Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
100 GOTow?

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy sięgnąć wstecz do tegorocznego (2001) wyjazdu rybnego (9-11.03). Odbył się on jak zwykle w Jaworzcu i jak zwykle uczestnicy dojeżdżali na raty (niektórzy, jak zwykle wyruszyli, a nie dotarli). Jako straż przednia wyruszyli w czwartek wieczorem Gosia Gwarek i Paweł Brudło. Plany na piątek były proste: przejść się doliną Sanu przez Hulskie, Krywe i Tworylne. Dotarliśmy ok. 21 na nocleg i oznajmiliśmy Łukaszowi jakie plany zrodziły się nam po drodze. Otóż mieliśmy zamiar obejrzeć wschód słońca z Połoniny Wetlińskiej. Wstać trzeba było o drugiej, więc Łukasz pożyczył nam budzik, który jednak pozostawiał wiele do życzenia. Obudził nas jednak mniej więcej o żądanej godzinie. Atmosfera nie była bojowa zwłaszcza, że za oknem panowało pełne zachmurzenie. Kierując się głosem rozsądku przełożyliśmy wyjście na rano. I udało się wyjść o 730. Powiedzieliśmy wcześniej, że pójdziemy w stronę Tarnicy. No i poszliśmy. Udało nam się dojść na Caryńską. Tu zgodnie orzekliśmy, że pora wracać. I tak też się stało. Przez Małą Rawkę i Dział dotarliśmy po 13 godzinach do Jaworzca. Zrobiliśmy 60 GOT-ów, co przy całkiem sporej ilości śniegu (na Dziale nawet za kolana) w pełni nas satysfakcjonowało. Reszta z utęsknieniem czekała na ciasto, które Gosia miała zrobić no i się doczekali - obudzeni w środku nocy przez zapach ciepłego ciasta. Nie można nie o tajemniczym zniknięciu Maćka i Agatki, ale to już zupełnie inna bajka.

Hasło: "w stronę Tarnicy" uzyskało całkiem szeroki odzew w klubie. Więc miesiąc później (6-8.04) wybraliśmy się zdobywać Tarnicę w składzie: Gosia Gwarek, Paweł Kotlarz, Sebastian Domżalski, Paweł Brudło, Marysia Podraza i Marek Adamiec. Na trasie dołączył do nas Cygan, który już wkrótce stanie się głównym bohaterem tej opowieści.

Po lekkim rozruchu pierwszego dnia ok.21 wylądowaliśmy w śpiworkach, w naszym kochanym Jaworzcu. Zwarci i gotowi wyruszyliśmy na trasę o wpół do trzeciej. Wyzwanie Tarnicy rzucili: Gosia, Bronek, Bastek i Paweł (no i oczywiście Cygan). Niestety już na Krysowej Gosia musiała zrezygnować z powodu kontuzji ścięgna. Zostało nas trzech, a właściwie czterech, gdyż towarzyszył nam nasz zaczepno-obronny pies-przybłęda, jednym słowem Cygan.

Przez Smerek, o rześkim poranku, ok. godziny szóstej dotarliśmy do Chatki Puchatka, gdzie grzała już się dla nas herbatka. Nieco się posiliwszy ruszyliśmy dalej, by na zejściu z Caryńskiej spotkać pierwszych turystów (a właściwie to znajome turystki). One pewnie bardzo zadowolone, że udało się im tak wcześnie wyjść. A my już z czterdziestoma GOT-ami w nogach. W Ustrzykach krótka przerwa na Tymbark i dalej w drogę na Szeroki Wierch. Niczym syreny zwabiały nas do lasu wspaniałe śnieżnice wiosenne. Ale jakoś się nam udało i około 15 stanęliśmy na szczycie Tarnicy. Tam, zgodnie z dekalogiem turysty zamieszczonym w regulaminie GOT, postanowiliśmy zawrócić (czyli wykazać się rozsądkiem). Więc wróciliśmy do Ustrzyk i zaczęliśmy podejście na Wielką Rawkę. Przy pierwszej wiacie pojawił się pierwszy kryzys i przerwa trochę nam się wydłużyła ponad plan. Ale i tak przed zmrokiem stanęliśmy na szczycie. Niespodzianka czekała na nas na "granicznym". Okazało się, że będziemy mieli przyjemność iść w mokrej "kaszy" za kolana. Po półtoragodzinnej walce poddaliśmy się tuż za Kamienną i spadliśmy do doliny Moczarnego. Spacer w środku nocy, przy pełni księżyca, przez bagienka i mokradła był dużym przeżyciem. A byłby jeszcze większym gdyby nie ścigający nas sen (rekordzista zasnął twardym snem trzy sekundy po usiądnięciu na plecaku). O tym, że chodzenie po bagnach wciąga najlepiej przekonał się Bastek, którego wciągnęło aż za kolano. Szedł później biedak w dwóch parach krótkich spodni. Po dojściu do Wetliny rozpoczęła się walka z asfaltem i ... ze zwidami. Oto dwa przykłady. Idę sobie za Bastkiem i nagle widzę, że obok niego idzie jakaś kobieta w spódnicy w paski i jakoś mnie to zupełnie nie zdziwiło. Z kolei Bastek idąc za mną widział jakobym stanął i czekał na niego, a on szedł i szedł kilka minut i jakoś w ogóle się do mnie nie zbliżył. Ale dość już o tych zwidach. W końcu udało się dotrzeć o godzinie czwartej z minutami na miejsce spoczynku (dobrze, że nie okazał się to być wieczny spoczynek). Udało nam się przejść 101 GOT-ów. Zmęczeni i zadowoleni zapadliśmy w głuchy sen. Tylko Cygan podobno jeszcze zamiast odpoczywać, to zaczął się dobierać do Viagry. Ach co te kobiety potrafią zrobić z człowieka!



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>