Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Wycieczka idiotyczna w Masyw Śnieżnika

27.06.2003, przejście idiotyczne w Masywie Śnieżnika.

Uczestnicy: Kasia Solska, Jasiek Rolle, Jacek Duda.
Trasa: Bystrzyca Kłodzka - Marianówka - Igliczna - Międzygórze - Hala pod Śnieżnikiem - Śnieżnik - Mały Śnieżnik - Puchacz - Trójmorski Wierch - Przeł. Jodłowska/Horni Morava TPG - Nad Sršňovkou - Heřmanice - Prostředni Lipka - Kraliky naměsti.

Godzina 2:47, Bystrzyca Kłodzka. Z pociągu pospiesznego "Bohemia" rel. Warszawa Wsch. - Praha Hlavni Nadraži wysiadają tylko trzy osoby i nie zwlekając ruszają szybkim krokiem na poszukiwanie żółtego szlaku, który "powinien gdzieś tu przechodzić". Tak właśnie zaczęła się, uwieńczona zresztą sukcesem, kolejna próba klubowego przejścia idiotycznego. Była ona w dużej mierze wynikiem podrażnionej ambicji (mnie i Kasi nie udało się zostać dłużej na sztafecie by śrubować rekordy, a Jasiek chciał poprawić swoje najlepsze osiągnięcie - 53 GOT ze sztafety).

Żółty szlak w końcu się znalazł, choć miejscowe PTTK bardzo się starało nas wywieść w pole, malując znaczki w najmniej spodziewanych miejscach. O 3.00 wyszliśmy na asfaltówkę Bystrzyca - Stronie, z której po pół godziny zeszliśmy na ścieżkę prowadzącą na południe. Myślałem że to żółty szlak (pamiętałem sprzed roku, że skręt nie jest oznaczony), ale jak się niedługo później okazało, skręciliśmy o kilometr za wcześnie. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo okazało się, że przy próbie powrotu na szlak nadłożyliśmy GOTa drogi. Szlak się w końcu znalazł i już po znakach poszliśmy do Marianówki u podnóża Iglicznej. Byliśmy tam po 5:30 i w zasadzie bez postoju zaczęliśmy się wdrapywać na Igliczną. Pogoda robiła się piękna, na niebie nie było chmurki, słońce zaczynało grzać, a z Iglicznej roztaczał się widok na zasnutą mgłą Kotlinę Kłodzką. Kilka zdjęć i zejście do Międzygórza (po drodze oglądaliśmy wodospad Wilczki). W budzącym się Międzygórzu (7 rano) ostatnie zakupy i pierwsza, półgodzinna przerwa na śniadanko. Teraz podejście na Śnieżnik. Na nim spotykamy pierwszych tego dnia turystów. Idzie nam się bez zarzutu, na trawersie Średniaka podziwiamy widoki i skałki, schronisko mijamy w biegu i za trzy dziesiąta jesteśmy już na Śnieżniku. Przyszła kolej na najdłuższą, niemal godzinną przerwę. Zresztą zrobilibyśmy przerwę tak czy owak, bo takie widoki ze Śnieżnika zdarzają się rzadko.

Półmetek uczciliśmy kanapkami, piwkiem i... szczupakiem, który jeszcze tydzień wcześniej pływał sobie w jednym z mazurskich jezior i nie spodziewał się, że skończy zjedzony na szczycie Śnieżnika :-). Słoneczko grzało i nawet wiatr nie był za mocny, słowem sielanka. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy, trzeba iść. Nawet nie czujemy, że mamy już 39 GOTów w nogach. Nieco po dwunastej przechodzimy przez Mały Śnieżnik, na szczęście pojawiają się niewielkie cumulusy i południowe słońce nam bardzo nie dokucza. Bardziej zaczęła nam dokuczać mapa "Góry Bialskie i Masyw Śnieżnika", bowiem przebieg zielonego szlaku w terenie był zupełnie inny niż na niej. Rozumiem, że trzeba było zniekształcić 15% każdej mapy by wraży wróg nie atakował Ojczyzny z jej pomocą, ale wątpię by chciał to czynić przez Puchacz lub trawersem Trójmorskiego Wierchu... Klnąc PPWK niepostrzeżenie doszliśmy na Trójmorski. Była prawie druga. Widok ze szczytu super, przystanęliśmy by popodziwiać grzbiet Gór Bystrzyckich i pobawić się w identyfikację widocznych na dole wsi.

