Dzisiaj jest 21 lis 2017, 12:07

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 12 kwie 2010, 22:58 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
No i wróciliśmy.

Po wielu tasowaniach osobowych skład ukonstytuował się w postaci następującej: Ania, Ela, Łukasz, Robert i ja. Plan zrealizowany niemal w 100%, pogoda kompletna, przygodowo. Zaraz coś skrobnę więcej i zdjęcia wrzucę. Niech piszą też inni.

Pociąg z Kołobrzegu do Krakowa okazał się być całkiem przyjazny. Ogromnego tłoku nie było, a że pora dosyć wczesna wszyscy spali. Droga do Kielc mineła nam na tym samym co pozostałym pasażerom. Od czasu do czasu spoglądałem za okno, gdzie na poranne mgły padało coraz więcej światła. Na dworzec w Kielcówku wjechaliśmy nawet przed czasem. Szybkie zakupy w największej sieci dyskonktowej w kraju i lecimy do "cedzaka". Tam łączymy siły z Elą, Robertem i Łukaszem. Udaje nam się zdążyć na PKS o 9:00 więc jestem dobrej myśli. Na pożegnanie wypiliśmy zdrowie czarownicy ze ściany gazozą z Kątów.

Nowa Słupia to bardzo miłe miasteczko. Rynek prezentuje się okazale i jest bogaty w liczne punkty usługowe w postaci sklepów. Po wyjściu z jednego z nich Ela mówi, że słyszała coś w sklepowym radio o samolocie, że się rozbił i nie wiadomo lto przeżył... Po zobaczeniu ładnej świątyni rozpoczeliśmy wędrówkę do góry. Przed najstarszym schroniskiem młodzieżowym usłyszeliśmy z dołu syreny. Słowa Eli z rynku zabrzęczały jeszcze raz w uszach, ale niczego nie byliśmy pewni. Ania zdzwoniła się z swoją Mamą, ale tylko wymieniły wspólne pytania. Dopiero pewna Pani kasjerka z kasy parku narodowego uświadomiła nas co się stało. Jakoś tak nie mogłem do końca sobie tego przyswoić.

Przed nami podejście na Święty Krzyż, które upłyneło głównie na rozbieraniu się do odpowiedniej ilości warstw na sobie. Zobaczyliśmy klasztor, Ela i Łukasz weszli do krypty. Bardzo ładne wnętrza. Widoki na Pasmo Jeleniowskie i świecące słońce sprzyjały rozmowom i domniemaniom jak to teraz będzie i jakie są procedury przy takiej sytuacji w Państwie. Całkiem dużo ludzi było również na platformie widokowej (w cenie biletu do ŚPN) włącznie z ukraińską wycieczką. Na szczęście na zachód mało kto podążał. Przy końcu asfaltu, obok parkingu dla samochodów ucieliśmy krótką pogawędkę z Panami woźnicami nie zatrzymując się, co nie wprawiło ich w dobry humor. Przed nami dosyć długi odcinek szlaku, który na mapie jest porsty jak strzała i idzie granicą lasu. Słońce, widoki na pypcie po drugiej stronie doliny i urozmaicony ścieżkowo szlak bardzo się wszystkim podobały. Pod koniec "granicy" przy wiacie zrobiliśmy sobie mały popas.

Podczas tej przerwy, oprócz skonsumowaniu pewnych ilości dóbr, na horyzoncie pojawiły się konkretne chmury. Przed nami pół godziny asfaltowania. I na tym asfalcie dopadło nas coś na kształt gradobicio-deszczo-śniegu. Bardzo ciekawe przeżycie. I zonwu w las! Podejście na Przełęcz Św. Mikołaja zabrało nam ok 20 min. Na przełęczy spotkaliśmy dwóch gości z suką, która wyjątkowo upodobała sobie Roberta. Bez wzajemności. Jak się okazało oni też idą do Świętej Katarzyny. Oni wyszli wcześniej. Zaki pokazywały dwie godziny na Łysicę, co nijak nie zgadzało mi się z mapą. Na szczycie stanęliśmy cztery razy szybciej niż czas podawany na tablicach. Szału na szczycie nie było, choć Ela wynalazła małe gołoborze z czego skorzystała. Zejście "rock gardenem" dosyć szybko nam minęło. Do wsi zeszliśmy mniej więcej na godzinę 19.

Gdy przekraczaliśmy bramę schroniska zadzwonił mój telefon i okazała się to być Pani ze schorniska, która zaczęła się o nas martwić. Po ogólnym ogarnięciu się poszliśmy "w miasto". Zjedliśmy po zapiekance lub flakach i wróciliśmy do schorniska, gdzie również konsumowaliśmy. Telewizorek w jadalni najpierw pokazywał żenujący poziom dziennikarski a potem film "Katyń". Ale telwizor nikogo nie interesował. Spotkani na szlaku rozpracowywali flaszkę z jakąś rodzinką, dyskutując o życiu. Generalnie placu było mało i nie nadawaliśmy za bardzo na tych samych falach więc przenieśliśmy się na górę, do pokoju. Bardzo miły wieczór zakończył się uczciwym snem.

