Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Rajd biegówkowy w Jakuszycach 10-11.12.2005
Dodaj komentarz

relacja Ady

Na białe szaleństwo w okolicach Jakuszyc ruszyliśmy w piątek 9 grudnia 2005. Zdecydowana większość ekipy zebrała się na Dworcu Wschodnim. Wbrew przyjmowanym zakładom WO Wojtek spóźnił się zaledwie 9 minut;) Szybko – zwarci i gotowi na szusowanie (dla większości pierwsze próby!) - udaliśmy się do pociągu i zajęliśmy miejsca dla reszty. Na centralnym dołączyli pozostali. W dość licznym składzie (Ewa i Marcin, Paweł K., Przemek, Emilka, Makaron, Dominika, Ewa R., Wojtek, Michał W., Benjamin, Magda T., Ola, Ania, Magda W. i ja. Na miejscu dołączyliśmy do Doroty, Michała S. i Artura) ruszyliśmy w drogę.

Z małym opóźnieniem, ok. 9.30, dotarliśmy do Jeleniej Góry. Tam podzieliliśmy się na dwie grupy, aby dotrzeć do Jakuszyc. Pierwsza grupa bez problemów dojechała na miejsce, druga miała zdecydowanie mniej szczęścia. Nasz bus, z tytułu postoju w niedozwolonym miejscu, został zatrzymany przez policję. Przy okazji policjanci doczepili się kilku innych usterek i nasza dalsza podróż wydawała się zagrożona. Ostatecznie jednak, po pertraktacjach i 300 zł mandatu, puścili nas. Na szczęście kierowca nie obciążył nas kosztami mandatu.

W Jakuszycach szybko wypożyczyliśmy narty i ruszyliśmy w drogę. Warunki idealne, dużo śniegu, słonecznie. Zabawa była przednia, mimo częstych kontaktów z podłożem i ciążącego z każdym krokiem coraz bardziej plecaka. Po około godzinie dotarliśmy do schroniska Orle, zostawiliśmy bety i już bez zbędnego obciążenia poszusowaliśmy dalej. Dotarliśmy do kopalni kwarcu (gdzie większość wylądowała w śniegu!), a potem przez Samolot, już po ciemku, zjechaliśmy do schroniska. Po 17 rozpoczęła się biesiada, podczas której zabawiał nas Pan Zza Lady – Artur. Co chwila wymyślał rozmaite konkursy. Aby zachęcić nas do udziału sam na początek wystawiał 3 butelki piwa. Pierwsza konkurencja polegała na uchwyceniu zębami pudełka zapałek, które stało za krzesłem. Nie można było jednak podczas wykonywania zadania dotknąć żadną częścią ciała podłogi. Jako pierwszy spróbował Michał W. i … wygrał (zgodnie z zapewnieniami Artura jako pierwszy już przy pierwszym podejściu). Próby podjął się także Benjamin, który, stosując innowacyjne metody, także zdołał wykonać zadanie. Impreza się rozkręcała, zatem padła propozycja kolejnej rundy. Tym razem zadanie polegało na podniesieniu, także zębami, pudełka zapałek leżącego pod stołem. Pozostałe założenia identyczne. Tym razem zwycięzcy tak szybko nie wyłoniono. Próby podjęli się Wojtek, Przemek, Dominika. Ale dopiero Makaron zdołała chwycić pudełko i wrócić na stół. W nagrodę zgarnęła 7 piw! Po zawodach powróciliśmy do rozmów we własnym gronie, stopniowo zaczęły się wykruszać kolejne osoby. Ok. 23 Artur zaproponował nam kolejny konkurs. Tym razem zadanie polegało na tym, że każdy startujący wymyśla zadanie, które sam jest w stanie zrobić, a którego nie zrobi nikt inny. W szranki stanęli: Dorota, Michał W., Artur i dwóch szczecinian. Ja wcieliłam się w rolę sędziego. Pierwszą konkurencję zaproponował Artur. Zadanie polegało na zjedzeniu płonącej papierowej serwetki. Każdy pomyślnie je zrealizował i zdobył 1 pkt. Autorką drugiego zadania była Dorota. Każdy miał zrobić.. szpagat. Tym razem udało się tylko Dorocie (1pkt), ale po 0,5 pkt dostał także Artur i jeden ze szczecinian. By udowodnić facetom, że szpagat, nawet bez rozgrzewki, to żaden problem zrobiłam go nawet ja. Kolejną konkurencję zaproponował szczecinianin – każdy miał dotknąć językiem nosa. Z tym zadaniem nie miał problemu autor zadania i Michał W. (po 1 pkt). Czwarte zadanie, które wzbudziło najwięcej emocji, zaproponował Michał W. Każdy miał w czasie poniżej 45 sekund obiec nago, bez butów schronisko. Zadania podjęli się wszyscy faceci, Dorota wycofała się z konkurencji. I wszyscy zmieścili się w regulaminowym czasie(!), za co zdobyli po 1 punkcie. Ostatnie zadanie polegało natomiast na podniesieniu zębami (stojąc na rękach) pudełka po zapałkach. W pełni zadanie wykonał tylko jeden ze szczecinian (1pkt), częściowo Michał i drugi szczecinianin (po 0,5pkt). Po 5 zadaniach 3 osoby (Michał i szczecinianie) miały po 3,5 pkt, konieczna była zatem dogrywka. Jako zadanie rozstrzygające zaproponowałam jak najszybsze wypicie butelki piwa. Jeden szczecinianin zrezygnował, zatem tylko Michał i drugi szczecinianin stanęli w finałowe szranki… Michał niestety nie zdołał pokonać przeciwnika, który w nagrodę zgarnął 7 butelek piwa. Ale mimo wszystko wielki Szacun dla Michała i Doroty za odwagę i świetną zabawę. Po zawodach, już po północy, wróciliśmy do schroniska i poszliśmy spać.

