), widoki na usypiający świat z Małej Ostrej, tercet 'Młody, Michał Marć & Ola Olga", za popisy którego dostaliśmy przyzwolenie na lanie piwa z beczki bez limitu, wrocławskie Fanaberie, czytanie chłopakom do snu Stasiuka pod sklepem w Janowicach, masa anegdotek, którymi dzieliliśmy się na szlaku czy przy kolacji... Wyjazd miał naprawdę zacny klimat, no a góry...

Wrzuciłam zdjęcia na picasę o tu: http://picasaweb.google.pl/ola.chorosze ... rowka2009#

A, jeszcze jedno. O 5:23 na stacji PKP w Żyrardowie przypomniałam sobie drugie słowo, które spełnia wymogi naszej zagadki (opodal i nieopodal).

Mam nadzieję, że Ola i chłopaki z pierwszego roku jeszcze nie raz pojadą z nami w góry, pozdro dla Was!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 11:09 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 17:51
Posty: 1513
Lokalizacja: ....
47 zdjęcie!! Kos wymiata :D

_________________
ciągle pamiętamy->śmietana szatana na twarzy banana

Ciepłemu bananowi kiełbasa między nogi
W bananie i śmietanie czarne wyobcowanie

<-- czyż on nie jest piękny....


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 15:27 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
Po prostu super :)

Czekam na więcej zdjęć, więcej relacji i więcej wrażeń (zwłaszcza ze strony nowych trampów).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 26 wrz 2009, 21:31 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Olga pisze:
O 5:23 na stacji PKP w Żyrardowie przypomniałam sobie drugie słowo, które spełnia wymogi naszej zagadki (opodal i nieopodal).


Czas i miejsce robią wrażenie, oj, robią :)

Moja subiektywna relacja zdjęciowa znajduje się tu:

http://jacek23151.pinger.pl/m/1889779/p ... -po-gorach
http://jacek23151.pinger.pl/m/1889838/spaceru-cd-
http://jacek23151.pinger.pl/m/1889916/i-cd-
http://jacek23151.pinger.pl/m/1889951/i-czesc-ostatnia-

Trochę zakłócona chronologicznie, ale jest.

Pójdę również w ślady Jasia i opiszę z mojej, dziadowskiej, perspektywy. W końcu byłem starszy od zerówkowiczów o całe 9 lat. A komuś, kto na pytanie któregoś z żółtodziobów "To ile on ma lat?" odpowiedział "A ze sto!" należy się, jak mawiał Marcin Kulik z Jaremy, kokos.

16.09.2009

PKP IC zadbało o spokojną i komfortową podróż na Tanim Bilecie do Wrocławia. Pogoda zgodnie z zapowiedzią piękna. Śpię w Kłodzku, bo rano o 6 z minutami mam wsiąść w pociąg do Pragi, żeby wysiąść w Lichkovie i udać się na Lazek.

