20-21.9.2003, przejście idiotyczne w Górach Bialskich i Złotych.
PROLOG:
Na pomysł kończącego wakacje przejścia Bielice - Smrk - Złoty Stok - Kłodzko
wpadliśmy z Jaśkiem pod koniec czerwca, niedługo po naszym pierwszym
idiotycznym. Głównym motywem była chęć zdobycia najwyższego szczytu Gór
Bialskich - Smrku, Złotych - Kowadła i Bardzkich - Kłodzkiej Góry oraz
sprawdzenie czy damy radę przejść ponad 100 GOT (czyli de facto czy stać nas
na trójkąt). Umówiliśmy się, że jak już wrócimy z Czarnohor, Sajanów, zerówek
i Tatr, to przedsięweźmiemy odpowiednie środki.
No i rzeczywiście, 2-3 telefony i w czwartek 18.09 spotykamy się na
Centralnym z zamiarem dojechania do Lądka Zdroju. Jesteśmy na miejscu o 8:30,
z przesiadką w Kłodzku, gdzie na kładce nad peronami podtrzymujemy
zapoczątkowaną na listopadowym wyjeździe w Góry Sowie tradycję spożycia na
tejże tego i owego. W Lądku ostatnie zakupy na odnowionym rynku, i o 9:40 w
drogę. Cel - Chatka Cyborga w Bielicach. Pogoda piękna, więc idzie się szybko.
Po 40 min. jesteśmy na Trojaku, po dalszych 30 na ruinach zamku Karpień, a o
12 w Starym Gierałtowie. W tym momencie połowę drogi do Bielic mamy za sobą, a
ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w Bielicach nie ma co
robić, zatrzymujemy się i czekamy na otwarcie sklepu (uprzejmi panowie
kończący na ławce przed nim wino GROM powiedzieli, że sklepowy na chwilę
wyjechał). Ruszamy po 13, i włazimy na Przeł. Dział, a potem na Czernicę,
która od wschodu jest równie stroma jak od północy (wchodziłem tam w czerwcu
2002 na wyjeździe posesyjnym), tyle że podejście trochę krótsze. Na szczycie
45 minut Ciechocinka i dalej już w dół do Bielic. Po zejściu na asfalt
dopadają nas zieloni na motorach i rzucają podejrzenie, że właśnie wracamy
zza zielonej granicy. Oczywiście nas spisują (i naszą planowaną na sobotę
trasę). Po tej przygodzie już tylko droga przez całą wieś do chatki,
znajdującej się w jej dole, z jednym przystankiem w barze "Schron" (a więc
wieś wbrew stronie www.bielice.info.pl
ma jednak jakieś zaplecze sklepowe). W
chatce planujemy do końca trasę, jemy kolację, i o 21, po stoczeniu walki z
trzema szerszeniami, które wleciały nam przez okno idziemy spać.
PRZEJŚCIE IDIOTYCZNE WŁAŚCIWE
| 4:20, -0:30 od startu, 0 GOT. Budzik. Wstać. Zjadamy po 3 kanapki.
Ubieramy się, bo na dworze zimno jak w psiarni. Wkładam nawet czapkę i
rękawiczki. Plecak na plecy, latarki w dłonie i wymarsz.
| | 4:50, start, 0 GOT. Ale zimno... niebo wygwieżdżone, księżyc świeci,
ale i tak jakoś ciemno... chyba jesteśmy nienormalni... Nawet żaden pies nas
nie obszczekuje...
| | 5:10, 0:20 od startu, 2 GOT. Mijamy ostatnie zabudowania Bielic, a
potem węzeł szlaków zielonego i niebieskiego, my idziemy zielonym, na
Rudawiec. Ciemno. Zimno.
| | 5:25, 0:35, 3,5 GOT. Włazimy w las. Podejście dość ostre, do tego
drwale porobili koleiny i zostawili kupę suchych patyków. Ale jakoś się idzie.
| | 6:05, 1:15, 7 GOT. Mijamy informację, że właśnie jesteśmy w Puszczy
Śnieżnej Białki. Zaczyna się rozwidniać. Po 10 min. dochodzimy do granicy.
