Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Dolina Bobru, 26-27.2.2005

Uczestnicy: Thoung, Magda, Julia, Ola, Karolina, Jasiek, Roman, Tomek Dąborowski, Michał i ja, Tomek Dombi.

Trasa:

Sobota: Lwówek Śląski - Szwajcaria Lwówecka - Dębowy Gaj - Marczów Łupki - Wleński Gródek - Wleń
Niedziela: Pilchowice - Zapora Pilchowicka - Stanek (Kapitański Mostek) - Przełom Kamienicy - Wrzeszczyński Przełom - Siedlęcin - Jezioro Modre - Perła Zachodu - Borowy Jar - Jelenia Góra

Wszystko zaczęło się od egzaminu przodownickiego. Zagłębiając się w tajniki Sudetów, zdziwiło mnie, że na tak małym obszarze, jakim jest odcinek Bobru między Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim, jak może się zebrać tyle ciekawostek przyrodniczych, technicznych, architektonicznych i krajobrazowych. Jedna z najpięknieszych linii kolejowych w Polsce, szereg jezior zaporowych, miasta-perełki, ruiny zamku, wieża rycerska i jeszcze wiele innych rzeczy. Zintrygowało to mnie, i ponieważ wszystko to leży na obszarze między Pogórzem Izerskim, Kaczawskim i Górami Kaczawskimi, to akurat tak się składa, że jak w wyższych partiach Sudetów i Beskidów jest bardzo dużo śniegu, to w Dolinie Bobru może być mniej. Dany też więc termin: w zimie, po feriach. Ukończywszy sesję, zadzwoniłem do schroniska młodzieżowego we Wleniu i zarezerwowałem miejsca. Po feriach już zgłosiło się kilka osób, więc: jedziemy!

A tu niespodzianka: w czwartek, czyli dzień przed wyjazdem wpada nieznana nam dziewczyna do klubu, i wita: Hi! Do you speak English? Jak się okazało, Thoung [tun], rodem z Wietnamu, przyjechała do nas ze Stanów na wymianę, a o Klubie się dowiedziała z informatora dla obcokrajowców. No, nieźle! Oczywiście chciała pojechać, no ale że nie przyszła wieczorem, jak ją prosiłem, to stwierdziłem, że i tak nie jedzie. W piątek, jak siedziałem w domu, przygotowując się do wyjazdu, dzwoni do mnie Jasiek: koleżanka Amerykanka jedzie. Ja, jako prowadzący, i zarazem najgorzej po angielsku mówiący, zacząłem się bać: jak sobie z nią poradzimy? Połowę sprzętu musiała pożyczyć od życzliwych Trampów...

Na dworcu okazało się, że na Centralnym mają jeszcze wsiąść Roman i Ola, i że Basia jedzie z nami do Wrocławia. Spotkaliśmy się też z wesołą ekipą Jedynki, która jechała akurat na wypad kolejowy, zajęliśmy więc 3 przedziały koło siebie i zaczęliśmy balować.

Potem próbowaliśmy troche się przespać, ale bezwzględni konduktorzy budzili nas co rusz: dlatego nie lubię tego pociągu. 5 razy w nocy przychodzi konduktor, zawsze inny. A i jeszcze zazwyczaj rewizja też jest. No ale przynajmniej u nas nie było tłoczno, bo wagony jadące do Szklarskiej Poręby były po brzegi wypełnione.

Z lekkim opóźnieniem i w padającym śniegu dojechaliśmy do Jeleniej Góry, gdzie czekał nas szynobus do Lwówka. Jak wsiedliśmy, w wagonie była dwójka konduktorów i 3 pasażerów. Jak tylko opuściliśmy Jelenią Górę, w Siedlęcinie wsiadła druga ekipa konduktorska, licząca trójkę kontrolerów... Czyli, gdyby nas nie było, jechałoby w pociągu 8 osób (nie licząc maszynisty), z czego 5 to konduktorzy... W tym momencie (dodając jeszcze szereg kontroli w nocnym) zrozumiałem istotę kłopotów PKP.

Linia faktycznie piękna, przystanek nad Jeziorem Pilchowickim jest chyba najładniej położonym przystankiem kolejowym, jaki kiedykolwiek widziałem. We Lwówku obejrzeliśmy Ratusz i muzeum miejskie, całkiem ciekawe, no i odwiedziliśmy browar, oczywiście z wizytą w sklepie firmowym. Ciężko było nam opuścić to piękne miasto (czyt. szliśmy cholernie wolno), ale jakoś się w końcu udało, i mogliśmy podziwiać uroki Szwajcarii Lwóweckiej. Potem dłuższy odcinek pagórkowaty, a Dębowy Gaj, pierwsza wieś po Lwówku pokazał piękne oblicze Ziem Zachodnich naszej koleżance z Ameryki: popadający w ruiny pałac, stare budy popegieerowskie, na szczęście śmieci dookoła wsi dobrodusznie zakrył nam śnieg. Potem pagórki zrobiły się coraz wyższe, niestety chmury też coraz gęstsze, więc przed Marczowem pokazywaliśmy sobie z Jaśkiem wyimaginowane widoki na Ostrzycę, charakterystyczną górę Pogórza Kaczawskiego. Nasze okrzyki i hałas oddały stopień zauroczenia pięknem tegoż miejsca i widoku, który istniał niestety tylko w naszej wyobraźni, gdyż w rzeczywistości wieżę bliskiej wsi ledwo było widać.

