|
||||||||||
|
Przejście Głównego Szlaku Świętokrzyskiego | |||||||||
|
Po powrocie z wakacji i dokończeniu pracy magisterskiej postanowiłem, jak zwykle późnym latem/wczesną jesienią, zaliczyć przejście idiotyczne. Mirek zaproponował Świętokrzyskie. Pomysł okazał się trafiony, gdyż mogliśmy dołączyć nasze przejście do obchodów 30-lecia Klubu. Z tej okazji pod koniec kwietnia przeszliśmy już w sztafecie non-stop główny szlak beskidzki. Z górskich głównych szlaków pozostały świętokrzyski i sudecki (w planach na koniec kwietnia 2004). Przygotowałem okolicznościowe wlepki, które rozlepialiśmy na trasie, no i zabraliśmy ze sobą naszą maskotkę - smoka służącego jako pałeczka sztafety. Wszystko zaczęło się w piątkowe popołudnie 12 września, kiedy to wraz z Mirkiem udaliśmy się pociągiem do Kielc. W Skarżysku dołączył do nas Jacek (czyli Edmund), który dojeżdżał ze Stalowej Woli. Wieczór i noc spędziliśmy w gościnie w domu rodzinnym Mirka w Kielcach (jeszcze raz dziękujemy). Wczesnym rankiem po śniadaniu ojciec Mirka podwiózł nas na miejsce startu czyli do miejscowości Kuźniaki. No i wystartowaliśmy o 7:45. W Kuźniakach na początku GSŚ jest kamień z wmurowaną tablicą informującą m.in. o tym, że jest to szlak im. Edmunda Massalskiego. Poranek rześki, ale za to słoneczny. Szlak całkiem przyjemnie wyprowadza na górę Perzową, na której znajduje się ciekawa kapliczka zbudowana z wykorzystaniem skały. Dalej podążaliśmy przez Pasmo Oblęgorskie, aby o 9:50 stanąć na Baraniej. Na zejściu spotkaliśmy radiowóz z policjantem, który szukał padliny (???). Po zejściu zrobilismy sobie pierwszą przerwę (20min.) pod sklepem w Porzeczu. Pokrzepieni drugim śniadaniem ruszyliśmy dalej. Szlak wiedzie niestety asfaltem, ale po przejściu głównej drogi na Piotrków Trybunalski mieliśmy podejście na górę Kamień. Zejście z tej góry jest naprawdę nieźle strome. Następnie przez rezerwat Kręgi Kamienne doszliśmy do Tumlina (13:10). W tej miejscowości znajduje się całkiem ładny kościół. Kolejny postój wypadł nam w lesie, kawałek po przekroczeniu linii kolejowej. Przed nami był dosyć płaski odcinek po nieco podmokłych terenach. Było też sporo asfaltu. W Koszarce dołączył do nas brat Mirka Zbyszek. Razem udaliśmy się przez Pasmo Masłowskie do Masłowa, gdzie pod Urzędem Gminy zrobiliśmy sobie kolejną przerwę na posiłek. Na szczycie Klonówki stawiliśmy się o 17:10. Po stromym zejściu do przełomu Lubrzanki nastąpiło nieco mniej strome podejście na Radostową i kolejna krótka przerwa. Zbyszek zdecydował, że pójdzie z nami dalej do końca Kraińskiego Grzbietu. Powoli zapadał już zmrok. Po pożegnaniu Zbyszka o 20:30 dotarliśmy do kapliczki św. Franciszka. Było juz ciemno, a my zrobiliśmy sobie pierwszą godzinną przerwę. Za nami juz prawie 70 GOT-ów, czyli sporo ponad połowa trasy. Przed nami chyba najtrudniejsza nocna część przejścia idiotycznego. Zaczęliśmy od podejscia na Łysicę. Wydawało nam się, że ktoś z niej schodzi, a potem, że ktoś na niej jest, a wszystko przez światło. Jak się później okazało było to światło wschodzącego Księżyca w pełni. A więc noc była dosyć jasna. Kolejna - tym razem krótka przerwa - w kapliczce św. Mikołaja. Zgodnie ze szlakiem zeszliśmy do miejscowości Kakonin. Po pokonaniu fragmentu asfaltowego i drogi polnej szlak wiedzie ścieżką w lesie na granicy parku narodowego. W okolicach wsi Podłysica urządzamy sobie kolejną godzinną przerwą z krótką drzemką. Na Św. Krzyżu jesteśmy o 2:55. Klasztor przygotowany juz na uroczystości odpustowe. A my opuszczamy już Łysogóry. Na skraju wsi Trzcianka kolejna, ostatnia już tej nocy, godzinna przerwa na spanie. O brzasku wyruszamy w dalszą drogę. Jest sporo rosy. O 5:50 stawiamy sie w Paprocicach. Jest tu identyczny kamien z tablicą jak w Kuźniakach. Może kiedyś szlak kończył się w Paprocicach? Przed nami już tylko Pasmo Jeleniowskie. Przed Szczytniakiem przekraczamy 100 GOT-ów. Dla Mirka i Edmunda to pierwsze tak długie przejśćie idiotyczne, ale radzą sobie świetnie. Pogoda cały czas piękna, a my już powoli dogorywamy na płaskiej, wschodniej części Pasma Jeleniowskiego. Na koniec jescze strome zejście do drogi i kawałek po asfalcie i jesteśmy na miejscu przy węźle szlaków w Gołoszycach (11:00). Udało się przejść 117 GOT-ów w 27 godzin i 15 minut. Na końcu GSŚ nie ma żadnej informacji o tym, że tu właśnie jest koniec (jest tylko czerwona kropka oznaczjąca koniec/początek szlaku). Co więcej czerwony szlak wiedzie dalej (ale już jako pieszy, a nie górski) w stronę Ujazdu. Zadowoleni, choć zmęczeni, czekamy na najbliższy autobus do Kielc. |
||||||||||
![]() |
|
|||||||||
|
KTE "TRAMP" Szkoła Główna Handlowa Al. Niepodległoci 162 02-554 Warszawa +48-22-5649784 Webmaster <Piotr Chachaj> |
||||||||||
![]() |
||||||||||