Dalej po słupkach, co jakiś czas przed nami przebiegają mocno zdziwione sarny
(szt. 3) i jeleń (aż przystanął...)
| | 6:32, 1:42, 10 GOT. Szczyt Rudawca. Kontemplujemy wschód słońca. Jakoś
boli mnie brzuch, to niedobrze. Po 10 min. ruszamy na przeł. Płoszczyna.
| | 7:57, 3:07, 16 GOT. Przejście graniczne na przełęczy. Nikogo nie ma.
15 min. przerwy, potem wchodzimy do Czech (od polskiej strony na Smrk nie ma
szlaku). Boli mnie pięta, chyba robi mi się krwiak, ale po 5 minutach udaje
się rozruszać. Uff.
| | 10:05, 5:15, 24 GOT. Medvědi bouda. Niestety, schronisko jest
zamknięte, więc stempla nie weźmiemy, dobrze, że z Bielic mamy. 15 min.
przerwy, uzupełniamy wodę, bo robi się upał.
| | 11:12, 6:22, 30 GOT. Cisarska bouda. Tym razem to nawet nie
schronisko, ale schron, w którym poza ławkami nie ma nic. Za to są watahy
Czechów, które weszły tu z pobliskiej Ramzovej. Przerwa 15 min. na kanapkę i
czekoladę - słowacką, którą Jasiek przywiózł z Tatr. Brzuch mnie przestał w
końcu boleć.
| | 11:55, 7:05, 35 GOT. Smrk. Najwyższy punkt wycieczki. No i kolejny
szczyt do Korony. Postój robimy nie na nim a na drugim, granicznym
wierzchołku, na którym stoimy po raz drugi o 12:03. 20 min. odpoczynku.
Kolejny planujemy na Kowadle, za 8 GOTów. Życie jest jednak pełne
niespodzianek.
| | 12:40, 7:50, 37,5 GOT. Tri Studanky. Cooooo? Okazało się, że poszliśmy
w całkiem drugą stronę i idziemy owszem grzbietem, ale nie tym co trzeba. Po
prostu na Smrku szlak idzie w kształcie wąskiej litery V a strzałki nie
pokazują dokładnie kierunku... Decydujemy się nie wracać, ale wrócić na
grzbiet okrężną drogą przez Nyznerovske vodopady. Jak wielki to błąd, jeszcze
się okaże...
| | 13:40, 8:50, 42 GOT. Jesteśmy przy wodospadzie, z racji suszy niezbyt
imponującym. Nas jednak to mało obchodzi, bo z drogowskazu wynika, że jesteśmy
na 488 metrach! Wiedzieliśmy, że trzeba będzie zejść, ale że aż tak... No
cóż, na grzbiet 2,5 km, ale za to 400 m podejścia!!! Idziemy jednak.
| | 14:05, 9:15, 45 GOT. Przerwa!!! Żar z nieba się leje, a my dopiero w
połowie... Do tego tylko ośmiominutowa, bo 9 min. wcześniej też sobie
zrobiliśmy 5 min. Morale nam spada, jesteśmy wściekli, że nie wróciliśmy. Do
tego coraz bardziej odzywa mi się pięta a Jaśkowi nogi.
| | 14:32, 9:42, 49 GOT. Břidličný vrch. Teraz można zrobić 20 minut, i
dobrze, bo nas wykończyło to podejście. Ale jesteśmy już na grzbiecie. Teraz
szybka decyzja. Jeśli mamy zdążyć przed zamknięciem przejścia na przeł.
Lądecką, trzeba by iść polskim szlakiem, a za przeł. Karpowską wrócić na
czeski. Chyba, że będzie SG lub czeska policja... dlatego decydujemy się iść
blisko granicy po czeskiej stronie, nawet na fragmencie gdzie czeski szlak
odchodzi od granicy (żeby jej na zielono nie przekraczać). Po przerwie jest
lepiej, można przyspieszyć.
| | 17:05, 12:15, 56 GOT. Przeł. Gierałtowska. Stąd trzeba zacząć uważać,
bo czeski szlak odchodzi w prawo. Idzie nam się całkiem dobrze, chociaż
czujemy nadplanowe podejście (głównie Jasiek) i odcisk na pięcie (ja).