17.09.2009

Jak wstałem, to skonstatowałem, że ktoś popsuł pogodę. Najpierw wydawało mi się, że to mgła, ale wyjście zweryfikowało mój sąd. Leje! Granicę przejeżdżam w klopie, w Lichkovie perony suche. Kasa nie działa od października, zatem bilet do Štitów kupuję w pociągu. W Štitach perony nie są już suche, co gorsza leje tak, że świata nie widać. Ale ponieważ po pół godzinie nie przestaje, to zakladam pelerynkę i dymam do miasteczka, a potem czerwonym w stronę Lazka. Szlak po drodze oczywiście gubię, ale wyłażę na rympał przez jeżyny na asfalt, którym idę jakieś 2 km i przy kamieniu oznaczającym granicę Kralovohradeckiego i Pardubickiego kraju znajduję szlak. Po 15 minutach jestem w zajebiście smutnej wsi Cotkytle, gdzie jest poczta czynna godzinę w ciągu dnia i Konzum, czynny niewiele dłużej, a na Lazek stamtąd mam ze 2 km. To idę. Śmieszny szczyt, najniższy w całej Koronie Sudetów, podejścia jest całe 500 m i 50 m do góry z szosy. Przestaje padać i się nie zanosi, więc wracam tą samą drogą. Oczywiście po jakimś czasie znów gubię szlak, tym razem lądując w jakimś lesie w środku niczego, zatem wracam tą samą drogą i znajduję go pod linią wysokiego napięcia w krzakach. O 14:20 jestem w Štitach, gdzie obserwuję Polaków bawiących się w parku rozrywki "Adrenalina Park" ("No, skacz, w kurwę jebany!") oraz kupuję sobie korbačika i rohlika oraz zmieniam i wyrzucam przemoczone stare skarpety. Po dojściu do stacji konstatuję, że pociąg mi uciekł, bo źle sprawdziłem, a następny mam za 1,5h. Spędzam je na samotnym siedzeniu na krawędzi peronu. Po dojechaniu do Králik znajduję ubytovnię, dekuję się, idę na obiad, na spacer w kierunku klasztoru, wspominając, jak spałem po drodze w namiocie z Kasią i Grzesiem Gajewskim w czerwcu 2002. Jem obiad. Kryzys jest, bo nikogo w knajpie, a pan tylko czeka aż dopiję piwo i zamyka o 19! Idę jeszcze na dworzec po bilet na jutro i w kimę.

18.09.2009.

Wstaję o 6, kupuję 8 rohlików po 1Kč w "piątkowej promocji" w Konzumie i idę na dworzec. Pogoda piękna, słoneczko i bez chmurki, jadę z przesiadką w Lichkovie do Letohradu z dziećmi szkolnymi uczącymi się chemii a dalej sam rychlikiem do Hradca Králové. Jestem pod wrażeniem działania sieci ČD - na każdym węźle czekają na mój pociąg osobówki we wszystkich kierunkach, działają integrovane dopravy, super. W Hradcu mam godzinę dziesięć, to obczajam sklep, robię zakupy, bo nie wiem, ile czasu będę miał w Trutnovie i idę do Nadražni restaurace na śniadanie. Jem zupę z klopsikami za 16 Kč, zagryzając rohlikiem. Przez chwilę mam wątpliwości czy piwo o 9:30 jest OK, ale jak widzę parę nobliwych staruszków biorących browara do śniadania to wątpliwości mijają. Piwo Rychtar, dobre. Potem ładuję się do rychlika Śnieżka, którym o 11:20 dojeżdżam do Trutnova. Mam autobus do Peci pod Śnieżką o 12:15, więc lecę jeszcze do Billi po kofolkę i korbaczika. W autobusie jem korbaczika z czosnkiem przez co uciekają pasażerowie w promieniu 3 siedzeń. Wysiadam w Peci i zaczynam wchodzić. 4 piwska w szkle ciażą, ale co tam, mam być na grzbiecie koło 15, jest 13, ja nie wejdę? No i wlazłem, po drodze kontemplując blokhauzy zwane horskimi hotelami oraz równię pod Śnieżką. Z problemami łączę się z Młodym i Przemkiem, w końcu umawiamy się w bólach koło Słonecznika. Czekając rozmawiam z doktorem fizyki, który urwal się z Przesieki z konferencji. Potem ten pan prześladował mnie w sobotę, spotykałem go chyba 3 razy! Doszli do 16, po czym ruszyliśmy razem do Samotni. Wieczór bardzo miły. Alkohol był, rozmowy były, wesołość ogólna również. Podałem w wątpliwość pokrewieństwo Michała i Łukasza Marciów, po tym jak ten pierwszy pociągnął wódy i powiedział "kurwa".

19.09.2009.

