Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Lwów, Czarnohora, Zakarpacie

Termin wyjazdu: 8-14.12.2003
Uczestnicy: Paweł Brudło, Tomek Dombi, Jasiek Rolle
8 grudnia

Spotykamy się ok. 2:15 w nocy w Katowicach a konkretnie w pociągu relacji Wrocław-Przemyśl. Chłopaki (Tomek i Jasiek) wracją z wyjazdu w Góry Kaczawskie, a ja dojechałem z Warszawy. O 7:30 przyjeżdżamy do Przemyśla. Jednak my nadal śpimy. Ze snu budzi nas dopiero komduktor jakieś 10 minut po przyjeździe. Zbieramy się, kupujemy troche hrywien (kurs 1UAH=0,75PLN) i ładujemy się do busa do Medyki. Na granicy dosyć pusto, więc przejście poszło sprawnie. Ukraińscy pogranicznicy byli trochę zdziwieni węgierskim paszportem Tomka ale nie robili problemów. Dostaliśmy migracjonne karty no i niestety musieliśmy zapłacić obowiązkową strachowkę (ta "przyjemność" ominęła Tomka). Jakieś 15 minut czekaliśmy na marszrutke do Lwowa. Chwilę przed 12 czasu ukraińskiego byliśmy już pod dworcem kolejowym we Lwowie. Wymienilismy pieniądze (1USD=5,35UAH) i zakupilismy bilety na nocny pociąg do Iwanofrankiwska (p/Stryj). Pociąg odjeżdżał o 21:40 więc mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie Lwowa, co szczególnie istotne było dla Tomka, który odwiedzał Lwów po raz pierwszy. Po zwiedzaniu miło spędziliśmy czas w Lwowskich barach serwujących tanie i dobre żarcie i piwo. Tak pokrzepieni ruszyliśmy w podróż, a ciągnął nas podwójny Gagarin.

9 grudnia

O 4:34 dojechaliśmy do Iwanofrankiwska. Okazało się, ze najbliższa marszrutka do Werchowyny jest o 5:10. Po małym śniadanku na wakzale załadowalismy sie do busa. Podróz minęła nam na spaniu. Po trzech godzinach dotarliśmy do Werchowyny. Było dosyć mroźno, ale za to zapowiadała się ładna pogoda. Dokończyliśmy śniadanie i wyruszylismy na poszukiwanie transportu, bo autobus do Dzembronii był dopiero o 11, a góry czekały z ładną pogodą. Dosyć szysko zatrzymała się przy nas przejeżdżająca Wołga. Dosyć nierozsądnie zaproponowaliśmy 40 hrywien za kurs na co kierowca od razu się zgodził (trzeba było zacząc zancznie niżej i sie troche potargować). Efekt był taki, że o dziesiątej wyruszyliśmy w trasę. Pogoda wyśmienita. Ani jedenj chmurki i krystalicznie czyste powietrze. Śniegu ok.20-25cm. W planach mielismy nocelg w obserwatorium na Popie Iwanie. Najpierw jednak wchodzilismy na Smotrycza. Wchodzilismy od północy tak jak "szlak" zaznaczony na ukraińskiej mapie "Turystyczni Stieżky Czornohory". Wodę nabraliśmy tuż przy wodospadzie. Potem obładowani zapasem wody na całą dobę rozpoczęliśmy podejście. Było ostre i do tego jeszcze w sporych zaspach śniegu (60-70cm).Potem jeszcze na grzbiecie troche przedzierania przez kosówę i stanęliśmy na szczycie. Troche wiało, słońce jeszcze mocno świeciło, ale i tak mrozik trzymał. Widoki już były znakomite, choć na pewno nie dorównywały tym późniejszym z głównego grzbietu. Pokonując co jakis czas zaspy nawianego śniegu wyszliśmy na główny grzbiet. Trawersy raczej nie wchodziły w rachubę, gdyż na zboczach były spore zaspy. Więc ruszyliśmy grzbietem w strone Popa. Zachód słońca zastał nas jakieś 20 minut przed Popem. Widoki świetne - było widać praktycznie "wszystko". Tomek zanalazł fajna "komnatę" w ruinach obserwatorium. Miała "zamurowane" kamieniami okno oraz drewniany strop. Tylko jeszcze drzwi brakowało. W środku było praktycznie bezwietrznie. rozstawilismy namiot, zjedliśmy wieczorny posiłek (płatki gryczane z soja i sosem) i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

