Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Ukraina 1998
Wspomnienia z wycieczki na Ukrainę (Lwów, Czarnohora, Świdowiec, Połonina Czarna) 29.8-14.9.98

Na Ukrainie było nas 10 /Ada, Agnieszka, Gosia, Magda, Maciek, Marcin, Mirek B., Mirek R., Ola i autor tych słów Paweł/, choć liczebność grupy wahała się w czasie.

29.8.98 Dzień 1. Odjeżdżamy z Adą o 6:30. Jedziemy autobusem ukraińskim (Stalowa Wola-Złoczów), który oczywiście nie byłby sobą, gdyby się nie spóźnił, chociaż tych paręnaście minut. Bilety można było kupić w kasie choć tylko w dniu wyjazdu. Jeden do Lwowa kosztował 23 PLN, bagaż darmo. W Przemyślu mamy dość długą przerwę, idziemy więc na krótki spacer po mieście. W kantorach 1 UAH=1.70 PLN. Po powrocie spotykamy resztę grupy jadącą pociągiem z Warszawy (6 osób - Agnieszka, Magda, Ola, Maciek, Marcin, Mirek). My wsiadamy z powrotem w nasz autobus, oni czekają na następny. Na granicy wypełniamy deklaracje celne nic nie deklarując (poza pieniędzmi) i kupujemy obowiązkowe na tym przejściu ubezpieczenie (trochę niepotrzebnie 15-dniowe 8 USD lub 16 UAH, można było spokojnie najkrótsze, 5-dniowe po 3 USD i tak nic to nie daje i nikt tego później nie sprawdza, ale cóż - będąc pierwszy raz płacimy frycowe). Jesteśmy o 12:15 na dworcu autobusowym we Lwowie (naszego czasu, po pewnym czasie dopiero zdajemy sobie sprawę, iż obowiązuje tu inny czas +1h do polskiego). Tak więc czekamy na łączce obok na resztę. Spotkani Polacy mówią o napadnięciu ich pod Howerlą przez zamaskowanych gości (udających) nie rozumiejących po ukraińsku. Zaczynamy się niepokoić o pozostałych - grupa Niemców przed nimi strasznie ich opóźniła na granicy, jak nam potem powiedzieli. Wymieniamy część pieniędzy na dworcu, co jest jednak dość niekorzystne (tutaj 1 USD=2.20 UAH, gdzie indziej jest 1 USD=2,43 UAH). Jedziemy trolejbusem do centrum (0,30 UAH - w każdym pojeździe kanar). Gdzieś przed polską katedrą zaczynamy szukać lokum na kilka dni we Lwowie, oferowane ceny wahają sie od 3 do 5 USD za noc. Zatrzymujemy się jednak u znajomej kolegi - Beaty (mieszkanie koło dworca kolejowego) za 2 USD.

30.8.98 Dzień 2. Beata oprowadza nas po Lwowie. Jesteśmy w polskiej katedrze. Na wzgórzu zamkowym, skąd zobaczyć można obszerną panoramę Lwowa - dużo zieleni, drzew, czego nie widać tak bardzo gdy się chodzi po mieście. Przechodzimy koło miejscowego Uniwersytetu. Na głównym tutejszym deptaku - Prospekcie Swobody pełno jest ludzi przy partyjce szachów, warcabów czy różnego rodzaju gier karcianych, prowadzących ożywione dyskusje. Od czasu do czasu trafia się wojskowa orkiestra. Obok pomnik Mickiewicza, gmach Teatru Opery i Baletu. Ciekawie wygląda Rynek i kamieniczki wokół.

1.8.98 Dzień 3. Jesteśmy na największych lwowskich cmentarzach Janowickim i Łyczakowskim. Smutek wywołuje bezczeszczenie nieukraińskich grobów (polskich, niemieckich) - zbite fotografie, kontrast z odnowionymi grobami Ukraińców. Reprezentacyjny grób na Cmentarzu Janowickim gościa zastrzelonego przez Polaków podczas demonstracji ulicznej w 1935. Na cmentarzu Łyczakowskim groby Gabrieli Zapolskiej, Marii Konopnickiej, Artura Grottgera, a także bohatera narodowego Ukrainy Iwana Franki. Liczne kapliczki - mauzolea. Groby powstańców styczniowych. Odnawiany (w czasie naszego pobytu - to się stale zmienia: pozwalają pracować, potem odmawiają zezwolenia) Cmentarz Orląt Lwowskich.

