9.08.2002, piątek:
16:52 - wyjazd pociągiem osobowym do Długopola. Uczestniczą: Krzysztof Margan, Andrzej Wojciechowski (czyli ja) i Andrzej Wróblewski. Miała być jeszcze Daromiła Lis, ale dojdzie dopiero jutro gdzieś na trasie,
19:07 - przyjazd do Długopola. Bardzo szybkim marszem przejście na przystanek PKS,
19:12-19:30 przejazd PKS do Międzygórza,
19:30 - wymarsz szlakiem czerwonym z Międzygórza w kierunku na Śnieżnik; zaczyna padać. Pół godziny idziemy w deszczu, potem wypogadza się,
21:15 - Schronisko "Na Śnieżniku". Jemy kolację z własnych prowiantów, po czym idziemy spać do wiaty obok schroniska.

10.08.2002, sobota, początek przejścia idiotycznego:
4:30 - pobudka, szybkie zwinięcie się. Krzysiek jest trochę niewyspany - okazało się, że całą noc przez jakąś szparę wiało mu w plecy,
5:00 - START z Hali Pod Śnieżnikiem, 1215 m: wyjście na czczo z wiaty szlakiem zielonym; pochmurno
5:30 - szczyt Śnieżnika, 1425 m, (1,45 km / 4 GOT). Włazimy na kupę gruzu na szczycie. Jest ograniczony widok w promieniu ok. 8 km,
6:00-6:35 - Hala Pod Śnieżnikiem (2,9 km / 6 GOT). Lądujemy z powrotem w wiacie koło schroniska, śniadanie - kanapki, herbatka. Ruszamy dalej szlakiem czerwonym,
6:46 - Rozdroże Pod Żmijowcem (3,8 km / 7 GOT),
7:45 - Żmijowa Polana (8,2 km / 11 GOT),
7:59 - Przeł. Pod Jaworową Kopą (8,9 km / 13 GOT),
8:09 - Czarna Góra, 1205 m (9,4 km / 14 GOT); zaskoczenie: jest tu nowa drewniana wieża widokowa, na którą oczywiście wchodzimy. Widoki przymglone na ok. 10-15 km, szczyt Śnieżnika jest już w chmurach. Chwilami prześwieca słońce. Idziemy bez postoju dalej,
8:35-8:50 - Przeł. Puchaczówka, 864 m - (10,8 km / 16 GOT). Postój konsumpcyjny: kanapki, napoje. Konstatujemy, że idzie się przyjemnie - jest pochmurno, chłodnawo.
9:45 - Przeł. Pod Chłopkiem (14,9 km / 21 GOT), 10:25 - Kąty Bystrzyckie (17,9 km / 24 GOT). Oglądamy kościół - niestety zamknięty. Dalej idziemy szosą, potem polną drogą (z początku przez chaszcze) wprost do Radochowa. Zaczyna mnie obcierać ściągacz w lewym bucie, który nigdy do tej pory nie obcierał!
11:25 - Radochów (21,7 km / 28 GOT); dalej szlakiem zielonym; zaczyna ostro grzać słońce,
12:00 - Jaskinia Radochowska (24,2 km / 30 GOT). Zostawiamy graty na polu namiotowym i idziemy zwiedzać jaskinię,
12:30 - wyjście z jaskini. Trochę ubłoceni, więc natychmiast idziemy obmyć się do potoku.
