Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Praga, Monachium i DB
Praga, Monachium i Deutsche Bahn - 17-19.11.2000

Był to kolejny wyjazd z serii objazdówek kolejowych, który został zapoczątkowany przez Pawła Kotlarza w marcu b.r. Z braku chętnych pojechaliśmy na ten wyjazd sami, czyli Ola Pacowska i Paweł Brudło. Naszym pierwszym celem była Praga, w której jeszcze nigdy wcześniej nie byłem. Dotarliśmy tam pociągiem "Chopin" z Warszawy Wsch. do Wiednia i Pragi. Podróż odbyła się w bardzo przyjemnych warunkach, pociąg był prawie pusty. No i towarzystwo jakże wspaniałe.

W zwiedzaniu Pragi pomagał nam przewodnik pascalowski. Rozpoczęliśmy od śniadanka pod pomnikiem Karola na Vaclavskim Namesti. Później była nieudana wymiana pieniędzy, ale tak to jest gdy się za długo chodzi i sprawdza kursy aż w końcu nie sprawdzi się zbyt dokładnie. Ale Ola jak zwykle tryskała dobrym humorem. Wyruszyliśmy na podbój Starego Miasta. Następnym naszym celem był Most Karola i Hradczany. Zahaczyliśmy też o Józefów, czyli żydowską dzielnicę Pragi. Ponieważ było już dosyć późno więc wstąpiliśmy do Wojewody na małe co nieco czyli dobre czeskie jadło i niezgorsze trunki. Pozostała nam już tylko Praha by night, czyli to samo co w ciągu dnia tyle, że w połączeniu z iluminacją. Bardzo nam się w Pradze podobało.

O północy wyruszyliśmy w dalszą drogę tym razem do Pilzna. Ola jako posiadaczka legitymacji ISIC i czeskiego ISICPass-u podróżowała już z 30% zniżką. W Pilźnie mieliśmy czas akurat na godzinny spacerek po mieście.

Następnie z bandą powoli trzeźwiejących Czechów o zacięciu wokalnym podróżowaliśmy autobusem szynowym w kierunku granicy niemieckiej. W Zelezni Rudzie alias Bayerisch Eisenstein przekroczyliśmy granicę czesko-bawarską, która przecina peron tej stacji na dwie części. Po krótkiej drzemce udaliśmy się Wald Expressem w kierunku Plattling, gdzie przesiedliśmy się na Regional Express do Monachium. O wpół do jedenastej rozpoczęliśmy nasz rajd po sklepach. Miałem do załatwienia parę interesów w Monachium, m.in. odbiór kasy z banku czy też zwrot VAT-u za zakupy z wakacji. Trwało to wszystko do godziny szesnastej. Naszym łupem padły niestety tylko skarpetki, czołówka, trochę żarcia, no i oczywiście doskonałe bawarskie piwo. Na posiłek udaliśmy się na górkę w parku olimpijskim, skąd mogliśmy obserwować zachód słońca, Alpy i ligowy mecz Bayernu. Następnym punktem programu był długi spacer po mieście, podczas którego starałem się Oli pokazać, jak spędziłem znaczna część swoich wakacji. Jednak najważniejsze przytrafiło nam się pod koniec wieczoru. Otóż trafiliśmy na sklepik sprzedający przeróżne rodzaje strucli. Zakupiliśmy 3 kawałki za astronomiczną kwotę 13 marek. Konsumpcja odbyła się w wejściu do stacji metra, a to ze względu na niezbyt wysoką temperaturę powietrza. Teraz powinienem oddać klawiaturę w ręce Oli. Podobno wyrazu mojej twarzy nie da się opisać. A wszystko to przez doskonałą struclę serową. Czegoś tak dobrego jeszcze w życiu nie jadłem. Ale dosyć tych wspominek, bo zaraz dostanę wrzodów na żołądku.

Naszym następnym celem był Augsburg, do którego zmierzaliśmy pociągiem w godzinach 004 do ok. 1. Augsburg nas nie zachwycił, może poza katedrą, która była całkiem niezła. Ale mogła to też być wina zmęczenia. Mieliśmy tylko niecałe dwie godziny, aby zregenerować siły przed Norymbergą, która przywitała nas niezłym chłodkiem. Przez pierwsze dwie godziny przeżywaliśmy spory kryzys. Pomógł go nam przetrzymać kącik w przejściu podziemnym, gdzie spożyliśmy też małe śniadanko.

Uratował nas wschód słońca, który obserwowaliśmy z wzgórza zamkowego. Było naprawdę ładnie. Zwiedziliśmy jeszcze dwa fajne kościoły i pokręciliśmy się trochę po mieście. Na dworcu kupiłem niemiecką sieciówkę dla Karola Jasińskiego. Jej rozmiary wprawiły mnie w zachwyt. Miała w sumie pięć tomów. Znaczną część drogi do Ratyzbony zajęło mi jej przeglądanie.

Ratyzbona była ostatnią atrakcją w czasie naszej wycieczki. To średniowieczne miasto jest bardzo ciekawe, ale my zmęczeni wędrowcy nie mieliśmy sił by odkryć jego wszystkie tajemnice. Trzeba będzie jeszcze tam wrócić. Pozostała przed nami podróż powrotna: Ratyzbona - Plattling - Bayerisch Eisenstein - Praga - Warszawa. Znowu było luźno, a na początku drogę umilały nam zapasy piwa bawarskiego. Wyjazd jak mówią uczestnicy był bardzo udany. A ja znów spóźniłem się na angielski, ale tym razem tylko trochę.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>