Dzisiaj jest 21 lis 2017, 2:57

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 9:33 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
No więc tak. Na początek fakty.

Uczestników czworo (Marysia, Jasiek, Młody i ja).

Zdobytych szczytów do KS: 2 (Jesztied i Luż)

Trasa: piątek (Jasiek i ja): Szklarska Poręba - Kamieńczyk - Hala Szrenicka - Mokra Przełęcz - Vosecká bouda - Zadni Plech - Čertová hora - skocznie narciarskie - Harrachov - Harrachov ČD (przejazd przez Tanvald do Jablonca nad Nisou) Jablonec nad Nisou - Prostredni hrbet (539m).

sobota (Jasiek i ja): Prostredni hrbet - Vratislavice nad Nisou (przejazd CD do Liberca).
(wszyscy we czwórkę): Liberec Horný Hanychov - dolna stacja kolejki - trasa zjazdowa - Černý vrch - Ještěd - Liberec Horný Hanychov (niebieskim). Przejazd do Dolní Podluži przez Hradek nad Nisou, Porajów, Zittau i Varnsdorf (tranzytem linią ČD). Dolní Podluži ČD - Herrenwalde - Neu Sorge - Schutzhutte - Lausche/Luž - Chata pod Lužem - Horní Světlá - Dolní Světlá - Krompach - Babiččin odpočinek.

niedziela (wszyscy): Babiččin odpočinek - Hvozd/Hochwald - Oybin/Hain - Kurort Oybin - Toepfer - Olbersdorf - Napoleonslinde - Zittau - Sieniawka. Potem przejazd z Sieniawki do Bogatyni i z Bogatyni do Zgorzelca, zwiedzenie Goerlitz i powrót przez Wrocław.

Relacja "się napisze" a zdjęcia "się umieszczą" niebawem :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 10:55 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
No więc tak.

Wyjechaliśmy sobie z Jaśkiem w czwartek pustymi prawie Karkonoszami do Jeleniej. We Wrocławiu spotkaliśmy się z Pete'em, z którym o 4:30 obaliliśmy pod wschodzące słońce po piwie "Kolejorz" (dzięki!). Wysiedliśmy w Jeleniej i kopsnęliśmy się busem do Szklarskiej, skąd zaczęliśmy podejście na Szrenicę. Zaraz po wyjściu z busa zaczął padać deszcz, ale co tam, zaraz przestał (tego dnia jeszcze z 6 przelotów było). Plan był taki, żeby zejść ze Szrenicy do Harrachowa przez Czertową Horę i pojechać do Jablonca nad Nisou, skąd mieliśmy pójść nad Liberec spać na miejscu zwanym Żulowa Hora. Plan uległ modyfikacji gdy się okazało, że na 13:05 nie zdążymy, zatem pojechaliśmy 15:05, a iść mieliśmy krótszą drogą. Z Harrachowa jechaliśmy z grupą rozwrzeszczanych czeskich bachorów wracających z wycieczki. Na szczęście wysiadły wcześniej. W Jabloncu padało, więc poszliśmy na dworcu na piwo (dużo ciekawych gatunków - wtedy poznaliśmy piwo Svijaný) a potem na rynek zjeść i po mapę. Oba zadania zakończyły się sukcesem, więc wyszliśmy w góry. Przeszliśmy jakieś 5 GOT i zdecydowaliśmy, ze mamy ostanie możliwe miejsce noclegu przed zabudowaniami, zatem śpimy. Na wieczór pogoda ładna.