2.8.98 Dzień 4. Cały dzień spędzamy we lwowskim skansenie. Po drodze nań przechodzimy jeszcze raz przez Cmentarz Łyczakowski (główne wejście jest płatne, boczne nie...).

3.8.98 Dzień 5. Piechotą idziemy do centrum przez brukowane (w dość dużym promieniu od centrum dominuje kostka) uliczki. Tam zwiedzamy Kaplice Boimów. Tuż obok jest uliczka księgarska lecz trudno kupić tam jakąś pamiątkę czy przewodnik po Lwowie - chyba, że jakiś drogi album (w większości zresztą polski). Jesteśmy w galerii malarstwa z obrazami m.in. Matejki i Kossaka. Tuż obok wystawione są krzyże wyrzucone z kościołów. Później wycieczki w mniejszych grupach - kamieniczki secesji lwowskiej, sobór św. Jura, kościół św. Elżbiety (przepiękne z zewnątrz), Cmentarz Żydowski (groby w klatkach - nie wiedziałem wcześniej o czymś takim). Dołączają do nas drugi Mirek i Gosia.

4.8.98 Dzień 6.W ten dzień wkroczyć mamy w góry. Po wczesnym zbudzeniu się idziemy na pobliski dworzec kolejowy (fasada prezentuje się naprawdę okazale), gdzie okazuje się, że pociąg, którym mieliśmy jechać, dziś nie pojedzie... Przedostajemy się więc na dworzec autobusowy skąd bierzemy autobus do Iwanofrankiwska vel Stanisławowa. Tu po chwili zabieramy się do Werchowyny (Żabiego). Podróż rozklekotanym busikiem po ukraińskich drogach jest niezapomniana. W Werchowynie na bazarze robimy zakupy, po czym z jeszcze jedną przesiadka (uff!) jedziemy do Dzembroni. Przejazd po drewnianym moście, który sam chyba nie wie dlaczego się jeszcze trzyma czy opuszczanie pojazdu na trudniejszych odcinkach dopełniają obrazu tutejszych środków lokomocji i dróg, o których one poruszają. Wyruszamy w drogę pod wieczór i już po ciemku rozbijamy się na granicy wsi, nad rzeczką, zapłaciwszy wcześniej opłatę za wstęp na teren parku (1UAH za 1 dzień).

5.8.98 Dzień 7. Wychodzimy w góry. Pogoda jest piękna - świeci słońce i lekko wieje. Naszym celem jest Smotrec (1896m npm). Za nim, przy ruinach schroniska rozbijamy się. Bez plecaków wchodzimy na Popa Iwana (2022). Ruiny obserwatorium na wierzchołku toną we mgle, toteż nadzieje na rozległą panoramę nikną.

6.8.98 Dzień 8. Postanowiliśmy obejrzeć wschód słońca. Część grupy idzie na Smotrec, ja na Popa. Wychodząc widzę całkowicie odsłonięty szczyt. Niestety nie jest mi dane pozbyć się tam chmur, choć akurat tym razem dodały one wyjątkowego uroku temu miejscu - pode mną morze chmur, zza których wyłaniają się tylko główne szczyty Czarnohory, no i wschodzące słońce. Po śniadaniu idziemy główną granią Czarnohory, międzywojenną granicą polsko-czechosłowacką, częściowo ją trawersując z uwagi na dość silny lodowaty wiatr. Trochę zatrzymujemy się nad Jeziorkiem Niesamowitym, zmącenie którego wody wywoływać ma złe duchy. Udało się nam jednak odejść w spokoju... Nocujemy przed Howerlą, nad jednym z trzech jeziorek tu będących.

7.8.98 Dzień 9. Po pół godzince podejścia osiągamy Howerlę (2058) . Tam spotykamy Amerykanina z ichniejszej ambasady w Kijowie, samotnie chodzącego po ukraińskich górach. Wywołał on zdziwienie miejscowych (Żywyj Amerykaniec?? - to była piękna kwestia...). Później wchodzimy na Pietrosa (2020) - też stosunkowo strome wejście. Na jego zboczach entuzjazm wszystkich powoduje duża obfitość jagód, po przejściu których szybko zatrzymujemy się na nocleg.