Ale trudno, po krótkiej przerwie walimy dalej, by zdążyć przed zmrokiem na Wleński Gródek, atrakcję dnia. Po nie lada wysiłku udało nam się zdobyć wieżę zamku, gdzie był piękny widok na ledwo już widoczny Wleń. Miasteczko wyglądało jak z kartki świątecznej, zwłaszcza po zapaleniu świateł na ulicach...

Ale już robiło się ciemno, zeszliśmy więc do miasta, zrobiliśmy zakupy i zameldowaliśmy się w schronisku. Które zresztą nie jest warte chwały, wystarczy więc, że berberucha sporządzona przez Jaśka i mnie doznała sukces wśród kotów trampowych. Cóż, lata doświadczenia...

Jak wstaliśmy rano między 5 a 6, było zimno w pokojach, jak w jakimś iglo, ale fakt ten zadziałał pozytywnie na szybkość pakowania. Na 10 minut przed przyjazdem autobusu staliśmy już na przystanku, w pieknej słonecznej pogodzie i w mrozie ledwo umożliwiającym oddech. Wysiedliśmy pod cudownym wiaduktem poznanej w sobotę linii kolejowej, i podążaliśmy szybkimi krokami (zimno było!...) ku zaporze. Ta zyskała uznanie wszystkich, byliśmy zachwyceni. Dalej szlak prowadził ścieżkami nad brzegiem jeziora zaporowego, oświeconego przez poranne słoneczko. Ładnie było.

Wreszcie doszliśmy do punktu widokowego o nazwie "Mostek Kapitański" i faktycznie, przypominało to rzeczone urządzenie. Jedyne bardziej rozległe widoki w cały weekend mieliśmy w tym właśnie miejscu, m.in. na Śnieżkę, na Jezioro Pilchowickie, na Wąwóz Kamienicy, na Pogórze Kaczawskie. Dalej podążaliśmy w wąwozie, i przeszliśmy starym mostem Kamienicę. Trochę niżej był dawny most kolejki wąskotorowej, pewnie używali przy budowie zapory. Niedługo dotarliśmy do kolejnej zapory, i do Wrzeszczyńskiego Przełomu. Atrakcją tu był pies, który zastawał nam szlak, i nie wyglądał na specjalnie spokojnego, więc ominęliśmy go górą. Przy zjeżdżaniu Karolinie powstał bardzo modny, aczkolwiek w danych warunkach atmosferycznych mało przydatny otwór w tylnej partii jej spodni, postanowiła więc je zmienić. Tu więc wpadliśmy w pułapkę: na wytorowanym szlaku za nami wściekły pies, a przed nami przebierająca się kobieta (potencjalnie wściekła). Niewiele dalej, przy przekroczeniu kolejnego jaru w zboczach Przełomu, mogliśmy zaobserwować teorię gier w czystej swej postaci, jak nasz spec od ekonomii wszelakiej, Michał zauważył: dane było zaś mocno pośnieżone i oblodzone drzewo, położone nad potokiem o szerokości 2 dużych kroków. Asekuranci: Karolina, Jasiek, Tomek i Roman woleli zostać na pewno suchym . kosztem zmoczenia jednego buta w potoku, a reszta ekipy, ryzykanci spróbowali przejść potok drzewem, ryzykując kapiel w lodowatej wodzie. Na szczęście skończyło się dobrze, czyli przeszliśmy rzeczkę bez umoczenia się w niej.

Następną atrakcją była średniowieczna wieża rycerska w Siedlęcinie, ale tylko Thoung, Jasiek i ja weszliśmy podziwiać XIV-wieczne freski na ścianie, reszta wybrała sklep i rozkosz w postaci ciasteczek luzem czy też oranżady. Po Siedlęcinie podziwialiśmy uroki pięknie położonego schroniska Perła Zachodu, ale niestety (stety??) tylko od zewnątrz, ponieważ było ono zamknięte. Potem już tylko Borowy Jar, standardowe miejsce wycieczkowe Jeleniogóran, przy wejściu doń: piękny wiadukt kolejowy, i już byliśmy w Jeleniej Górze. Czas do odjazdu pociągu spędziliśmy w bardzo przyjemnej jadłodajni, napychając się plackami po węgiersku, pierogami, a potem po drodze na dworzec podziwialiśmy piękno miasta. Z miejscem w pociągu nie było problemów, nawet jechaliśmy luksusowo, w zdeklasowanej jedynce, na wyciągniętych siedzeniach udawających łóżka.

Wyjazd na Bobry, jak Magda bardzo trafnie nazwała, (czy też w Beaver Valley, jak kto woli) był więc udany, zobaczyliśmy wiele ładnych miejsc, poznaliśmy mało znany do tej pory zakątek Polski, przy dobrej zabawie w śniegu i nad zaporami. Idealne miejsce na wypad w środku zimy, serdecznie polecam!



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>