Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Sztafeta głównym szlakiem beskidzkim

 

odcinek: Węgierska Górka - trawers do Markowych Szczawin
uczestnicy: Jacek Puchałka, Michał Domański

Na stację w Węgierskiej Górce nasz pociąg z Bielska-Białej wjechał o godzinie 23.30. Spodziewaliśmy się, że Bronek może już tam na nas czekać . planowana zmiana miała być o 0.24, ale Bronek mówił, że postara się tę godzinkę nadrobić. Wysiedliśmy, pospacerowaliśmy po Węgierskiej, wróciliśmy na stację i siedzieliśmy. Północ, pierwsza, robiło się nam coraz zimniej, a poczekalnia na noc zamknięta. Co jakiś czas w okolicach stacji kręcili się (zygzakowali) zabawowicze z pobliskiej dyskoteki. Godzina druga - Bronka nie ma. Jest nam zimno i zaczynamy się niepokoić, a Bronek komórki nie posiada (uh!). Ale o 2.30 pojawił się i widać było po nim, że najłatwiejszej trasy to on nie miał. Powiedział, żebyśmy dalej szli bez niego.

I ruszyliśmy. Początek szliśmy jak burza. Najpierw asfalcik, potem dla rozgrzewki wejście na grzbiet i dalej w kierunku Słowianki, gdzie byliśmy o 5.00. Noc była bezchmurna, bezwietrzna, na Słowiance śpiewały nam ptaszki i wstawał nowy dzień. Ale to już niestety koniec sielanki. Na trawersie Romanki zaczął się śnieg. Do Rysianki dotarliśmy o 7.00. Zrobiliśmy tam sobie chwilę przerwy na kanapeczki, zdjęcia i wpis do kroniki,a schroniskowy kundelek chciał od nas wysępić coś do jedzenia.

Zeszliśmy z Rysianki i dalej szlak szedł już granicą - non stop śnieg, a poza tym ostre słońce (na niebie ani chmurki). Gdy doszliśmy do Hali Miziowej czułem już "co nieco" w nogach - ale to był dopiero przedsmak. Jacek zamówił w schronisku kawę, a ja kapkę kremu do opalania. Na Miziowej - trasy zjazdowe czekały już na pierwszych narciarzy. A my dalej na nogach. Po dłuższym odcinku doszliśmy do przełęczy Glinne. Oj, szkoda, że nie czekała tam na nas zmiana. Od Glinnego czekały na nas nowe podejścia. Na szczęście na pierwszych kilometrach nie było śniegu. Potem zaczęły się łaty śniegu, potem połacie, a potem już tylko coraz gorszy śnieg. Jacek nadawał tempa naszemu pochodowi. Ja powoli odliczałem GOTy jakie pozostały nam do Krowiarek. Dla usprawiedliwienia dodam, że szedłem z pełnym ekwipunkiem. Apogeum naszych męczrni przypadło na Mędralową. Radość jaką czerpie się z chodzenia po górach już dawno odeszła na rzecz odczuć zdecydowanie traumatycznych. Wciąż chodziło nam po głowie, żeby tak stanąć i zrobić szpadla twarzą w śnieg (trudno nawet opisać jak bardzo). Jacek przez komórkę załatwiał nam wcześniejszą zmianę na trawersie do Markowych Szczawin. A sam trawers to kolejne bagno .. Na odkrytych polankach zapadaliśmy się po kolana lub głębiej. Gdy wreszcie ujrzeliśmy żółty szlak wstąpiły w nas resztki energii które pozwoliły nam w ekspresowym tempie schodzić w dół. Po drodze o 17.45 spotkaliśmy Edmunda z Leszkiem idących nam z odsieczą. Szli na lekko, byli tacy rześcy i radośni, czego z całą pewnością nie można było powiedzieć o nas.

Ale udało się - pałeczka z krokodyla została przekazana. Zeszliśmy żółtym szlakiem na sam dół, gdzie czekało na nas białe Volvo z ekipą (Bronek, Artur, Wojtek). Zgodnie z Jackiem stwierdziliśmy, że byliśmy zmęczeni jak jeszcze nigdy w życiu.

 

odcinek: przełęcz Knurowska - Krościenko
sztafeciarze: Artur Pieniądz, Michał Domański

Na tym odcinku pogoda lekko mówiąc nam nie sprzyjała. Padało non-stop. Z tego też powodu nie za bardzo chciało się nam gdziekolwiek zatrzymywać. Szliśmy naprawdę szybkim krokiem. Co jakiś czas pojawiały się większe łaty śniegu. Przejście utrudniały też zwalone na szlak drzewa. Czasem nie padało, ale lało, czasem posypało gradem. Chlupało nam w Wolfskinach. Byliśmy doszczętnie przemoczeni i wyziębieni. Na Lubań doszliśmy bez żadnego postoju. Tam zatrzymaliśmy się na chwilę. Miałem tak skostniałe palce, że nie mogłem wstukać SMSa do Bronka. Oddałem komórkę Arturowi, ale jemu też szło to "opornie", dlatego po prostu zadzwoniliśmy :-) . Przeżułem jeszcze szybko stwardniałego Marsa, zapiłem wodą. Rany, ale było nam zimno. Ruszyliśmy dalej. Kolejny odcinek do Krościenka też przeszliśmy bezpostojowo. Na miejsce zmiany dotarliśmy po zmroku.

 

odcinek: Bartne - Kąty
sztafeciarz: Michał Domański

Godzina 3 nad ranem. Do pokoju na poddaszu schroniska w Bartnem wkracza Artur. Zrywam się na nogi, pakuje, wrzucam parę rzeczy do małego plecaka, zakładam buty i po kilkunastu minutach wyruszam. Jest ciemna noc, po kilku minutach kończy się droga - kawał terenu został ogrodzony wysokim płotem na zagajnik. Na szczęście bez problemu obchodzę go i wracam na szlak. Idzie się dobrze, ale na rozjazdach dróg mam czasem problemy z znalezieniem szlaku. Wchodzę na Magurę Wątkowską, kilkanaście minut dalej zgubiłem szlak - ale poszedłem na azumut i udało mi się go znaleźć. Wstał nowy dzień i szło się rewelacyjnie - Świerzowa, Kolanin, Kamień. O ósmej schodziłem już do Kątów. W umówionym miejscu (pod sklepem przy moście) byłem o 8.30, czyli dwie godziny przed planowym odjazdem następnej ekipy.



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Piotr Chachaj>