Data: 24-26.08.1993 r.
Autor przejścia: Andrzej Wojciechowski
Skróty: kr - ilość kroków (mierzona elektronicznym krokomierzem);
GOT - ilość punktów Górskiej Odznaki Turystycznej
24.08.1993, 6:58 - wyjazd z Wrocławia Gł. do Kłodzka Gł. PKP.
Miało być do Długopola Zdr., ale pociąg kursuje niestety tylko
do Kłodzka Gł. (jakieś naprawy torowisk),
8:38 - Kłodzko Gł. O dziwo dostaję pełny zwrot nadpłaty do
Długopola. Jadę autobusem miejskim do dworca PKS. Zakup biletu PKS,
zakup chleba, śniadanie w barze mlecznym,
9:40 - wyjazd PKS z Kłodzka do Międzygórza,
10:58 - przyjazd do Międzygórza. Pogoda znośna: pochmurno, nie
pada, sucho.
11:00, 0 kr, 0 km, 0 GOT - Start. Szlakiem niebieskim do Schroniska "Na
Śnieżniku". Jeszcze nigdy tym szlakiem nie szedłem,
12:55, 11313 kr, 9.2 km, 19 GOT - Schronisko "Na Śnieżniku". Idę
bez zatrzymania na szczyt,
13:19, 13306 kr, 11.0 km, 21 GOT - Śnieżnik (1425 m), na szczycie
ludno a nawet samochodowo - stoi czeski gazik z chyba geodezyjnymi
klamotami; widoczność kiepskawa - ok. 25 km,
13:38-14:08, 15230 kr, 12.8 km, 22 GOT - Schronisko "Na Śnieżniku".
Wsuwam grochówkę i herbatę oraz pigułę przeciwbólową -
słaby ból zębów - lewy dół. Idę dalej szlakiem czerwonym.
15:27, 23337 kr, 18.4 km, 30 GOT - Czarna Góra (1206 m); idzie się
dobrze,
15:48, 25357 kr, 20.0 km, 33 GOT - Przeł. Puchaczówka (864 m), wiata
zajęta, więc idę dalej szlakiem żółtym do Romanowa,
16:08-16:38, 27017 kr. - postój konsumpcyjny przy kapliczce św. Anny
w Białej Wodzie: herbata (zagotowana na bleuecie), kanapki; tankowanie
wody,
ok. 18:15 - Romanowo; dalej szlakiem czarnym,
19:15, 42954 kr, 34.6 km, 48 GOT - Ołdrzychowice Kłodzkie; idę
dalej, póki jasno,
20:30-21:03 - za Rogówką, zmierzch, żarełkowy postój: herbata,
kanapki. Wyciągam latarkę,
ok. 22:00 - za Droszkowem szlak czarny wchodzi w zamkniętą
zagrodę. Obchodzę to miejsce szosą i łapię szlak na Przeł.
Droszkowskiej (510 m),
23:01-23:07, 59165 kr, 48.0 km, 66 GOT - Ptasznik (719 m); boli lewy
mały palec nogi; dalej szlakiem niebieskim,
25.08.1993, 0:35-0:45, 66150 kr, 52.8 km, 71 GOT - Przeł. Kłodzka
(489 m), bezskuteczne poszukiwanie wody. Idę dalej na sucho, bez
postoju,
1:05-1:35, popas na sucho za Podzamecką Kopą; w podejściu było 5
minut błądzenia,
2:30, 70944 kr, 55.6 km, 77 GOT - Kłodzka Góra (765 m), znowu było
5 min. błądzenia - beznadziejnie oznakowany szlak,
3:13, 73747 kr, 57.6 km, 79 GOT - Ostra Góra (751 m); trochę czuję
zmęczenie; tęsknota za świtem; zupełny brak zwierząt,
4:47, 80855 kr, 62.2 km, 85 GOT - Kalwaria (583 m); przed szczytem na
drodze błądzenie (permanentny brak znaków skrętu szlaku w wielu
miejscach - zupełnie, jakby znakarz zapomniał o ich istnieniu);
zmęczenie i głód; wreszcie świta; zimno,
5:15-6:05 - przy kapliczce z wodą: papu, 2 herbaty, odpoczynek,
6:21-6:25, 84060 kr, 64.2 km, 88 GOT - Bardo; zakup chleba.
Na skraju miasta beznadziejne oznakowanie szlaku niebieskiego (1! dla
znakarza); olewam to i idę na pamięć. Drobne efekty nieliniowe,
7:30-8:30 - przed Klimkiem nasłonecznione zbocze. Walę się w
trawę na reanimacyjną półdrzemkę. Nastawiam budzik, dzięki
czemu nie przesypiam. Zmęczenie ustępuje,
ok. 9:15, 70.6 km, 99 GOT - Radosz (587 m); przechodzę przez górę
nie zauważając tego,
9:52, 96155 kr, 72.4 km, 101 GOT - boczny grzbiet Wilczaka, mijają
mnie dwaj szybkobiegacze. Fatalne oznakowanie sprawia, że omijam
szczyt schodząc ścieżką i drogą zrywkową do asfaltu.