Sobota to zupełna weryfikacja planów. Ponieważ Młody z Marysią mieli być dopiero o 11:26 w Libercu to mieliśmy dużo czasu na myślenie jak tu się ze wszystkim wyrobić. Zdecydowaliśmy na gorąco, że złazimy do Vratislavic nad Nisou, podjeżdżamy vlaczkiem 7 km do Liberca i tam na dworcu patrzymy co i jak. Najpierw chcieliśmy iść na Jesztied rano, żeby zdążyć przed ich przyjazdem, ale potem okazało się, że jest fajny pociąg o 15:00 do Varnsdorfu tranzytem przez Porajów i Zittau. No to takiej okazji nie można przepuścić. Tyle, że okazało się, że mamy wolne do 11:26 (obczailiśmy w międzyczasie przechowalnię bagażu oraz to, że pod sam Jesztied dojeżdża tramwaj, co nam oszczędziło koło 1,5 godziny pedałowania tam i z powrotem przez miasto. Wobec tego (a w Libercu byliśmy o 8:00) wykorzystaliśmy czas na degustację lokalnych piw oraz śniadanio-obiad w dworcowej jadalni (polecamy gulasz segedyński za 50 koron). Piliśmy piwo Svijany, Vratislav, Braník, Konrad oraz Klášter. Nad ostatnim Konradem pogadaliśmy sobie z Amerykaninem z San Antonio, który przyjechał do kolegów w Europie (były wojskowy). Po spotkaniu szybko w tramwaj, i o 11:45 byliśmy pod Jesztiedem. Wyjście opóźniło się o 5 min, bo Jasiek wracał po kij do tramwaju (odzyskał go w ostatniej chwili). Na Jesztied szliśmy nie szlakiem, ale do wyciągu i dalej stromym (bardzo stromym) stokiem narciarskim. No, w końcu z Hanychova jest 600 m podejścia na szczyt. Myśleliśmy, że nam ścięgna odpadną i chwaliliśmy decyzję o zostawieniu plecaków. Na górze (12:35) jest szpetnie brzydki Horský Hotel i tanie piwo (ale wodnione). I piękne widoki od Śnieżki po Turoszów (przy dośc już kiepskiej widoczności). Potem szybki powrót na dworzec, obiad w znajomej jadalni. Tu niespodzianka - za ladą spotkaliśmy Polkę, która w wieku 18 lat uciekła z domu do Czech, mieszkała w Warszawie na Racławickiej, jej syn jest w Australii i jego dziewczynę zjadł rekin i w ogóle. Trzeba było tego słuchać, ale dostaliśmy po małym piwie a Marysia przekonała się do rumu z kolą.

Potem wsiedliśmy do vlaczka (15:00) i pojechaliśmy tym tranzytem. Fajne wrażenie jechać z Czech do Czech przez Polskę i Niemcy i to po czeskiej cenie. Potem w Varnsdorfie (prasłowiańska czeska nazwa ;) ) okazało się że możemy jeszcze (na gapę dzięki panu konduktorowi ;) ) podjechać 2 km do Dolnego Podlużi, żeby nie łoić asfaltem. W Dolnem Podlużi widzieliśmy bardzo brzydką panią dziwkę oraz hotel pracowniczy jakiejś firmy z... Wrocławia, a potem przeszliśmy do Herrenwalde. Na przejściu nie można prawie kupić piwa, za to jest stragan pani Phong Le Vang sprzedający trampki, ciuchy i barachło. Jak tylko weszliśmy do Niemiec (ok. 16:30), to zaczęło padać. Szlaki w Zittauer Gebirge są fajnie wyznakowanie i jest ich dużo, tylko czasy przejścia dla wąskonosych emerytów. Przed dużym deszczem schroniliśmy się w chatce myśliwskiej, a potem przy nieco mniejszym przeszliśmy na nielegala granicę do Czech i pod Lużem zlądowaliśmy przed 18. Zostawiliśmy bety i na szczyt. Fajne muszą być widoki, jeśli coś widać, my nic nie widzieliśmy (mgła:( ). Kilometr dalej, w Chacie pod Lużem pani była zawiedziona że chcemy tylko pieczątki ;). Nocleg mieliśmy wszakże za ok. 10 GOT, a było już po 19, to chcieliśmy jeszcze zdążyć ugotować, a wstać trza było rano. Przeleźliśmy przez dwie wioski - Horni Swietlą i Krompach, przed tym drugim nawet słońce wyszło, więc myśleliśmy, ze front już za nami. Na miejsce noclegu wybraliśmy uroczy zakątek pt. Babiččin odpočinek, czyli Odpoczynek Babci, jakby kto nie rozumiał ;) Kawałek równego, wiata obok, w sam raz. Zmęczeni zabraliśmy się do gotowania (była 20:30). I wtedy zaczęła się:

