|
||||
|
Beskid Makowski 10-11.12.2005 | |||
|
Uczestnicy: Andrzej, Marek, SzataN, Wilk; relacjonował Andrzej :) Nasz wyjazd w Beskid Wyspowy w ostatniej chwili przekształcił się w wyjazd w Beskid Makowski. Ale- wiadomość dla trampowego fanklubu Beskidu Wyspowego- co się odwlecze, to nie uciecze :D W dość kameralnym gronie (SzataN, Wilk, Marek i ja) zebraliśmy się na Dworcu Centralnym w piątek wieczorem. Podróż zleciała nam na zażartej dyskusji na tematy polityczne i pokrewne, co nie podobało się specjalnie parze, która miała nieszczęście dzielić z nami przedział. Do Chabówki dojechaliśmy planowo, gdzie od razu złapaliśmy osobowy do Rabki. Tam pomarzliśmy sobie jakiś czas w hali dworcowej czkając na busa, który w końcu zawiózł nas do Mszany Dolnej. W tym pięknym mieście również nie zabawiliśmy długo, po szybkich zakupach złapaliśmy kolejnego busa do Kasiny Wielkiej. Na miejscu zaopatrzyliśmy się w wyroby miejscowego przemysłu (no niech już będzie) winiarskiego i wyruszyliśmy w drogę. Przez większą cześć dnia szliśmy czerwonym szlakiem, początkowo przez Wierzbanowską Górę potem Przełęcz Jaworzyce (gdzie na wielkiej polanie wydeptaliśmy napis Kocham Trampa). Śniegu było sporo, szczególnie w wyższych partiach prawie po kolana, a szlaki rzadko były przetarte. Główną nasz rozrywką (akurat mi się od mojego serdecznego przyjaciela Dziaska Macieja dostało najwięcej) było sprowadzanie nieświadomego współuczestnika wycieczki pod uginające się od śniegu drzewo, a gdy już się tam znalazł, trącenie gałęzi tak, aby wszystko zleciało mu na głowę. ? Do tego przez cały wyjazd Wilk, co z czasem przerodziło się w obsesję, z każdego wzniesienia chciał a/ sturlać się (lub) b/ zjechać na karimacie. Wyprzedzając bieg wydarzeń- ambitnych planów zrealizować mu się nie udało ;) W drodze na Lubomir spotkaliśmy całkiem sympatyczną grupę turystów z Karkowa, która na szczycie zaoferowała nam mieszankę Żołądkowej Gorzkiej i Soplicy. Ów wymyślny trunek zaserwowano nam w kieliszku z logo Wisły Kraków, więc przeszło mi to przez gardło dość opornie. Natomiast Dziasio wynalazkiem naszych przyjaciół z Krakowa się zakrztusił. Ostatecznie brodząc po kolana w świeżym śniegu weszliśmy jeszcze na Łysinę i dość okrężną drogą udaliśmy się na nocleg do schroniska na Kudłaczach. Tam po krótkim odpoczynku kontynuowaliśmy integrację z naszymi znajomymi ze szlaku, którzy także tam nocowali. Ich lokalny patriotyzm sięgał tak daleko, że na melodię Snu o Warszawie śpiewali Sen o Krakowie :D W niedzielę przywitał nas mroźny poranek, śnieg pod nogami aż skrzypiał. Ze schroniska zeszliśmy czarnym szlakiem do Pcimia, cześć drogi pokonując ruchem ślizgowym- droga była bardzo oblodzona. Później przez Krzywicką Górę i Uklejnę doszliśmy do Myślenic. Po drodze spotkaliśmy kilkunastu myśliwych, którzy akurat urządzali sobie polowanie na lisa. W niedzielę Wilk również znikąd się nie strulał ;) W Myślenicach zziębnięci i głodni trawiliśmy do przydworcowego baru kebabowego, gdzie na pytanie, czy mięso w kebabie jest z kurczaka, szefowa kuchni odpowiedziała: Nie, to jest mięso kebabowe. O jego walorach smakowych wolałbym nie wspominać. Należy także wspomnieć o ostatnim ciekawym akcencie naszej wyprawy- gdy w Warszawie czekaliśmy na Centralnym na nocny, przyszedł do nas mieszkający tam dżentelmen i niepewnym głosem powiedział: Jestem z Ogólnopolskiej Fundacji do Walki z Kacem. Wiecie panowie, człowiek nie kaktus i pić musi. Dorzucicie się może do wiśnióweczki?. A tak w ogóle to było super, kto nie był niech żałuje. O! :D |
||||
![]() |
|
|||
|
KTE "TRAMP" Szkoła Główna Handlowa Al. Niepodległoci 162 02-554 Warszawa +48-22-5649784 Webmaster <Piotr Chachaj> |
||||
![]() |
||||