Dnia następnego mieliśmy za zadanie dostać się do Raju. Cel słuszny i trudny ale co to dla nas. Po mszy wyskoczyliśmy biegiem na przystanek, jednak pierwszy bus zamajaczył nam tylko na skrzyżowaniu, gdzie był drugi przystanek. Nic to. Według mojej rozpiski kolejny powinien być za 35 min a nim też sie wyrabiamy do Raju na umówioną godzinę. Gdy staliśmy na skrzyżowaniu Pani Wiosna postanowiła pokazać to i owo. Zaczęło padać i wiać. Konkret warun. A my na rogatce bo do żadnego z dwóch przystanków nie weszliśmy - nie wiedzieliśmy którędy pojedzie ten bus. Pod żółtą wiatą stała pewna Pani, równie wytrwale co my. Dobry znak. Jednak przyjechała ona tym busem co zwiał, więc coś tu nie gra. Okazał się, że czeka aż szeg otworzy budkę z hot-dogami i będzie mogła schronić się w swoim miejscu pracy. Bus nie przyjechał. I 10 minut i 15 po czasie. Dzwonię więc do Raju, przekładam naszą wizytę na 16 i decydujemy, że odwrócimy pętlę. Gdy podjęliśmy decyzję o przejściu do sklepu i wystawieniu czujki nadjechał PKS.

W Kielcówku sprawdziliśmy jeszcze czy będziemy mieli czym tutaj z Raju wrócić i udaliśmy się na miejski autobus. Wywiózł on nas tak mniej więcej w połowę długości ulicy Ściegiennego, która podąża w kierunku południowym na pypcie. Spacer po osiedlu domków jednorodzinnych dodał uroku dniu. Gdy weszliśmy do lasu i zrobiliśmy małą przerwę znów zaatakował pies. Daliśmy radę. Pasma na południe od Kielc to bardzo ciekawe pypcie. Jak dla mnie bomba. Lubię od czasu do czasu przejść się takimi zadupiastymi ściechami, którymi nikt nie chodzi, bo po co. Na ostani fragment od Słowika Łuaksz zdecydował się dotrzeć do Raju "rakotwórczą obwodnicą" (jak ogólnie wiadomo asfalt jest rakotwórczy) a my wrypaliśmy się pięknym rympałem na górkę Trupień. Się działo! Ostro i konkretnie. Tylko szkoda, że tak krótko. W dalszej części poruszaliśmy się już szlakami wśród kwiatków i crossowców. Do Raju, gdzie czekał już na nas Łuaksz, doszliśmy idealnie. A w Raju jak to w raju. Bardzo miła jaskinia. Pani przewodniczka miała iście telewizyjny głos. Po zwiedzieniu udaliśmy się do drogi łapać coś do Kielcówka.

Sienkiewka bardzo ładnie przyozdobiona flagami na całej długości robiła wrażenie. Pożegnalny posiłek w lokalu, który wzbudzał mieszane uczucia, i nadszedł czas na jazdę do domu. Pociąg nie był nawet tak zapchany. Udało nam się usiąść. Wypiliśmy herbatę, która jeszcze nam została z dnia. Na Centralkę wtoczyliśmy się punktulanie.

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Ostatnio zmieniony 19 kwie 2010, 23:09 przez Młody, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 kwie 2010, 8:49 
Offline
mała srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 lip 2008, 8:42
Posty: 122
Lokalizacja: a teraz Grodzisk Maz. :)
Po wczorajszym odłączeniu prądu, który uniemożliwił mi wrzucenie moich refleksji powyjazdowych, dziś drugie podejście.

Wyjazd bardzo syty. Rozgrzewkowy, a jakże i ciekawy.
Wrażeń w bród.
Z moich zapamiętanych impresji co nieco poniżej:

