Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Sztafeta głównym szlakiem beskidzkim

ETAP RABKA ZDRÓJ-PRZEŁĘCZ KNUROWSKA

Bardzo wczesnym rankiem 23 kwietnia wysiedliśmy (Jacek i Kasia) na stacji w Rabce-Zdrój, pogrążonej jeszcze niemalże w ciemnościach nocy, by wziąć udział w sztafecie na 30-lecie Klubu. Na trzeciego uczestnika zmiany, Grzesia Gajewskiego, trzeba było jeszcze poczekać, bowiem z powodu trudności organizacyjnych wypadła mu droga przez Katowice. Czekanie (a wiedzieliśmy, że sztafeta ma opóźnienie z powodu śniegu) umilaliśmy sobie czytaniem ogłoszeń na stacji oraz oglądaniem przejeżdżających pociągów, z których niepohamowaną wesołość wzbudził zwłaszcza skład Chabówka-Limanowa, czyli lokomotywa spalinowa i jeden wagon typu .bonanza.. Grzesiek przybył przed szóstą, a ku naszemu zdziwieniu już za pięć siódma ujrzeliśmy szybkim krokiem wchodzącego na stację Prezesa, który przekazał nam smoka i mogliśmy ruszyć.

Opóźnienie nie było wcale takie wielkie, zmniejszyło się z zapowiadanych 2,5 do godziny i 15 minut. Nasza gotowość bojowa nie została zmniejszona nawet przez pierwsze krople deszczu które spadły wraz z naszym startem ("W końcu na Onecie zapowiadali 2 mm deszczu przed południem"). Za cel postawiliśmy sobie zmniejszyć opóźnienie do ok. pół godziny, tym bardziej że chcieliśmy się wyrobić na pociąg z Krakowa o 18.10. I rzeczywiście, w schronisku na Maciejowej byliśmy 25 min. wcześniej niż mówił znak, po niewiele ponad godzinie marszu. Krótki 5-minutowy postój i dalej w drogę. Zaraz po naszym wyjściu deszcz delikatnie mówiąc "przybrał na sile" a 2 mm spadały chyba co 10 minut. Na dodatek już zaraz po wyjściu napotkaliśmy jak się później okazało nieodłącznego już towarzysza wędrówki - śnieg. Z początku leżał płatami, za to strasznie wkurzającymi bo był taki zmrożony, deszcz go dodatkowo zmoczył i leżał na całej szerokości szlaku. W tej scenerii dotarliśmy do schroniska na Starych Wierchach, gdzie przyszedł czas na dłuższy, półgodzinny odpoczynek. Starczyło akurat żeby pelerynki nam wyschły. Spotkaliśmy też jakichś turystów, równie zdziwionych naszym widokiem, co my ich. Oni udali się w dół do Limanowej, a my poszliśmy w stronę Turbacza. Na nasze szczęście po jakichś 15 minutach od startu przestało padać, ale że bilans strat i zysków musi wyjść na zero, wzrosła wybitnie tzw. "grubość pokrywy śnieżnej". Na Polanie Obidowiec, z której podobno widać Tatry (nam nie udało się tego stwierdzić) białego paskudztwa było już około 60 cm, a przed Czołem Turbacza zapadaliśmy się po pół uda. Z tego powodu spadło nam trochę tempo i w schronisku na Turbaczu byliśmy tak jak wskazywał drogowskaz - po pięciu godzinach marszu z Rabki, niemalże w samo południe. Tam zafundowaliśmy sobie koło 20 min. postoju, i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Okazało się, że gdy wyszliśmy ze schroniska, "i na naszej ulicy zaświeciło słońce" (jak powiedział pisarz Sofronow ;-)) i w tej uroczej scenerii kontynuowaliśmy marsz. Śniegu momentami było koło metra, co można było stwierdzić zapadając się. A i Tatry było widać, nawet całkiem dobrze. Tylko buty nam nie wytrzymały, w końcu ile można, w takim śniegu chyba każde by w końcu przemiękły. Kilka polanek, ostre zejście w dół i potem już w zasadzie po płaskim na Przełęcz Knurowską, gdzie już od drugiej na nas czekali. A my ze śpiewem na ustach i w pierwszych kroplach deszczu ( w końcu na Onecie zapowiadali 2,4 mm po południu ;-)) doszliśmy o trzeciej, czyli szliśmy dokładnie osiem godzin, tak jak było planowane. Nasze spóźnienie nie zwiększyło się. Smoka i całą resztę przekazaliśmy Arturowi i Michałowi, którzy poszli dalej zdobywać Lubań, a my wyrobiliśmy się nawet na autobus do Krakowa i jeszcze tego dnia wieczorem wróciliśmy do domu.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Piotr Chachaj>