Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Sztafeta głównym szlakiem beskidzkim

Krowiarki - Bystra

Przyszli. Nawet szybko im poszło. Nic, trzeba się zbierać. Ruszamy praktycznie natychmiast. Początkowo wszystko idzie gładko. Raz prowadzę ja, raz Wojtek, więc na Kiczorkę dochodzimy szybko. Nawet zmęczeni nie jesteśmy. Ale tu zaczynają się schody. Śniegu jest, delikatnie mówiąc, dużo, a o wydeptanym szlaku można tylko pomarzyć. Idziemy i idziemy, czort mnie skusił by prowadzić. Chcę iść jak najszybciej by trochę odrobić, ale ciężko. Na Policę wchodzę resztką sil, muszę się posilić (czekoladka i napój energetyzujący "Orlen" w ruch). Wojtuś wygląda o niebo lepiej.

Na szczęście teraz już (dosłownie i w przenośni) z górki. Widoki z Hali Krupowej nawet niezłe, ale schroniska nie widzimy. Nawet nie szukamy, bo czas nagli. Wszystko idzie dobrze, aż do podejścia na Naroże. Tu ktoś pościnał drzewa ze znaczkami szlaku i w efekcie (nieświadomie) skręcamy za bardzo w prawo. Szlaku nie ma i nie za bardzo wiemy gdzie go szukać. Ale nagle na drodze pojawiają się niebieskie znaczki. Miodzio, dochodzimy do czerwonego i dalej już super. Zwierzątka jakieś łażą, a z Cupela schodzi się szybko (Wojtek raz zszedł aż za szybko i spodnie sobie podarł). Dzwonimy, że niedługo będziemy, Bronek na to, że rozłożyli się z namiotami tuż nad Bystrą. Przychodzimy na miejsce o 3.20, nadrabiając jakąś godzinę. Gdyby nie te ścięte drzewa...

Wojtek zaraz ma pociąg do domu, więc spać już się nie kładzie. A na mnie czeka Gwinea... Zasnąłem chyba jeszcze zanim się położyłem.

Przeł. Knurowska - Krościenko

Czekamy w wesołym Volvo na Kasię, Jacka i Grzesia. Przyszli o 15.20, szybkie zdjęcie ze smokiem i ruszamy. Wydawało się, że pogoda się ustabilizowała. W sumie okazało się to prawdą, bo zaraz zaczęło padać i padało aż do Lubania. Padało wszystko - trochę śniegu, grad, no i deszcz. Trasa była całkiem przyjemna, problemów nawigacyjnych nie było, tylko ta pogada... A jeszcze błoto i mokry śnieg w wyższych partiach. Przemokło nam wszystko, nawet moje i Michała Wolfskiny tego nie wytrzymały (zwłaszcza mokrego śniegu, który cudownie czyści buty... i zdziera wosk). Dobrą stroną tej pogody było to, że szliśmy szybko i bez przystanków. Pierwszy zrobiliśmy pod wiatą w bazie (nieczynnej jeszcze) pod Lubaniem. Ale szybciutko zaczęło nas ogarniać przerażające zimno. Palce nam skostniały i Michał nie mógł SMS-a wysłać. Trzeba było dzwonić i powiedzieć Bronkowi, żeby się powoli szykował.

I nagle przestało padać. Schodziło się więc dość przyjemnie, nawet woda w butach ociepliła się pod wpływem tarcia. Ciemno zrobiło się już jak weszliśmy na przedmieścia (może to trochę za duże słowo) Krościenka. Volvo znaleźliśmy o 20.35, Bronek ruszył za chwile. Sztafeta ma tylko 40 minut w plecy! A my jedziemy cieplutkim samochodem do Rytra.

Regietów - Bartne

Ale dostałem ruchów! Wreszcie połączyliśmy się z Edmundem i okazało się że on już w Regietowie. Szybko się ubieram, mówie Michałowi, że postaram się być koło czwartej, wskakuje do wielkiej mocy gestapowskiego Volvo (czyli Słonia) i ruszam. Gdyby Edmund widział jak jadę, to by mnie chyba zabił. Mniejsza, w pół godziny jestem w Regietowie i przejmuje smoka. Kurde, znowu zapodaje po nocy, nawet wlepek nie biorę, po nie ma po drodze gdzie przykleić.