W niedzielę, po śniadanku, ok. 8 ruszyliśmy ponownie w trasę. Razem dotarliśmy dogranicy polsko-czeskiej, potem podzieliliśmy się na dwie ekipy i ruszyliśmy na czeską stronę. Moja grupka (ja, Emilka, Mkaron, Dominika, Ola, Michał S., Przemek i Wojtek), zaliczając kilka spektakularnych upadków (włącznie z uderzeniem się nartą w ucho), dotarła do czeskiej knajpy na piwo (nie mieliśmy koron, policzono nam zatem podwójna stawkę!!). Po 15 wróciliśmy do schroniska, wypiliśmy herbatkę i mieliśmy zjeżdżać do Jakuszyc na busa. I tu zaczęły się problemy; okazało się, że narty Oli znikły! Jak się dowiedzieliśmy w schronisku, jego właściciel, myśląc, że są bezpańskie, zwiózł je na dół do wypożyczalni. Dogadaliśmy się z ludźmi ze schroniska, który zobowiązali się zwieźć Olę skuterem na dół, my zaś już pod osłoną nocy zjechaliśmy na nartach. Ale prawdziwe przepychanki zaczęły się na dole – właściciele wypożyczalni byli głusi na nasze argumenty. Po wielu próbach osiągnięto porozumienie. Tymczasem, część ekipy, która zjechała pierwszym busem do Jeleniej Góry, zaczynała się niecierpliwić. Przez zamieszanie z nartami, druga grupa była znacznie opóźniona i było ryzyko, że nie dotrą na czas. Na szczęście kilka minut przed odjazdem pociągu wpadli na dworzec i zapakowali się do przedziałów.

Ponieważ większość była zmęczona i zmarznięta dosyć szybko poszliśmy spać. Do tego wciąż gasło światło, co pogłębiało senna atmosferę. Ok. 23 byliśmy już we Wrocławiu, gdzie dołączył do nas Artur P. i złożone telefonicznie zamówienie na 9 knysz (ostatecznie dotarło tylko 8!). O 6.30 wylądowaliśmy na Centralnym.

Wyjazd super, tylko dlaczego tak wszystko dziś boli?

Dodaj komentarz


 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>