WALKA O OGIEŃ

Otóz miałem wziąć zapalniczkę, bo Jasiek (sic!) nie ma. Nawet zapisałem, ze mam kupić, ale nie kupiłem. No i skonstatowaliśmy to ok. 20:45. OK, szukamy spokojnie czy komu po jakichś wyjazdach w plecaku czy kurtce nie została. Niestety. No to jedyne wyjście - ktoś poleci 1,5 km w dół do Krompachu. Poszli Marysia i Młody. Najpierw nie chcieli im dać w żadnym gospodarstwie, w jednym to myśleli że łomoty do okien oznaczają próbę rabunku i pozamykali okiennice a wcześniej ojciec rodziny zebrał wszystkich w kuchni :) W końcu kupili w barze, ale jak wracali to z niczego zrobiła się burza. Taka przez duże BU - z tych, które miałem okazję przeżyć na żywo to chyba tylko tych 5 po sobie na Borżawie było fajniejszych. I tu byłoby OK tylko że oni idą. No ale co robić, musimy czekać, nie ma sensu do nich lecieć, tym barzdiej, że zaczęło podtapiać nam namiot. Jak mieliśmy brać się za przestawianie, to Jasiek poświecił pod wiatę, gdzie stałem i krzyczy "Zwierzę jakieś, zwierzę". Ja szukam, gdzie świeci, bo akurat przed siebie i nic nie widzę, w końcu mówi, że za mną. Patrzę, rzeczywiście, niby pies, ale małe, kudłate i w ogóle się nas nie boi, tylko włazi pod stół i nie reaguje ani na kamienie ani na kij ani na krzyki. Jasiek doszedł więc do wniosku, ze to wściekły jenot. Zaczęliśmy więc jenota próbować wypłoszyć, krzycząc, machając kijem i tak dalej, wszystko jeszcze podczas burzy (choć już mniejszej). Nagle słyszymy jak radośc ze spotkania "jenota" okazują Marysia z Młodym. Okazało się, że to pies za nimi szedł z samego Krompachu, ale w szczytowym momencie burzy się pewnie przestraszył i uciekł. Genralnie potem jenot stał się motywem przewodnim podrózy ze Zgorzelca do Wrocławia a Marysi nawet się przyśnił ;)

Potem już tylko szybki obiad, przebieranie się z przemoczonych ciuchów i spać. W nocy było zimno. Rano też, zatem szybkie śniadanko (kuskus jest zjadliwy z przyprawą włoską Kamisu) no i w drogę. Trasa najpierw do niemieckiej granicy a potem zejście do Zittau. Kurort Oybin (nie spełniający definicji kurortu by TP) zrobił bardzo korzystne wrażenie, że aż jak to powiedział Jasiek, poczuliśmy sie "trochę dziadowsko". Ładne domki, super położenie, malownicze ruiny i fajne skałki. Potem na Topferze też (tylko po co te latarnie wzdłuż szlaku???). Zejście najpierw ciekawe a potem nudne i płaskie dojście do Zittau. Zittau to wymarłe miasto, o 12 nikogo nie było, żadnego Biergartena, tylko jedna restauracja. Ale piwo (drogie, no bo jakie) i zupę szparagową sobie zjedliśmy, a co, jak szaleć to szaleć. Z Zittau przeszliśmy do Sieniawki, gdzie złapalismy prawie od razu autobus do Bogatyni, który fajnie objeżdżał całą Kopalnię Turów :) Na PKSie był też podobno stary według niektórych (dla nas 4 nowy) napis na temat piwa.

Z Bogatyni, gdzie ciekawy był sklep "Bociek" naprzeciwko "Żabki" i piwo, przejechaliśmy do Zgorzelca. Przed zwiedzeniem Gorlitz chcieliśmy coś zjeść i kupić bilety. Najpierw nie mogliśmy się dogadać co do dworca, bo kierowano nas na jakiś dworzec "Ujazd", który potem okazał się stacją Zgorzelec, a inni na Zgorzelec Miasto, no w każdym razie w końcu udało się. Potem zjeść. Już na początku w greckim barze na PKS potraktowano nas jak śmieci, bo nikt nawet nie podszedł do lady przez 5 min a jeden pan tylko krzyczał "co jest". Dwa inne bary nie oferowały nic dobrego do żarcia, a stołówka "czynna codziennie" była zamknięta. Udaliśmy sie więc do... Chińczyka, ale tam pani powiedziała nam że będziemy musieli czekać do 18 (była 16:40) bo kucharza nie ma, bo jest na komunii. Na szczęście Marysia zachowała zimną krew i udało się załatwić tak, że teraz zamówimy a przyjdziemy o 18.

Goerlitz robi jeszcze gorsze wrażenie niż Zittau. Co prawda starówka jest bardzo ładna i odnowiona, a zabytki cenne, ale w kamienicach często nikt nie mieszka, a sklepy i lokale są najczęściej "zu vermieten". Ludzi niewiele, w sumie tylko wycieczki albo emeryci. Tyle, ze na rynkach (bo są w sumie 3) coś tam się dzieje, ale mało.

Potem jedzonko i na dworzec. Tam dowiadujemy się, że nasz pociąg "Opóźniony międzynarodowy pociąg regionalny Wrocław-Goerlitz" jeszcze nie przyjechał z Wrocławia, a to oznacza, że będzie miał w plecy na wstępie jakieś 50-70 minut. Na szczęście sprężyli się nasi kolejarze i zdążyliśmy sie przesiąść w "Karkonosze" i jeszcze knyszę zjeść, a pociąg nawet nie był aż tak zatłoczony ;)

Generalnie było bardzo fajnie. Góry Łużyckie są urokliwe i takie dla nas w sumie nieznane, a swój urok po obu stronach granicy mają. Jesztied mimo tej całejh infrastruktury też może się podobać z powodu podejścia i widoków, a od Czechów możemy się uczyć jak powinny jeździć pociągi regionalne.

