Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Przejście 2001
Przejście majowe 2001 wg Małego i Dużego Bronka

Tegoroczne Przejście rozpoczęliśmy już w piątek 27 kwietnia. Wystartowaliśmy z Ustrzyk Dolnych w składzie: Ola Pacowska (alias Mały Bronek), Paweł Brudło (czyli Duży Bronek), Iwona Majda, Mirek Rak i Marcin Listopadzki. Dzień zapowiadał się bardzo obficie: ponad 30 km marszu. Do tego jeszcze obfitował w atrakcje.

Rozpoczęło się od deszczu, potem cerkiew w Równi, a później już tylko słońce (i tak aż do końca). My (czyli Bronkowie) mieliśmy jasno wyznaczone zadanie na pierwsze dni Przejścia. Do Komańczy mieliśmy przejść przez siedem punktów pośrednich do dużej odznaki GOT. Pierwszym z nich był Żuków, z którego schodziliśmy wspaniałymi, wiosenno-zielonymi łąkami. Największych wrażeń dostarczyła nam dolina Czarnej, którą forsowaliśmy przez cztery godziny zamiast jednej. Po wielu przejściach (w tym czterech przez rzekę) dotarliśmy do Polany. Z powodu różnych zbiegów i rozbiegów okoliczności okazało się, że uczestnicy wyjazdu spali tej nocy w czterech różnych miejscach (choć była nas tylko szóstka). Otóż: Mirek i Iwona spali w Polanie, Ola i Paweł na Grzbiecie Otrytu w okolicach Hulskiego (naszego drugiego punktu pośredniego), Marcin w rowie w okolicach Studennego, a Paweł Kotlarz, który miał do nas dojechać na rowerze w Chacie Socjologa. Uff. Grunt, że wszystkim nam udało się dotrzeć na miejsce porannego spotkania, dokąd Ewa dostarczyła nam uczestników Przejścia. My wyruszyliśmy w kierunku naszego następnego punktu pośredniego ,czyli Markowskiej. Znowu nie udało nam się dotrzeć na nocleg, który zaplanowany był w Łopience, a to dzięki temu, że Ola wybawiła nas z udręki i powiedziała na pewnej przełęczy "dość, dalej nie idę". Następnego dnia za to w miarę przyjemnie zaliczyliśmy dwa kolejne punkty (Durną i Łopiennika) i jeszcze udało nam się dotrzeć na nocleg. W końcu zaznaczyliśmy nasz udział w Przejściu. Następnego dnia znowu było ciężko z dotarciem na nocleg a to dzięki błędnemu oznaczeniu na mapie. Ale jednak udało się. Wcześniej jeszcze zaliczyliśmy Chryszczatą i Suliłę. A najbardziej przyjemny był wieczór. Wspaniałe łąki, potem cerkiew w Turzańsku w promieniach zachodzącego słońca i wreszcie kilka Leżajsków w Rzepedzi. A to wszystko z okazji zakończenia pogoni (udanej) za punktami pośrednimi. Mogliśmy zacząć normalne Przejście.

Zaczęliśmy od odpoczynku. Baza namiotowa w Jaworniku urzekła nas swoim położeniem. Więc na trasę wyruszyliśmy dopiero wczesnym popołudniem ale za to już w sporej grupce wraz z świeżo przybyłymi nowymi uczestnikami. Trasa obfitowała w ciekawe miejsca (Kamień), krzole i widoki (Tokarnia). Po pysznej berbeluszce dotarliśmy w końcu na nocleg do szkoły w Wisłoku Wielkim. Po ograbieniu miejscowego sklepu, wszyscy jak jeden mąż wyruszyli na podbój rezerwatu Źródliska Jasiołki. Również wszyscy zgodnie legli nad Jasiołką. Jedni aby spożyć glucika z przeróżnymi smakołykami, a drudzy na Barszczyk i pyszną kaszę gryczaną. A na deser były ciastka amoniaczki, choć nie było z nami Kaczki Dziwaczki. Polany Surowiczne przywitały nas sporym tłokiem. Dlatego część z nas bez zmrużenia oka udała się nad ranem w trasę aby polec gdzieś w lesie. My z resztą wyruszyliśmy przez krzole i jary do Królika Polskiego, aby tam zjeść ponad pół litra lodów na głowę oraz zobaczyć drewniany kościółek. Na naszej drodze była jeszcze cerkiew w Króliku Wołoskim, gdzie nasyciliśmy się obiadkiem, aby przed zmrokiem zameldować się w Zawadce Rymanowskiej w chałupie SKPB Lublin. Główną atrakcją jaką przygotowali nam gospodarze była śpiewanka łemkowska w ich własnym wykonaniu.

Rano o wpół do szóstej pobudka i już przed południem wylądowaliśmy w Gorlicach, A wszystko dzięki usługom PKS-u. Zapowiadał się leserski dzień. Odwiedziliśmy skansen w Szymbarku, usmażyliśmy sobie kiełbaski nad ogniskiem i późnym popołudniem dotarliśmy do Leszczyn. Po długich poszukiwaniach udało się znaleźć nocleg w pobliskiej Kunkowej, w najmniejszej szkole w Polsce. Niestety nasi niesforni klubowicze znaleźli stodołę, a że byli twardzi, więc to my poszliśmy odmawiać to co wcześniej z trudem żeśmy załatwili. Jednym słowem w Kunkowej noclegu już nie dostaniemy. Następnego dnia pozostały nam już tylko Pieninki Gorlickie i zapora na Ropie. No i oczywiście na zakończenie impreza w Wawrzce. Kiełbaski, piwo i gitara. Czegóż więcej może chcieć zmęczony student. Jako, że jesteśmy twardzi więc bez snu udaliśmy się w drogę powrotną i już około 15 byliśmy w Warszawie. A wszystko z powodu tradycyjnego już chyba koncertu, który jak zresztą zawsze był super. A kto na nim grał? ARMIA, HOUK i TYMOTEUSZ. To prawie jak BURAKI, KAPUSTA i SÓL.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>