12:30-13:15 - postój na polu namiotowym obok jaskini, gotowanie herbaty i kanapki przy stoliku pod zadaszeniem. Zabezpieczam się plastrem przed obcierającym ściągaczem na lewej nodze. Sympatyczny bazowy mówi, że dopiero od dzisiaj tu urzęduje. Dalej pójdziemy szlakiem niebieskim. Bierzemy pełne bidony wody - musi starczyć aż do Barda,
13:53 - polanka pod Gomołą Jesionowską (26,7 km / 35 GOT); jakieś nieprzyjemne chmury się zbierają,
14:15 - Dzika Dolina (28,5 km / 37 GOT). Zaczyna niestety grzmieć i pokapywać. Tylko burzy teraz brakowało. Decydujemy się iść dalej szlakiem - jeszcze nie jest dramatycznie. Najwyżej kolejny szczyt ominiemy drogami leśnymi,
15:05-15:15 - Przeł. Leszczynowa (31,4 km / 41 GOT). Burza przeszła bokiem, więc cały czas idziemy szlakiem. Wsuwamy herbatniki + napój. Krzysiek odbiera SMS-a od Daromiły: jakaś straszna burza przewala się nad Wrocławiem. Daromiła wyjedzie z Wrocławia o 16:52 i będzie nas łapać w Bardzie. Dostaje od nas zamówienie prowiantowe, kupi również gąbki dla mnie na obtarcia,
15:33 - Ptasznik, 719 m (32,3 km / 43 GOT). Cały czas gdzieś bokami idą burze, słychać odległe pomruki. Nas to szczęśliwie omija.
16:40-17:20 - Przeł. Kłodzka, 489 m (37,6 km / 48 GOT). Wtrząchamy kanapki, gotuję herbatę,
18:25 - Kłodzka Góra, 765 m (41,0 km / 54 GOT - robi się idiotycznie!). Z Przeł. Kłodzkiej poszliśmy leśnymi drogami, ominęliśmy Podzamecką Kopę i Grodzisko, aby jak najszybciej złapać w Bardzie Daromiłę. Wchodzimy na Kłodzką Górę, 762,7 m (wg mapy topograficznej 1:25000), a następnie (tylko ja i Andrzej Wróblewski, Krzyśka boli lewa noga, więc sobie odpuszcza) na Szeroką, 765 m najwyższy szczyt Gór Bardzkich! O 18:35 Krzysiek odbiera telefon od Daromiły - jest już w Bardzie,
19:20 - Przeł. Łaszczowa, 585 m (44,7 km / 58 GOT). Szliśmy drogami leśnymi omijając Ostrą Górę,
20:25-21:20 Bardo (49,2 km / 63 GOT). Ominęliśmy Kalwarię - precyzyjnie przenawigowaliśmy drogami leśnymi do Długiej Drogi (był krótki kawałek przełaju przez wylesione maliniaste zbocze; Krzysiek cierpi silne bóle mięśnia w lewej nodze) i nią do Barda. Spotykamy Daromiłę i wsuwamy kupione przez nią prowianty + herbata. Kupuję napoje w proszku i herbatniki. Tankujemy bidony do pełna. Obkładam stopy gąbkami i już jest dobrze. Krzysiek rezygnuje i wyjeżdża pociągiem pośpiesznym do Wrocławia o 20:54. Robi się noc, więc wyciągamy latarki. Dalej pójdziemy szlakiem żółtym,
22:10 - Potworów (52,4 km / 66 GOT),
23:08 - Grochów (55,6 km / 70 GOT). Od Potworowa był kawałek polną drogą, która później "rozpłynęła się", więc grzaliśmy po ciemku na przełaj przez rżysko do potoku Studew. Potok był nie do sforsowania, więc jego brzegiem do szosy. Przy szosie widać potężne kamieniołomy magnezytu. Dalej szosą i następnie leśną drogą pod Grochowiec,
23:25-0:23 - zbocza Grochowca (56,7 km / 72 GOT), postój reanimacyjny w suchym świerkowym lesie przy zniszczonej kapliczce. Andrzej Wróblewski rozkłada karimat, śpiwór i idzie spać, ja i Daromiła posilamy się, gotuję dwie herbaty. Gdzieś niedaleko na zboczach Grochowca jest jakaś impreza. Słychać co chwilę potężne nagłośnienie i muzyka z lat 70-90,

11.08.2002, niedziela
1:55-2:26 Ząbkowice Śląskie PKP (65,7 km / 81 GOT). Na zboczach Grochowca znowu - droga "rozpłynęła się” i był kawałek chaszczowania. A potem coś pokitwasiło się na ulicach Ząbkowic i doszliśmy do stacji od tyłu. Robimy solidne żarcie, herbatę.