Resztę może inni napisze, bo ja pewnie zapomniałem ;)

Jeszcze podsumowanie górskie:

piątek: 28 GOT
sobota: 36 GOT
niedziela: 23 GOT


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 13:28 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Tu:

http://jacek6774.fotopic.net/c966132.html

są zdjęcia :)

Miłego oglądania!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 20:04 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 15:03
Posty: 585
Lokalizacja: Bydzia
Nic dodac, nic ujac!
Dzialo sie duzo, a iscie podczas takiej burzy po prawie odslonietym terenie zapadnie mi na dlugo w pamieci.. (naprawde niezle padalo, bo mi az soczewki zalewalo :hyhy: )
No i oczywiscie "wscieklego jenota" trudno bedzie zapomniec
Cytuj:
a Marysia przekonała się do rumu z kolą.

A jak!! Bylo calkiem, calkiem. Podala mi jeszcze przepis na wino z czymstam w odpowiednich proporciach, ale niestety nie zapamietalam.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 21:27 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Ugh. Na zdjęcia zapraszam może na taki adres:

http://jacek6774.fotopic.net

i wtedy trzeba załadować galerię "Korona Sudetów 2006". Bo inaczej coś nie działa.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 21:29 
Offline
Gomar
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 15:02
Posty: 3415
Lokalizacja: Augustów
Mi działało jeszcze 5 minut temu...

1. Ta pani dróżnik to ładne nogi ma ;)
2. Szkoda Krtka :(
3. Paulaner jest super dobry i wart każdej ceny!

Sprawdziłem - nadal działa :P


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 22 maja 2006, 23:20 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 paź 2005, 19:33
Posty: 1840
Lokalizacja: pow. Nowa Aleksandria
namche pisze:
3. Paulaner jest super dobry i wart każdej ceny!


Paulaner und Warsteiner - die Koeniginnen unter den Bieren! Wiem to wraz z kumplami od 2001 r., kiedy to raczyliśmy się tymi browarami w nieistniejącej już pizzeri "Fiolerino" przy ul. Wojska Polskiego w Puławach. Przy takich piwach Perła Chmielowa to po prostu alkohol!

ŁP

_________________
Adelante! La porta esta abierta!

Ludzkość to kupa zwierząt pełzających po gównie, a ja zakochałem się w samochodzie. M. Hłasko

CHARLES BARKLEY WANT TO MEETS YOU!!!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 maja 2006, 15:46 
Offline
II norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:07
Posty: 1874
Lokalizacja: spod gwiazd
A probowaliscie Paulaner ciemne? To jest dopiero czad!

_________________
Hajrá Loki!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 maja 2006, 16:58 
Offline
I norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 16:36
Posty: 1378
Lokalizacja: Raszków
tomek pisze:
A probowaliscie Paulaner ciemne? To jest dopiero czad!
Z pszenicznych, w czasie pobytu w Monachium, próbowałem wszystkiego co znalazłem i w sumie najlepszy z jasnych był dla mnie Franziskaner, a z ciemnych Erdinger (choć ciemny Franciszek też ma mocną pozycję).

pzdr
Bronek

_________________
<-- w połowie Masakry :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 maja 2006, 22:15 
Offline
za wytrwałość

Rejestracja: 06 paź 2005, 22:19
Posty: 4924
Tak w ogóle to Młody fajne zdjęcia zrobił, ale się nie chwali ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 23 maja 2006, 22:47 
Offline
duża srebrna
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 paź 2005, 15:03
Posty: 585
Lokalizacja: Bydzia
juz sa na jego stronie.
Jacku, zapomniales wspomniec w twej jakze wyczerpujacej relacji o wydarzeniu wienczacym sobotni wieczor - o wizycie policji, czy strazy granicznej - moze przyjechali, bo ludzie z pewnego gospodarstwa ich powiadomili o takich jednych, co po oknach wala :rotfl:
pozdr


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 24 maja 2006, 0:19 
Offline
III norma za wytrwałość
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 paź 2005, 21:15
Posty: 2080
Lokalizacja: Zewsząd
Tak jest. zdjęcia już są na www.wasal.fotopic.net
A zaraz coś skrobnę od siebie

_________________
Życie jest – panie - ważne w życiu. Póki się je czuje, to jest dobrze. Tyle.
ciągle pamiętamy-->śmietana szatana na twarzy banana
Ot, zdrowie!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Yahoo [Bot] i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group