Posiadam ze sobą słynną mapę WZKartu. Dzisiejszej nocy pokaże co potrafi. To że szlak idzie przez Rotundę to wiedziałem. Ale i tak po ciemku go zgubiłem. Trudno, ładuje się na szczyt na rympał i przy cmentarzu znajduję zbawczy czerwony znaczek. Nie wiem czemu czuję się jakoś głupio. Niby nic to, ale... schodzę ze szczytu jak najszybciej mogę. Idzie się świetnie, do Zdyni dochodzę w godzinę. Biorę jakiś kij na psy i idę przez wieś, Chyba wszystkie się obudziły, ale na szczęście tylko jeden mały nie był za ogrodzeniem. Przyszedł, poszczekał i poszedł.

Siadam przy głównej drodze, jem i zakładam plastra. O, jedzie jakiś samochód... chyba się zdziwił. Za chwilę szlak skręca z drogi i wchodzi na Popowe Wierchy. To był chyba najfajniejszy fragment, tyle że szlak schodzi z nich zupełnie inaczej. Modle się więc by nie zgubić znaczków, ale i tak w końcu mi się to udaje. Ale jak go teraz znaleźć? Na mapie idzie 2km stąd. Próbuję więc zastanowić się, jak myśleli ci co go wytyczali i szukam go w dolince pomiędzy Jasionką a Wołowcem. Jest! Śnieg też. Mimo to droga jest całkiem przyjemna, 5 razy przekraczam ten sam strumyk i znów przed wejściem do wsi szukam kija. Tym razem bardziej się przydał, bo jeden duży wyleciał.

Fragment szlaku od Wołowca do Bartnego już znam, ale w nocy wszystko wygląda inaczej. Jednak w miarę bez problemu dochodzę do szlaku niebieskiego i dalej do schroniska. Jest dokładnie 3.00. Wchodzę na górę i budzę zaskoczonego Michała. A Edmund się odzywa, że musiałem bardzo szybko jechać, żeby pokonać trasę do Regietowa w pól godziny. Co on tam wie... Żeby go ułagodzić mówię, że to Słoń jest taki szybki.

Kalenica - Wołosate

To moja pierwsza pozatatrzańska próba przejścia idiotycznego. I pierwsza wizyta w Bieszczadach. Cóż, trochę się cykam tych 74 GOT-ów co przede mną ale idę. Wejście na Smerek jest śliczne, Połonina Wetlińska nocą też. Nawet przedsionek schroniska był otwarty. A przydał się, bo ostatnio z takim wiatrem miałem do czynienia na Wlk. Destnej w G. Orlickich. Potem zejście do Berehów i rewelacyjne podejście na Caryńską. A tam znowu wieje. Mocno. Robimy parę zdjęć i schodzimy do Ustrzyk. W "centrum" jesteśmy jesteśmy 7.10, więc mamy godzinę do przyjazdu reszty ekipy kończącej sztafetę. Jemy rodzynki Tesco i różne inne przysmaki, a mi udaje się nawet chwilę kimnąć. O 8.10 ruszamy wszyscy na ostatni etap. Pogoda dopisuje, a mi idzie się naprawdę super. I te widoki! Razem z Jasiem wchodzimy pierwsi na Tarnicę (to już nie na szlaku, ale dlaczego mamy nie wejść?). Czekamy na resztę pod skałą (bo dalej wieje) i posilamy się czekoladką. Schodzimy i na przeł. pod Tarnicą zaczyna padać. I będzie padać już do końca. Do przeł. Bukowskiej dochodzimy szybko, w tamtejszej wiacie odpoczywany chwilę i ruszamy na fragment który okazał się być najgorszym fragmentem sztafety . asfalt do Wołosatego. Razem z Michałem i Ulą chcemy mieć go jak najszybciej z głowy, więc zapodajmy jak małe samochodziki. I jesteśmy na miejsu o 14.45. Zaraz też znajdujemy Monikę i Roberta w knajpie "Pod Tarnicą". I tam czekamy na busa. To już jest koniec.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Piotr Chachaj>