10 grudnia

Mieliśmy wstać o piątej ale zapomniałem wyciągnąć budzika, ale na szczęście Tomek obudził nas przed szóstą. W nocy nie było nawet jakoś mocno zimno (przynajmniej mi bo chłopaki coś wspominali, że około drugiej "upał nieco zelżał"). Śniadanko (kuskus z rosołem) i równo o wschodzie jesteśmy gotowi do drogi. Jeszcze tylko sesja zdjęciowa na Popie o wschodzie i ruszamy w drogę. Mamy ambitne plany dojścia aż za Howerlę. Pogoda nadal super. Może tylko trochę mocniej wieje niż wczoraj. Ambitnie brniemy przez mniejsze i większe zaspy. Momentami pojawiaja się początki zlodzenia (twardy śnieg), po których idzie się wyśmienicie. Właśnie po takim pseudo zlodzeniu wchodzimy na Dzemdronię. Niestety takich fragmentów nie ma zbyt wiele. Nie chcą brnąć w metrowych zaspach cały czas staramy sie iść grzbietem zaliczają po drodze wszystkie kulminacje. Na Brebeneskulu już wiemy, że przed zmrokiem z Howerli nie zejdziemy, więc zmieniamy plany i postanawiamy nocować nad jeziorkiem Niesamowitym. Wprawdzie dystans nie jest imponujący, ale za to może się delektować widokami (w miejscach osłoniętych od wiatru). Nad jeziorkiem jesteśmy jakieś dwie godziny przed zachodem. Postanawiamy saperka zrobić przerębel. No i udaje się, tyle że "dokopujemy" się do dna. Schodzimy szukać wody nizej. Na szczęście szybko się udaje. O zachodzie obóz mamy gotowy. Śniegu w miejscu gdzie postawiliśmy namiot mało więc niespecjalnie jest się czym okopać (no i jak się w nocy okazało to był nasz błąd). Posiłek przygotowujemy w namiocie i kładziemy się spać. Niestety zaczyna mocniej wiać. robi się zawieja śnieżna i przez namiot (pomiędzy tropikiem a sypialnia) przelatuje nam sporo sniegu z czego spora część zostaje na sypialni.

11 grudnia

Jakoś udało się przetrwać tą wietrzną noc choć Jaśkowi śpiwór przymarzł do ścianki namiotu. Przedsionek z plecakami zasypany śniegiem a na sypialni leżą ze dwa centymetry. Otrzepujemy sypialnię, ale i tak w czasie gotowania sporo śniegu się topi i woda kapie do namiotu. W efekcie zamarza nam potem jeden z zamków. Na zewnątrz na szczęście jest przyjemniej niż się spodziewaliśmy. Otrzepujemy namiot i zwijamy go na wietrze. Wychodzimy chwilę przed wschodem. Naszym pierwszym celem jest Turkuł. Na niebie jest juz sporo chmur ale na szczęście bardzo wysokich. Przez te ciemne chmury i brak słońca góry wyglądją zancznie bardziej surowo. Widoki nadal świetne a my cały czas zmierzamy w stronę Howerli. Wiatr coraz mocniej wieje. Podejście na Breskuła niezbyt przyjemne z uwagi na zalegający śnieg. Stoimy juz u stóp Howerli. Na podejściu nieźle wieje. Trzeba uważać żeby nie przewróciło. Na szczycie ani żywej duszy. Brakuje też flagi ukraińskiej. Widoki nadal bardzo dobre. Po sesji zdjęciowej schodzimy w strone Pietrosa. Nie zeszliśmy w odpowiednim momencie na ścieżkę prowadząca południowym zboczem, więc musieliśmy się troche przedzirać przez jałowce. Dalej idziemy leśną drogą równo zasypaną śniegiem (ok.20-25cm). Nabieramy wody i tuż przed zachodem słońca rozbijamy się jescze w lesie u stóp Pietrosa. Przygotowujemy miejsce pod namiot i robimy sobie ognisko. Wieczorem wypogadza się. Jutro mamy zamiar wejść na Pietrosa a potem zejśc do Kwasów.