O 14 ruszyliśmy w stronę Jasienia, a konkretnie na przejście graniczne Jodłów-Horni Morava. Na tym odcinku zmęczenie zaczęło już nam się dawać we znaki, ale nieszkodliwie, najwyżej ktoś korzenia nie zauważył. Na przejściu zatrzymało nas dwóch funkcjonariuszy SG. Wywiązał się taki oto dialog:

- Dokąd idziecie?
- Do Kralik.
- A skąd?
- Z Bystrzycy Kłodzkiej.
- Aha, z Bystrzycy Kłodzkiej... Z BYSTRZYCY ?!? Na piechotę?!?
- Tak, przez Śnieżnik.

Mina pana strażnika była dość zabawna. Pogadali z nami jeszcze chwilę (widać było że strasznie się nudzili i byliśmy dla nich atrakcją dnia) i puścili dalej. O 14.30 weszliśmy do Czech. W 15 min. pokonaliśmy 2 GOT dzielące nas od szlaku czerwonego ze Śnieżnika do Kralik, i zaczęliśmy pokonywać ostatnie 10 km. Jak się okazało, ostatni odcinek krył chyba najwięcej niespodzianek. Po kilometrze szlak zszedł z asfaltu i wtedy się zaczęło. Najpierw biegł przez strasznie gęste krzaki, przy czym oznaczenia były na najcieńszych drzewkach lub w najgęstszych liściach. Potem prowadził przez pole poprzegradzane drutami pod napięciem.

Kiedy wydawało nam się że najgorsze za nami, i wyszliśmy na łąkę, z której było już widać Kraliky, na naszej drodze pojawił się czeski pogranicznik. Siedział sobie pod drzewem i coś tam jadł. Zauważył nas, podszedł, spytał się skąd idziemy, gdzie przekraczaliśmy granicę po czym zabrał paszporty i usiadł sobie pod tym drzewem. I siedział. No to my też usiedliśmy. Czekamy, czekamy a ten nic, tylko czasem coś burknie do radiotelefonu. Ruszył się dopiero po 15 min. Nawet nam pokazał gdzie mamy iść dalej i życzył powodzenia. Niemniej nas wkurzył, bo już byliśmy trochę zmęczeni i chcieliśmy jak najszybciej dojść do celu i pokrzepić się obiadkiem i piwem w zaprzyjaźnionej hospodzie przy rynku. Na drodze mieliśmy jeszcze ostatni szczyt (Roudny vrch, 655 m), a potem już delikatnie w dół na stację w Prostředni Lipce i stamtąd 2 km asfaltem do Kralik. O 17.40 byliśmy już na rynku w Kralikach, gdzie nasze przejście zakończyło się. Nie omieszkaliśmy uczcić tego dobrym czeskim piwem i innymi specjałami, szczęśliwi z poprawienia rekordów życiowych. Dla Kasi i dla mnie było to w ogóle pierwsze idiotyczne w karierze. Muszę przyznać że po 65 GOTach piwko smakowało nam jak rzadko kiedy. A o 22.22 wsiadaliśmy już w Lichkovie do "Bohemii". A tam zasnęliśmy snem sprawiedliwego i spaliśmy do samej Warszawy. W sumie to nam się należało...

Idea turystyki idiotycznej wcielona w życie bardzo mi się spodobała i snuję już plany następnych przejść. A potem, kto wie, może pokuszę się o Wielkiego Szlema... Na razie jednak bardziej myślę o wyleczeniu bąbli na stopach, za kilka dni czeka przecież Czarnohora...



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>