Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Relacja z przejścia boku Trójkąta Idiotycznego Śnieżka - Ślęża

Termin: 20 - 21.IV.2002.

Trasa: Karpacz - Śnieżka - Przeł. Okraj - Zadzierna - Krzeszów - Grzędy - Lesista Wielka - "Andrzejówka" - Rybnica Mała - Jedlinka - Włodarz - Walim - Lutomia - Kiełczyn - Tąpadła - Ślęża - Sobótka

Długość: 148 GOT-ów.

Czas przejścia: 34,75 godziny.

Uczestnicy: Paweł Brudło, Beata Godycka.

Po nieudanej próbie przejścia zimowego (w lutym przeszliśmy tylko z Karpacza do Boguszowa) kolejny raz postanowiłem spróbować jeszcze zanim na dobre rozpocznie się ciepła wiosna. Tym razem zaplanowałem przejście trasą dłuższą o ok. 25 GOT-ów ale za to bardziej górską, zaliczającą przy okazji 7 punktów pośrednich na dużą odznakę GOT.

Aby rozpocząć zmagania jak najwcześniej przybyliśmy do Jeleniej Góry przez Węgliniec i dalej autobusem do Karpacza. O 8:30 wyruszyliśmy na trasę z Białego Jaru PKS. Na Śnieżkę podchodziliśmy czarnym szlakiem. Gdzieś przed 1000 m n.p.m. zaczęliśmy deptać po śniegu. Na szczęście nie było to, jak w lutym, ponad pół metra świeżego puchu, lecz podobna ilość dobrze ubitego śniegu. Szło się dosyć wygodnie. Karkonosze ugościły nas niemal bezwietrzną (!!!) ale za to bardzo mglistą pogodą. Po dwóch godzinach stanęliśmy na Śnieżce (o godzinę prędzej niż w lutym). Po krótkim posiłku ruszyliśmy dalej. Szło się bardzo przyjemnie, szczególnie w porównaniu z lutym, kiedy to właśnie ten odcinek mocno nas zmęczył. Tuż przed Okrajem praktycznie skończył się śnieg. Trzy i pół godziny to dokładnie dwie i pół godziny szybciej niż zimą. Po przebrnięciu przez śnieg w dobrym czasie byliśmy dobrej myśli.

Dalej ruszyliśmy zielonym szlakiem do Paczyna i dalej do Starej Białki. Potem jeszcze krótkie fajne podejście i już o 14:28 oglądaliśmy Bukówkę z Zadziernej. Po krótkim odpoczynku i czekoladce ruszyliśmy grzbietem w stronę Błażkowej. Tam po przekroczeniu Bobru wzdłuż torów doszliśmy do drogi leśnej do Krzeszowa. Przez Betlejem czerwonym szlakiem dotarliśmy na 16:58 do Krzeszowa. Tutaj pierwszy dłuższy 25-cio minutowy odpoczynek. Powoli zaczęliśmy odczuwać pierwsze objawy zmęczenia. Za nami już 49 GOT-ów, ok. 1/3 trasy.

W dalszą drogę podążyliśmy czerwonym szlakiem przez Wzgórza Krzeszowskie. Podejście okazało się prawdziwą przyjemnością po wcześniejszym dosyć długim marszu po płaskim. Około 19 stawiliśmy się w Grzędach. Bez zbędnych przerw udaliśmy się na Lesistą Wielką. Udało nam się na niej stanąć o 20:35, jeszcze zanim zapadły kompletne ciemności. Po króciutkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Dosyć ostre zejście kosztowało nas ból ścięgien i kolan. Jednak najgorsze dopiero było przed nami. Dojście za Sokołowsko wymagało dużego poświęcenia. Godzina po płaskim asfalcie to była najgorsza rzecz dla naszych nóg. Obolali o 22:40 usiedliśmy na polance nad strumieniem aby przygotować sobie główny posiłek. Jedzenie i godzinny odpoczynek okazały się zbawienne dla naszych nóg.