2:50-2:58 - stacja benzynowa na północ od Ząbkowic (65,7 km / 81 GOT). Tankowanie bidonów, umycie się w toalecie,
4:18 - mijamy Bukowiec gdzieś po prawej, w Brodziszowie (71,2 km / 87 GOT). Po drodze na szosie miałem niewielkie efekty nieliniowe I rzędu - lekkie zarzucanie. Pojawia się brzask,
4:50-5:47 - za Brodziszowem na skraju lasu (73,2 km / 89 GOT) postój reanimacyjny. Ja i Andrzej rozkładamy karimaty, śpiwory i ucinamy sobie drzemkę, Daromiła podsypia na siedząco. Robi się jasno i słonecznie. Idziemy szlakiem zielonym,
6:45 - Kopanica (75,7 km / 92 GOT). Tuż przed miejscowością źle oznakowany szlak, droga jeszcze raz „rozpłynęła się” i w efekcie marsz 1 km na przełaj przez rżysko. Jak to dobrze, że jest już po żniwach.
ok. 7:05 - na zboczach Jodłowca beznadziejnie poprowadzony szlak wyprowadza w chaszcze nie do przejścia. W pewnym momencie utknęliśmy w gęstym zachaszczonym młodniku tuż obok znaku szlaku. Istna dżungla. Niczym las deszczowy. Forsujemy ok. 8 metrów wysokich 1,5 metra jeżyn, i to do tego w poprzek rowu (bardzo skuteczna okazuje się metoda wymachiwania nogami na poziomie twarzy), po czym idziemy na przełaj 0,8 km przez ociekającą rosą kukurydzę (jak to źle, że jeszcze nie zebrana). Od pasa w dół jesteśmy przemoczeni. Zaczynam nabierać przekonania, że znakarz jest chyba miłośnikiem surwiwalu. Po wyjściu na drogę mamy serdecznie dość szlaku. Do Gilowa idziemy dziwnie szeroką szosą,
ok. 7:50 - na szosie mamy spotkanie z potężnym stadem krów. Uskakujemy w bok na skarpę na skraju kukurydzy. Podniecone krowy grzeją za nami. Z tyłu jakiś pastuch drze się. Daromiła daje drapaka w kukurydzę, my odczekujemy, aż pastuch odgoni to ryczące towarzystwo.
8:05-9:00 - Gilów skrzyżowanie, przystanek MPK (81,7 km / 98 GOT). Podsuszanie garderoby i butów, jedzenie, herbata. Jak to dobrze, że jest pusto i nikt nie widzi naszego rozgardiaszu. Zaczyna grzać słońce.
10:33 - Zamkowa Góra, 407 m (87,4 km / 105 GOT - no to setkę już rozmieniliśmy!). Ślęży ciągle ani widu, ani słychu. Za szczytem ściana płaczu - bardzo strome zejście, które Andrzej Wróblewski pokonuje ku mojemu zdumieniu biegiem i w podskokach. Skąd on się zrobił taki rześki?
