Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Beskid Żywiecki 2000

Beskid Żywiecki, Tyniec - 8-12.12.2000

Jako że szykowały się dla nas ciężkie czasy po Nowym Roku postanowiliśmy wykorzystać resztki wolnego czasu i moje wolne nieobecności na językach i wyruszyliśmy na podbój Beskidu Żywieckiego. My, czyli Ola Pacowska i Paweł Brudło, a przyłączyli się do nas Paweł Kotlarz i nasz, czyli Trampa, świeży nabytek Marek Adamiec. Po interesującej podróży przez Częstochowę, Katowice do Węgierskiej Górki wyruszyliśmy na trasę. Naszym pierwszym celem była Romanka. Paweł Kotlarz postanowił pójść nieco inną trasą przez Halę Boracza i Redykalny Wierch. Spotkać mieliśmy się w schronisku na Hali Rysiance. My, czyli reszta, udaliśmy się najpierw na Romankę. Po drodze m.in. przerabiałem Oli rajstopy na rajtuzy. Warto dodać, że Ola testowała właśnie świeżo zakupione butki. A drogę umilała jej zabawa nowym kompasem. Dotarliśmy w końcu na Romankę, która to góra spełniła moje oczekiwania. Była fajna i wystarczająco stroma. Biedny Paweł czekał na nas w schronisku prawie dwie godziny. Ale już razem wyruszyliśmy na Halę Miziową, gdzie dotarliśmy już po zmroku, ku uciesze Oli testującej swoją nową czołówkę. A w schronisku na uczestników czekał pyszny obiadek (no może nie czekał, ale został bardzo szybko przyrządzony przez nasz duet). A na deser specjalność zakładu, czyli glut z wiśniami. Porażeni takimi smakołykami zapadliśmy w głuchy sen.

Niestety miałem tego pecha, że nastawiłem budzik i to ja rano musiałem zwalić się z łóżka i go wyłączyć. Zebraliśmy się i hej na Pilsko. Przywitało nas ono pełnym słońcem. Po krótkiej sesji zdjęciowej spadliśmy granicą do Przełęczy Glinne. Dalej ruszyliśmy w stronę Babiej Góry.

Na Przełęczy Głuchaczki odkryliśmy małe zakrzywieni przestrzeni i szybciutko znaleźliśmy się na Przełęczy Jałowieckiej. Już tylko Cyl przed nami. Z Małej Babiej zobaczyliśmy wspaniałe Tatry tylko już trochę słabo widoczne z powodu zmroku. Zaczął siąpić deszcz. A my spadliśmy na nocleg do Markowych Szczawin. Tam Ola odzyskała swój wspaniały humor, który był nieco zagrożony w ciągu drugiej połowy dnia. Ale biedni uczestnicy nie wiedzieli jeszcze, co ich czeka po obiedzie. Otóż zaserwowałem im gluta gruszkowo-jabłkowego z suszonymi grzybami. Mmm palce lizać! Jednak nie wiedzieć dlaczego grupa nie podzielała mojego entuzjazmu i ze sporą rezerwą podeszła do menażek, w których znajdował się ten specjał. I za to spotkała ich kara. Suszone grzyby nagle zamieniły się w obrzydliwe suszone owoce takie jak jabłka, śliwki i morele. A fuj! Był też pomysł wschodu słońca na Babiej, ale spotkał się on z jeszcze większym brakiem zainteresowania niż glut grzybowy.

Rano przywitała nas wspaniała pogoda. Słoneczko grzało, a ciepło było jak latem. Ach cóż to był za wschód słońca (ten, którego żeśmy nie widzieli). Chociaż Ola uparcie twierdziła, że na pewno był beznadziejny. Babia Góra pokazała nam, że nie ma lekko i zasłoniła nam widoczki chmurami. Na Przełęczy Krowiarki straciliśmy jednego uczestnika. Marek wycofał się do Warszawy z powodu jutrzejszych, czyli poniedziałkowych zajęć. A my ruszyliśmy trasą ostatniej górskiej wycieczki kardynała Karola Wojtyły. Na Hali Śmietanowej zostaliśmy nagrodzeni resztką wspaniałego zachodu słońca z widokiem na Tatry i pełnią księżyca jednocześnie. Na nocleg dotarliśmy na Halę Krupową.

Następny dzień to miał być "ten" dzień. Czekała na nas Góra Burdelowa. Nic więc dziwnego, że błyskawicznie stawiliśmy się u jej podnóża. Gdyby nie Ola, której udało się z nas wykrzesać resztki przyzwoitości, nie wiadomo co by się wydarzyło. Ale cóż nam pozostało. Ze spuszczonymi głowami zsunęliśmy się w błocie na dół. Dojechaliśmy do Makowa Podhalańskiego, a następnie do Krakowa. Tam straciliśmy ostatniego uczestnika naszego wyjazdu, a sami udaliśmy się do schroniska PTSM. Następnego dnia udaliśmy się do Tyńca. Opactwo zrobiło na nas duże wrażenie choć mieliśmy sporego pecha, bo kościół był akurat w remoncie i nie trafiliśmy na odpowiednia godzinę, aby zwiedzić wnętrze klasztoru. Nie wysłuchaliśmy też chorałów śpiewanych przez mnichów, a jest to podobno niesamowite przeżycie. Pełni wrażeń wróciliśmy we wtorek wieczorem do Warszawy. Tym razem nie spóźniłem się na angielski. Uff.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>