Wstaję pierwszy, chcę zjeść na zewnątrz, ale to wrzesień, piździ! W czasie śniadania złażą się ludzie, wychodzimy z Olą_Olgą pierwsi, idziemy pod Śnieżkę grzbietem, mijając ciężarówki (!) po czym pod Domem Śląskim spotykamy duża częśc grupy, która szła czarnym i była szybciej. Potem włazimy na Śnieżkę, kręcimy się chwilę po szczycie po czym złazimy do Jelenki, gdzie mają złodziejski kurs i dużą kolejkę, dlatego nie piję piwa z zasady, nawet mimo posiadania koron. Do Jelenki idę z Koskiem, a potem z Bulińskimi. W H.M.Upie pijemy po 3 browary i robimy machinacje finansowe, sprzedając sobie z Marcinem eura, złotówki i korony. Później impreza, która była zacna, a tuzemak trzepał. Fristajl też się udał.

20.09.2009.

Wychodzimy o 6 rano, barbarzyńskiej porze, razem z Wąsiuną, Kamilą, Anią i jedną z zerówkowiczek mając zamiar dojść do Kowar i potem do pociągu. Szlak żółty nie chce dać się znaleźć, to przechytrzamy go drogą. W zajebiście smutnych Kowarach molestuje nas dziwny pan z wąsami, wyglądający na nawiedzonego turystę, koniecznie chce z nami rozmawiać. Nie dajemy się. PKS do Jeleniej ma promocję (2,50) ale za to jedzie pół drogi na luzie, nie przekraczając 30 km/h. W Jeleniej dekujemy się do pociągu. We Wrocławiu wykorzystuję 35 min. przystanek żeby obfotografować trzonoliniowiec i odwiedzić dwa miejsca, które darzę sentymentem, a położone 500 m od dworca i wracam do pociągu, który jechał z opóźnieniem bo zajumali trakcję i zwiedziłem linię Oleśnica-Krotoszyn.

Fajnie było!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 wrz 2009, 8:13 
Offline
popularna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 wrz 2009, 8:00
Posty: 3
Hej!

Moj urobek jest tutaj: http://picasaweb.google.pl/sadza.damian ... udety2009#

Pozdrowienia dla wszystkich!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 wrz 2009, 19:29 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:21
Posty: 1293
Lokalizacja: Otwock
zdjecie nr. 17 poddaje jak dla mnie w watpliwosc kompetencje organizatorow :hyhy:

_________________
www.mt20864.republika.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 wrz 2009, 21:07 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 kwie 2006, 20:27
Posty: 617
Lokalizacja: Łódź
Po liczbie nowych twarzy na zdjęciach wnoszę, że nasz klub może przeżyć swą kolejną młodość :P
Szkoda, że z Marysią się nie mogliśmy wybrać, zawsze zerówki lubiłem i powoli mi ich klimatu zaczyna brakować. Za rok to nadrobimy!!!

_________________
"Coraz bardziej dochodzę do wniosku,że chodzi w tym wszystkim też o to,aby móc spokojnie czytać gazetę i popijać herbatę (...) bez wewnętrznego niepokoju,bez wyrzutów sumienia,że się czegoś w życiu nie zrobiło."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 wrz 2009, 22:01 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
E tam, na w szczytowym momencie 22 osoby nowych pierwszorocznych było 6 :P


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 27 wrz 2009, 22:22 
Offline
I norma za wytrwałość

Rejestracja: 07 paź 2005, 0:26
Posty: 1113
Lokalizacja: ? stąd
jd23151 pisze:
. Podałem w wątpliwość pokrewieństwo Michała i Łukasza Marciów, po tym jak ten pierwszy pociągnął wódy i powiedział "kurwa".


Widocznie nawet w ramach rodziny musi być równowaga w przyrodzie ;)

_________________
"Czuję się jak komar na plaży nudystów. Wiem, co mam robić ale nie wiem gdzie zacząć." Pat Riley o sytuacji w Miami Heat.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 28 paź 2009, 22:34 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Tak, idąc "kolejowym" sposobem dotarłem do zdjęć zerówkowych. Efekt już na www.gomarfoto.com
Przepraszam, że tak długo.

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group