- najpierw wjazd do Kielc i parkowanie, przy okazji którego pokonaliśmy z luzem (i nieświadomie) pod prąd jednokierunkową ulicę koło dworca PKS
- w Nowej Słupi pączki z przeceny i rzczywiście dziwne wrażenia po zasłyszanych przez radio newsach. Takie nieprawdopodobne mi się to wydało. Dopiero późniejsze syreny sprawiły, że zaczęłam myśleć, że może rzeczywiście to prawda
- pogoda była bardzo różnorodna, od pięknego słońca na podejściu i w Świętym Krzyżu, do śniegogradu na asfalcie w środku drogi, z niezdecydowanym deszczykiem pomiędzy
- zasuszony Jarema Wiśniowiecki z wybielonymi zębami był jednak ciekawy (wbrew opinii Łukasza, że do krypty nie ma po co wchodzić)
- panowie z psem, których spotkaliśmy na św. Mikołaju, a potem plątali się w naszej okolicy aż do Kielc następnego dnia, stanowili niewątpliwie ciekawy element (choć nie powiem, byli jacyś dziwni...)
- wieczór jabolowy w św. Katarzynie, a przed nim zapiekanki "na wiosce" (niektórzy skusili się nawet na lodziki) były pycha. Wisienka wymiata!
- ranek niedzielny ze sprintem z kościoła do PKSu, który pokazał nam tylko kuper i późniejsze godzinne moknięcie i marznięcie na rozstaju w oczekiwaniu na kolejny nieco dał sie nam we znaki, jednak przymusowa zmiana planów chyba w końcu wyszła nam na dobre
- szlaki niedzielne (już po ataku Soni, o którym wspomina Młody) bardzo urokliwe - i sporo wiosny
- wyrypa przy podejściu na Trupień mnie osobiście bardzo przypadła do gustu, a że plecaki mieliśmy nie za ciężkie, była po prostu przyjemna :)
- jaskinia Raj (jak dla mnie drugi raz w życiu i pierwszy od wczesnej podstawówki) zrobiła spore wrażenie - nie wielkością, bo mała ona rzeczywiście, ale szata naciekowa jest imponująca. warto było.
- końcowy akcent - tradycyjnie obiad, z dziwnym mięsem smakującym rybą w Aztecu - dobrze nas nastroił na powrót. No i udało nam się dobiec do samochodu/PKP przed porządnym deszczem :)

Młodzemu dzięki za pomysł i organizację, a całej reszcie za towarzystwo.
Miło będzie wspominać.

Zdjęcia jak zwykle tu: http://picasaweb.google.com/egorzyns


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 kwie 2010, 16:11 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
I zapraszam tradycyjnie na www.gomarfoto.com do obejrzenia zdjęć. Już myślałem, że się nie ruszę z miejsca a jednak coś drgnęło. Pare zdjęć nawet mnie się podoba.

Pamiętajcie o F11!

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 kwie 2010, 18:40 
Offline
duża złota
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2007, 17:22
Posty: 763
Lokalizacja: Łuków
Chciałam tylko dodać, że ci, którzy twierdzą, że Świętokrzyskie to nie góry i że są strasznie nudne, nie mają racji :P

Dziękuję za wesołe towarzystwo i za zdjęcia :)

Końcowa myśl: warto było wstać o 3:02.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 kwie 2010, 22:39 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 paź 2005, 22:43
Posty: 440
Lokalizacja: Kielce
Bombastycznie się czyta o swoich terenach na forum Trampa! :) Fajnie też zobaczyć zdjęcia, bo który ziomek fotografuje własną okolicę... Szkoda, że nie mogłam pojechać...

Ciekawe jaka odległość dzieliła Was od mojego nadpobudliwego psa, w końcu chodziliście po moim osiedlu. Mieszkam pod lasem na NE od Pasma Posłowickiego niedaleko Pierścienicy, zwanej przez tubylców Skocznią. Sonia, w każdym razie, na mojej ulicy nie mieszka :)

_________________
Русская речь без мата превращается в доклад.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 kwie 2010, 23:18 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 9:46
Posty: 1081
Lokalizacja: sam już nie wiem...
Aniu, w las weszliśmy chyba jakoś tak ul. Kordeckiego chyba...
O, świętokrzyskie pypcie, biorąc pod uwagę relację ich atrakcyjności do szybkości dojazdu w region zdecydowanie warte odwiedzenia. Pasm jeszcze kilka zostało... :)

_________________
"Moja ojczyzna jest rozprzestrzeniona, składa się z adresów w różnych krajach (...) tworzą ją setki drzwi, które wiem, jak otworzyć, autobusy, których numery pamiętam, ulice, przystanki, budki z gazetami, twarze, głosy" (R. Kapuściński, Lapidarium)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 16 kwie 2010, 18:49 
Offline
duża brązowa
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 paź 2005, 22:43
Posty: 440
Lokalizacja: Kielce
Robert pisze:
w las weszliśmy chyba jakoś tak ul. Kordeckiego chyba...


Ooo... To rzeczywiście blisko mnie :) Na Kordeckiego jest sławetny sklep pani Gul! :)

A w Jaskini Raj przewodnik pokazywał Wam baranka? Zawsze pokazuje jeden taki naciek, rzeczywiście podobny :)

_________________
Русская речь без мата превращается в доклад.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 19 kwie 2010, 23:20 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Z Ściegiennego zeszliśmy Rajtajską a w las wyszliśmy Kordeckiego. Żadnych baranów nie było.

pozdr

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group