Kurs Turystyki Górskiej Ceneria: outdoorowa porównywarka cen
www.ImprezyPodroznicze.pl
www.peron4.pl
www.szlaki.net.pl
www.skg.uw.edu.pl
Relacja z X Rajdu Jesiennego MRÓWKI
MRÓWKI 2006
Relacja Tomka Dudzińskiego
zobacz zdjęcia w galerii | skomentuj na forum

- Ostatnio na wyjazdach drugiego dnia robimy mniej GOT-ów niż pierwszego. To niedopuszczalne! W przyszłości będę to tępił! - oznajmił Radi i zaśmiał się serdecznie. Ktoś niewtajemniczony mógłby pomyśleć, że był zadowolony z powziętego przed chwilą szczytnego postanowienia. Nic bardziej błędnego! Radi najnormalniej w świecie cieszył się z wypowiedzenia trzech zdań jednym ciągiem.

Poprzedniego wieczoru co chwila przeszkadzaliśmy mu w wygłoszeniu komunikatu o planach na niedzielę. Mało tego, że ilekroć wspominał o nowej trasie, skandowaliśmy imię i nazwisko prowadzącego. Ilekroć w ogóle otwierał otwierał usta, zapodawaliśmy odpowiednio przerobione przyśpiewki kibicowskie (w stylu "Nie ma lepszego od Radka Pawłowickiego!"), a każde jego słowo musieliśmy chóralnie powtórzyć, śpiewająco skomentować i nagrodzić wszystkimi możliwymi rodzajami owacji. Wbrew pozorom bardzo krótko nie dawaliśmy mu dojść do głosu - podczas przerw czasu starczyłoby mu zaledwie na jeden tom "Wojny i pokoju" (tzn. na nauczenie się rosyjskiego i przeczytanie go w oryginale ;) - za to uciszyć nas mógłby jedynie prawdziwy cudotwórca (człowiek zdolny nawet przekonać Łukasza M. do wypicia kieliszka wódki). Wielkie Szacun i Pozdro Prezesowi za interaktywne wystąpienia!

Tylko Mydlak pokusił się o skomentowanie zapowiedzi "W przyszłości będę to tępił".

- A ile procent ma totem? I czy dobry jest?

Położyłby nas ze śmiechu tym tekstem, ale już wylegiwaliśmy się w popołudniowym słońcu, delektując się wypoczynkiem w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Nie można było na nie narzekać podczas prawie całego wyjazdu. Padało tylko raz i wyjątkowo krótko. Porządnie wiało jedynie na wieżach widokowych, niżej delikatny, częściej letni niż zimny, wietrzyk poruszał żółciejącymi, jesiennymi liśćmi. Ich szum był niezwykle przyjemny dla ucha, ich kolor, jak i cały krajobraz, pieścił oczy. Powietrze było niezwykle czyste i świeże. Co paręnaście kroków natykaliśmy się na dorodne grzyby, szczęśliwcy widzieli chyżo biegnące sarenki. Przypomnijcie sobie typowy tekst o jesieni z podstawówkowego elementarza i wrażenia z jego lektury w zamierzchłych czasach, tj. ogólnie OK, miejscami dążące do idylli. Tak właśnie było w Górach Sowich.

Paręnaście minut później ruszyliśmy w dalszą drogę. Chcąc oszczędzić na biletach, szukaliśmy jakiegoś bocznego wejścia do największej górskiej twierdzy w Europie. Jej ogrom naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza wtedy, gdy podczas marszu wzdłuż szosy podziwia się częściowo skąpane w słońcu i miejscami rozsadzone przez korzenie drzew ciągnące się hen-hen daleko mury obronne. Trudno mi powiedzieć, co spodobało się bardziej - Twierdza Srebrnogórska czy też kompelks wydrążonych przez hitlerowców w skale niedokończonych szerokich korytarzy i przestronnych pomieszczeń nieznanego nam przeznaczenia, tj. sztolnie w Walimiu. Obie atrakcje zwiedzało się równie przyjemnie, no może w sztolniach były problemy z przystosowaniem się do przerzedzonego powietrza, co powodowało niemalże narkoleptyczną senność. Ale, ale, najważniejsze jest chyba to, że zwiedzanie tychże będę długo pamiętał w dość drobnych szczegółach, a nierzadko udaje się polskim zabytkom wywrzeć na mnie tak wielkie wrażenie.

Tak w ogóle to z tego wyjazdu będę miał strasznie wiele szczególnych, miłych i ciepłych lub najnormalniej w świecie fajnych wspomnień.

Pierwsze, dość dziwne, jest jeszcze z Dworca Wschodniego: to porównanie twarzy Radiego przed i po zapłaceniu za bilety grupowe. Przed wyglądał, jak wypisz-wymaluj człowiek obarczony ciężkim brzemieniem. Gdyby Peter Jackson dziś kręcił "Władcę Pierścieni", Radi nie dostałby roli Froda tylko za sprawą wzrostu, poza tym pasowałby idalnie. Pozbywszy się pieniędzy, był zadowolony niczym pacjent oddziału urologicznego, którego już nie trapią kamienie nerkowe.

Drugie to nocleg na Zygmuntówce, do której trafiliśmy już po zmroku, by przez pewien czas myśleć, że będziemy spać ściśnięci niczym sprośne myśli w mózgu nimfomana podczas wyborów Miss World, a zwłaszcza pamiętna, przytoczona na początku przemowa Radiego, oraz fakt, że niektórym, w tym i mi, niewiele piw było potrzebnych do pełni szczęścia. Położyłem się do śpiworka po północy, rozłożywszy go na podłodze pod stołem (ktoś mi, cholera, podwędził na noc karimatę). Gdy wokoło toczyły się w najlepsze ożywione dyskusje, zasypiałem, myśląc o tym, by napisać do producentów "Szansy na sukces" list z prośbą o odcinek z zespołem Brudne Dzieci Sida. Ale by się działo.

Trzecie - moja pierwsza wizyta we Wrocławiu, która ograniczyła się niestety tylko do spożycia w barze piwa za 3zł (ten Piast był wyceniony adekwatnie do jakości), skonsumowania paru cheeseburgerów i perturbacji związanych z permutowaniem Trampów w wagonach pociągu powrotnego. Muszę tam jeszcze wrócić.

Czwarte - atmosfera całego wyjazdu. Trampowego wyjazdu. W górzy, rzecz jasna. "Tam jedynie dusza żyje" - zdarzyło się kiedyś napisać Tetmajerowi. Nie do końca się z tym zgadzam, ale tam, w takim towarzystwie na pewno odżywa!

Szacun i pozdro!



 

KTE "TRAMP"
Szkoła Główna Handlowa
Al. Niepodległoœci 162
02-554 Warszawa
+48-22-5649784
Webmaster
<Klub Turystyczny Ekonomistów TRAMP>