8.8.98 Dzień 10. Schodzimy do Jasini, gdzie na bazarku robimy zakupy. Wymieniamy też część pieniędzy (kurs na bazarze 1 USD=2,50 UAH, na poczcie =2,25 UAH, wyjeżdżając ze Lwowa było tam 2,45 UAH, wracając 2,60 UAH). Miejscowi są bardzo mili - w którejś chacie jesteśmy poczęstowani mlekiem i chlebem własnej roboty. Wkraczamy w Świdowiec łapiąc stopa - ciężarówkę, która podwozi nas na samą górę. Dużo tu się buduje infrastruktury turystycznej. Biorąc pod uwagę, iż pogoda kiepska (cały czas mży), nie żałujemy nie używania praktycznie własnych nóg jako środka transportu. Jako że rozbijamy się niedaleko od drwali, wizytują oni nas wieczorem z samogonem, który był wcale niezły.

<Na Bliźnicy>

9.8.98 Dzień 11. Rankiem wyruszamy na Bliźnicę(1883). Dalej grzbietem Świdowca, przez bezkresne połoniny skąpane w morzu chmur, z małymi jeziorkami po obu stronach. Spotykamy jakąś pielgrzymkę Czechów - jeden za drugim idzie z kilkadziesiąt ludzi. Przy dwóch strumyczkach pod Podpulą śpimy.

<Ciuchcia>10.8.98 Dzień 12. Schodzimy ze Świdowca do Uść-Czornej. Miejscowi chłopcy chcą nas sprowadzić na dół (pewnie licząc na jakiś napiwek), ale gdy po drodze wchodzimy na jeszcze jedną górkę, zdziwieni odchodzą. Od Brustur idziemy wzdłuż torów kolejki wąskotorowej. Przy rozwalonym moście urządzamy sobie kąpiel w zimnej (ale za to jak orzeźwiającej!) wodzie rzeczki. Dalej jedziemy napotkanym pojazdem szynowym. Przy ognisku próbujemy tutejszego wytworu winopodobnego.

11.8.98 Dzień 13. Rano opuszcza niestety ukraińskie Karpaty czworo z nas. My - pozostała szóstka - udajemy się na Przeł. Legionów, część drogi przebywszy kolejką. Na trasie kupujemy trochę mleka zwykłego i zsiadłego. Noc jest ciepła, niebo pełne gwiazd.

12.8.98 Dzień 14. Z przeł. Legionów udajemy się na południe, wchodząc na Połoninę Czarną. W okolicach Pantyru oczekuje na nas duże pole jeżynowo-malinowe, które zatrzymuje grupę na pewien czas. Na Durni z kolei przebijamy się (choć nie wszyscy) przez kosówkę na dwa metry wysoką. W końcu być tutaj i nie iść przez kosówkę to jak być w Rzymie i nie widzieć Papieża. Pewnym ułatwieniem jest jednakże obecność tu w przeszłości (przed wojną?) ścieżki, teraz niemal całkowicie zarośniętej. Nocujemy pod Bratkowską Dużą (1792) bez wody niestety - nie udało nam się jej znaleźć, a było .już dość ciemno.

13.8.98 Dzień 15. Idziemy Połoniną Czarną - cały czas mocno wieje, Z dawnej granicy schodzimy do Czernej Tisy. W dolinie, nad dopływem Cisy nocujemy. Napotkani chłopcy prowadzą nas na miejsce, robią za nas ognisko. Zachowują się jak większość tutejszych dzieci - dużo zrobią w nadziei otrzymania papieroska.

14.8.98 Dzień 16. Kolejne trzy osoby nas opuszczają. My, pozostała trójka, zostajemy jeszcze dzień (miało być dłużej, ale pogoda pokrzyżowała szyki - chcieliśmy przez kilka dni nic nie robić, poleżeć na pobliskiej górce, a tu taka ulewa...).

15.8.98 Dzień 17. Wracamy pociągiem z Łazeszczyny do Iwanofrankiwska, skąd autobusem do Lwowa. Dalej, do Przemyśla, jedziemy polskim pojazdem. Na granicy jest dość śmieszna scenka (jakiś przemyt chyba), która jednak kilka godzin nas opóźnia. Z Przemyśla wracamy "Sanem" do Stalowej Woli i Warszawy.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>