Wypoczęci ruszyliśmy dalej by 20 minut po północy stanąć przy "Andrzejówce". Tam dopadła nas niesamowicie gęsta mgła, która praktycznie nie opuściła już nas aż do końca nocy. Niebieskim szlakiem przez Jeleniec ruszyliśmy dalej. Mgła była tak gęsta, że w świetle latarki widoczność sięgała zaledwie metra. Szlak był bardzo ciekawy. Musimy tam kiedyś wrócić za dnia. Jeszcze przed Rybnicą Małą ucieliśmy sobie 50 minutową drzemkę. Nie czuliśmy się bardzo śpiący ale rozsądek nakazywał wykorzystać kawałek nocy na sen, gdyż czekał nas jeszcze cały dzień marszu. Po przejściu przez Przełęcz pod Wawrzyniakiem o 5:03 stawiliśmy się w Jedlince. Właśnie zaczynało świtać a my strzeliliśmy sobie śniadanko. Już spora część trasy za nami (91 GOT-ów), ale jednak nogi już dosyć zmęczone. Pokrzepieni śniadaniem i wschodem słońca ruszyliśmy na Włodzarza, gdzie znowu złapała na mgła. Równa o siódmej mieliśmy za sobą 101 GOT-ów.

Po zejściu do Walimia dłuższa półgodzinna przerwa na mały posiłek i zmianę butów z górskich na lekkie do chodzenia po płaskich utwardzonych drogach. Ten manewr okazał się bardzo skuteczny. Mając w pamięci marsz do Sokołowska bardzo obawialiśmy się tego asfaltowego odcinak aż pod samą Ślężę. Ale na szczęście w lekkich butach szło się bardzo dobrze. Do Glinna przeszliśmy asfaltem, a dalej po przejściu przez grzbiecik znaleźliśmy się na biegnącej dnem doliny Piwnej Drodze. O 11:04 dotarliśmy do Lutomii. Tam pod sklepem Beatę dopadł pierwszy poważniejszy kryzys. Najpierw zasnęła na chwilę na ławce a potem zaczęła się zastanawiać jak tu by podjechać pod Ślężę. Ale po dłuższej 40-to minutowej przerwie potrafiła się zmobilizować i twardo ruszyliśmy dalej.

Do Mościska utrzymaliśmy wysokie tempo. Dalej było już trochę gorzej. Kryzys okazał się dosyć głęboki i Beata już właściwie do końca wycieczki szła resztką sił. Mimo tego tempo nie spadło aż tak bardzo. Polnymi drogami doszliśmy na 14:43 do Kiełczyna. W Jędrzejowicach 20-to minutowa przerwa i ruszamy dalej na poszukiwanie żółtego szlaku. W efekcie wylądowaliśmy w Tąpadłach i tam dopiero złapaliśmy szlak, którym weszliśmy na przełęcz. Tam nastąpiła krótka narada. Wiedzieliśmy, że ostatni autobus odjeżdża z Sobótki o 20:30. Beata, która dosyć mocno zwolniła na samym podejściu pod przełęcz, nie miała szans zdążyć na niego idąc przez Ślężę. Zdecydowała się na trawers czarnym szlakiem. Ja udałem się na wierzchołek. Trochę niższe tempo przez ostatnie parę godzin bardzo dobrze mi posłużyło i czułem się świeży i wypoczęty tak, że po 40 minutach o 17:50 stanąłem na szczycie Ślęży. W związku z mgłą widoków oczywiście nie było. Nie zastanawiając się wiele rozpocząłem zejście. Okazało się ono bardzo męczące dla moich kolan i ścięgien. Do tego stopnia, że aż dwa razy musiałem zatrzymać się aby ograniczyć ból. W sumie zejście zabrało mi 15 minut więcej niż podejście tą samą drogą w nocy w październiku ubiegłego roku.

O 19:15 zakończyłem swoje przejście w Sobótce na Przystanku PKS. Okazało się, że Beata przyszła dosłownie 3 minuty przede mną. Okazało się też, że ostatni autobus mieliśmy o 22 bo nie uwzględniłem przy zbieraniu informacji komunikacji prywatnej. Takim też autobusem udaliśmy się do Wrocławia rozwodząc się nad idiotyzmem idiotycznej turystyki. Jednak po dwóch dniach wszystko nam minęło i już powoli zaczęliśmy myśleć o następnym wypadzie. W moim przypadku będzie to zapewne ostatni, najdłuższy bok Śnieżnik - Śnieżka.

Paweł Brudło.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>