12 grudnia

Wczesna pobudka, jedzonko i wychodzimy z namiotu. Niestety w nocy zniknął Pietros, który teraz jest cały w chmurach. Na dodatek zaczyna mżyć. Zwijamy się i schodzimy w stronę turbazy Kozimeśćyk. Po drodze mijamy drwali ładujących drewno na Urala. Łapiemy ich jak później zjeżdżają. Za drobną opłatą podwożą nas do Jasini. W Jasini idziemy na dworzec kolejowy i po pięciu minutach mamy pociąg do Rachowa. W Rachowie prawie od razu łapiemy autobus do Mukaczewa. Postanawiamy jechac do Chustu. Cały czas bardzo mglisto więc widoki bardzo ograniczone. Mimo tego i tak cały czas podziwiamy strome zbocza doliny Cisy. W Chuście jesteśmy godzine przed zmrokiem. Akurat tyle, żeby szybko przejść się po mieście i wejść na strome wzgórze z ruinami zamku. Zamglone ruiny o zmroku maja swój niepowtarzalny klimat. Wzgórze wznosi się sporo ponad sto metrów nad doliną Cisy. Z amku schodzimy inną drogą i trafiamy na wyciąg i turbazę. Niestety jeszcze nieczynna, ale za to kawałek niżej jest hotel "Urożaj". Nocujem za przystępna cenę 10 hrywien. Bardzo tani jest też bar w hotelu (lwiwskie po 1,20).

13 grudnia

Wstajemy godzinę przed świtem i szybko sie zbieramy. Na dworcu sprawdzamy, że niestety nie ma w najbliższym czasie autobusu do Berehu Saskiego (odjechał o 6:30) więc decydujemy się na zwiedzanie Mukaczewa. Do miasta dojeżdżamy chwilę przed dziesiątą. Mukaczewo ma bardzo ładną nieźle odnowiona starówkę. Warto zwrócić uwagę na pałac Rakoczych, ratusz i kilka ładnych kamienic. Z Mukaczewa jedziemy do Użhorodu. Tutaj oglądamy grekokatolicką katedrę, zamek, skansen no i użhorodzką starówkę (też całkiem ładną). Wracać do Polski postanawiamy przez Koszyce (tak wychodzi najszybciej). Podjeżdżamy w stronę przejścia marszrutką nr 6 i dalej ok. 1 km piechotą. Postronie ukraińskiej idzie sprawnie natomiast Słowacy strasznie się opiepszają. No ale jakoś udaje nam sie zdążyć na autobus do Koszyc (17:30). Jeszcze tylko wymiana kasy (1EUR=41SKK) i ok. 20 kesteśmy w Koszycach. Na pociąg czekamy w knajpie na starym mieście.

14 grudnia

Do Krakowa jedziemy pociągiem Cracovia. Pociąg prawie pusty. Jadą za to mili polscy konduktorzy ;) W Krakowie jesteśmy przed szóstą. Potem czekamy na pośpiecha do Warszawy i o 12:45 jesteśmy na miejscu. Kolejny udany wyjazd za nami.

 

Przykładowe ceny:
  • przejazd busem Przemyśl-Medyka 2PLN
  • "obowiązkowe" ubezpieczenie na granicy najniższa stawka 12UAH za 5 dni
  • marszrutka Szehini-Lwów 7UAH
  • przechowalnia bagażu we Lwowie 3UAH
  • bilet trawajowy we Lwowie 0,5UAH
  • bilet w wagonie plackartnym na trasie Lwów-Iwano-Frankiwsk (p/Stryj) 13,72UAH
  • przejazd marszrutką Iwano-Frankiwsk-Werchowyna 10UAH
  • przejazd "taksówką" z Werchowyny do Dzembronii 40UAH za kurs
  • przejazd "stopem" z doliny Laześciny do Jasinii 15UAH za grupę
  • bilet kolejowy Jasinia-Rachów 1,75UAH
  • przejazd autobusem Rachów-Chust 6,66UAH
  • nocleg w hotelu "Urożaj" w Chuście 10UAH
  • bilet autobusowy Chust-Mukaczewo 7,3UAH (z bagażem)
  • bilet autobusowy Mukaczewo-Użhorod 4UAH
  • przejazd marszrutką w Użhorodzie 0,65UAH
  • wstęp do zamku w Użhorodzie 3UAH
  • wstęp do skansenu w Uzhorodzie 2UAH
  • bilet autobusowy Vysne Nemecke-Kosice 126SKK (z bagażem)
  • bilet kolejowy Kosice-Plavec 116SKK (rychlik)


 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>