Ostatecznie decydujemy iść obok granicy.
| | 18:05, 13:15, 63 GOT. Przeł. Karpowska. Wciąż wysokie tempo. Podejścia
na Szewczyka i Czernik nie sprawiają problemów, na tym ostatnim widzimy
polskich turystów idących zielonym. Teraz znaleźć czeski niebieski szlak...
Przerw praktycznie nie robimy, bo zaczyna nam się spieszyć żeby zjeść w
Travnej i przejść granicę. Postój planujemy na Bukowej Kopie.
| | 18:30, 13:40, 65 GOT. Przerwa. Na Bukowej było 3 minuty, teraz
jesteśmy 15 min. dalej. Już zeszliśmy z granicy ale uzupełniamy zapasy wody.
Ruszamy 18:40. Liczymy, że do Travnej została jakaś godzinka. Słońce zachodzi.
| | 19:03, 14:13, 67 GOT. Jesteśmy w miejscowości Zalesí, skąd do Travnej
jeszcze 5 GOT. Podobno jest tam knajpa czynna do 24, ale mamy czas tylko do 22
(wtedy zamykają przejście). Ale ze zmrokiem przychodzi kryzys, zastanawiamy
się nad dojściem do Lądka i spaniem tam.
| | 19:58, 15:08, 71 GOT. O żesz... (dalej nie zacytuję...) Ta pomyłka
jest jeszcze głupsza od poprzedniej. Okazuje się że już ponad 20 minut
zapodajemy zielonym zamiast niebieskim. Ja co prawda miałem podejrzenia co do
koloru, ale Jasiek uspokoił mnie mówiąc że niebieski w połączeniu z żółtym
światłem latarki daje zielony (...) To chyba efekt 70-tego GOTa... No cóż,
trzeba wrócić, w dodatku pod górę, a twarda droga nie służy naszym nogom.
| | 20:15, 15:30, 73 GOT. Chyba jesteśmy zmęczeni. Decydujemy się zjeść w
Travnej i zobaczyć co dalej. Ale to jeszcze ciągle 2 GOT stąd...
| | 20:42, 15:52, 76 GOT. Wchodzimy do knajpy w Travnej. Jemy obiad,
humory się poprawiają, ale czujemy, że nic z tego, bo zasypiamy nad
talerzami. Jeśli pójdziemy spać nawet na pół godziny, które nam zostało, to
zamkną nam przejście graniczne i nie dojdziemy do Złotego Stoku. A w tej
formie nie przejdziemy 4 GOT w 45 minut. Trudno, stówkę zrobimy następnym
razem... trzeba zostać, siła wyższa. Zatem na zakończenie przejścia pijemy po
dwa piwa i o 22 wychodzimy. Ponieważ we wsi nie ma noclegów, rozkładamy się
ze spaniem obok knajpy - na scenie po festiwalu rockowym, który był tu w
sierpniu. Rozkładamy NRC-tę, ciepło się ubieramy, włazimy w śpiwory i idziemy
spać. To już koniec tego dnia.
|
EPILOG
Wstajemy o 7:20, szybkie śniadanie i w drogę. O dziwo idzie się nie
najgorzej, ja zmieniłem buty na adidasy i asfalt mi niestraszny, a i stopy nas
nie bolą, tak jak się można by spodziewać. O 8:50 przechodzimy granicę (5 GOT
zrobiliśmy w godzinę), a przed 10 wchodzimy do Lądka. Pociąg mamy o 11:21,
więc robimy zapasy na drogę i... do pociągu, do domu... jutro niestety zaczyna
się szkoła... A kolejne idiotyczne . to już chyba na wiosnę...
STATYSTYKA:
| Uczestnicy: | Jasiek Rolle, Jacek Duda.
| | Długość przejścia: | 76 GOT ( plus w sobotę 33, w niedzielę 11)
| | Czas przejścia: | 15 h 52 min.
| | Długość przerw: | 2 h 6 min.
| | Prędkość: | 4,78 GOT/h (z przerwami), 5,52 GOT/h (bez przerw)
|
|