Stwierdzam ociężałość w myśleniu,
ok. 10:10 - wiata przy szosie; z góry zbiegają szybkobiegacze i
zdziwieni znowu mnie mijają,
10:35-10:43 - Żdanów, zakup bułek i sera,
10:47 - za Żdanowem - przekroczenie 100000 kroków; chmurzy się,
11:30, 103544 kr, 77.2 km, 107 GOT - Ostróg (627 m). Jakoś
podszedłem. Okrążam fort w poszukiwaniu słabych punktów, ale
jest nie do zdobycia,
11:50-12:45, 105015 kr, 78.2 km, 108 GOT, Schronisko nad Przeł.
Srebrną. Jestem ujebany. Iść czy nie iść? Chmury. Kryzys.
Kiełbasa na gorąco, herbata, kawa, bułki - stawiają mnie na
nogi. Więc idę dalej, szlakiem czerwonym,
ok. 13:00 - koło twierdzy znowu mijają mnie szybkobiegacze. Zaczynam
głowić się nad paradoksami teorii względności,
14:17, 112823 kr, 83.2 km, 115 GOT - Malinowa (839 m). Ciemne chmury.
Psyche siada, ale idę coraz szybciej. Jak dupnie, to spieprzę, tylko
nie wiem, gdzie?
14:45, 115285 kr, 85.2 km, 118 GOT - Szeroka (824 m). Dostałem
przyśpieszenia,
15:07-15:36, 117344 kr, 86.8 km, 120 GOT - Przeł. Woliborska (711 m).
Nieco obite pięty. Piję polvitę na ciepło + 2 kromki. Niebo
jaśnieje, więc ruszam dalej,
15:45 - spotykam na szlaku błądzącego samotnie Grzegorza z
Łodzi. Idziemy dalej razem,
16:15, 120998 kr, 89.6 km, 124 GOT - Popielak (856 m). Jak to dobrze
iść gadając z kimś,
16:50, 91.4 km, 128 GOT - Kalenica (964 m). Włazimy z Grzegorzem na
wieżę, opisuję mu panoramę. Śnieżnik ginie za mgłą -
rany, jak to daleko!
17:40-18:35, 127738 kr, 93.8 km, 131 GOT - Schronisko "Zygmuntówka"; 3
kromki i 2 herbaty. Zleciał mi ten czas z Grzegorzem - zostaje tu na
noc, ja idę dalej,
19:49, 134776 kr, 98.4 km, 139 GOT - Wielka Sowa (1015 m). Piękny
zachód słońca,
20:30-21:30 - Schronisko "Orzeł", 55-minutowe spanie (na łóżku
wskazanym przez lekko zdziwionego szefa schroniska) przerwane brutalnie
przez budzik,
21:50, 139424 kr, 101.4 km, 143 GOT - Przeł. Sokola (754 m). Już
noc. Wyciągam latarkę. Zmęczenie jakby mniejsze. Boję się
nocnego błądzenia po Włodarzu - mogę paść. Decyduję się
na marsz szosą do Jedliny. Zimno!
22:35-23:15, 142983 kr, 104.8 km, 146 GOT - Rzeczka dół PKS, papu +
herbata. Wkładam gruby sweter. Gwiazdy na niebie,
23:55, 146124 kr, 107.0 km, 149 GOT - Walim. Zasysające zimno!
26.08.1993, 1:15-1:55, 152585 kr, 111.8 km, 153 GOT - Jugowice PKS.
Efekty nieliniowe I rzędu na szosie (lekkie halsowanie), bolą
trochę stopy, pięty, zmęczenie. Jem bułkę, 2 polvity + 0.5
litra ciepłej wody,
2:00-3:00 - wędrówka szosą do Jedliny Zdr. Obłędna kostka.
Efekty nieliniowe II rzędu: zawracanie tułowia głową. Gwiazdy,
obłędne gwiazdy. Gdzie jest Wielka Niedźwiedzica? Jest!
Świdrujące zimno. Mózg. Zimne uszy. Niedźwiedzica. Pięty.
Kostka. Ząb, ból. Wiadukt.
3:05-3:20 - Bóól! Dochodzę do przystanku PKS na skraju Jedliny i
wyję z bólu - ząb. Wsuwam 2 pyralginy. Po 15 minutach przechodzi.
Decyzja zakończenia.
4:25, 162383 kr, 118.8 km, 161 GOT - stacja PKP w Jedlinie, ciepło.
Szedłem przez Jedlinę w nieskończoność, przysypiając w
marszu. Koniec marszu. Na stacji znów obłędny ból zęba,
przeszywający przez ucho aż do mózgu. Aż mnie skurcz szczęki
łapał. Jęczę do ścian. Po 45 minutach przechodzi. Walę się
na ławkę i przysypiam.
6:57 - wyjazd PKP przez Wałbrzych do Wrocławia.