11:20-11:40 - pod Dębowymi Górami, koło parkingu na szosie z Dzierżoniowa (90,7 km / 108 GOT). Wcześniej Daromiła poszła na chwilę za potrzebą, Andrzej Wróblewski na moment przysiadł na pieńku i ... zasnął! Potem było dziwnie długie podejście szlaku zielonego na Lipową. Wreszcie na szosie znowu fatalne oznakowanie - gubimy szlak. Krótki postój konsumpcyjny. Wsuwamy zjełczałe herbatniki z Barda i popijamy nalewką na pluskwach czyli bardzkimi prochami. Musiało to leżeć na półce w sklepie z 10 lat, aż w końcu jakiś idiota zlitował się i kupił to świństwo. Potem idziemy drogą leśną i po 300 metrach odnajdujemy szlak,
12:00-12:10 - w pobliżu Trzcinowego Stawu znowu klniemy znakarza: szlak skręca z drogi wprost w chaszcze, nimi idzie ok. 100 m do rowu z wodą, który jest nie do sforsowania - porośnięty chaszczami i o prawie pionowych ścianach, i oczywiście forsuje go. Czegoś takiego na szlaku nigdy nie widzieliśmy. Krótko mówiąc przeszliśmy to. Stosując zasadę: pierwszy idzie na odstrzał, reszta czeka. Jeśli pierwszy przeżyje, reszta może iść,
12:40 - przed Słupicami kolejna szlakowa rewelacja (przestaje mnie to już dziwić): najpierw znaki szlaku robią się wyłącznie białe (brak zielonego paska), potem znowu skręt w chaszcze równolegle do idącej 20 m obok wygodnej leśnej drogi, chaszczami ok. 200 m po czym wyjście na ową drogę. Krótko mówiąc: szlak pijanego zająca. A dalej polną drogą będącą zarazem śmietnikiem! Wreszcie widać nasz cel - Ślężę,
13:05-13:50 - Słupice (96,0 km / 113 GOT). Przy sklepiku postój żywieniowy, małe zakupy. Pod koniec postoju nadchodzi burza i zaczyna lać, ale bardzo szybko przechodzi i po 10 minutach marszu wypogadza się,
14:43 - Przeł. Słupicka, 320 m (99,0 km / 117 GOT),
15:27 - Przeł. Tąpadła, 384 m (102,2 km / 120 GOT), tłumy weekendowiczów, samochodów. Czujemy się zupełnie, jak na Ślęży. Jeszcze tylko ostatnie podejście, szlakiem żółtym na Ślężę,
16:20 - Ślęża, szczytowe skałki, 718 m (105,3 km / 127 GOT). Udało się, trasa Śnieżnik - Ślęża pokonana. Gratulujemy sobie. Potem jeszcze włazimy na pierwszy poziom wieży widokowej. Dalej nie ma po co - widok jest zamglony, na ok. 10 km,
16:30-17:20 - Ślęża, polana podszczytowa. Andrzej Wróblewski opuszcza nas i natychmiast rusza na dół, gdzie czekają na niego rodzice z samochodem. Ja i Daromiła robimy postój konsumpcyjny. Kupuję kiełbasę z rusztu,
17:45 - Rozdroże pod Kamiennym Krzyżem (107 km / 129 GOT). Schodzi się nawet w miarę dobrze. Obawiałem się masakry kolan, ale nic takiego nie następuje,
18:21 - Rozdroże Pod Stolną (109, 2 km / 131 GOT), schodzimy szlakiem czerwonym,
18:45 - Sobótka PKS (110,7 km / 133 GOT). KONIEC! Siadamy przy małym bufecie i pałaszujemy lody.
19:20-20:30 - przejazd autobusem do Wrocławia.

Łącznie całość:
110,7 km, 133 punkty GOT, czas przejścia: 37 godzin i 45 minut ( w tym postoje 8 godzin i 44 minuty), suma podejść: 2578 m, suma zejść: 3605 m, średnia prędkość: 2,93 km/h, średnia ilość punktów GOT na 1 godzinę: 3,52.
Całość przeszli: Andrzej Wojciechowski, Andrzej Wróblewski,
Odcinek Hala Pod Śnieżnikiem - Bardo (49,2 km / 63 GOT) przeszedł Krzysztof Margan,
Odcinek Bardo - Sobótka (61,5 km / 70 GOT) przeszła Daromiła Lis.